18.03.2024

Opowieści bez tabu

Anna Bikont w najnowszej książce Nigdy nie byłaś Żydówką. Sześć opowieści o dziewczynkach w ukryciuA. Bikont, Nigdy nie byłaś Żydówką. Sześć opowieści o dziewczynkach w ukryciu, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023. W dalszej części tekstu numery stron z tej publikacji są podawane bezpośrednio po cytacie [przyp. red.].[1] ponownie podejmuje temat ocalałych z Holokaustu dzieci. Podczas wręczania jej nominacji do tegorocznej Nagrody Nike za poprzednią książkę Cena. W poszukiwaniu żydowskich dzieci po wojnie powiedziała, że będzie tak długo pisać, jak długo będą żyli ocalali. Można by wysnuć wniosek, że najgłębszy sens swojego pisarstwa widzi w dawaniu głosu właśnie im, ale to tylko część prawdy. W najnowszej książce równie mocno wybrzmiewa głos ofiar, kiedy opisuje szczegółowo okoliczności ich zamordowania, podaje imiona i nazwiska oprawców.

Konstrukcja Nigdy nie byłaś Żydówką… opiera się na wywiadach, ale książka nie jest li tylko zapisem rozmów, stanowi zbiór reportaży. Jest owocem pracy wykonanej również w archiwach, w których Bikont znajduje brakujące lub korygujące informacje dotyczące opowieści jej bohaterów. Reportażystka podróżuje zarówno na spotkania z ocalałymi, jak i do miejsc, gdzie rozgrywały się opowiedziane historie. Pyta ich najstarszych mieszkańców, co wiedzą o tamtych zdarzeniach, a już podczas pracy nad książką podaje w przypisach informacje dopowiadające do tych relacji, wspomnień. Bikont jest bardzo merytoryczna, skrupulatna i tylko sporadycznie pozwala sobie na krótkie, osobiste refleksje, jak w zakończeniu rozdziału pierwszego, kiedy zastanawia się nad przyczynami samobójczej śmierci swojej bohaterki.

Czy można uchwycić ten moment, który okazał się dla niej zbyt trudny? Może kiedy zostawiono ją samą w klasztorze i ogarnęły ją „dziwna samotność i lęk”? Może jak została wyrzucona z Krochmalnej tuż po wybuchu powstania warszawskiego i znalazła się sama na świecie? A może przyjazd do Ameryki, znalezienie się u obcych ludzi, w obcym miejscu – to było to jedno zdarzenie za dużo? Wtedy pisała, że nie śpi w nocy i chciałaby gryźć i drapać wszystkich naokoło.

A może pytanie, dlaczego tak się stało, jest bezzasadne? Może należy pytać, skąd ocalali czerpali siłę, by dalej żyć? Elżuni tej siły starczyło na szesnaście powojennych lat (s. 52).

I paradoksalnie, biorąc pod uwagę, że w książce jest wiele opisów drastycznych scen, to ostatnie zdanie zostaje ze mną najdłużej. Przywołuje pamięć o innych (między innymi Tadeuszu Borowskim), którzy przeżyli koszmar wojny, obozów, i w którymś momencie odebrali sobie życie, pozostawiając nas z pytaniem: dlaczego? Elżunia nie jest jedyną ocalałą osobą opisaną w książce, która popełniła samobójstwo. Chyba dopiero wtedy, kiedy czytamy o tych śmierciach, dociera do nas, co naprawdę przytrafiło się tym ludziom, z jak wielkim bagażem cierpienia musieli żyć. Wtedy zaczynamy rozumieć, że historie ocalenia tylko pozornie mają dobre zakończenia, w gruncie rzeczy są zawsze tragiczne. Jak zatem o nich opowiadać? ‒ to staje się pytaniem kluczowym dla kogoś, kto chce podjąć się tego rodzaju wyzwania. Przywołana w książce Hanna Krall dawno temu odpowiedziała na to pytanie tymi słowami:

Nienawidzę martyrologii własnej i cudzej. Ona mnie brzydzi i nudzi. Potrzebna jest zawsze forma, która wszystko należycie oddali, żeby się to dało opowiedzieć bez szlochu, bez histerii. Tragedie pozbawione formy są czymś bezwstydnymA. Janko, Boscy i nieznośni. Niezwykłe biografie, Warszawa 2012, s. 260.[2].

I to „oddalenie”, zdystansowanie się Bikont do przedstawianych historii czuje się podczas całej lektury. Ten dystans nie umniejsza jednak tragizmu opowieści, on pozwala tylko wysłuchać je do końca.

Autorka porusza w książce również problem określenia swojej tożsamości i mówienia publicznie o żydowskich korzeniach. Wciąż mnie zadziwia i jako obywatelkę Polski w pewnym stopniu zawstydza brak poczucia bezpieczeństwa u ocalałych z Holokaustu, którzy chcą podzielić się informacjami o swoim pochodzeniu. Zawstydza, bo jest to lęk przed naszą – osób bez żydowskich korzeni – reakcją wykluczenia ich, ostracyzmem, agresją słowną, a nawet fizyczną.

Czuję się Żydówką, a jestem Polką […]. Muszę panią prosić, żeby pani nie podawała mojego nazwiska. Jakbym chciała być Żydówką, tobym jednej godziny nie siedziała w Polsce. Jest ojczyzna, jadę do swojej ojczyzny. Jestem tu, to jestem Polką (s. 179).

Inny opisywany przez Bikont bohater ‒ Bogdan Wojdowski – który przeżył koszmar wojny i w 1994 roku popełnił samobójstwo, tak pisał o swojej tożsamości w liście do Jerzego Turowicza:

Wychowałem się na kulturze polskiej […] moje żydostwo ma charakter losowy i gettowy. Długi czas uważałem, że mogę pogodzić te sprawy w sobie, kiedy teraz dochodzę 60-ki, oceniam w ciemnym świetle swoje całożyciowe złudzenia […]. Określenie „Polak żydowskiego pochodzenia” nabiera dla mnie nieodwołalnie humorystycznej treści. Jestem Żydem pochodzenia polskiego (s. 181–182).

Podobnie wrażliwym tematem wciąż pozostaje kwestia podawania nazwisk polskich oprawców Żydów przez mieszkańców miejscowości, gdzie ci dopuścili się zbrodni, o czym powszechnie wiadomo i co stwierdził sąd. Najczęstszym powodem nieprzywoływania publicznie ich nazwisk jest lęk przed reakcją żyjących krewnych tamtych. Bikont nie ma takich oporów, przeciwnie, wydaje się, że podawanie ich personaliów uważa nie tylko za swój reporterski obowiązek, ale jak wspomniałam na wstępie, za misję dania głosu ofiarom.

Skończyłem siedem klas w Strzegomiu, to była okręgowa szkoła dla wszystkich wsi. Przed wojną miałem dużo polskich kolegów. Wszyscy ci, co nas mordowali, to byli przed wojną moi koledzy (s. 113).

Ilu z nas mogło przeżyć! Nie trzeba było, żeby Polacy nam pomagali, tylko żeby nas nie zabijali […]. Były dziki w lesie, ale myśmy nie bali się zwierząt. Myśmy bali się AK-owców. Byliśmy dla nich jak zwierzęta (s. 121).

W takich momentach mam w nosie wszystkie nawoływania prawicowych polityków do porzucenia „pedagogiki wstydu”. Jeżeli mamy być dumni z tych, którzy nieśli pomoc Żydom w czasie wojny, dlaczego nie mamy analogicznie poczuwać się do wstydu za tych, którzy dopuszczali się zbrodni? Nie jestem za zbiorową odpowiedzialnością, ale za zwykłą przyzwoitością i empatią wobec ofiar.

Jak świadczą wypowiedzi rozmówczyń Bikont, ten rodzaj opowieści wciąż znajduje się w sferze tabu w Polsce. Dla mnie jest to najsmutniejsza konstatacja po lekturze Nigdy nie byłam Żydówką…, ale też poważny argument za sensem powstawania tego rodzaju reportaży.

A. Bikont, Nigdy nie byłaś Żydówką. Sześć opowieści o dziewczynkach w ukryciu, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023.

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Agnieszka Kostuch, Opowieści bez tabu, Czytelnia, nowynapis.eu, 2024

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...