27.08.2019

Szukanie równowagi. Wokół debiutu Michała Czoryckiego

1.

Cztery strony świata to późny (autor urodził się w 1978 roku) i nader dojrzały debiut poetycki. Głos poety jest donośny. Wersy Czoryckiego skupiają światło okolicy, którą próbują rozpoznać i nazwać. Są jak kamienie wylegujące się w słońcu, a pod wieczór oddające ciepło. Czorycki to poeta uważnych wejrzeń, skupiony na najmniejszych detalach. W orbitach jego wierszy rosa spływa z kaczeńca, a kurz zalega na krokwiach opuszczonych domów – jakaś senna powolność wyłącza czas zdarzeń z jego nieuchronnego biegu i zadyszki. Wszystko staje nam przed oczami w swoim teraz i tu. Powolne sielanki, czas snujący się jak leniwy kot. Ale też nagłe spięcia, chwilowe błyski, daremne żale, próżny trud. Zapatrzenia. Zauroczenia. Tę poezję interesują rzeczy porzucone, leżące na uboczu, nadgryzione czasem, opatrzone, za sprawą wiersza powracające w krąg czyjegoś bycia. Zardzewiałe obręcze po drewnianej beczce, przygaszona poświata wnętrza stodoły, traktor przecinający widzenie i pola. Zapach pomarańczy, smoła w pęknięciach betonu, brzęk blaszanego wiadra, konsystencja mlecznej piany.

Wiersze z Czterech stron świata często są zapisem skupienia:

Ostry mróz grudnia, różowa łuna świtu.
Okna pokoju drżą, szyby dzwonią w ciszyM. Czorycki, Cztery strony świata, Sopot 2018. Biblioteka „Toposu”, t. 158. Wszystkie cytaty według tego wydania.[1].
[s. 11]

*

Czorycki opowiada sobie przeszłość z perspektywy osoby dojrzałej, obarczonej bagażem własnych doświadczeń. Przez pryzmat dzisiejszej wiedzy i wrażliwości przygląda się sobie minionemu i  w końcu potrafi nazwać uczucia, choć nie sposób pierwszych inicjacji odczuć, przeżyć, zapamiętać tak, jak wtedy, kiedy obywały się bez słowa. W wierszach pojawia się więc rodzaj żalu i nostalgii, nieuchronność wołająca na pomoc bezsilność. Gorzkie rachunki, dawno temu zapomniane wydatki. Poeta próbuje nicią wspomnień zszywać lata, co rozsypały się jak zetlały papier. Julian Kornhauser napisał kiedyś, że dzieciństwa nie są naszą własnością, że nas stwarzają i porzucają po drodze, a my za wszelką cenę próbujemy odnaleźć jakieś kawałki siebie z dawnych lat, z czasu objawiania się rzeczy, nieśmiałego przykładania doń słów, bez uprzedzeń, z satysfakcją i spontanicznością. Czorycki także stale zerka w tył, tyle że obraz śnieży.

Przeczytajmy wiersz Rzeka:

Głęboko w tobie bieg rzeki dzieciństwa.
Szept, urwane sylaby, ciemniejące światło.
Nieprzenikniona będzie tajemnica
Małego portu na rzece. Zatoki.

Półwyspu wierzb i włoskich topoli.
Niewyrażony będzie tamten zapach.
Mulistego dna. Nieruchomej wody.
Rdzy zżerającej długie cielska barek.

I żadne słowo nie dotknie sekretu
Pokładów i masztów, szyn ginących pod wodą.
Białego pyłu na liściach wikliny.
Szerokiej rzeki w słońcu za obszarem łóz.
[s. 8]

Dziecko znajduje się wewnątrz wyobraźni, nie separuje się od prądów, które je niosą. Buduje swój świat ze wszystkiego, co znajduje pod ręką. Groza może wynikać z radości, a ta z kolei ze smutków – w myśl sobie znanego porządku, nie opartego na rozumowych abstrakcjach. Rzekę dzieciństwa zasila tak wiele źródeł, że nie sposób ustalić wszystkich dopływów. Wiele razy umieramy, ale dzieciństwo zdarza się tylko raz i zanim zorientujemy się, że było, jesteśmy już daleko za nim. Dorośli zazwyczaj żyją w przeszłości, albo cały wysiłek skupiają na projektowaniu przyszłości, dziecko zaś żyje chwilą, poddaje się jej czarowi i efemerycznym urokom. O tych brakach i prawidłach traktuje tom Michała Czoryckiego.

*

Wiersze te wyrastają z tęsknoty za tym, co odeszło. Czorycki rekonstruuje faktury przedmiotów składających się na panoramę dzieciństwa, przypomina sobie smaki i zapachy im towarzyszące, zwraca się w stronę porzuconych rzeczy. Jego wiersze dzieją się „na krawędzi mowy”, miedzy tym, co zginęło w dali, i tym, co pamięć zdołała wydobyć z oddali. Poeta sugeruje, że życie jest ciągłym oddalaniem się od samego siebie – stąd bierze się u   u niego ciągła potrzeba nawrotu, zwrócenia się w stronę domkniętą, podsumowaną, ale bez wyraźnej puenty. Zawsze zostanie coś, czego nie zobaczymy w dzisiejszym świetle, równanie wciąż pozostające bez rozwiązania. W tej poezji jesion stoi twardo, słychać jego pulsujące soki, widać ciemną alchemię.

Wiersze Michała Czoryckiego opowiadają o  o próbie zadomowienia, zdefiniowania siebie poprzez miejsce i krajobraz, poprzez klasyczny ład i porządek, poprzez greckie toposy. Poecie wydaje się patronować dostojny smutek fraz Kazimierza Wierzyńskiego, osadzonych w trwałych formach, rozproszonych w nieuładzonym smętku. Co jakiś czas Czorycki kłania się przeszłym duchom, szukając u nich schronienia. Poezja pomaga mu zrzucić ciężar lat, szukać sensu wydarzeń. Bohater tej poezji balansuje między nieosiągalną przeszłością i tajemniczą przyszłością.

Późne już miedź i złoto buków.
Rzeka niesie ku morzu
Kolejne pokolenie liści.
I mały dzwon, przenikliwy, ostry,
Do czego wzywa?
(Wezwanie)

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Bartosz Suwiński, Szukanie równowagi. Wokół debiutu Michała Czoryckiego, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy