22.10.2019

Pola i nie tylko

Tutaj z dwóch stron nachyla się las. Drzewa są tak blisko, że ocieniają okna. Pozostałe strony świata otwierają się na pola. Pola są płaskie jak tafla jeziora, jeśli jest lato. A jeśli zima, pola są płaskie jak lodowiska. Wzrok ślizga się po nich i rozbija o własne ograniczenia, które nie pozwalają zobaczyć dalej, poza horyzont. Od horyzontu zawsze wieje wiatr. Rozpędza się na odkrytej przestrzeni i uderza na odlew w twarz. Wyciska łzy i nie jest to przyjemne.

Zaorane pola są puste. Na takich polach ziemia jest lżejsza. Nietrzymana przez żadne korzenie. Z takiej ziemi wiatr skręca ulotne wiry. Nie istnieją dłużej niż pojedynczy podmuch. Unicestwia je chwila na nabranie oddechu i kurz bezwładną falą sypie się w dół, wygładzając blizny zadane przez orkę.

Dużo tu pól obsianych zbożem – trochę pszenicy, prosa – albo rzepakiem. Wtedy przed oczami robi się żółto. Zapach rzepaku jest tak silny, że przechodzi w duszący smród. Kiedyś jedna dziewczyna weszła w takie pole. Szybko zmorzył ją sen, z którego już nigdy się nie obudziła. Znaleziono ją po kilku dniach. A całe nieszczęście przez odurzającą woń rzepaku.

Są też pola truskawkowe. W upalne dni lata kobiety z różnych stron zwabia zapach owoców, za zebranie których dostają grosze potrzebne na chleb. Kobiety tkwią schylone do ziemi – i nie ma nic pociągającego w ich wypiętych tyłkach. Są zmęczone. Słońce parzy im głowy, a pot zwabia owady, które lepią się do skóry i wgryzają w ciało. Przez te kilkanaście godzin, od piątej rano do wieczora, kobiety widzą tylko ziemię i zielone krzaczki. Delikatnie zrywają z nich truskawki. Nie można ich zgnieść. Zapach ziemi staje się nie do zniesienia, zwłaszcza że słońce wciąż parzy, a kurz wysusza gardło. Chciałoby się wypluć coś, czego tak naprawdę nie ma. Brakuje śliny. Jeść się nie chce.

Kobiety nie plotkują. Szkoda sił na słowa. Zapełniają koszyki w milczeniu. Dłonie mają zabarwione czerwonymi plamami, które nie zejdą jeszcze przez kilka godzin. W nocy cicho pojękują. To odzywają się kości. Bolą, jakby obudziło się w nich życie. Jakby z tego bólu chciały wybrać się na wycieczkę, pozostawiając na łóżku bezwładny worek pełen żył i mięśni. Zmęczenie jednak jest tak wielkie, że pomimo bólu zapadają w krótkie, nerwowe drzemki. Co jakiś czas zrywają się zlane potem. W snach też harują na polu.

Sny kończy początek dnia. I znowu wszystko od nowa. Trzeba tylko wykonać nieco inne czynności w nieco innych okolicznościach. Zacznie padać albo będzie większy upał. Może się ochłodzi, a w końcu dojdzie do tego, że wyschną liście i spadnie śnieg. Zamiast truskawek będzie wybieranie kamieni albo zbieranie jagód w lesie. W każdym razie dzień skończy początek nocy.

Ale w nocy pola wywołują strach, który przeszkadza w oddychaniu. Bo pusto jest przed nami i pusto za nami, nad głową przestrzeń, której obawia się wyobraźnia, a stopy stoją na ziemi, która od zawsze ma na nas ochotę.

Fragment powieści Tartak

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Daniel Odija, Pola i nie tylko, Nowy Napis, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły