11.02.2020

Poeta i los (o wierszach Czesława Miłosza)

Przedmiot rozważań jest niepochwytny, wieloznaczny, historycznie zmienny. Potoczne rozumienie kategorii losu miesza się z eksplikacjami filozoficznymi, a próby definicji nie likwidują semantycznej wieloznaczności. Los nas uderza czy doświadcza, lecz nie potrafimy precyzyjnie powiedzieć, czym jest. Czy ukrytą siłą sprawczą zdarzeń w wielkiej dziejowej skali, czy, jeśli odczytujemy doświadczenia pojedynczego żywota, brakującym ogniwem sensu, który porządkuje chaotyczne zdarzenia, tłumaczy zwroty w biografii? Jako nieoczywista nadrzędna zasada los nas przerasta, ale też się ukrywa, myli tropy, działa w sposób nieprzewidywalny. Kpi z uzurpacji umysłu, wstrząsa poczuciem ładu i sprawiedliwości. Jak mówi potoczne porzekadło, los bywa ironistą, ale też – rzecznikiem względności, nauczycielem pokory. Nie jest tylko szczęśliwym czy – częściej – nieszczęśliwym trafem, lecz pojęciem o wiele ważniejszym, które odnosi się także do poczucia tragiczności istnienia oraz nacechowanych aksjologicznie wyborów życiowych. W każdym razie człowiek i los, te dwa składniki niewspółmiernego zestawienia, muszą się ze sobą spotkać. Od tego miejsca rozpoczyna się praca refleksji. Losowi nie sposób się przeciwstawić, ale warto go rozumieć, nawet w obrębie ograniczonych naszych wyobrażeń. Z takim zadaniem poznawczym łączą się namysł nad usytuowaniem człowieka wobec Transcendencji, historii, własnej tożsamości czy horyzontu aktywnego działania.

Uniwersalna kategoria losu wywodzi się z mitologii i religii, a stamtąd przeniesiona zostaje w obszar filozofii oraz – literatury. Rozprawianie o zrządzeniach fatum, niemożliwości ucieczki przed przeznaczeniem, męstwie wobec niepojętych wyroków to stare zajęcie myślicieli oraz pisarzy. Jak to zostało powiedziane, nieznana siła kieruje biegiem wypadków, ale jednak działania Ananke nie będą tak niepojęte i okrutne, gdy zaproponowana zostanie jakaś wykładnia. Fatum jest domeną bogów wtrącających się w sprawy śmiertelnych, później przebiera się w kostium historii, nieraz pisanej wielką literą, a dzieje jako los częściej niweczą ludzkie plany, niż im sprzyjają. Niezależnie od naszej przenikliwości oraz potrzeby rozumienia nieodwołalne i tak się spełnia. Można planować przyszłe działania, układać życiowe strategie, ale losu uprzedzić ani obezwładnić się nie da. Przeto zawsze pozostaje rozziew między zamierzonym a spełnionym, między racjonalnym a irracjonalnym. Czytanie, lecz też nieodczytanie losu obejmuje i dzieje zbiorowe, i indywidualne przypadki życia, pełne nagłych zwrotów czy dramatycznych załamań. Odróżnić jednak należy mowę przeznaczeń od kombinatoryki zbiegów okoliczności. Lęk przed nieznanym i próby oswojenia tego, co niepojęte, określają biegunowe postawy wobec losu.

W pracy o rozległym spectrum problemowym Człowiek wobec losu, w której interesująca nas kwestia rozpatrywana jest w następstwie idei od Voltaire’a do Ricœura, Hanna Buczyńska-Garewicz pisze, że: 

pojęcie losu nie znikło z obszaru rozumu krytycznego i instrumentalnego wraz z porzuceniem przezeń wielu konkretnych wierzeń i mitów, lecz zachowało swą trwałą obecność w dyskursie współczesnym. Stoimy więc nieuchronnie wobec pojęcia losu, które – należąc do naszego dziedzictwa duchowego – jest tym samym naszym losem. Tematyka rzeczywistości i tematyka znaku jednoczą się szczególnie silnie w tym przypadku. […]. Losem też jest coś, co zawsze pozostaje w ukryciu, a co ukazuje się fragmentarycznie poprzez swoje manifestacje. Los jest tajemniczy, nieznany. Rządzi się własnymi prawami niepojętymi dla rozumu […]. Zasadnicza nieprzewidywalność jest istnościowo przynależna do sensu losuH. Buczyńska-Garewicz, „Człowiek wobec losu”, Kraków 2010, s. 8–9. [1]            

Musi się więc pojawić kwestia, co znaczą zdarzenia układające się w często nieprzejrzyste sekwencje. Czy tak przemawia osłabione w naszych czasach dostojne fatum, czy raczej mamy do czynienia z układem przypadków? Granice zapewne pozostaną nieostre. Od scenariuszy rzeczywistości przejść należy do sfery sensu, wyjaśnienia mają bowiem rozproszyć bezsens, odsunąć władającą ludźmi pustkę. W myśli nowoczesnej o korzeniach oświeceniowych dokonuje się przesunięcia od wymiaru transcendentnego losu do prób racjonalnego potraktowania tego, co nazywa się koniecznością, od zależności od nieznanych sił do analizowania roli przypadkuTamże, s. 314 i następne.[2]. W przywoływanej książce uczona posługuje się określeniem „dyslokacji metafizycznej”Tamże, s. 18. [3]. To umysł bowiem ma podjąć wyzwanie rozumienia znaków losu. Kategoria, którą tu rozważamy, przeszła w domenę ludzką, gdyż podmiot, sięgając do odziedziczonych wyobrażeń, jednocześnie podejmuje zadanie kształtowania siebie. Zatem los został ściągnięty na ziemię, pomniejszony, ograniczony do ludzkiego wnętrza, poddany interpretacji rozumu, stając się – w pewnym swym aspekcie – sprzymierzeńcem człowieka, który był igraszką bogów. Z kolei przypadek może tę potrzebną, lecz nieporęczną kategorię przeciągać na stronę bezsensu, redukować udział Transcendencji. Co więcej, kryzys indywidualizmu i rozpad podmiotowości odbiera losowi kolejne terytorium. Powtórzmy, iż nieprzejrzystość i nadrzędność losu domaga się aktywności podmiotowej – oswojenia tajemniczej siły, zrozumienia wyroków, które zapadły w procesie życia.

            Tych kilka przytoczeń oraz uwag na wstępie pozwoliło wskazać metamorfozy myślenia o losie. Natomiast kolejne pytanie dotyczy przydatności – dogodności i niedogodności – tego pojęcia w lekturze tekstów literackich. Nawet pobieżny rzut oka na dokonania polskiej poezji XX wieku skłania do tego, by sądzić, że rozmyślania o losie nie zostały skazane na banicję, a słowo „los” wcale nie zniknęło z leksykonów artystów słowa. Tajemnice losu i historii, egzystencji, natury oraz znaczenia gry przypadków starają się przeniknąć między innymi Wierzyński, Miłosz, Wat, Szymborska, Herbert, Barańczak. Nie sposób namysłu nad losem pominąć w poetyckich dociekaniach o drodze ku możliwej nieskończoności, rozumianej na sposób religijny lub tylko kulturowy, w przeczuciach ostateczności, w poszukiwaniu sensu dziejów, w projektach samospełnienia. Eschatologiczne medytacje nie mogą się wyzbyć myśli o zagadkowej postaci losu, bliskiego metafizycznej tajemnicy. Pascal powiadał: „pozwolę się miękko nieść ku śmierci, niepewny mego przyszłego i wiekuistego losu"B. Pascal, „Myśli”, układ J. Chevalier, tłum. T. Boy-Żeleński, Warszawa 1972, s. 142.[4].

            Los jest wyzwaniem dla umysłu i wyobraźni. Poważna gra z niewiadomą czy też równanie metafizyczne pojawia się w literaturze, która przywołuje stare zaklęcia, mierzy się z pytaniami nierozstrzygalnymi, pragnie ogarnąć nieogarnięte, zrozumieć – niezrozumiałe. Często poetyckie rozprawy z losem i o losie mają postać bądź to ironicznej obrony naszych przegranych racji w walce z potężnymi mocami, bądź to perswazyjnych i autoperswazyjnych argumentów na rzecz obudowanego sceptycyzmem przeświadczenia, że jednak coś od człowieka zależy. Celowe dążenie i destrukcyjna rola nieprzewidywalnych wypadków, mała demiurgia człowieka i niezależne od niego wielkie obszary unicestwienia, poczucie sprawczej mocy oraz upokarzająca bezsilność tworzą dwoiste relacje z losem. Trudna zgoda na przegraną, ale po walce, czyli akceptacja reguł istnienia, jest przejawem dzielności, albo inaczej – „męstwa bycia”„Męstwo – pisał Paul Tillich – jest samoafirmacją bytu wbrew faktowi niebytu. […] Potrzebuje ono mocy bytu, mocy przekraczającej niebyt doświadczany w lęku przed losem i śmiercią, czający się w lęku przed pustką i bezsensem, przejawiający swą obecność w lęku przed winą i potępieniem. Męstwo, które ingeruje w ten potrójny lęk, musi być zakorzenione w mocy bytu większej niż moc własna naszego «ja» i moc czyjegoś świata” (P. Tillich, „Męstwo bycia”, tłum. H. Bednarek, Poznań 1994, s. 169).[5]. Owo „męstwo” można też zestawić z „mądrością”, która zakorzenia się w „ja” i to „ja” tworzy. Rozumienie bycia to także ograniczenie naiwnej wiary w złudną wszechmocność człowieka: 

[…] nasze Życie jest darem, darem od Losu. Jesteśmy jego użytkownikami, dysponentami, możemy je po swojemu kształtować i przetwarzać. Nigdy wszakże – do końca go opanować i nam nim zapanować. Bycie bowiem przerasta nas i pochłania, ogarnia i porywa. Rozumnie jest niekiedy zdać się na Los: szczęścia i nieszczęścia. Mądrze jest się zgodzić na większą od naszego rozumu – Mądrość ByciaJ. Mizińska, „Imiona losu”, Lublin 1999, s. 14.[6].

            Zastrzeżenie wyrażone słowem „niekiedy” musi pozostać, gdyż przyjęcie losu jako pewna dyrektywa postępowania nie jest jeszcze rozumieniem biegu wypadków naszego życia, ani też remedium na lęki egzystencji. Czy przestrogi i nauki zapisane w materii życia nie pozostają jedynie niejasnym szyfrem? Czy nieznane nas zwodzi? Zapewne ułożenie klarownych wykładni nie jest do końca możliwe. Pomocny jednak w rozumieniu wskazań losu jest bez wątpienia język poetycki. 

*

            Jadwiga Mizińska umieszcza w swych wywodach cytat z wiersza Czesława Miłosza Capri z tomu Na brzegu rzeki (1994). Ze względu na rozległość podjętej przez poetę refleksji ten utwór, w którym nakładają się na siebie różne porządki wypowiedzi, takie jak wyznanie, wspomnienia, hymniczne pochwały, migawkowe zapisy aktualnej rzeczywistości, medytacje filozoficzne, historiozoficzne dociekania – najlepiej otwiera wybraną w tym szkicu problematykę, gdyż kategoria losu jawi się w kilku przekrojach, wchodzi w liczne uwikłania, funkcjonuje równocześnie w planie opowieści biograficznej oraz metafizycznej spekulacji, słowem: od razu ujawnia poznawczą komplikację. Podziwiać należy w wierszu Miłosza Capri wirtuozerię operowania literacką formą hybrydyczną, zmiennością perspektyw czasowych, zróżnicowaniem głosów, przesuwającym się horyzontem świadomości. I tak przeżycia pobożnego chłopca konfrontowane są tutaj z doświadczeniami starego człowieka, namysł nad chimerycznym działaniem pamięci z potrzebą uchwycenia sensownego porządku biografii, ekstatyczne wtajemniczenie w byt – z egzystencjalną troską.

Przypadki własnego życia poeta zestawia ze zbiorowymi dziejami wieku totalitaryzmów, natomiast wspomnienia szczęśliwych chwil dzieciństwa znajdują kontrapunkt w obrazach zniszczenia ładu świata. Wreszcie – na innym planie – pojawiają się rozważania o tym, że (po)nowoczesna cywilizacja przyjemności odsuwa na dalszy plan poważny namysł nad ludzkim istnieniem, eliminując myśli o przemijaniu, cierpieniu, śmierci, odsłania bezradność wobec spraw ostatecznych. Lęk metafizyczny zamieniony zostaje na zabobonny strach przed cielesną degradacją. Nie wielkie moce przekreślają wizję wiecznego używania, lecz chorujące i starzejące się ciało, ale ta lekcja pozwala los uniwersalizować, zobaczyć w konkrecie somatycznym symptomy tego, co nieuniknione:

Jednak boją się znaku, że zbliża się nieuchronne:

guza na piersi, krwi w moczu, za wysokiego ciśnienia.

 

Wtedy na pewno wiedzą, że wszyscy jesteśmy wezwani,

każdy i każda rozmyśla o niezwykłości osobnego losuC. Miłosz, „Na brzegu rzeki”, Kraków 1994, s. 14.[7].

Z gęsto utkanych medytacji Miłosza w wierszu Capri wysnuć wypadnie wątek losu, przy czym dociekań na temat tajemniczego wezwania i niepewnego przeznaczenia w tym przypadku nie sposób oderwać od opowieści autobiograficznej. Ten, kto powołany został na świadka epoki, przenikliwe uogólnienia opiera na wiarygodnym materiale własnego życia. Dopiero uważne wejrzenie we własny los pozwala przenieść się na płaszczyznę wspólnych ludzkich doświadczeń. Wśród wielu znaczeń w wierszu Capri znajdziemy również wykład o metodzie czytania losu: 

Wcześnie otrzymujemy wezwanie, ale pozostaje

niezrozumiałe i tylko nieprędko okazuje się, jak bardzo

byliśmy posłuszniTamże, s. 13. [8]

            Mowa losu przez długie lata pozostaje nieuchwytna, nierozpoznawalna. Czesław Miłosz podkreśla niejasność „wezwania”, które nie wiadomo skąd płynie, pisze o udziale tajemnicy w rozwoju przydzielonych człowiekowi zdarzeń. Oznacza to również, że i rozumienie okazuje się długim procesem, bowiem potrzebny jest ogląd „całości”, a tymczasem prawda o własnym życiu odsłania się rozbłyskowo, fragmentarycznie. Spełniające się przeznaczenie wyprzedza próby nadania sensu biegowi zdarzeń. Los, choć człowiek nie chce tego przyjąć do wiadomości, reżyseruje powstający na bieżąco dramat życia, ogranicza, zdawałoby się, niezależne działanie, wypełnia zracjonalizowane wybory. Miłoszowe studia nad losem w perspektywie jednostkowej uwzględniają zapowiedź i obietnicę, oraz – po drugiej stronie równania – doświadczenia i rozstrzygnięcia.

Jak pisałem, kategoria losu odnosi się do dziejów zbiorowych. Można więc mówić o uogólnionych wzorach – losach ofiar wojny, losach zamordowanych w łagrach (o podróży „w bydlęcym wagonie, tam skąd nie wracają żywi”Tamże, s. 14. [9]), losach wygnańców i emigrantów. Wielka liczba przypadków wcale nie osłabia tragicznej wymowy zdarzeń. Bunt, niezależność postaw, wyostrzony krytycyzm wobec „zabobonnych” przeświadczeń, odrzucenie myślenia magicznego nie wyzwala od wyroków losu. Dlatego poeta wprowadza myśl o posłuszeństwie, ponieważ cokolwiek czynimy i tak podlegamy losowi, który częściej uderza, niż głaszcze, łudzi szczęśliwymi zbiegami okoliczności, wciska się między przyczynę a skutek, ocala nas i unicestwia.

            W liryku Capri odczytywanie szyfrów losu wiąże się z rozwijaniem elegijnej zgody na własne przemijanie. Możliwa jest restytucja minionych obrazów świata, możliwy również – ton ekstatyczny. Minione szczęście zespala się bowiem ze zrozumieniem, jakie przynosi wiek dojrzały. Krajobrazy znad Niewiaży tworzą prywatny Eden, pozwalają dostrzec ład istnienia, jednakże w miarę oddalania się od tamtych, zarysowanych z niezwykłą dokładnością powidoków epifanie słabną, ujawnia się ciemny nurt historii, epoka odsłania swą bezmyślność – łatwość bezproblemowego życia, powiązaną z przyspieszeniem cywilizacyjnym. Można szybko przemieszczać się w przestrzeni (lot samolotem przeciwstawiany jest jeździe bryczką), ale z tej zdobyczy nic nie wynika. Jak o tym wielokrotnie pisano, ważną kwestią dla Czesława Miłosza jest erozja przeżyć religijnych. Świadomość poety osiemdziesięcioletniego kieruje się ku pytaniu o sens i zakres dokonań całego życia. I co znamienne, odpowiedzi mogą być formułowane jedynie w trybie warunkowym, gdyż owo zawieszenie pewności staje się „wyrazem pokory wobec Stwórcy, podzięki za podarowany los oraz przyjęcia misji powierzonej do wypełnienia”A. Fiut, „Moment wieczny. Poezja Czesława Miłosza”, Kraków 2011, s. 413.[10]. 

Istotną rolę odgrywa właśnie etyczna strona pisarstwa, zaciągnięte niegdyś zobowiązanie, że trzeba pozostawić świadectwo. Przenikliwy umysł nie wywyższa się, nie gani niemądrych uzurpacji oraz błahych gier społecznych. Nade wszystko nie zapomina o solidarności w cierpieniu. Wszakże lekkomyślny rodzaj ludzki stara się o losie możliwie najmniej wiedzieć.            

* 

 Rozpocząłem od lektury wiersza Czesława Miłosza z dojrzałego okresu twórczości, ale dociekania, co znaczy nieprzenikniona mowa losu, odnoszone do rozmaitych dziedzin doświadczenia indywidualnego i zbiorowego, wyznaczają długą drogę refleksji. Tomasz Burek na samym wstępie swej rozprawy umieszcza taką konstatację: „Problematyka losu, przeznaczenia, predestynacji, skazania, ale i wezwania do wielkiej próby – zajmuje niezwykle ważne, a kto wie, czy nie najważniejsze miejsce w myśli i pisarstwie Czesława Miłosza”T. Burek, „Autobiografia jako rozpamiętywanie losu. Nie tylko o «Rodzinnej Europie»” [w:] „Poznawanie Miłosza 2. Część druga 1980–1998”, red. A. Fiut, Kraków 2001, s. 8.[11]. Mając już w pamięci Miłoszowy leksykon haseł związanych z medytacjami o losie, zapytajmy, dlaczego restytucja tego „staroświeckiego” pojęcia losu jest w tej twórczości tak mocna? W tomie Ocalenie dwa wiersze okupacyjne – napisany w Warszawie Walc (1942) oraz powstały w Goszycach Los (1944) – w sposób szczególny oświetlają wybraną problematykę. W profetycznym, apokaliptycznym, a zarazem ironicznym Walcu poeta nakłada perspektywę roku 1910, kiedy dzieje się właściwa akcja zamknięta w przestrzeni balu, na czas katastrofy spełnionej. To przesunięcie czasowo-przestrzenne wprowadza ironię, a także uwypukla grozę teraźniejszości – przedstawianą na sposób prorockich wizji. Zaktualizowane tu zostają romantyczne świadectwa cierpienia narodu, katorgi i zesłania, którym Miłosz nadaje powtórną aktualność. Przewrotna konstrukcja wiersza polega na tym, że to, co ma się wyłonić z dziejów, zostaje już przecież boleśnie doświadczone. Historia współczesna może konkurować z Apokalipsą.

Zdanie, iż „po ciebie nie sięga dłoń żadna”C. Miłosz, „Walc” [w:] tegoż, „Wiersze”, Kraków–Wrocław 1984, t. 1, s. 113.[12], że (na razie) przeznaczenie nie jest groźne, ma wymowę wybitnie ironiczną, gdyż uspokojenie skierowane zostaje do bohaterki (matki poety) z głębi wojennego koszmaru. Walc, jeśli weźmiemy pod uwagę jedną z wielu warstw semantyki poetyckiej, można czytać jako utwór o losie zapowiednim, o przyszłości poety, któremu przyjdzie doświadczyć szaleństwa dziejów. Zresztą zapowiedź kryje w sobie paradoks: prorokuje się o tym, co już znane. Ten, który ma się narodzić, w innym punkcie czasowym przedstawionym w wierszu rozprawia o naturze dziejów, o epoce klęski. Naiwność wróżb, że przyszłe wypadki mogłyby się ułożyć pomyślnie, zostaje uchylona. W świetle aktualnie przeżywanego doświadczenia zaklinanie przyszłości traci jakikolwiek sens. Wiersz kończy się „przypomnieniem okrutnego losu, który czeka młodzieńca zrodzonego w roku 1911 […]. Tak odnawia się u Miłosza pełny układ aktualności i losu, przepuszczonych przez soczewkę skończenie osobistą”K. Wyka, „Ogrody lunatyczne i ogrody pasterskie” [w:] tegoż, „Rzecz wyobraźni”, wyd. 2, Warszawa 1977, s. 285.[13].

            Aktualność i przyszłość inaczej odzywają się w liryku Los, gdyż ujawnia się tutaj gra między spełnionym a możliwym, między tym, co zamknięte, przekreślone przez historię, a tym, co kształtowane przez podmiot stwarzający się od nowa. Podsumowanie i otwarcie to dwa układy znaczeniowe wyrastające z tego samego doświadczenia. Zwrócić warto uwagę na poetykę zapośredniczenia, na wyraźne ślady konceptu barokowego i retorycznej konstrukcji złożonej z serii pytań – w pierwszej strofie wiersza Los. Metafory wyrażają przeciwstawienie początków życia organicznego – formom skrystalizowanym, ukształtowanym, nawet opracowanym przez rękę ludzką. Dodajmy jeszcze inną opozycję: część – całość, kropla wody i rozległe morze. Doznanie historii, które wpływa na wybierany sposób postępowania i myślenia o sobie jako o jednostce rozwijającej autoświadomość, celowo przekazane zostaje w języku oddalonym od właściwego przedmiotu. To odbiorca ma odgadnąć sens kunsztownej konstrukcji językowej i myślowej.

            Przemilczane w wierszu doświadczenie przełomu dziejów, sugerowane jedynie przez widniejącą pod tekstem datę roczną 1944, otwiera nowe rozdanie w biografii poety, ale też w tym miejscu pojawić się musi jakiś przyszłościowy projekt. Goszycki epizod lokuje się na pograniczu między minionym koszmarem a nieznanym nadchodzącym czasem. Przepadło złudzenie, że normy moralne mogą chronić przed działaniem zła wpisanego w dzieje, zdarły się, jak o tym przeczytamy w wierszu Skarga dam minionego czasu, kostiumy kulturowe, miraże bezpiecznego życia w sztucznej rzeczywistości wiecznego salonu. Może nie warto powracać (na przykład) do Szekspirowskich tragedii oraz mitów miłosnych, ale również – pojawiają się ważne u Miłosza pytania, czy przyszłość okaże się tylko odrzucaniem, redukowaniem ludzkiej nadziei, czy pozostanie jednak „ziarno ocalenia”, które należy uważnie hodować. Na wpół ironiczny dialog z wiersza Pożegnanie każe rozpoznawać los jako coś dotykalnego, a zatem nie jest to odległa domena wielkich mocy, lecz sfera działania ulokowana w zasięgu ludzkich możliwości. Oto znamienny fragment:

 Synu mój, wierzaj mi, nie zostaje nic.

 Tylko trud męskiego wieku,

 Bruzda losu na dłoni.

 Tylko trud,

 Nic więcejC. Miłosz, „Pożegnanie” [w:] tegoż, „Wiersze”, t. 1, s. 146.[14].

            Los wyłożony został do wglądu. Staje się widzialny („jak na dłoni”) – w odniesieniu nie do zadań społecznych, lecz pracy egzystencji. „Bruzda losu” to nawarstwienie oznaczające nabytą wiedzę o mechanizmach dziejów, już poza wiekiem niewinności. Przewartościowanie w historii zbiega się z określoną po Mickiewiczowsku – jako „wiek męski” – zmianą w epokach jednostkowego życia.

            Teraz można powrócić do liryku Los. Otóż zracjonalizowane przeznaczenie łączy się z wyborem – i strategii, i postawy, gdyż „ja” zapomnieć ma o nieodległej przeszłości, wyrzec się wierszy, odrzucić śmieszne teraz namiętności uczuć. Oczywiście pożegnanie z tym, co było drogie, wymaga zapłacenia wysokiej ceny. Opowieść poetycka jest dramatyczną [medytacją – przyp. W.L.] „nad odrzuconymi wspomnieniami, przekreślonymi latami, młodością, życiem”T. Burek, s. 9.[15]. Celem staje się teraz wyzyskanie cezury dla własnego rozwoju, dla autoedukacji wewnętrznej. Od przyszłości wcale nie oczekuje się cudu metamorfozy, gdyż zmianę trzeba starannie wypracować, dogłębnie rozumiejąc rodzaj wezwania. Tak brzmi paradoksalne racjonalne zaklęcie: „Niechaj wiersze moje drogą jaką kto chce chodzą / Niechaj moje dziewczyny innym dzieci rodzą / Mnie węgiel, dąb i pierścień, i fala spieniona”C. Miłosz, „Los” [w:] tegoż, „Wiersze”, t. 1, s. 143.[16].

Co znamienne, gest wyboru dumnego wyobcowania, który wywodzi się z romantycznego stylu zachowań, zestawiać można z literackimi i kulturowymi wzorami „wykuwania losu”, także – z „wolą mocy”. Zapewne tradycja Staffa i pogłosy nietzscheańskie należą do skojarzeń właściwychD. Heck, „Nietzsche Miłosza” [w:] „Poznawanie Miłosza 3”, red. A. Fiut, Kraków 2011, s. 311.[17]. Podkreślić należy, że nie przemawiają tu nieznane moce, lecz los jest oswajany, przechodzi na stronę świadomych ludzkich wyborów. Zacytujmy raz jeszcze Hannę Buczyńską-Garewicz, która objaśnia pośrednią czy też mediacyjną pozycję losu i tłumaczy kolejne „translokacje”:

Losem nazywa się przypadki zewnętrzne rządzące życiem człowieka. Nowoczesność w swym myśleniu o losie dokonała […] nie tylko jego internalizacji i racjonalizacji przez zwrócenie się ku tożsamości osoby, lecz również odwołała się do przypadkowej natury zdarzeń, przeciwstawiając ją absolutnej transcendentnej koniecznościC. Miłosz, „Piosenka” [w:] tegoż, „Wiersze”, t. 2, s. 311.[18].

Czesław Miłosz nie zajmuje tak radykalnego stanowiska, bowiem akcydensy istnienia, łowione z wielką sensualną wrażliwością, jednak podlegają nadrzędnemu sensowi, który należy odgadnąć i nazwać, wbrew opornej materii języka. Lamentacje nad losem, rozpamiętywanie katastrof i plag (znów historia wyznacza zły los jednostek i zbiorowości), bunt przeciwko niezawinionym wyrokom, zdumienie tym, co tajemnicze oraz przeznaczone, uspokojenie-pogodzenie, a także zgodę na „mądrość bycia”, odnajdziemy w wierszach z wielu okresów twórczości Czesława Miłosza. Spełniony los, coś najbardziej własnego, może też okazać się darem, tak jak w pierwszej części poematu Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada.

            Swoistymi właściwościami poezji Miłosza są polifonia głosów, oscylacja różnych oglądów rzeczywistości, transcendowanie poza własną podmiotowość. W rozważaniach o losie warto wziąć w nawias zdarzenia własnego życia, albo inaczej – biografia traktowana jest jako punkt wyjścia dla filozoficznych uogólnień. To, co czasowe i skończone, zamknięte w jednostkowym istnieniu, wzbogaca się o jakiś wyobrażony „inny” ogląd, umieszczony ponad czasem. Próby przeniknięcia tajemniczych reguł, które rządzą losem, sytuują się pomiędzy „ja” i „nie-ja”. I jeszcze: „mała” jednostkowa biografia przegląda się w wielkich zwierciadłach egzystencji i historii. Dlatego poeta wciąż wymierza proporcje między kluczowymi momentami własnego życia a dociekaniami historiozoficznymi czy metafizycznymi. 

            Miłosz ze szczególną uwagą studiuje los wygnańczy, w różnych wariantach opracowując zaznane bezpośrednio „niedogodności wieku”. Racjonalistyczne (krytyczne) podejście znów zmienia się w mowę proroków. Powtórzenie wieszczącej katastrofy dykcji poeta przewrotnie zderza z pośledniejszym gatunkiem wypowiedzi, jakim jest piosenka: „Noc jest czarna, ale będzie czarniejsza. / […] Los był prosty, ale będzie krzywy. / Czysta woda zostanie zatruta”C. Miłosz, „Piosenka” [w:] tegoż, „Wiersze”, t. 2, s. 311.[19]. Można by więc powiedzieć w skrócie, iż nic nie odwróci panowania zła, które gradacyjnie będzie się rozprzestrzeniać. „Krzywy los” można pojmować jako nieustający sezon nieszczęścia, jako groźne zapętlenie dziejów, w których zmiana i tak nie nastąpi. Język wpada w podobną pułapkę, gdyż prorokowanie staje się jakby czynnością automatyczną, a zapowiedzi klęski brzmią jak refren. Los wpisany w historię wiąże się z przeżywaniem trwogi. W intrygującym zapisie w cyklu Zdania (Hymn o perle) odnajdziemy znów echo biblijne: „Kiedy będę przeklinać los, to nie ja, to Ziemia we mnie"C. Miłosz, „Na wszelki wypadek” [w:] tegoż, „Wiersze”, t. 2, s. 300[20]. Enigmat nie do końca się wyjaśnia, pozostaje bowiem pewna nadwyżka znaczeń. Być może „ja” pragnie stać się medium dla skrzywdzonych w wieku XX i  we wszystkich czasach. Poeta nosi w sobie zwielokrotnioną pamięć o dziejach upodlonej planety. Ujmując rzecz w skrócie, powiemy, iż wnikanie w los zbiorowy oraz pozostawianie świadectwa jest w tej poezji rodzajem powinności.

            Szczególne znaczenie dla Miłosza mają historie alternatywne, możliwe obroty zdarzeń, hipotetyczne scenariusze biografii. I tak dwudziestowieczne dzieje zesłań i anonimowych śmierci na dalekiej Północy, na rozległym terytorium GUŁAG-ów, rzutowane są w wiek XIX. Syntetyzuje się polski los i zrasta w całość o długim trwaniu. Poeta, który umykał przed najazdem ze Wschodu, mógłby być przecież jedną z ofiar. Dlatego w onirycznej wizji z wiersza Trwoga – sen (1918) z tomu Kroniki powraca przeżywanie grozy – w biografii możliwej, w żywocie równoległym – nie spełnionym:

Więc może to w Orszy zgubiłem się, sześcioletni,

I pociąg repatriantów ruszał, zostawiając mnie

 

Na zawsze. Jakbym pojął, że będę kim innym,

Poetą innego języka, z innym losem. 

Jakbym zgadywał swój koniec u brzegów Kołymy,

Tam gdzie dno morza jest białe od ludzkich czaszekC. Miłosz, „Kroniki”, Paryż 1987, s. 55. [21].            

Istotny jest tryb przypuszczający wypowiedzi, ważne – uchylenie pewności. Wprawdzie prywatne dzieje zwróciły się w innym kierunku, ale archetyp nie stracił siły oddziaływania. Poeta sięga po „dwie wersje polskiego losu, zakorzenione w 1918 roku”, którym na imię „zasłanie lub emigracja”J. Olejniczak, „Emigracje. Szkice – studia – sylwetki”, Katowice 1998, s. 47.[22]. Józef Olejniczak wyodrębnia dwie postaci losu w wierszach Miłosza o historii: „los fantazmatyczny” („ja” wchodzi w rolę zesłańca) i „realny” (kiedy poeta rozważa własny przypadek wygnania)Zob. J. Olejniczak, „Czesław Miłosz” [w:] tegoż, „Powroty w śmierć”, Katowice 2009, s. 151–152.[23]. Wygnaniec wędruje po krajach i kontynentach, ale równocześnie pragnie osadzenia w czymś pewnym, co nie odsyłałoby tylko do dręczącego doznania ulotności. Z tego powodu myśl o wspólnym losie ludzkim, który nie szczędzi trudnych prób, jest krzepiąca: 

Do swego środka wycofany

Na Most Zielony idę w Wilnie.

Kartkę wysłałem z Luizjany,

Stara kobieta niech ją przyjmie.

Oboje płacz nad losem znamy. 

 

(W mieście Salem)C. Miłosz, „Nieobjęta ziemia”, Paryż 1987, s. 54. [24]            

W tej na wpół onirycznej korespondencji odtwarzane są szczegóły topograficzne Wilna. Przemieszczający się w dużej przestrzeni wykorzeniony wędrowiec świata pragnie nawiązać kontakt z dawnym miejscem, zwracając się do adresatki listu wysłanego z Ameryki, ale też pośrednio odtwarzając własny wizerunek sprzed lat. Warto pamiętać również o „interioryzacji losu”. W świecie przeżyć wewnętrznych zamknąć się ma koło czasowe i scalić – przepołowiona biografia. Dlatego pragnienie powrotu i realna konfrontacja z krainą dzieciństwa oraz młodości, opisywana między innymi w cyklu Litwa, po pięćdziesięciu dwóch latach, są dla Miłosza tak istotneWięcej na ten temat: A. Fiut, „Powroty nie-nostalgiczne” [w:] tegoż, „W stronę Miłosza”, Kraków 2003; B. Tarnowska, „Nad Niewiażą, rok 1992” [w:] tejże, „Geografia poetycka w powojennej twórczości Czesława Miłosza”, Olsztyn 1996; J. Olejniczak, „Czesław Miłosz”, s. 153 i następne.[25].

W tekstach poetyckich z tomów ostatnich poety, jak w muzycznej kodzie, zbiegają się różne wymiary i przejawy działania losu, następuje bowiem wielkie sumowanie doświadczenia, a na plan pierwszy wybija się refleksja nad wypełnieniem życia. W trzecioosobowej narracji poetyckiej w Żywotniku (z Wierszy ostatnich), w której zaznacza się potrzeba obiektywizującego dystansu, po przeżyciu koszmaru dziejów poeta pozostaje nadal „igraszką losu”, obiektem karcianej gry przeznaczenia. Co jednak ważne, artysta nie jest wyróżniony spośród innych ludzi ani wywyższony, nagradzany sławą. Nie doznał także specjalnych wtajemniczeń. Jest „szamanem” obracającym słowami, wypowiadanymi po to, by pocieszyć innych i rozproszyć wspólne lęki, ale ostatecznej formuły wyjaśniającej przecież nie zna. Ta spowiedź może nas zmylić, ponieważ pomimo pozorów faktograficznej dokładności rekonstrukcja biografii nie jest najważniejsza. Tak jak w wielu wcześniejszych wierszach, w tej repetycji „literacka wędrówka po własnej przeszłości Miłosza nie zmierza do odsłonięcia sekretów czy osobliwości własnego «ja» poety”, lecz służy zrozumieniu rzeczywistościJ. Błoński, „Miłosz jak świat”, Kraków 1998, s. 84. [26].

Weźmy z kolei wypis z Pieska przydrożnego: „Są jeszcze niezliczone podstępy uczuciowe wobec siebie, powolne przekształcania całej osoby, tak jakby jeden cel nadrzędny, poza wolą i wiedzą, ciągnął w jednym kierunku i organizował przeznaczenie”C. Miłosz, „Ściganie celu” [w:] tegoż, „Piesek przydrożny”, Kraków 1997, s. 64. [27]. Myśl o „celu nadrzędnym” jest przemożna, podobnie jak refleksja dotycząca ukrytej zasady wyjaśniającej tajemnicę każdego istnienia. Poprzez skupienie, wyobraźnię i zdobywaną mądrość sens życia poddanego losowi znacznie się przybliża. W poezji senilnej niepotrzebne są bowiem gry z samym sobą, a także wybiegi myślowe odsuwające prawdę o istnieniu zbyt nagą, pożądany natomiast okazuje się zwrot poetyckiej uwagi w stronę ostatecznych rozstrzygnięć.

Miłosz – poeta metafizyczny – podejmuje kwestię eschatologicznego wypełnienia, kiedy poszukiwany sens związany z historią Zbawienia nie będzie już obwarowany wątpliwościami, a zatem będzie tu można mówić o religijnym rozumieniu losu. To odrębne zagadnienie, tutaj tylko wzmiankowane, wymagałoby dłuższego i głębszego namysłu. Kategoria losu raz po raz odsłania paradoksy. W wierszach Czesława Miłosza afirmacja miesza się z przerażeniem, radość uczestnictwa w wielkim porządku istnienia zakłócana jest przez spotkania ze złem, oswajanie przeznaczeń znajduje kontrapunkt w postaci starcia z wielkimi mocami archaicznymi przerastającymi ludzkie możliwości poznawcze. Religijna wyobraźnia zagarnia po części terytorium poszukiwań i przeznaczeń, a o tajemnicach przekraczania granic widzialnego świata i przeczuciu nieskończoności mówić można w języku teologii. Oczywiście, człowiek wobec losu pozostaje bezradny. Wiedza o siłach kierujących naszym istnieniem bywa zwodnicza, nieciągła, fragmentaryczna. Jednak wyobraźnia podsuwa pomysł, że mogłoby być inaczej:

Jakież życie, jakiż los! Absolutnie niemożliwy do logicznego ułożenia w przyczyny i skutki, z lukami, które mogły wypełnić jedynie cudowne przypadki boskiej interwencjiC. Miłosz, „Jakiż los”, s. 142.[28].

 
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Ligęza, Poeta i los (o wierszach Czesława Miłosza), Czytelnia, nowynapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły