11.02.2020

„Z krawędzi nocy” – „z tajemnic dnia”.  Tematy i formy poetyckie Józefa Bujnowskiego.

Czytelnik wierszy Józefa Bujnowskiego zwróci od razu uwagę na kontrasty tematyczne, na antytezy oraz antynomie, wskaże zróżnicowanie postaw wobec świata, podejmie namysł nad wypełnianymi przez poetę rolami, zatrzyma się przy scenariuszach życiowych i epizodach biografii, które poprzez paradoksy losu nieraz osiągają wymowę tragiczną. U schyłku dwudziestolecia międzywojennego problematyka sztuki pojmowanej jako rzeczywistość osobna u Bujnowskiego wchodzi w konflikt z buntem społecznym, napotyka na obce poecie wątki polityczne w utworach ówczesnych twórców wileńskich. Program niezależnego artysty o gustach nowatorskich zderza się, szczególnie w czasach II wojny światowej, z obowiązkami wobec zbiorowości, bowiem kodeks walczących musiał zostać określony, a zło w dziejach – nazwane. Kroniki cierpienia wspólnoty, a także poetyckie odpowiedzi na katastrofę wojenną, kierując twórczość Bujnowskiego na inne tory, wstrzymywały zakładany przez poetę rozwój. 

Dociekania egzystencjalne i metafizyczne o wartości uniwersalnej w wierszach autora Poranków i studiów graniczą z sensualnie odbieranymi konkretami, z zapisami reakcji na piękno świata – wysławiające wartość przeżywanych chwil. W tym przypadku konstruktywistyczny intelektualizm wspierany przez świadomość formy, przez nowoczesne eksperymenty słowne, nie wyklucza postawy spontanicznej ekstatycznego świadka istnienia. Poezja Józefa Bujnowskiego naznaczona jest mocnym signum podmiotowości, gdyż nie tylko obcujemy z awangardową personą liryczną, z „ja” poddanym pasji układania pięknych słów, lecz także odkrywamy tropy autobiografii. Modernistyczna liryka wyrazu zapośredniczonego niekiedy skłania się ku wyznaniu. W świecie poetyckim Bujnowskiego nakładają się na siebie dwie niewspółmierne skale wyobraźni: wizje monumentalne i kosmiczne oraz „małe impresje”, momentalne zapisy postrzeganej realności. 

Za ważne wyznaczniki tej poezji uznać należy kontrastowanie obrazów, zestawianie metafor z przeciwstawnych porządków oraz gry językowe oparte na antytezach. Tytułowa formuła tego szkicu odnosi się właśnie do tak określonych tendencji. W wizjach onirycznych przetwarzane są treści podświadome, zaś imaginacja senna pracuje w materiale doświadczenia, posiłkuje się pamięcią, ale nie ujawnia w pełni niepokoju, nie wskazuje wprost źródeł traumy. Natomiast domena dnia, zdawałoby się, łatwiejsza do opisania, gdyż nie sposób naruszać reguł jawy ani kwestionować przyczynowego powiązania faktów, zachowuje ślady nie poddających się nazwaniu doznań oraz przeczuć. Jak powiada poeta: „Idę z krawędzi nocy”; „odwracam twarz ku mrokom, których moc / trwa jeszcze” (Z tajemnic dnia, P 29Wykaz skrótów stosowanych w pracy: PT – „Pęknięty tor. Poezje”, Brasław 1937; RoB – „Ręce od brzegu. Poezje. Zbiór IV”, Ziemia Święta 1943; BwP – „Brzozom w płomieniach”, Włochy 1945; P – „Powroty”, Hanower 1947; RnP – „Rysy na pustce”, Londyn 1953; LW – „Lipowy witraż”, Londyn 1954; PiS – „Poranki i studia”, Londyn 1964.[1]). Ujmując rzecz w gwałtownym skrócie, powiemy, iż poeta uchyla jednoznaczne rozstrzygnięcia poznawcze, nie ulega złudzie zbyt oczywistych eksplikacji. Interesuje się również zjawiskami zmieszanymi, hybrydycznymi oraz takimi, które dopiero się stają, które oczekują na nazwę.

Oprócz żywiołu nieokreśloności wskazać warto w poezji Bujnowskiego fascynację pograniczami różnych światów i płynnością granic pomiędzy nimi. I tak codzienność zabarwia się oniryzmem, pospolite zdarzenia postrzegane są w skali kosmicznej, a fantazjowanie nie jest gorsze od rzeczowej obserwacji. Ulubionym słowem Bujnowskiego są „krawędzie”, które w leksykonie poety oznaczają przestrzeń pośrednią – między nocą a dniem, jasnością a cieniem, wszechświatem a ziemią, sferą wiedzy pewnej a tajemnicą. Omawiane wiersze można też odczytywać jako świadectwa poszukiwania ukrytych sensów rzeczywistości, przy czym założenie maksymalistyczne, że uda się przeniknąć metafizyczny sekret, dotkliwie rozmija się z rezultatami, bowiem narzędzia ludzkiego poznania są zawodne.

Przedwojenne wiersze Józefa Bujnowskiego przynależą do kręgu poetyckiego „Smugi” oraz Klubu Błękitnych, czyli do innej, niż żagarystowska, orientacji awangardy wileńskiej. Autorzy należący do tej „kontrgupy”Określenie Teresy Daleckiej [z:] tejże: „Żagaryści na Uniwersytecie Stefana Batorego” [w:] „Żagary. Środowisko kulturowe. Grupy literackie”, red. T. Bujnicki, K. Biedrzycki i J. Fazan, Kraków 2009, s. 60. [2] o słabszym oddziaływaniu na czytelników, niż świetna konstelacja Miłosza i Bujnickiego, odrzucali upolitycznienie poezji i nawiązywali do awangardy krakowskiej. W zbiorach Józefa Bujnowskiego z tego czasu Pęknięty tor (1937) oraz Pięścią w twarz – kwiatami pod nogi (1939) bunt społeczny oraz estetyczny wyrażający się w dynamicznych ekspresjach graniczy z liryzmem, a zapowiedzi katastrofy spotykają się z wyznaniami na temat obcości w świecie. Na przeciwległym biegunie umieścić należy refleksje metapoetyckie oraz wypowiedzi programowe. Zwróćmy uwagę na skalkulowaną brutalność wierszy z obu omawianych tomów. Wszak zdobywcza awangarda niweczy przeszkody, rusza na podbój świata z optymizmem i wiarą. Zgodnie z takim nastawieniem w sporze głowy i muru na razie zwycięża głowa:

Odbić się, odbić o próg, czołem rozwalić mur,
wszystkim jest jeden krzyk; wola zwycięstwa twarda – 
spalić pola oddechem: językiem ognistych piór,
- to wszystko, to wszystko lub nic – to, poezja, pieśń, awangarda.

(Awangarda, PT 22)  

Uderzenie w porządek świata oraz gigantyczny czyn tworzenia-niszczenia wybrzmiewa zdaniem, że najważniejszą sprawą jest nowa dykcja poetycka. Estetyczna edukacja odbiorców, których przekonać należy do nowoczesnego eksperymentu, posiłkuje się kuracją wstrząsową, ma przypominać nagłą napaść. Powtarzają się tutaj metafory zadawania bólu, torturowania, zranienia. W niektórych utworach, takich jak na przykład Pięścią twarz, dawny spór z mieszczańską publicznością zachował się dobrze, gdyż napiętnowane jest życie bezrefleksyjne, pozbawione sensu i rozwoju.

W omawianych zbiorach ważną rolę odgrywa konfrontowanie przygód myśli z wieloraką rzeczywistością. Krytycznej analizie poeta poddaje takie abstrakcje, jak nieskończoność, wieczność czy bezkres. Warto też zwrócić uwagę na temat spontanicznego buntu równoważonego przez nastawienie refleksyjnePiszę o tym dokładniej w pracy: „Wczesna twórczość Józefa Bujnowskiego” [w:] „Poezja i poeci w Wilnie lat 1920–1940. Studia”, red. T. Bujnicki i K. Biedrzycki, Kraków 2003, s. 248 i następne. [3]. Skargi na anonimowość tłumu, „maszynizację” społeczeństwa, ruch, który tylko marnuje ludzką energię, zakłócone relacje międzyosobowe, młodość pozbawioną głębszego znaczenia (na przykład: Nerwica, Miasto, Pęknięty tor) znajdują kontrapunkt  w kontemplacji natury  i wszechświata, prawa do marzeń, nadziei pokładanej w samorozwoju.

W następnych zbiorach Józefa Bujnowskiego, które powstały w latach wojny, wykładowi idei walki – heroizmu, poświęcenia, wierności – towarzyszy namysł nad słowem uczestniczącym w działaniach zbrojnych. Apel do walczącej wspólnoty bywa patetyczny, spotęgowana zostaje retoryka perswazji, gdyż przemawia człowiek uzbrojony w rynsztunek słów-zaklęć, które mobilizują wolę zbiorową. Tematami zadanymi poecie tyrtejskiemu jest walka w imię słusznego odwetu, wspólne maszerowanie ku wolnej Polsce (Idziemy; Krew – za krew)Por. R. Cudak, „«Emigracja walcząca» i jej poezja” [w:] „Literatura emigracyjna 1939–1989”, t. 1, red. M. Pytasz, Katowice 1993, s. 102–103. [4]. Natomiast język kolokwialny opisuje żołnierską codzienność. Autentyczne słowo poezji żołnierskiej ma być zatem „jak zdyszany ranny goniec” (Kołysanka, RoB 17). Ograniczenie wyrazu artystycznego staje się wymogiem chwili. Dlatego poeta, który przeciwstawia się mitologiom wojny, musi zdobyć się na wyznanie: „żelazem zacisnąłem gardło” (Najsrebrniejsza z kul, RoB 6). 

Jednakże eksperymenty nie zostają zarzucone, bowiem słowo awangardowe, jak u Przybosia w Póki my żyjemy, służy opisowi nowoczesnej wojny. Na przykład w poemacie Bujnowskiego Pościg w kwiatach dynamizm wypowiedzi, symultaniczność akcji, eliptyczność zdań, rozrywanie ciągłości komunikatu poprzez „notację schodkową” oddają istotę współczesnej wojny, tworząc nowoczesną odmianę poezji batalistycznejPor. J. Chłap-Nowakowa, „Sybir Bliski Wschód Monte Cassino. Środowisko poetyckie 2 Korpusu i jego twórczość”, Kraków 2004, s. 412–413. [5]. Imitowanie dysonansowej akustyki działań wojennych odgrywa w tym utworze znaczącą rolę. Hałas natarcia miesza się z komendami wojskowymi. Zróżnicowane efekty onomatopeiczne tworzą aurę dźwiękową poematu. Bezład walki ma być jednak opanowany przez skalkulowaną logikę akcji. Strofoidy są też „dobrze skomponowane”, zamknięte, zakończone antykadencją bądź podkreślone okalającym rymem. Co znamienne, na równych prawach ludzkie ciało i narzędzia zabijania należą do machiny wojennej: 

zaostrzona granatu pięść
żelazo lane 

           dotyk części
Mózg czy hełm? Palec czy spust?
Skupienie ust – 
noc – granat
serce – granat.

(Pościg w kwiatach, RoB 10)

W wierszach Józefa Bujnowskiego bohater i żołnierz to równocześnie człowiek zredukowany, pozbawiony podmiotowości. Dzień żołnierza poświęcony jest rutynowym zajęciom, które bez reszty zagarniają to wszystko, co jednostkowe. Natomiast noc uchyla tę opresję, otwierając obszar marzeń, przynosząc namiastkę wolności – ludzkiej i twórczej. Powrócić więc warto do przeciwstawienia, które umieściłem w tytule szkicu. Jak przeczytamy w wierszu Dzień jest dnem: „Szarymi drogami bez wyjścia / toczy się dzień za dniem” (RoB 35). Natomiast w nokturnach odżywają „dziwne / nieprawdziwe / sny” (Nocami ręce, RoB 34), które szybko pierzchają, bowiem świt zabiera złudzenia i wizje, porywając „bajkę barwną / nieczęstą” (RoB 35). 

Równocześnie noc oraz mrok wprowadzają czynnik niepokoju oraz niewiedzy. Kompensacyjne wątki lokują się „po drugiej stronie” okrutnych wojennych dni. I tak mówiący – na przekór koszmarowi – przypomina o wartościach poezji. W tomie Ręce od brzegu doświadczenie wojny pojmowane jest również jako moment oczyszczenia, po którym ukonstytuuje się dobry i sprawiedliwy świat. Ten świat, jak w wierszach Ojcze nasz, Ziemio moja czy Droga w piołunach,przybliżają pochwały polskiego krajobrazu, apoteozy sztuki, przywołania polskich mitów – od słowiańskich początków po romantyzm i Piłsudskiego, wiara w twórczą moc, wreszcie – etos pracy. Repetytorium z historii polski oraz literatury romantycznej znajdziemy w wierszu Droga w piołunach. Mity polskie stają się źródłem nadziei. Może świat nie uległ do końca destrukcji, skoro poeta może odwoływać się do znaków kultury? 

Zło ma zostać pokonane przez zachwyt nad cudownością rzeczy najprostszych. Chwilowe, zapewne iluzoryczne uwolnienie od tyrtejskich obowiązków przynosi powrót do uprawianej wcześniej przez Bujnowskiego „poezji kosmicznej”. Na przekór marnemu czasowi poeta poszukuje człowieczeństwa pełnego, zdolnego do współczucia. Dokonuje się też restytucji postaw artystowskich, ograniczanych przez muzę wojenną. W wierszach żołnierskich Bujnowskiego warto wskazać porządek metafor, który tworzy pewną całość wyobrażeniową. Otóż rozwój artystyczny przybiera tutaj hiperboliczną postać kosmicznej wędrówki, a płomień i krew kojarzą się nie tylko z ofiarą, ale również z walką o kształt słowa.

W tomie Brzozom w płomieniach z roku 1945 pojawiają się wątki podobne, jak we wcześniejszych utworach. Historiozoficzno-mityczny optymizm ulega ograniczeniu, a niekiedy – załamaniu, gdyż Józef Bujnowski sporządza rachunki polskich tragedii (Apel poległych w Katyniu, Warszawa), układa pełne gorzkiej ironii świadectwa rozczarowania po jałtańskim układzie (Wówczas mów nie mówiono, Pochwała „zwycięstwa”, W słońcu i krwi). Jednakże pesymistyczny epilog poprzedzają kroniki i programy wojenne, odległe od politycznych kalkulacji. Wiersze Z oddali, W drodze przez Egipt, Dla nas dyskusji nie ma można by zestawić z pochwałami niezłomnego czynu żołnierskiego, prawości i poświęcenia, niezłomności i determinacji, które znamy z twórczości wojennej Władysława Broniewskiego.

Opisywana przez Bujnowskiego żołnierska sława wcale nie jest wolna od mitologizacji. W tym miejscu warto przywołać „rapsod” W słońcu i krwi poświęcony bohaterowi zbiorowemu – polskim żołnierzom 2 Korpusu, a w szczególności Brygadzie Żubrów Strzelców Wileńskich (poeta redagował pismo tej formacji „Sitwa”, w tym periodyku, w zeszycie I z roku 1943 opublikowany został wskazany poematW.K. Roman, „Józef Bujnowski – zarys biografii” [w:] J. Bujnowski, „Walka, więzienie, zesłanie”, oprac. W.K. Roman, Toruń 2009, s. 46–47. [6]). Zgodnie z regułami gatunku poeta posłużył się wzniosłym stylem, wprowadził archaizacje językowe, przyjął rolę aojda – w epickich opowieściach opiewającego czyny wojowników. Weźmy przykład „homeryckiej” stylizacji – we fragmencie zapowiadającym opis bitwy pod Monte Cassino:

O niebo, jakieś słoneczne – o życie – jakieś wiosenne!
Kotliny zielone trawą, czerwone maków łąki, – 

 rychło-li ścięte pociskiem gałęzie drzew się zemną?
 rychło-li uśmiech na ustach będzie uśmiechem rozłąki?

(W słońcu i krwi, BwP 19)

Podobna, wysoka retoryka wyraża w tym utworze żal po bohaterach. Jałta przedstawiona została jako biblijne Jerycho i jako apokaliptyczna katastrofa świata. Oto zwrot do odbiorcy: „o Jałtę zanim uderzą zdrady trąby mosiężne, / posłuchaj na polach bitew ostatnich przedśmiertnych skarg” (W słońcu i krwi, BwP 24). Utrzymując się w konwencji, poeta-rapsod głosi pochwałę wielkości walczących – już po historycznym zwrocie: „kiedy po nieboskłonie / szedł depcząc zorze czerwone, czerwony sowiecki bóg” (BwP 24). Sława bohaterskich żołnierzy przeniesiona zostaje w obszar legendy, w „mit jutra”, w wolną przyszłość, kiedy zniknie przemoc i przeminą najeźdźcy. 

W wierszach wojennych, choć następuje tu koncesja na rzecz chwili dziejowej, chociaż znajdziemy fragmenty nieudane pod względem artystycznym, napotkamy ślady pośpiechu, to jednak w wielu utworach skomplikowane metafory, urozmaicona wersyfikacja, wyszukane rymy, kunsztowna organizacja brzmieniowa wypowiedzi odbiegają od stylu zbiorowego poezji żołnierskiej. Skala realizacji poetyckich rozciąga się pomiędzy pamięcią o dawnych gatunkach a zdobyczami poezji nowoczesnej. Oczywiste jest stwierdzenie, iż poezja żołnierska redukuje terytorium poszukiwań literackich, zaś artysta słowa posługuje się zrozumiałymi środkami wyrazu, służącymi szybkiemu porozumieniu z odbiorcą. Wiersz ma przekazać przede wszystkim komunikat aktualny, nie kierowany przecież do wspólnoty estetów. 

Zmiana dykcji artystycznej następuje w wierszach powojennych Józefa Bujnowskiego, kiedy poeta powraca do eksperymentów literackich z czasów awangardowego natarcia. Taki właśnie charakter mają tomy Rysy na pustce oraz Odsyłacz w bezsens. Weźmy zawołania programowe: 

Moja wieczność jest dziś
kiedy piszę ten wiersz
na kartce
wyrwanej z notesu dnia

(Z notesu dnia, RnP 21) 

Od razu dostrzeżemy kolejny „uścisk z teraźniejszością”. Poeta ufa momentalnej obserwacji, posługuje się metodą zapisu przelotnych chwil, unika uogólnień. Według Bujnowskiego w świecie poddanym rytmowi nagłych zmian uchwycenie reguł życia jest niemożliwe, gdyż przyjmowane bez zastrzeżeń próby rozpoznania rzeczywistości umieścić należy w „skrzyni / zdemaskowanych rupieci” (Prawda, RnP 19). 

Eksperymenty obejmujące składnię i semantykę zestawień słownych, a także innowacje graficzne w zapisach wiersza (szczególnie w tomie Odsyłacz w bezsens), a znaleźć tu można echa przedwojennych „futuryzji” oraz „kaligramów” Apollinaire’a, rozbijają tradycyjne poetyki, tak jakby spór o nową sztukę, w szczególnych warunkach życia literackiego na obczyźnie, rozgrywał się raz jeszcze. Wielokierunkowe rozmieszczenie słów na płaszczyźnie kartki przypomina poczynania graficzne Władysława Strzemińskiego z wierszami Juliana Przybosia – w wydaniu z roku 1930 tomu Z ponad. W szkicach poetyckich Bujnowskiego wyraża się prawo artysty do chimeryczności oraz hybrydyczności tekstu. Nie należy też w opisywanych poszukiwaniach przeoczyć nastawienia ludycznego. Nawiązania do modernizmu – w tym także do awangardy – posiadają znaczenie szczególne, gdyż z kilkoma wyjątkami ten styl literacki na emigracji został niemal całkowicie zarzucony.

W wierszu Konstytucja Bujnowski sięga po język manifestu z lat dwudziestych. Ten gatunek, jak wiemy, lokuje się na skrzyżowaniu krytyki literackiej i poezji, wyraża (bądź powtarza) założenia sztuki słowa, podejmuje perswazyjną grę z odbiorcąZob. G. Gazda, „Manifest literacki” [w:] „Słownik literatury polskiej XX wieku”, red. A. Brodzka, M. Puchalska i inni, Wrocław-Warszawa-Kraków 1982, s. 614–616. [7]. W tym utworze rozwijany w serii pomysłowych konceptów apel o zmianę wykorzystuje retorykę ustawy, formuły urzędowego pisma, rutynę słowną porzekadła codziennego, język liturgii. Następuje oto prowokacyjne zmieszanie stylów. Proklamowanie pozahistorycznej i apolitycznej „rzeczpospolitej poezji” (RnP 19) ma charakter zabawowy. Alogicznie powiązane, absurdalnie zestawione „paragrafy” przesuwają manifest w stronę humorystycznej gry: „Ewę stworzył Pan Bóg z żebra Adamowego / […] Lilie nie pracują a żyją / „Kto rano wstaje / temu Pan Bóg daje” (Konstytucja, RnP 20). Śmiech i groteska rozszerzają spectrum poezji Józefa Bujnowskiego.  

Rysach na pustce odzywają się echa Peipera oraz nadrealistów francuskich, ale też dochodzi do głosu refleksja egzystencjalna. „Rysami na pustce” są skargi na los – już nie ludzi, lecz ciał „krążących po chropawej powierzchni dnia” (Kosmowie absurdu, RnP 10). Człowiek pozbawiony został opieki, i – jak można rozumieć przesłania serii wierszy – istniejąc, bierze udział w grze przypadków. Niebo zawieszone zostało zbyt wysoko, zatem ponadnaturalna sankcja życia ludzkiego okazuje się wątpliwa (Kryptogram religijny). U Bujnowskiego beztroskie gry językowe mogą odbiorcę mylić, gdyż bywa tak, że służą problematyce filozoficznej. Poezja rozczarowania bada różnice między projektem słownego podboju świata a daremnością, czyli rezultatami chybionymi, przeszkodami nie do usunięcia. Materia poznania się rozkrusza, a usiłowania „ja” grzęzną w zniechęceniu. Oto fragment z wiersza W piasek: „Na samym dnie / jest / obojętność […] i ostateczność apatii” (RnP 16). Poczucie pustki, absurdu, odrzucenia, uczy dystansu wobec sił kreacyjnych słowa, ale z drugiej strony skłania do podjęcia wyzwań artystycznych – w spotkaniu z niemożliwym i niewyrażalnym.

Od tomu Powroty (1947) rośnie znaczenie rozważań obejmujących problematykę autonomii słowa, aktów kreacyjnych oraz relacji pomiędzy światami sztuki a ludzkim losem. „Męka nazywania” (Narodziny słów, P 39) przedstawiana jest jako bolesne starcie z oporną materią świata i języka. Obrazy krwi oraz ran (co wydaje się nieco histeryczne) wyrażają walkę o właściwy wyraz poetycki (na przykład: Matka łask, Z dna, Fantazje). Wyzwania, jakie ma podjąć artysta i człowiek, określają metafory cielesne: dotknięcie stopą ziemi w uporczywym marszu, gesty kapłańskie i kaleczenie rąk o ostre powierzchnie rzeczy, rwany oddech, przyspieszone tętno – w intensywnej gonitwie i wędrówce. W depresyjnych wierszach z tomu Powroty pojawiają się obrazy uwięzienia, z którego słowo poetyckie nie może się wyzwolić, ale również człowiek nie może uchylić wyroków egzystencji (W palcach żalu, Barkami w noc, Smutek).

Ważne jest wyzwolenie się od żywiołu ziemi lub też ciężaru ziemi. Dlatego żywot lunatyczny – niepewny i zawieszony między dwoma przestrzeniami – wyzwala od niepokoju egzystencji i otwiera pole fantazji poetyckiej. Takie chwiejne oparcie to paradoksalnie szansa dla poezji. Oto wyznanie wędrowców innych traktów niż zwyczajne: „Idziemy drogami w obłokach. Skrętami kół. / Lunatycy – pijani księżycem. / Trzymamy się rękami poświaty” (Drogi w obłokach, P 10). Jednakże „wołanie nocy” nie przynosi ukojenia od losu i troski, gdyż każe powracać do rozważań o kresie i śmierci. Co prawda poetycka „władza ma rodowód w mgławicy” (Rodowód, P 41), ale rozprasza się szybko poprzez powroty do realności dnia, choć piękne i dające do myślenia może być zapatrzenie w „białe przemijanie fal” (P 41). 

W omawianym zbiorze Powroty Bujnowski sięga po symbolikę ognia – pierwiastka twórczego, przetwarza wcześniejsze nawiązania do splecionych wątków mitologii greckiej i słowiańskiej, wykorzystuje możliwości poezji misteryjnej i melicznej, wspomaga wyobraźnię technikami sztuk pięknych – malarstwa i rzeźby (Pochwała ognia, Żyto śpiewne, Podpalacz chmur, Narodziny człowieka, Ewa). Trzeba jednak to zaznaczyć, iż w tomie znajdziemy wiersze słabe artystycznie, nie tyle „powroty”, co powtórki wcześniejszych przedwojennych poszukiwań. I tak nużyć mogą nagromadzone w sporej ilości rymy męskie, ekspresyjne apele, serie retorycznych pytań czy pretensjonalne neologizmy. Antynomie dnia i nocy, o których pisałem, zdają się konwencjonalizować, tworzyć krąg zamknięty metafor i obrazów. 

Rzeczy o przemijaniu (1953) krystalizuje się dualizm wieczności i trwania. Według Bujnowskiego, choć posługujemy się pojęciem wieczności, to jego istota nie jest dostępna w doświadczeniu ludzkim. Zapamiętana przeszłość to tylko sekwencja oderwanych przypadków, rozpamiętywanie czasu minionego jest tutaj rodzajem autodestrukcji. Zastygające, pozbawione rozwoju zdarzenia kojarzą się ze śmiercią. Jak ujmuje rzecz Mieczysław Giergielewicz: „Autora urzeka problem czasu, zyskujący na znaczeniu wskutek przyspieszonego pochodu dziejów, który utrudnia tworzenie wartości trwałych”M. Giergielewicz, „Twórczość poetycka” [w:] „Literatura polska na obczyźnie 1940–1960”, red. T. Terlecki, Londyn 1964, t. 1, s. 114.[8]. Progresywizm Bujnowskiego nawiązuje do Bergsonowskiej koncepcji trwania: życie jednostki rozwija się granicach tego, co przynosi wieloraka, stwarzająca się wciąż na nowo rzeczywistość. 

Lipowym witrażu (1954) zsubiektywizowane studia pejzażowe pseudonimują dramatyczne zdarzenia z biografii poety. Bujnowski posługuje się wzorem liryki rozmowy o mocnym nacechowaniu perswazyjnym i autoperswazyjnym. Dajmy dwa przykłady: apel poetycki w wierszu o uważności i dojrzewaniu (Rozmowa) oraz wyprawę w poszukiwaniu znaczenia, rozpiętą między dwoma dopełniającymi się perspektywami „ja” i „ty” (Gałązka aloesu), która ma przynieść akceptację nadchodzących zdarzeń. W wierszach Bujnowskiego, poczynając od realizacji najwcześniejszych, można wskazać topikę zrozumienia i wyjawienia. Mianowicie praca poznania i wyobraźni ujawnia nieoczywistą wiedzę o przedmiotach, zdarzeniach, relacjach międzyludzkich, istocie historii, tajemnicach życia. Charakterystyczna jest u tego poety konkluzywność oznaczona słowem „wiem”. Dajmy kilka przykładów: „wiem, jak błękit nocą kwitnie” (Rozmowa, LW 29); „wiem, jak mogły tęcze / ze zwykłych nici dnia / haftować – / tęczę od kresu po kres” (Opowieść rąk, LW 14); Czas przechyla się przez kreskę zmierzchu / w zachód. // Już wiem – że się nie wraca stamtąd” Pożegnanie, LW 7). Specjalne wtajemniczenie poetyckie staje się objawieniem, ale też przekleństwem. W każdym razie amplituda doświadczeń wychyla się raz w stronę euforycznej radości, innym razem – ku punktowi melancholii, straty, smutku. 

W wierszach Józefa Bujnowskiego coraz częściej pojawia się słowo „los”, które łączy się z poetyckimi studiami biografii, egzystencji, historii. Trudne do zracjonalizowania wyroki wyprzedzają próby rozumienia, wywołują też postawy buntu, potęgują poczucie przegranej. Los ślepy i nierozumny zwykle, który ironicznie wtrąca się do spraw wspólnoty i jednostek, zwykle niszczy marzenia i zamierzenia. Józef Bujnowski w swych rozrachunkach niszczący czas i los traktuje jako cenę wystawianą za herezję tworzenia poezji, kreowania światów niezależnych. Los, jak tyran w czasie igrzysk, kieruje kciuk w dół, ku ziemi: 

Już los obrócił na dół dłoń
i kciuk

za grzech liryczny: słowo
wiadomości dobrego i złego
za świętokradztwo metafory…

(Poemat biograficzny, LW 36) 

Destrukcji, rozpadowi, okrutnym rozstrzygnięciom przeciwstawia poeta epifaniczne zachwycenie – radosną tajemnicę dnia odkrywaną w momentalnym spojrzeniu:

Strumień szeleścił płótnem wonnych stogów
tymotki.
- - - - - - - - - - -
Tak uśmiechnął się dzień,
Zanim wbiegł
Nad horyzont czerwcowego miesiąca.

(Przebudzenie, LW 31). 

Pisałem już o nurcie ironii oraz programowej niepowagi w wierszach Bujnowskiego, o prowokacyjnych grach z logiką, o fascynacji narodzinami nonsensu. W kolejnych tomach humor poetycki graniczy z liryką poważnych dociekań i przesłań. Natomiast z żartobliwym poemacie O kobietach, diabłach i rycerzu żywioł zabawy posiada kilka źródeł, mianowicie poeta igra z gatunkami baśni i ballady, parodiuje madrygały czy serenady, dezawuując miłosny teatr kultury dworskiej oraz postawę dworności poprzez zderzenie wyrafinowanego komplementu ze sferą życia niską oraz trywialną. Znajdziemy też w tym poemacie-bagateli dobrej miary humor słowny, bowiem śmiech służy prezentacji wirtuozerii, ale, co ważniejsze, staje się wyznacznikiem dystansu wobec namaszczonego tonu serio, który przeważa w poezji polskiej na obczyźnie. „Sztuka jest chora, jeśli nie potrafi się śmia攄«Los stanowi o kreowaniu słowa» – z Józefem Bujnowskim rozmawia Wojciech Ligęza”, „Arka” 1991, nr 34, s. 36. [9] – taką diagnozę Józef Bujnowski wystawił kulturze emigracyjnej.

Ekskurs żartobliwy świadczy o szerokiej skali możliwości artystycznych tego pisarza. Dodajmy na marginesie, że w archiwum Józefa Bujnowskiego zachował się parodystyczno-ludyczny cykl opowiadań Trylogia miłosna – z roku 1953, wykorzystujący kilka wzorów stylizacji językowej i gatunkowej. Wymieńmy archaizacje, podsłuchane właściwości dialektu wileńskiego, impresyjną poetycką (młodopolską) prozę o górach, a także konwencję baśni, romansu prowincjonalnego, opowieści o artyście. Wypadnie jednak powrócić do liryki tego poety. W świeckim genesis opowieści o powstaniu gatunku ludzkiego i związkach człowieka z całym łańcuchem istnień (W przemianach dnia z tomu Krawędzie, 1956) Józef Bujnowski posługuje się metaforyką biologiczną oraz systemem śmiałych neologizmów. Powraca też pochwała teraźniejszości wraz z apologią bycia (Równanie ostatniego stopnia). W poemacie Poranki (Poranki i studia, 1964) kosmiczna oraz geometryczna wyobraźnia poety wspiera wielki temat życia i śmierci, pochwały chwili i stoickiej zgody na przemijanie. Poranek to pora dnia, w której świat tworzy się na nowo. Poranek przywraca odnowione istnienie, jest czasem oczekiwania na zmianę, wyławia rzeczy z nicości. Bujnowski uważnie studiuje owe metamorfozy polegające na przekraczaniu granic nocy i dnia, linearnego upływania czasu i zatrzymanej chwili. Wieloczęściowy utwór rozpoczyna się od słów: „Zamknąłem dziś ostatni rozdział książki / wspomnień. // Radość: że trwam. // Dotyk ziemi jest jednym z błogosławieństw” (Poranki, PiS 7). Ta bezczasowa perspektywa, roztopienie się w tym, co istnieje, służy poetyckiemu mówieniu przeciwko śmierci. Apologie bycia obok zmysłowej radości eksponują argumenty wynikające ze spekulacji, niby-naukowych dowodów. W poezji możliwy tedy staje się „diagram funkcji / wykres dwóch niewiadomych / biegnących w plus i minus nieskończoność (Poranki, PiS 9).

Restytucje rzeczywistości powiązane są tutaj z re-kreacją podmiotu. Istotną rolę – w sensie artystycznym i poznawczym – odgrywa powtarzający się obraz „ja” powracającego z jakiejś nieznanej kosmicznej przestrzeni. Apologie poranków łączą się tutaj z przywoływaniem kontekstów kulturowych (wspomina się o dionizjach, dytyrambie, tragedii [trag-oedii] – „pieśni kozła”), mitów i księgi Genesis. Jednakże hymny pochwalne układać będą twórcy nowocześni: „poranek / potoczy się po ustach stu poetów” (Poranki, PiS 9). Zwrócić też należy uwagę na tekstualizację doświadczeń, na zapis istnienia w rytmach, znakach, liniach wersów. W omawianym cyklu czytanie pisma rzeczywistości przybiera rozmaite kształty. Wskażmy skupienie na rzeczach małych, swoistą mikrologię poetycką, która służy przemyconej medytacji wyrastającej z ekstatycznie przeżywanej chwili. Znamienny jest liturgiczny gest celebracji natury:

Bierz tedy w ręce krople rosy
ległe na liściach koniczyny
i nieś
pod słońce
mikroskop metafizycznych prawd

Poranki, PiS 13) 

Podobnie w wierszach z części tomu zatytułowanej Studia uwaga poety kieruje się ku rzeczom małym i zwykłym. Dodajmy, że bylejakość pejzażu potrafi on przemienić w wizję miasta-ogrodu: 

Maleńkie życie domków: gniazda jaskółek
wpięte w tor
- - - - - - - - - - - - - - 
Pnie się z niewydeptanej ziemi
zieleń
emigrant
z popękanego cementu

(Golden Arrow [W drodze do Janki i Olka Kuczyńskich], PiS
 31)

Józef Bujnowski to także poeta kultury. Co prawda, erudycja literacka zwykle była umieszczana na drugim planie, a odwołania do znaków kultury bądź to służyły perswazjom spod znaku Tyrteusza, bądź wspierały mitologie artysty. W okresie późniejszym sygnały intertekstualne w poezji Bujnowskiego stają się mocniejsze. Do głosu dochodzi nastawienie kulturowe, przechylające szalę poszukiwań w stronę klasycyzmu. Za przykład niech posłuży wiersz Non omnis moriar…, aktualizujący topos Horacjański wraz z pytaniem o zwycięstwo poezji nad czasem. Ten dość nietypowy dla Bujnowskiego utwór zawiera cytaty z poezji staroegipskiej przeplatane z komentarzami poety. Odczytane z tabliczek i papirusów hymny religijne oraz wiersze miłosne mówiący traktuje jako uniwersalne świadectwa doświadczenia ludzkiego. Stara się też głosy z głębi odległych epok przyporządkować do osób, którym w słowie przywraca istnienie. Zwierzają się, zaklinają i modlą: „człowiek pod panowaniem Hyksosów”, dziewczyna, kochankowie, skryba. Utwory z popiołów i ruin wielkiej cywilizacji istnieją w uniwersum kultury i przemawiają do nas zrozumiałym kodem cierpienia i miłości. Podwójne odniesienie – do kultury egipskiej i pieśni Horacego – dopełnione zostaje przez bardziej osobisty wzór poetyckiego testamentu:

Co znaczy to wołanie
uratowane z gruzów
rozsypanych budowli
w pył i proch
ukryte pod grobowcami
większymi od świątyń?

Odczytałem że z mroku w mrok
prowadzi Amon-Re żywiąc wszystko co jest
a Hathor błogosławi miłości
większej niż strach

Taki znak zostawiam
potomnym

dum capitolium…J. Bujnowski, „Non omnis moriar…”, „Wiadomości” 1967, nr 52–53, s. 1. [10]

Amon, Wielki Bóg – według wierzeń egipskich – kierujący całym światem, z czasem przybrał postać bóstwa słonecznego, stał się Amonem-Ra. Bóg słońca i światła przeprowadza człowieka „z mroku w mrok”, czyli przez całe jego życie. Znak apologii istnienia i znak miłości przezwyciężają opresje historii oraz niedole egzystencji. Bujnowski pośrednio komentuje swoje wcześniejsze wiersze, w których przeciwstawienie mroku (odchodzenia, śmierci, niebytu) i światła (epifanii chwili, bycia spontanicznego, trwania) zyskuje solidne kulturowe oraz mitologiczne oparcie.      

Istotnym novum w omawianej poezji jest tradycja barokowego konceptu obecna w tomie Spod gwiazdozbioru Wielkiego Psa (1987). Widoczne są tutaj również inne techniki związane z tematem podróży: lingwistyczny żart, podejście satyryczne, poetyka migawkowych spostrzeżeń. W cyklu O amsterdamskiej komunikacji znajdziemy interesujący przykład oniryzmu. Oswajający śmiech, groteska, ironia jako sposoby mówienia o śmierci ujawniają się z cyklu FinicjałWięcej na ten temat: W. Ligęza, „Wakacje Józefa Bujnowskiego” [w:] „Literatura utracona, poszukiwana czy odzyskana. Wokół problemów emigracji”, red. Z. Andres, J. Wolski, Rzeszów 2003, s. 102–103. [11], choć, co oczywiste, tego rodzaju żartobliwe gry mówią tylko o niezależności ducha, bo w istocie odsłaniają bezradność wobec rzeczy ostatecznych.

Wiele opisanych właściwości języka poetyckiego przedostaje się do stylu powieści Koła w mgławicach, która powstała  w roku 1945. Narrator – umierający żołnierz - w majaczeniach, fantasmagoriach i snach stara się uporządkować rozbitą rzeczywistość. Różne plany opowieści: szczęśliwego dzieciństwa, tworów wyobraźni, mitów, wojny i cierpienia nakładają się na siebie i syntetyzują w „imaginacyjnej akcji”. Dojmujące studium umierania, oskarżenie wojny, analiza stanów zdezintegrowanej świadomości połączona z eksperymentem formalnym obejmującym czas, przestrzeń i język narracji sprawiają, iż Koła w mgławicach uznać należy za utwór wyjątkowy w polskiej prozie o II wojnie światowej, niezwykły pod względem form literackiego przekazu. W powieści Koła w mgławicach sekwencje obrazów, kiełznanych przez świadomość, ale też płynących swobodnie, ulegają przyspieszeniu i zagęszczeniu. Nadmiar fantasmagorii, jakie produkuje zamierający umysł, przypomina szaleństwo, choć szaleństwem nie jest. Niepokojące wizje w tym studium wojennego umierania kształtowane są na sposób poetyckiJak pisała M.E. Cybulska w „Kołach w mgławicach”: „Niecodzienne skojarzenia, wywołane przede wszystkim bogactwem środków artystycznych, podtrzymują napięcie podczas lektury tekstu […]. Czytałam sporo wierszy Bujnowskiego […], ale wrażeń nie można porównać”. Więcej na ten temat [w:] W. Ligęza, „Wakacje Józefa Bujnowskiego” [w:] „Literatura utracona, poszukiwana czy odzyskana. Wokół problemów emigracji”, red. Z. Andres, J. Wolski, Rzeszów 2003, s. 102–103. [12]. To wyróżniająca i znamienna właściwość tej prozatorskiej próby.

W poezji Józefa Bujnowskiego pochwała bytu i zapisy cierpienia, apologie sensualnie przeżywanej chwili i pokłady pamięci, trauma wojenna i poszukiwanie światów kompensacyjnych – kreowanych w słowie, przemiany dnia i nocy, kroniki bieżących zdarzeń i przeczucia niepochwytnej wieczności, a na innym planie rzeczowość obserwacji i próby uogólnień poetyckich, liryczny ton serio i spontaniczne poczucie zabawy tworzą układy dwoiste oraz napięcia dialogowe. W tej twórczości bunt przeciwko źle urządzonemu życiu spotyka się z lirycznymi skargami na zły los i nierozumne wyroki historii. Ekstatyczne pochwały chwili przechodzą w kontemplację trwania oraz refleksje o przemijaniu. Tonacje – jasna i ciemna – przenikają się nawzajem. Świadczą też pośrednio o autentyzmie przeżyć oraz niezwykłej intensywności doświadczenia. 

 

                     

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Ligęza, „Z krawędzi nocy” – „z tajemnic dnia”.  Tematy i formy poetyckie Józefa Bujnowskiego., Czytelnia, nowynapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły