08.02.2021

Zagoniony

Obłęd, co się wyprawia! Szaraki, burki, czarnoszyjce
wzbijają się, chcą nieba. A dysze puste, bez kolorów. 
Smętnie, jakby ktoś słał ostatnie łoże. Łamańce, łęty leżą. 
Można nimi smagać sterczące łopatki, mostki i biegać 

 

w ekstazie z zamarzniętą śliną. Ciemno, sens stracił s, 
wszystko spaprane. Trzeba leźć w ten mrok chybocącą się
kładką, patrzeć jak nurt przesuwa śniętą rybę. Rozcieraj szyby, 
rozmazuj syf, klnij! Pora zgnilizny, butwień, dreszcz 

 

goni dreszcz i wszędzie rozbrzmiewa cyniczne berek!. 
Szepczę jak egzorcysta do opętanej rynny, straszy mnie kałuża
odwróconym niebem. Skulony, pęknięty, pusty w środku 
brodzę. No dalej, postrasz mnie truchłem, wejdź w szpik, 

 

wykręć. Zdążę ścisnąć pięść, przyłożyć ją do ust, pocałować.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Kleszcz, Zagoniony, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły