11.01.2021

Życie i śmierć proletariackiego księcia

Hłasko. Proletariacki książę to kolejna już pozycja z serii Biografie Wydawnictwa Czarne, która w zamyśle twórców ma być „kluczem do zrozumienia drogi, jaką Europa przebyła w ciągu ostatniego stulecia”Cytat za opisem serii na stronie wydawnictwa: https://czarne.com.pl/katalog/serie/biografie, [dostęp: 14.11.2020].[1]. Z pewnością Marek Hłasko jest jedną z postaci, bez których trudno byłoby zrozumieć XX wiek.

Urodził się w 1934 roku, umarł w 1969. Żył krótko, ale intensywnie. Na tyle intensywnie, że stał się przedmiotem legend, setek anegdot oraz niejako punktem odniesienia polskiej literatury. Obok kilku innych pisarzy – Wojaczka, Stachury, Milczewskiego-Bruna czy Grochowiaka – bardziej znany z powodu legendy niż swojej twórczości. Sporą zasługę ma w tym zainicjowany i zredagowany przez Edwarda Kolbusa tom – Kaskaderzy literatury Kaskaderzy literatury. O twórczości i legendzie Andrzeja Bursy, Marka Hłaski, Haliny Poświatowskiej, Edwarda Stachury, Ryszarda Milczewskiego-Bruna, Rafała Wojaczka, pod red. E. Kolbusa, słowo wstępne: J.Z. Brudnicki, posłowie J. Marx, Łódź 1986.[2]. Między innymi tej książce Hłasko zawdzięcza siłę swej legendy, choć zgadzam się z Tadeuszem Drewnowskim, który pisał, że w Kaskaderach… „pomieszano różne pokolenia i wypadki, zaś wyjątkową śmiertelność w literaturze polskiej skojarzono, dla bon mot, z kaskaderstwem – działaniem zastępczym i spektakularnym”T. Drewnowski, Próba scalenia. Obiegi – wzorce – style, Kraków 2004, s. 171.[3]. Musimy pamiętać jednak, że częściowo z Kaskaderów… wynika siła tej literackiej legendy o Marku, która wraz z końcem PRL – nad czym szczerze ubolewam – straciła na znaczeniu, obecnie z Hłaską stykają się chyba wyłącznie studenci polonistyki oraz młodzi pasjonaci literatury polskiej.

Hłasko był i piękny, i młody, bo zanim zdążył wejść w wiek średni, umarł. Może dlatego myślimy o nim jako o wiecznym chłopcu, który odszedł za wcześnie, odszedł, bo nie umiał żyć. Nazywany był „polskim Jamesem Deanem” (pisarz sam tę legendę po części kreował), istnieją nawet zdjęcia, na których Hłasko rzeczywiście łudząco przypomina hollywoodzkiego gwiazdoraZob. R. Młynarczyk, Hłasko. Proletariacki książę, Wołowiec 2020, s. 19.[4]. Jego uroda, stanowiąca skrzyżowanie chłopięcego uroku i dojrzałej męskości, przyciągała kobiety. Dla przykładu Młynarczyk przywołuje jeden z donosów tajnego współpracownika, który stwierdzał, że Hłasko „kosił baby jak ułan”Tamże, s. 15.[5]. W anegdotach Hłasko prezentuje się jako uroczy i wulgarny cham. Piekielnie zdolny alkoholik. Nic dziwnego, że jego biografia przyciąga uwagę. Dobrze, że próby rekonstrukcji tego krótkiego życiorysu podjął się akurat Radosław Młynarczyk, jeszcze od studiów związany z badaniami nad twórczością Hłaski, które zaowocowały między innymi odkryciem i edycją Wilka M. Hłasko, Wilk, w opracowaniu i z posłowiem R. Młynarczyka, Warszawa 2015.[6]. Biograf nie zapomina, że autor Pięknych dwudziestoletnich był przede wszystkim pisarzem, a nie bohaterem swoich utworów. Nie popełnia więc błędu, który bardzo pokutuje w recepcji twórczości Hłaski. Oddziela artystę od dzieła, żeby rzucić światło na prawdę.

Tytuł w pełni oddaje paradoks wpisany w życie Hłaski, ma uzasadnienie w jego twórczości i biografii. Mieczysław Dąbrowski powiada, że we wczesnej fazie twórczości Hłaski pojawia się następujący typ bohatera: „Lumpenproletariusza, wykolejeńca, outsidera, kogoś, kto odmawia uczestnictwa w oficjalnym nurcie życia społecznego, szukając dla siebie jakichś szczególnych podniet”M. Dąbrowski, Literatura polska 1945–1995. Główne zjawiska, Pułtusk 1997, s. 116.[7]. Natomiast wzmiankowany Drewnowski pisał o Pierwszym kroku w chmurach: „To opowiadania z przedmieść, ze środowisk robotniczych i lumpowskich, opowiadania o pracy, o służbie wojskowej, o pijaństwie, a zwłaszcza o miłości […]”Drewnowski, Próba…, s. 162.[8]. Te dwa wyimki bardzo dobrze pokazują charakter prozy Hłaski, który snuł przekonujące fabuły o życiu „od kulis”, dalekie od socrealistycznych obrazków, chociaż nie na tyle drastyczne, by cenzura je zatrzymywała. Hłasko dowartościował więc lumpenproletariat, poprzez pokazanie go w sposób przekonujący. Jednocześnie sam był gwiazdą w pełnym tego słowa znaczeniu, co skrzętnie odnotowuje Młynarczyk, pisząc choćby, że Hłasko w momencie wylotu do Paryża miał już własne mieszkanie (w PRL rzecz nie do przecenienia)Zob. Młynarczyk, Hłasko…, s. 10.[9]. W innym miejscu Młynarczyk odnotowuje:

 

Jeśli wcześniej [przed wydaniem Pierwszego kroku w chmurach] znał go światek literacki, to teraz usłyszał o nim każdy. W czasopismach pojawiały się listy od czytelników: robotników, gospodyń domowych, lekarzy i inżynierów. Tę książkę czytały tłumy […] o pisarzu mówiło się na ulicach i w tramwajach, restauracjach i barach, na prywatkach i wystawnych rautach, w mieszkaniach i ministerstwachTamże, s. 14–15.[10].

 

Szeroko pojęty lud zyskał swojego bohatera, jednego z nich – biedny szofer, który nocami pisze świetną prozę, rozkochał w sobie Polskę. To wszystko jakby wbrew faktom, które przywołuje Młynarczyk. Hłasko bez wątpienia należał do rodziny inteligenckiej, matka izolowała go od trudów życia marymonckiej biedoty, ojczym był dyrektorem i potrafił załatwić przydział na mieszkanie. Marek wiódł życie, o którym przeciętny przedstawiciel proletariatu mógł jedynie marzyć. Owszem – poszedł do pracy, ale tylko dlatego, że nie chciał się uczyć. Kiedy już został pisarzem, to wprawdzie ubecja go śledziła, ale równocześnie w uznaniu zasług dostał mieszkanie w nowym bloku na Ochocie. Bez trudu dostawał stypendia twórcze po to, by pisać, i po to, by od pisania odpoczywać. Władza go hołubiła. Prominentni nestorzy polskiej literatury – z Iwaszkiewiczem i Andrzejewskim na czele – zabiegali o jego względy. Dostrzegano dojrzały charakter twórczości, niezwykły jak na jego młody wiek. Miał kobiety, o których inni mogli tylko pomarzyć – wspomnijmy te najbardziej znane: Agnieszkę Osiecką i Sonję Ziemann. Mógł pracować w przemyśle filmowym, najpierw polskim, potem – zagranicznym. Czy to tylko zasługa talentu? Z pewnością dużą rolę odegrała tu polityka kulturalna PRL. Hłasko żył jak książę, chociaż snuł opowieści o proletariacie i w dużej mierze dla proletariatu. Nie dziwi więc tytuł. Skądinąd jakże trafny!

Popularny wizerunek Hłaski to produkt końcowy splotu różnych porządków: jego twórczości, domysłów, plotek, opowieści i wreszcie oczekiwań czytelników, którzy potrzebowali mitu. Jego osoba miała w sobie coś niezwykłego, nie dziwi więc liczba hłaskoidów, do których historycy literatury zaliczają: Minkowskiego, Kabatca, Kotowską, Leję, a nawet Kapuścińskiego, Brychta, Nowakowskiego, Bursę, Iredyńskiego, Stachurę czy Wojaczka, któremu wszak bliżej do Nowej Fali niż pokolenia „Współczesności”.

W recenzowanym dziele Młynarczyk stawia sobie cel bardzo ambitny – próbuje zmierzyć się z tym, o czym wspomniałem, czyli popkulturowym ujęciem Hłaski. Stara się oddzielić fakty od plotek, przedrzeć się przez zmyślenia, niedomówienia, a nawet próby wybielenia Marka. Młynarczyk uniósł ciężar własnych zamiarów i buduje pełnoprawny portret Hłaski. Mimo demitologizującego wymiaru tej biografii powstaje dzieło wielobarwne. Dzieło, które zarazem nie odziera swojego bohatera z ciekawości, ale też nie jest hagiografią. Autor Cmentarzy nadal fascynujący, a momentami wręcz uroczy. Z lektury wyłania się zupełnie inny obraz niż ten utrwalony w obiegowych opiniach, na przykład:

 

Nieznajomi, ku wielkiemu oburzeniu Marka, zamiast puścić Alę przodem, odepchnęli ją brutalnie i czym prędzej wyskoczyli na zewnątrz. Hłasko był zszokowany. Nie uważał się bynajmniej za dżentelmena, co to nie, ale dziewczynki należy przepuszczać i koniecTamże, s. 47.[11].

 

Były więc długie spacery po nocnej Warszawie, rajdy po Żoliborzu, Powiślu, nawet dalekich Bielanach, ale ile można tak chodzić? I tu Hłasko wykazał się wielkim jak na swoje ówczesne standardy tradycjonalizmem – postanowił się ożenić i przysposobić dziecko Wandy. Popędził z tym pomysłem do matki i oczywiście dostał buręTamże, s. 79.[12].

 

Wspomnijmy, że w chwili tego postanowienia Hłasko miał osiemnaście lat. Jak to się ma do wizerunku Hłaski-łamacza serc, mówiącego o Ziemann per „kurwa”?

Młynarczyk rzuca także światło na inne aspekty życia Hłaski. Jak udowadnia, prozaik był pisarzem ze wszech stron nowoczesnym. Miał wszystkie wady i zalety najpopularniejszych współczesnych polskich pisarzy. Dbał o swój marketing, starał się na tyle, na ile w dobie przed mediami społecznościowym było to możliwe, utrzymywać kontakt z czytelnikami, czego przykładem może być taki passus:

 

Lubił, gdy go chwalono, gdy nakłady książek i czasopism z jego utworami rozchodziły się na pniu, dostarczał więc odbiorcom nowe teksty, podtrzymywał z nimi kontakt, nie pozwalał o sobie zapomniećTamże, s. 184.[13].

 

Nie zamierzam tutaj referować treści i przywoływać szczegółowych rozstrzygnięć Młynarczyka, ponieważ książka zasługuje na jej samodzielne przeczytanie. Powiem tylko, że biograf rzuca nowe światło na śmierć Komedy, relacje Marka z matką czy też mniej znane romanse z różnymi kobietami. Jego rozważania są przekonujące, odsiewają plotki od prawdy historycznej, rzucają nowe światło na wydarzenia. Młynarczyk w niczym nie nagina rzeczywistości – co ważne, nie przesadza również w drugą stronę, nie decyduje się odpowiadać na wszystkie pytania, rozświetlać wszystkich ciemnych plam. Nie rozstrzyga kategorycznie tych kwestii, co do których nie ma pewności, na przykład domniemanego homoseksualizmu Hłaski czy jego romansów ze starszymi, wpływowymi literatami. Nie puszcza w ruch wyobraźni, nie dostosowuje rzeczywistości do swoich tez. Trzeba to docenić, ponieważ wcale nie stanowi to oczywistości w wielu biografiach, które powstają w ostatnich latach jak grzyby po deszczu. Młynarczyk nie szuka sensacji, pozostaje wierny badaniom, nie zależy mu na łatwej atencji, chociaż jego książka ma raczej popularny niż naukowy adres, nie ogranicza go więc recenzent wydawniczy.

Książkę czyta się co najmniej jak dobrą beletrystykę, czuć tu lekkość, może częściowo wynika ona z przedmiotu zainteresowania, ale z pewnością przysłużyło się temu również sprawne pióro autora. Wszystko to tworzy czarowną opowieść, wciąga, ujawnia moc, która sprawia, że czytelnicy sięgają po biografie wybitnych osobowości. Dostarcza nowych faktów, ale także mówi o człowieku rozpatrywanym całościowo. Świetny styl autora sprawia, że możemy zapomnieć, iż nie mamy do czynienia z powieścią. To studium pokazuje przede wszystkim człowieka, z jego wszystkimi niedoskonałościami, które sprawiają jedynie, że biografia jest jeszcze ciekawsza, ponieważ ma bohatera z krwi i kości. Prawdziwego. Ludzkiego. Pełnokrwistego do granic. Wszystko to została napisane bez literaturoznawczego nadęcia, dobrą, dojrzałą polszczyzną. Dzięki temu połknąłem dzieło za jednym zamachem w ciągu wieczoru, co nie zawsze zdarza mi się nawet w przypadku literatury wysokoartystycznej czy popularnej. Czytając, miałem wrażenie, że obcuję z historią, która wręcz domagała się opisania, a teraz wreszcie znalazła odpowiednie pióro. Bez trudu więc pozwoliłem, żeby Młynarczyk prowadził mnie po zawiłych kolejach życia autora Bazy Sokołowskiej. Jako czytelnik jestem tą książką zachwycony.

Konkludując, z pełnym przekonaniem polecam Hłaskę. Pozycja ta jest taka, jaką być powinna biografia skierowana do masowego czytelnika – ciekawa, przyjemna w lekturze, satysfakcjonująca zarówno pod względem merytorycznym, jak i literackim, momentami nawet hipnotyzująca. Z pewnością nie sprawi zawodu żadnemu miłośnikowi biografistyki, która ostatnimi laty święci w Polsce triumfy.

 

R. Młynarczyk, Hłasko. Proletariacki książę, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dariusz Żółtowski, Życie i śmierć proletariackiego księcia, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy