08.02.2021

Szczypta

Nieść kiść, ledwy pąk. Chłept, łyk, odrobina.
Byle haust, byle gryz. Kajuta, deski, prycza. 
Grosz, jałmużna, ryczałt. Rozmazuję skroń 
na całe czoło, zaciskam pięści, trzymam kciuki, 
byle nie wystawić palca. Trzeba pleść z chudych łodyg.
W ręku nić, którą ślinię i próbuję trafić w ucho.
Nic, noc, jazz. Dół dla snu, płaci mi płaczący kot.
Nade mną zenit – blady nit. Garstka, łupina, szczypta,

 

która daje smak. 

 

Dyski, cekiny, ważki. Wrażenie chaosu, chłamu 
na targu w Bangalur. Jakby uderzyć się w głowę 
i na nanosekundę zobaczyć kosmki, nitki, włókna, młyn. 
Ujrzałem bezradność, potężną tężnię, niemożliwą liczbę, 
ogień na czubku knota, muchę na czubku nosa, 
piłkę na czubku palca, rzepkę, którą każdy sobie. 
Zastygłem i nagle poczułem się pchnięty do szumu, 
do łopotu, dymu. Liczy się oddech, płomień, podniesienie brwi. 
Oparty o parapet, nagle znalazłem się wśród kropek,
w kleksach, wśród muśnięć i zadr. Pojąłem zgiełk, 
dziwny zlep, ogonek pod e, w ogonie komety rzep,
feerię, furię, skrzep, przestwór, gdzie nikt nie woła,

 

wielki step. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Kleszcz, Szczypta, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły