26.06.2023

Odjazd (słuchowisko)

1.

Stacja benzynowa. Podjeżdża samochód. Odgłosy nalewania benzyny. Kroki. Płacenie.

JAKUB

Siódemka. Siódmy dystrybutor. I może płyn do spryskiwaczy...

 

KASJER

89 złotych. Rachunek czy faktura?

 

JAKUB

Wystarczy rachunek.

Brzęk spadającej monety.

 

KOBIECY GŁOS (MAGI)

(zdyszana)

Przepraszam?...

 

JAKUB

(zdziwiony)

Słucham?

 

MAGI

Pomyśli pan, że jestem natrętna. Nie jedzie pan przypadkiem za Wisłę?

 

KASJER

Proszę reszta i rachunek.

 

JAKUB

Dziękuję. (do dziewczyny, kroki, odchodząc od kasy) Tak się składa, że jadę. 

 

MAGI

Nie chcę do innego miasta. Tylko przez most.

 

JAKUB

Przez most i trochę za most.

Kroki. Odgłos otwieranych drzwi samochodu.

 

MAGI

(jeszcze dysząc, trochę zdenerwowana)

Wyskoczę zaraz za mostem. Rozumiem, mogłabym taksówką, oczywiście mam telefon. Tak... ale zapomniałam dokumentów, pieniędzy. Nie mam karty. Beznadziejna jestem. Ale to prawda.

 

JAKUB

Nie musi się pani tłumaczyć, ja też ciągle o czymś zapominam. Człowiek się ciągle spieszy, za czymś goni. (z zadowoleniem) Choć powiem pani... trzeba czasem zwolnić tempo.

 

MAGI

(z nutką niepokoju)

Pan dzisiaj zwolnił?

Odgłos zapalania samochodu.

 

JAKUB

Proszę pani. Kiedy człowiek sam decyduje o swoim czasie, na nic mu nie starcza czasu.

 

MAGI

A żona?  Nie jest z tego niezadowolona? Jeśli pan ma żonę...

 

JAKUB

Trzecią, jeśli to panią interesuje.

 

MAGI

Super! (złośliwie) Najnowszy model? (po chwili) Przepraszam. Nie chciałam...

 

JAKUB

Przyzwyczaiłem się. (po chwili) Sama pani rozumie… Musi być szczęśliwa.

Po chwili samochód gaśnie.

 

JAKUB

Przetrę tylko szyby. Proszę się tak nie denerwować. Pół minutki pani nie zbawi. Wszystko rzetelnie nadrobimy. Na swój pogrzeb człowiek zawsze zdąży.

Odgłos otwieranych drzwi.

 

JAKUB

Dziś wyszedł mi na jezdnię staruszek. Na szczęście bryka ma hamulce. I wie pani, co mi powiedział? Wcale na mnie nie nakrzyczał, tylko uśmiechnął się. I mówi: Byłbym się zabił przed śmiercią! Niech pani zakręci okno, bo jeszcze panią poleję...

 

MAGI

OK. Zakręcone. (mruczy) I ja też, jakby kto się pytał. Ja jestem zakręcona! Świat jest zakręcony! Wszyscy są zakręceni.

Jakub usłyszał jej ostatnie słowa. Krzyczy.

 

JAKUB

Ja też?

 

MAGI

Jak pan wreszcie ruszy (mruczy) to powiem, że pozytywnie.

Naraz słyszymy dźwięk odjeżdżającego z piskiem samochodu. Gdzieś z sąsiedniego stanowiska. Drzwi trzaskają gwałtownie. I po chwili warczy już także silnik wozu Jakuba.

 

MAGI

Nie dokończył pan mycia. Stało się coś?

Pisk opon, słychać jak samochód rusza gwałtownie.

 

MAGI

Pan zawsze tak rusza? Ja to mam szczęście! Przejedzie pan kogoś!

Warkot samochodu. Trąbienie.

 

MAGI

Trąbić się panu zachciało? Kurcze! Dokąd pan jedzie! Gdzie pan skręca? Mówił pan, że za most!

 

JAKUB

Dziewczyno, puść kierownicę! Życie ci niemiłe?

Odgłosy szarpaniny.

 

MAGI

Ja chcę wysiąść!

 

JAKUB

Potem...!

 

MAGI

Teraz!

 

JAKUB

Rozbijemy się, jak pani nie przestanie!

Z różnych stron słychać trąbienie.

 

JAKUB

To niemożliwe! Niemożliwe!

 

MAGI

(mruczy)

Idiotów nie sieją...

 

JAKUB

Niech mnie pani uszczypnie! No, nie słyszy pani?!!!

 

MAGI

Wie pan? Za kogo pan mnie wziął? Że zaczepiłam pana na stacji, to jeszcze nie znaczy, że że jestem... Gdzie pan mnie wiezie?

 

JAKUB

(zdenerwowany)

A skąd mam wiedzieć! Dziewczyno! Cholera! A co on znowu robi?

Pisk hamulców. Ponowny warkot. Słychać jak dziewczyna wystukuje na telefonie komórkowym numer. Myli się.

 

MAGI

Shit! Zapomniałam numer! Numer na policję! Zna pan?

 

JAKUB:

Co mi pani głowę zawraca! Jasne, że znam! Przez panią mi ucieknie!

 

MAGI

Kto ma uciec! Kto! Numer! Numer! No...!

 

JAKUB

112!

Słychać wystukiwanie numeru.

 

MAGI

Policja! Policja!

Odgłosy szarpaniny.

 

JAKUB

Co pani robi? Niech pani zostawi telefon!

 

MAGI

Dzwonię! Policja? Zostałam porwana!

 

GŁOS W SŁUCHAWCE

Oficer dyżurny, młodszy aspirant Knap. Proszę powiedzieć po kolei. Przez kogo i gdzie?

 

MAGI

Gdzie?!! Na stacji!!! Porwał mnie ze stacji benzynowej! Jedziemy w kierunku...

 

GŁOS

Kto panią porwał, czy pani zna tę osobę? Jej nazwisko ?

 

MAGI

Naz... nnie znam. A skąd mam niby znać nazwisko? Nie przedstawił mi się! Myśli pan, że porywacz musi się przedstawić? (do Jakuba) Jak się pan nazywa?!!

 

JAKUB

Ja? Jakub Miśkiewicz... Niech pani to odłoży!

Odgłosy szarpaniny.

 

GŁOS POLICJANTA

Gdzie pani jest? Niech się pani odezwie!!! Jak się pani nazywa? Kto panią porwał?

Odgłos jazdy samochodem. Oboje głośno dyszą.

 

JAKUB

Chyba go zgubiłem. Wszystko przez panią!

 

MAGI

To niech mnie pan wypuści!

 

JAKUB

Za chwilę. Nie! Jest! Widzę go! Tam, za tą srebrną sierrą.

Gwałtowny odgłos przyspieszenia.

 

MAGI

Co pan ściemnia? Kto?

 

JAKUB

Złodziej! A niby kto? Cholera, znowu gdzieś znikł!

Cisza. Spokojniejszy odgłos warczącego samochodu.

 

MAGI

(spokojniej)

Wymyśliłbyś człowieku jakieś porządne kłamstwo. Okradł ktoś pana na tej stacji?

 

JAKUB

A skąd niby mam to wiedzieć! Uciekł mi bydlak, zanim się zdążyłem przypatrzyć.

 

MAGI

(ze złością)

Aha... uciekł. Goni, a nie wie kogo i dlaczego. Ja w to nie gram.

 

JAKUB

To co, uważa pani, że gonimy go dla rozrywki?

 

MAGI

Kogo? Jezu! Kogo? Ja oszalałam, czy pan? Ja nie gonię. Ja wysiadam.

 

JAKUB

Teraz nie mogę się zatrzymać. Chce pani, żebym go zgubił?

 

MAGI

To pan poważnie? Pan naprawdę... kogoś goni?

 

JAKUB

(wzdycha)

Wreszcie załapała. Cholerna blondynka!

 

MAGI

A pan, pan jest... toksyczny seksista!

 

JAKUB

Proszę bardzo. Mogę być nawet toksycznym gangsterem z Pruszkowa.

 

MAGI

(z niepokojem)

Pan jest... z Pruszkowa?

 

JAKUB

Czemu nie? Cholera! Światła!

 

MAGI

Shit! Przejechaliśmy na czerwonych!

Z różnych stron słychać trąbienie.

 

JAKUB

(na odgłosie otwieranego okna)

Zamknij się palancie!

 

MAGI

(ironicznie)

Na bok śledzie, bo król jedzie! Chciał mi pan zaimponować? Proszę bardzo. No... zaimponował mi pan. A teraz, to ja chcę wysiąść.

 

JAKUB

Powiedziałem, że później! Niech pani zrozumie, to ek... ekstremalna sytuacja! Nie! Nie powiem pani, bo weźmie mnie pani za świra!

 

MAGI

(złośliwie)

Pan jest świrem! Człowieku! Wypuść mnie! Proszę się zatrzymać! Zatrzymaj się, natychmiast!

Szarpanina.

 

JAKUB

Puść dziewczyno tę klamkę! Życie ci niemiłe?

Po chwili.

 

MAGI

(spokojniej)

Może i miłe...

Jakaś przerwa. Spokojniejszy warkot samochodu.

Gwałtowny pisk opon, samochód skręca. Odgłosy spadania jakichś przedmiotów.

 

MAGI

Oszalał pan? Jak pan skręca? Chce pan nas zabić?

 

JAKUB

Nic się pani nie stało? A co mam niby robić? Kiedy on skręcił.

 

MAGI

Jaki on? Jaki on?

 

JAKUB

Mówiłem przecież, że nie jadę dla przyjemności.

 

MAGI

Akurat. Adrenalina, te tam bajery. Wy to lubicie, wszyscy mężczyźni...

 

JAKUB

Jakby pani nie gadała bez przerwy, a popatrzyła do przodu, to by może pani coś zobaczyła. Widzi pani? Tam przed tym żółtym seicento? Stalowy metalik, toyota avensis.

 

MAGI

Nie znam się na samochodach.

 

JAKUB

(krzyczy)

O! Teraz widać tablicę rejestracyjną! Widzi pani?

 

MAGI

Z tej odległości? Na głowę pan upadł?

 

JAKUB:

Teraz faktycznie nie widać, za bardzo pod słońce.

Westchnienie. Znów odgłos wybijania numerów na telefonie komórkowym.

 

JAKUB

Niech pani to odda!

 

MAGI

Akurat!

Odgłosy przepychania.

 

JAKUB

Dokąd pani chce dzwonić? Znów na gliny?

 

MAGI

Mój telefon, moja sprawa. Zadzwonię, gdzie zechcę.

 

JAKUB

Nie zadzwoni pani!

Odgłos odbierania telefonu i zamykania go w schowku samochodowym.

 

MAGI

Złodziej!

 

JAKUB

Potem pani oddam.

 

MAGI

A jak ktoś do mnie zadzwoni?

 

JAKUB

(spokojniej)

Chłopak? To się nagra. Przy okazji sprawdzi pani, czy jest wytrwały. Niektórzy dzwonią tylko raz…

Słychać gwałtowniejszy warkot.

 

JAKUB

Co on znowu kombinuje? (po chwili) Może ten pani nie jest taki?

 

MAGI

Guzik to pana. (po chwili, tonem zniechęcenia) Jest nawet gorzej, niż pan myśli.

 

JAKUB

Ciekawe... (z przekąsem) Chce pani o tym porozmawiać?

 

MAGI

Może i chcę, ale nie z panem.

 

JAKUB

Naprawdę nie jestem tym, za kogo mnie pani bierze.

 

MAGI

(z przekąsem)

A za kogo mogę pana brać? Sprawa jest jasna?

 

JAKUB

Przyjmijmy, że jasna. To co jest z tym chłopakiem?

Chwila ciszy. Warkot samochodu.

 

JAKUB

Chce pani tik taka? Jest na półeczce.

 

MAGI

(złośliwie)

Jeden mały tik tak ma odświeżyć między nami atmosferę?

Słychać jednak odgłos otwierania pudełeczka i wysypywania pastylek cukierków.

 

MAGI

Pan też?

Odgłos ponowny wysypywania pastylek. Zamykania schowka przy kierownicy.

 

MAGI

Wkurzył mnie gnojek. Są sprawy, o których trzeba zapomnieć? Jasne! Zapomnijmy o nich. Wróciłabym do niego. (coraz bardziej podekscytowana) Wróciłabym. Ale żeby stanąć przed kamerami i wzywać mnie przez telewizję, miliony widzów biorąc za świadków... Porąbany gość.

 

JAKUB

Powiem pani, to wcale nie takie niecodzienne. Moja córka flirtuje z chłopakiem od roku przez internet i wyobraża go sobie jak... nie wiem... jakiegoś Boga.

 

MAGI

Wstawia pan ściemę. Zaraz mi pan powie o duchu czasu? Jak w szkole?

 

JAKUB

To pani jeszcze chodzi do szkoły?

 

MAGI

(złośliwie)

Niech pan się nie obawia, małolatą nie jestem. W razie czego, dostanie pan wyrok tylko za porwanie. Choć co mnie to obchodzi.

Odgłosy gwałtownego przyspieszenia i hamowania.

 

JAKUB

Cholera! Jedziemy pod prąd! Niech się pani modli... do świętego Krzysztofa. Patrona kierowców.

 

MAGI

Jezu! Całkiem panu odbiło? Co mnie podkusiło? No co mnie podkusiło? Wyglądał pan tak niewinnie.

Słychać trąbienie. Potem kolejne.

 

MAGI

(spokojniej)

Shit. Pan naprawdę kogoś goni?

Warkot samochodu. Uspokojenie.

 

2.

Przerywnik muzyczny

Po dłuższej chwili.

 

JAKUB

(informacyjnie)

... NOWE TELEFONY W SUPERCENIE... ŚWIAT ŁAZIENEK ZAPRASZA... STUDIO FRYZUR... CZYSZCZENIE DYWANÓW, WYKŁADZIN, VERTICALI... Kiedyś nie było na czym wzroku zawiesić. A teraz... Nie wiadomo gdzie patrzeć, człowiek nie nadąża czytać. Pani ma szczęście. To pani świat.

 

MAGI

(złośliwie)

A pan go dla mnie zbudował. Chce pan, żebym się odwdzięczyła już teraz, czy może być potem?

Warkot samochodu.

 

JAKUB

Przed chwilą wyjechaliśmy z Warszawy. Zauważyła pani?

Magi milczy.

 

JAKUB

Obraziła się pani? Jak to się skończy, odwiozę panią pod sam dom i przeproszę na kolanach. Zaproszę panią na kolację, jeśli pani oczywiście zechce... i wszystko wytłumaczę. Ale teraz, proszę mnie zrozumieć. Pierwszy raz mnie coś takiego spotyka. Przecież nie mogę tego tak zostawić! Niech pani mnie zrozumie!

 

MAGI

(naburmuszonym głosem)

A co tu jest do zrozumienia?

 

JAKUB

Co? Pani się pyta co? Wszystko to jest niepojęte! Niezrozumiałe! Nie wiem. Brak mi słów, by to nazwać!

 

MAGI

Ponoć kogoś gonimy?

 

JAKUB

(chwila namysłu)

To prawda.

 

MAGI

Powie mi pan, kogo? Czy to tajemnica?

 

JAKUB

Powiem, oczywiście. Jak się dowiem. Teraz mogę pani powiedzieć jedno. Nigdy tak się nie czułem. Zawsze wiedziałem, no z grubsza, po co i za kim jadę.

 

MAGI

(z zaciekawieniem)

Shit! Ja to mam szczęście. Trafił mi się detektyw?! (po chwili) I nie powie mi pan? Oczywiście, rozumiem… tajemnica służbowa. Pewnie jedziemy za jakąś niewierną żoną? A może mężem? Mam nadzieję, że dostał pan zlecenie tylko na śledzenie, a nie na…

Chwila przerwy. Warkot. Potem szelest kartek.

 

JAKUB

Niech pani to zostawi!

 

MAGI

Dżast moment! Co my tu mamy? No nie, pan takie rzeczy czyta?

 

JAKUB

Ciągle wkładają za wycieraczki.

 

MAGI

„Planeta kobiet. Wyjazdy. Sauna. Pokoje. Jacuzzi. Bilard. Drink bar. Jedyny klub z dziewczynami tańczącymi bezpośrednio na stolikach. Tu wypada bywać...”

 

JAKUB

Wczoraj wypadło mi z jakichś papierów. Przez panią go zgubię!

 

MAGI

Rozumiem, wypadło. Dziś panu wypadło kogoś gonić, a mnie gonić z panem. Ciekawe za kim, czy za czym my tak gonimy? A co tu piszą? (szelest, czyta)

„...Olbrzymie niebiańskie kosmiczne miasto jest już w drodze z przestrzeni kosmicznej na Ziemię! To gigantyczne, w kształcie podobne do piramidy Magiczne Miasto osiądzie na Ziemi i jego podstawa będzie mieć 2400 km długości i 2400 km szerokości, a jego wierzchołek będzie sięgał daleko w przestrzeń na wysokość 2400 km!... Będzie ono stolicą nadchodzącego Królestwa Niebios na Ziemi...” (złośliwie) Rozumiem, że tam też „wypada bywać”.

 

JAKUB

Ale się zawzięła! Dostałem to kiedyś na promie. Każdy w młodości przechodzi chorobę, nazwijmy ją metafizyczną. Choć pani pewnie nie. Internetowe pokolenie. I raptem skądś się odgrzebało. Satysfakcjonuje to panią?

 

MAGI

Mam to w nosie! Chcę wracać!

 

JAKUB

Opowiem pani coś, co pomoże pani zrozumieć skomplikowanie sytuacji, tylko niech mi pani pomoże go nie zgubić. Stalowy metalik. Szary bagażnik na dachu, ten... taki sam jak na naszym.

 

MAGI

Nie wiem jaki jest na naszym. Nie zauważyłam.

 

JAKUB

Zostawmy to. Jeździłem kiedyś renówką, na francuskich numerach. Zabrałem znajomych, Francuzów, w Pireneje. Wjechaliśmy do miasteczka. Zamek… wie pani, parę uliczek, wzgórze. Postawiłem samochód na ryneczku pomiędzy jeszcze trzema i poszliśmy podzamczem dookoła murów. Zmierzchało. Obeszliśmy w piętnaście minut zamek. Ryneczek. Cztery samochody, moje renault między nimi. Wszystko się zgadza. Jedna tylko rzecz trochę mnie zaniepokoiła. Zostawiłem otwarte drzwi…

Słychać jakieś trąbienie.

 

JAKUB

Na trzeciego? Życie ci niemiłe, gnoju? (spokojniej) Nigdy nie zostawiam, taki polski nawyk, bo tam na prowincji mało kto zamyka. Wchodzimy, siadamy. Już chcę uruchomić silnik i nagle coś mnie tknęło. Dywanik na oparciu fotela? Przecież ja nie miałem dywanika! Ani takiego, ani innego! Co ja robię wtedy? Jeszcze nie niepokoję znajomych, ale sięgam do schowka na dokumenty. Wie pani, żabojady są niefrasobliwe i byłem prawie pewien, że tam coś znajdę. Zresztą, ja też nie nosiłem wtedy swoich przy sobie. I rzeczywiście! Były! Ale wcale nie moje. Tylko jakiejś Madame Jeanette... Da pani wiarę, że w miasteczku były dwa identyczne ryneczki, a tam dwa takie same parkingi. I na tych parkingach takie same cztery wozy, postawione w tej samej kolejności. I taka sama renówka między nimi... tej Jeanette?

 

MAGI

A jaki to ma związek z nami?

 

JAKUB

Znaczny. Tyle pani powiem, bo nie chcę się zbłaźnić.

 

MAGI

Pan już się zbłaźnił! Porwał mnie pan, wozi po jakichś wertepach, opowiada beznadziejne historie. Gdyby nie to, że nie mam już ochoty, popchnęłabym drzwi i miałby mnie pan na sumieniu.

 

JAKUB

Na co nie masz ochoty? Dziewczyno! Co ty opowiadasz? Na co ochoty?!

 

MAGI

A jak pan myśli?

 

JAKUB

Nie mówisz poważnie?

Warkot samochodu. Cisza.

 

JAKUB

Jak najpoważniej? A ja myślałem, że na mnie lecisz. (śmieje się) Może nie na mnie, ale na mój wóz, kasę?

 

MAGI

Bałwan!

 

JAKUB

Jakub... Skoro rozmawiamy tak szczerze.

 

MAGI

Magi...

 

JAKUB

Kurs, który u mnie, nazwijmy to... zamówiłaś, nie był wcale za most?

Warkot samochodu i pauza.

 

JAKUB

Zamierzałaś wysiąść na moście? ( pauza) Ale dlaczego? Dziewczyno?

 

MAGI

(sloganowo)

Pragniesz czegoś? Wyraź to!!! Zawsze zdaję się na pierwszy impuls.

 

JAKUB

Chciałaś skoczyć? (po chwili) Co za dzień! Mam potąd niespodzianek! No, co ci przyszło do…?

Pisk opon, zakręt.

 

MAGI

(spokojnie)

Na jedno wyszło. I tak za chwilę się rozbijemy.

 

JAKUB

Pieprzysz jak potłuczona.

 

MAGI

A ty ściemniasz. Powiesz wreszcie, dokąd jedziemy?

 

JAKUB

Nie wiem dokąd, ale wszystko ci wytłumaczę, tylko najpierw ty wytłumacz mi. Życie ci przestało smakować?

 

MAGI

(ironicznie)

Inni pracują, ty cieszysz się życiem. Możesz to zadedykować wszystkim bezrobotnym. Wiem, o czym myślisz. Laska... młoda, zdrowa, wszystko na swoim miejscu. Zderzaki, te rzeczy...

 

JAKUB

W mojej młodości mówiło się: ma na czym siedzieć i czym oddychać. Ale powiedz, poważnie: chciałaś mi to zrobić?

 

MAGI

A kim ty niby jesteś? Ekstra - wóz... ekstra - bajer... Powiem ci kim jesteś, jak się tak dopraszasz: JESTEŚ TYM, CO JESZ... ( śmieje się, po chwili poważnie)? Super hasło mi się wymyśliło!

JAKUB

(zdenerwowany)

Wiesz co, lepiej mnie nie denerwuj! Człowiek wychodzi z firmy na piętnaście minut. Kupić gazetę i zatankować. Jak zdąży trochę przy okazji pomyśleć, choćby o byle czym, to jego zysk. Na piętnaście minut! (pauza) Uśmiechasz się? Jasne. Co można wymyślić w piętnaście minut? No a co ja robię? Jadę za jakimś palantem, nie wiem dokąd i po co? Do tego jeszcze mi się trafiła pasażerka. Zupełny odjazd!

 

MAGI

(obrażona)

Ciekawe kto tu odjechał? Jak tak, to nic już więcej nie powiem.

 

JAKUB

Bez łaski. Lepiej sięgnęłabyś z tyłu na półeczkę i podała mi atlas. Diabli wiedzą, gdzie jesteśmy.

 

MAGI

Minęliśmy Radzymin i jedziemy na Wyszków.

 

JAKUB

Wyszków? Kto by pomyślał, to już taki kawał?

 

MAGI

To może zawrócimy?

 

JAKUB

Ja myślałem, że jesteś mądra laska. A ty nic nie pojmujesz!

 

MAGI

To może mi wreszcie powiesz, co tu jest do pojmowania?

 

JAKUB

Cholera! Policja!

 

MAGI

A jednak… Mam udawać jak w serialach kryminalnych, że nic się nie stało?

JAKUB

Rób co chcesz.

Słychać odgłos dodawania gazu i pisk opon.

 

MAGI

Dajemy nogę? A ja głupia, na tej stacji benzynowej, myślałam, że nic mnie już w życiu nie spotka.

 

JAKUB

Ja też… jeśli chcesz wiedzieć!

Słychać syrenę wozu policyjnego.

 

MAGI

(złośliwie)

Do tej pory my goniliśmy. Teraz nas gonią. Shit! Przyjemność goni przyjemność.

 

JAKUB

Nas gonią, to prawda. Ale to nie znaczy, że my nie gonimy. Widzisz go, tam przed zakrętem? Spieprza jak my. Pod maską 2500 koni, to gliny mogą mu naskoczyć. Tak jak i nam.

 

MAGI

Wezwą posiłki, zablokują drogę i będzie po sprawie.

 

JAKUB

To jakieś miejscowe ćwoki. Odpuszczą. Potem dorwą jakiegoś malucha i sobie odbiją.

Syrena powoli cichnie.

 

MAGI

Zatrzymują się. To może i my byśmy na chwilę?

Warkot samochodu. Brak odpowiedzi.

 

MAGI

Siku mi się chce...

 

JAKUB

Nie teraz.

 

MAGI

Tu jest las, drzewa. (po chwili) Pomyśl logicznie. Jakbyśmy go mieli zgubić, to już byśmy zgubili...

Pisk hamulców. Odgłos otwieranych drzwi samochodu. Kroki. Cisza, odgłosy lasu. Kroki.

 

3.

Przerywnik muzyczny

Odgłos przecierania szyby. Powolne kroki wokół samochodu.

 

JAKUB

(mruczy)

Niech nam wszystkim świeci słońce, śmierć komuchom, tak jak Lońce…

Kroki zbliżają się. Zatrzymują.

 

JAKUB

Nie zwiałaś?

 

MAGI

Shit! W najciekawszym momencie?

Ptaki, szelest gałęzi na wietrze.

 

MAGI

Zastanawiałam się, czy jesteś ze styropianu czy może twoim idolem był pewien generał? Nie wiem, kto to ten Lońka, ale co do komuchów... Jednak styropian.

 

JAKUB

A, to? Zwyczajny wierszyk. Kiedyś namalowałem go na murze. Raptem mi się przypomniał.

 

MAGI

Cierpiałeś... (złośliwie) Ale życie ci wynagrodziło. Mnie nigdy nie będzie stać na taki wóz.

 

JAKUB

Cholera! Zupełnie zapomniałem! Pewnie mamy go z głowy! Wsiadasz?!

Odgłos otwieranych drzwi. Trzaśnięcie. Drugie drzwi. Odgłos zapalanego silnika i gwałtownie ruszającego samochodu. Potem przez chwilę skrzypienie amortyzatorów na wertepach i głos się wyrównuje.

 

JAKUB

Zapnij pas! I przetrzyj, z łaski swojej, lusterko!

Odgłos wycierania zmieszany ze świstem wiatru z otwartej szyby.

 

MAGI

(przekrzykując świst wiatru)

Ty jednak masz zajoba! A może ty jesteś jakiś niewyżyty aktor? Tyle czasu grać?

Odgłos zasuwanej szyby.

 

JAKUB

Może jestem...

 

MAGI

(obrażona)

Spadaj.

Warkot samochodu.

 

JAKUB

(krzyczy)

Jest !

 

MAGI

Odbiło ci?!

 

JAKUB

Tam! Tam, popatrz... bierze zakręt! Nie poznajesz?

 

MAGI

Ten sam? Czekał na nas, czy co? (niepewnie) To... jednak jakaś gra?

 

JAKUB

Gra czy nie gra! Grunt, że jest! Spodziewałabyś się tego?

 

MAGI

Jakbym wiedziała o co chodzi, kogo gonimy i dlaczego? To może bym się spodziewała. (krzyczy) Gazu! Gazu!

Warkot nasila się.

 

MAGI

Dodaj jeszcze trochę! Widzę! Widzę tablicę. WUA...

 

JAKUB

...275 UM.

 

MAGI

(z radością)

Ty też widzisz?

 

JAKUB

Nie muszę. Znam ten numer.

 

MAGI

(ze zdumieniem)

Znasz? Racja, jasne. Musiałeś go przeczytać na stacji.

 

JAKUB

(zamyślony)

Tak... na stacji. (po chwili) Właściwie, to znałem go wcześniej.

 

MAGI

Shit! Znałeś wcześniej? Jednak jesteś detektywem albo gangsterem.

 

JAKUB

Powiem ci, skąd znam jego numer, ale obiecaj, że nie nazwiesz mnie głupkiem ani idiotą, nawet jak sobie o mnie tak pomyślisz?

 

MAGI

Spoko. Dla mnie jesteś głupkiem i idiotą.

 

JAKUB

Sięgnij do skrytki, z prawej pod pulpitem.

Odgłosy otwierania schowka w samochodzie.

 

JAKUB

Jest tam saszetka z dokumentami wozu? Wyjmij dowód rejestracyjny. Przeczytaj numer!

 

MAGI

Zaraz. Ja... Jakub Miśkiewicz... znam nazwisko, jakby co. Samochód osobowy marki... toyota avensis. Kolor stalowy metalic. Numer silnika...

 

JAKUB

Numer rejestracyjny przeczytaj!

 

MAGI

Właśnie czytam. WUA 275UM... WUA 275UM!

 

JAKUB

Nie widzisz w tym nic dziwnego?

 

MAGI

A mam widzieć?

 

JAKUB

Jesteś blondynką, ale farbowaną. Musisz coś widzieć.

 

MAGI

WUA 275UM... Shit! To jest numer tamtego wozu? Tego, który razem gonimy? (po chwili podejrzliwie) Rąbnąłeś mu dokumenty? Tylko dlaczego go gonisz? Będziemy go szantażować? Nic z tego nie rozumiem.

 

JAKUB

Ja i szantaż! Zwariowałaś?!

 

MAGI

No to… powiedzmy znalazłeś. Ale jako gość super-uczciwy gonisz wujka po wertepach, żeby mu sprezentować zgubę!

Warkot samochodu. Pauza.

 

MAGI

Shit! Też nie?

Warkot samochodu. Pauza.

JAKUB

Teraz rozumiesz, jak muszę się czuć.

 

MAGI

Ty, a sprawdziłeś, czy masz tablice? Może ci rąbnął tablice, ciężki frajerze? Sprawdziłeś?

 

JAKUB

A jak myślisz? Na dodatek, przyjrzyj się mu, taka sama marka, pojemność silnika, kolor, nawet bagażnik na dachu. Jak z boku zaświeci słońce, to można nawet rozpoznać zadrapanie na bocznych drzwiach z prawej strony. Takie samo jak u nas. Możesz sprawdzić, jak się wychylisz przez okno.

Pęd wiatru z otwieranego okna. Po chwili okno się zasuwa i wiatr cichnie.

 

MAGI

Czytałam o takim jednym. Ktoś musiał zdobyć jego pesel, potem zrobił fałszywy dowód, dokumenty, karty kredytowe. Jak temu prawdziwemu zaczęły przychodzić mandaty, a potem wezwania na policję, to coś zaczął kumać, ale do tej pory się wozi z tą sprawą. Ostatnio... dobrze, że miał alibi, bo podobno włamał się do piwnicy. Zatrzymali go, to znaczy tamtego, ale tylko spisali i puścili bez pobrania odcisków palców. Nasza kochana policja...

 

JAKUB

(z naciskiem)

Ale ja znam ten wóz.

 

MAGI

(podekscytowana)

Śledzisz go od dłuższego czasu? Shit! A ja chciałam skakać do Wisły! Przez jednego idiotę. Jak na niego wpadłeś? Powiedz! W końcu... chyba jestem twoją wspólniczką? Przynajmniej tak się czuję.

 

JAKUB

Nie wpadłem. To jest właśnie najdziwniejsze w tej całej historii. Pamiętasz, na stacji? Poszedłem umyć szyby. Stał przy sąsiednim stanowisku. Musiał mnie zauważyć, bo, sama widziałaś, jak wyrwał?

 

MAGI

Ty też.

 

JAKUB

A co ty byś zrobiła, widząc, że ktoś odjeżdża twoim wozem?

 

MAGI

Twoim wozem? A ten, którym jedziemy jest cudzy?

 

JAKUB

(z irytacją)

A czyj ma być! Widziałaś przecież dokumenty wozu. Tablice rejestracyjne też są, zapewniam cię, na swoim miejscu. WUA 275UM...

 

MAGI

Ten twój i tamten twój? To ja naprawdę jestem blondynka. (po chwili) A co za problem, zrobić kopię tablic rejestracyjnych? Może wybiera się na skok na twoje konto? Jak tamten, co wlazł do piwnicy? Powinieneś to zgłosić na policję.

 

JAKUB

Myślałem o tym. (po chwili) Zrobiłbym z siebie wariata. Wiesz, jak byłoby to komentowane w moich... w moim środowisku? Byłbym spalony.

 

MAGI

(złośliwie)

Jednak jesteś z Pruszkowa.

 

JAKUB

Nie żartuj. Ja... jestem dyrektorem. W zasadzie wiceprezesem. Ale na jedno wychodzi.

 

MAGI

Shit! Straciłbyś autorytet, jeśli go masz, oczywiście? To może ja bym zgłosiła?

 

JAKUB

Już raz próbowałaś zgłaszać... porwanie.

 

MAGI

Zapomnijmy o tym. Zapewniłeś mi tyle rozrywki, że będę ci wdzięczna do końca życia. A powiem ci co postanowiłam! Będę żyła długo i szczęśliwie! Nie będzie miał gnój satysfakcji! (po chwili) A wiesz, jak mnie zrobił? Ty byś tego nie wymyślił, ani ja. Wyobraź sobie, że masz kogoś, kto rozumie cię, zanim się odezwiesz, że wie, wyczuwa, kiedy jesteś wesoła, kiedy płaczesz. Że zanim do niego zadzwonisz już jest... jakby czytał na odległość w twoich myślach, że go potrzebujesz, właśnie teraz, natychmiast! Pojawia się, pociesza.

 

JAKUB

Bratnia dusza?

 

MAGI

Dokładnie. A potrzebowałam kogoś, fakt. Studia... praca... Stres. Wymyślisz super - hasło. Zdaje ci się, że nie wiem... jesteś na najwyższej orbicie, wyżej już nie można, a tu... wszyscy mają pretensje. Szarpiesz się z ludźmi, ze sobą, z każdym groszem. I ciągle ci się wydaje, że chodzisz po ostrzu żyletki... albo barierce mostu. (śmieje się)? No i powiedz, mogłam się nie zakochać? Zwariowałam na jego punkcie! Odjechałam. I wiesz, co się okazało? Nie uwierzysz. Ja też w pierwszej chwili... (pauza) Ty... tylko go nie zgub! Tego... z przodu.

 

JAKUB

Wszystko jest pod kontrolą.

 

MAGI

Jak pod kontrolą, to spoko. Miałam w komórce nasłuch na mieszkanie, żeby móc sprawdzić, czy nie mam niechcianych gości. Super-drogi bajer. Ale w pewnym momencie było mnie stać. Pochwaliłam mu się kiedyś. I ten gnój rozgryzł, czy jakiś fachman mu rozgryzł kod na ten nasłuch. Teraz wyobraź sobie... siedzę w chałupie i ryczę. Nie raz ryczałam, jak mi odwalili hasło. A ten już dzwoni. Czy ci przypadkiem nie smutno, Madżik? Tak mnie nazywał. Albo nawet nie dzwonił, ale po dziesięciu minutach stoi pod moim domem. Coś mnie tknęło, że możesz mnie potrzebować.

 

JAKUB

Dowiedziałaś się i skasowałaś drania?

 

MAGI

Dokładnie. Dalej już wiesz. Poszedł do telewizji i z ekranu... Płakał, wróć Madżik, moje życie jest puste bez ciebie. Pokazał moje zdjęcie. Miliony ludzi widziało. Moja siostra, to zawsze takie rzeczy ogląda, zaraz zadzwoniła. Jesteś Magdusia w telewizji! Gdybym nie mieszkała na parterze, to bym chyba od razu! A tak, musiałam ciebie prosić.

 

JAKUB

Cała przyjemność po mojej stronie.

 

MAGI

Nie żartuj. Miałam tylko jedną satysfakcję, że gnój usłyszy jak wpadam do wody. Że to go będzie prześladować do końca życia! Że...

 

JAKUB

Moment! A ten telefon  z nasłuchem, to może... ten?

 

MAGI

Dokładnie.

 

JAKUB

Nie wyjęłaś z niego baterii? Ja zwariuję!

Słychać otwieranie schowka. Potem stukot upadającej na pulpit przy kierownicy baterii.

 

MAGI

Co robisz? Co robisz?

 

JAKUB

Nie rozumiesz, że on nas przez cały czas podsłuchiwał? Że miał nas cały czas na widelcu?

Szarpanina. Pisk hamulców. Odgłos uderzenia w coś twardego. Cisza.

 

4.

Przerywnik muzyczny

Odgłosy poruszania się, coś spada, osypuje się po metalu karoserii szkło. Postękiwania.

 

JAKUB

Nic ci się nie stało? Bo ja chyba rozwaliłem sobie nos o poduszkę.

 

MAGI

Spadaj!

 

JAKUB

Przepraszam. Pokaż to! (pauza) Niewielkie zadrapanie. Do wesela się zagoi.

Trzaśnięcie drzwi, potem drugie. Kroki w miejscu, z chrzęszczeniem szkła pod butami.

 

JAKUB

(prawie radośnie)

Popatrz. Pół wozu skasowane, a my żyjemy!

 

MAGI

Ja umarłam.

 

JAKUB

Tak tak. Ja też umarłem, ale mam się całkiem całkiem. Gdyby nie ten cholerny nos. Choć nie ma tego złego. Miałem skrzywioną przegrodę... będzie okazja naprostować.

 

MAGI

Nie ściemniaj.

 

JAKUB

Martwi mnie co innego, że teraz nie dowiemy się, kto ukradł mój samochód. To znaczy, nie wiem jak to powiedzieć... ukradł czy nie ukradł... mój czy nie mój? Podszył się pod moją osobę czy tylko pod moje numery?

 

MAGI

Na moim roku był taki jeden... Niewiadomski. Nikt go nigdy nie widział, ale na wszystkich ćwiczeniach go wyczytywano. Zaczęliśmy sobie robić jaja. "Był, ale musiał już wyjść. Coś mu wypadło." Albo. "Jest chory. Ale wczoraj był." Tak przeszedł jeden semestr, zdał egzaminy, zrobił zaliczenia, zaliczył cały rok. Dopiero w połowie drugiego ktoś wpadł, że to musi być jakieś alter ego innego naszego kumpla. Niedbalskiego. I Niewiadomski został skasowany. A miał chłopak szansę skończyć studia.

 

JAKUB

Ty, a może ten numer wyciął nam ten twój? Magik od komórek?

 

MAGI

Spadaj!

 

JAKUB

Masz rację, musiałby przewidzieć, że spotkamy się na tej stacji, wiedzieć czym jeżdżę, znać numery, markę. Choć wariatów nie sieją.

Kroki wokół samochodu. Otwieranie drzwi, odgłosy grzebania w schowku i we wnętrzu.

 

JAKUB

Cholera, jakbym nie wyrzucił baterii… Znaleźliby nas może. (pauza) Jest! No tak, ale baterię trafił szlag.

Odgłos wyrzucania telefonu.

 

JAKUB

No to jesteśmy w lesie.

 

MAGDA

Nie masz swego?

 

JAKUB

Zostawiłem w pracy. Cholera, nie wiem jak to się stało.  Po raz pierwszy mi się zdarzyło. Moja komórka ma ten sam bajer, co twoja.

 

MAGI

(złośliwie)

Urwałeś się na stację benzynową bez takiego skarbu? Shit! Podjechać do dystrybutora i samodzielnie nalać sobie benzyny. Super pragnienie! Nic dziwnego, że po tym odjechałeś!

 

JAKUB

Szlag by trafił! Nie wiem nawet, gdzie jestem!

 

MAGDA

(złośliwie)

Jakbyś nie zostawił, dowiedziałbyś się z napisu na komórce?

 

JAKUB

A jaki to bajer? Każdy złom to teraz pokazuje. Zaraz... tu gdzieś był plan!

Odgłos szukania.

 

JAKUB

Cholera! Albo zgubiłem albo zostawiłem... albo ktoś mi zakosił! Tu jest tylko mapka okolic Warszawy. (szelest rozkładania mapy) Kończy się na Radzyminie.

 

MAGDA

Super! Można powiedzieć, że wylądowaliśmy poza mapą. Jak dawni podróżnicy?

 

JAKUB

Żartuj sobie, żartuj. Zaraz zacznie chyba padać i skończą się żarty. Może trzeba zawołać? Hop! Hop! Jest tu kto? Na pomoc!

Odgłosy szarpaniny.

 

MAGDA

Bałwan. Albo się uspokoisz albo radź sobie sam!

 

JAKUB

(podejrzliwie)

Ty… znasz to miejsce?  Już tu kiedyś byłaś? (po chwili) Zwabiłaś, zwabiliście mnie tutaj. Żeby mnie… A ja głupi myślałem… Co za idiota ze mnie! A ja myślałem, że może chcesz mieć sponsora?

Jakub przerywa, jakby zdał sobie sprawę, że powiedział trochę za dużo.

 

MAGDA

I po to ciągnąłeś mnie w te krzaki? 150 kilometrów!? Jakbym miała powiedzieć, że ci wierzę, to bym chyba umarła ze śmiechu! (po chwili) Powiem ci, byłam tu już raz. Ciekawe miejsce. Dawniej był tu sowiecki poligon, jakieś rakiety, może atomowe. Do tej pory chłopi pompują tu z rowów paliwo do ciągników. Jestem skautem. Nie harcerzem, skautem. Wyszukuję miejsca do filmów reklamowych. I jestem w tym dobra. Może lepsza niż w samych reklamach. Dla twojej firmy też kiedyś szukałam.

 

JAKUB

(z niepokojem)

Znasz moją firmę?!

 

MAGDA

Nie lepsza niż inne. Każdy, kto dla was pracuje, choćby tyrał jak osioł to zwykły gnój. Wycisnąć jak cytrynę i wyrzucić.

 

JAKUB

Jeśli tak ciebie u nas potraktowano, to przepraszam. Mnie zawsze chodziło tylko o produktywność, kreatywność.

Kroki. Zatrzymane.

 

MAGDA

Boisz się mnie? Myślisz, że maczałam w tym palce?

 

JAKUB

Jak myślisz, dlaczego wyszedłem jak stałem? Nikomu nic nie powiedziałem. Nawet swojej asystentce. Chcesz wiedzieć?

 

MAGDA

Guzik mnie twoje sprawy.

Milczenie. Kroki.

 

JAKUB

Ty wiesz, na czym złapałem się wczoraj? Zachorował mój najmłodszy syn, dwa latka, gorączka, te rzeczy. I w ogóle mnie to nie wzięło. Żona wezwała lekarza, zrobił swoje. OK. Tak jakby nie mogło być inaczej, gorzej. A wiesz, co jeszcze? Mam dwoje starszych, z pierwszego małżeństwa. Zapewniłem im przyszłość. Szkoły, studia, wystarczające środki materialne, jakieś locum na dobry start. I wiesz... guzik mnie ta ich przyszłość obchodzi.

 

MAGI

W wozie jest logo, łatwo się domyślić, że twoje, nie cudze.

 

JAKUB

Jak byłem mały, wujek opowiadał mi o swoim sąsiedzie, fryzjerze. Kiedyś siedział u niego na fotelu, na dworze był upał, powietrze aż się gotowało. Ten ostrzył już brzytwę i nagle mówi... Poczekaj Władek pięć minut, muszę się ochłodzić. I zanim wujek odpowiedział, fryzjer już był za miastem na gliniance. A zanim wujek tam doleciał, już nie było nawet po fryzjerze śladu. Wujek to komentował tak: ile można gapić się w cudze czupryny? Dawno temu myślałem, że kiedyś zrobię jak ten fryzjer. Ale jak nie przegapić odbicia? Gdybym cię zawiózł na most, tak jak chciałaś, może udałoby się i tobie.

 

MAGI

Kiedyś chciałam się otruć, ale zamiast środka nasennego nałykałam się witaminy c. Zarzygałam całą łazienkę. Nie jestem pewna, czy bym nie spanikowała.

 

JAKUB

A jeśli nawet. Czytałem o aniele, który w momencie śmierci przychodzi do człowieka i darowuje mu dodatkową parę oczu. A potem mówi: jeszcze nie czas.

 

MAGI

Shit! (z naciskiem) Może to ty miałbyś być tym moim aniołem?

 

JAKUB

Czemu nie? (po chwili) Albo ty moim.

 

MAGI

Nie ściemniaj. Wiesz, że wracając spod krzaczka, spokojnie mogłam przeczytać numery na twoich tablicach, a potem wcisnąć ci kit?

 

JAKUB

(z zawodem)

Ale dlaczego?

 

MAGI

Załóżmy, że chciałabym się dowiedzieć, na ile mocna jest twoja wiara w ten drugi wóz. Taki rodzaj egzaminu. Ile razy urządzałeś takie sprawdziany swoim podwładnym? Pustynia Kalahari... pamiętasz?

 

JAKUB

O to ci chodzi? Pustynia? Szkoła przetrwania! Kiedy chce się wyłonić naprawdę odporny na stres zespół, stosuje się różne metody. Biznes to wojna. (po chwili) Byłaś tam? Na Kalahari? Mogłem się domyślić. Co ze mnie za głupek!

 

MAGI

Osobiście nic do ciebie nie czuję. Jeśli nawet i byłam.

 

JAKUB

Ty osobiście nie, więc kto? Rozumiem! Wszystko rozumiem! Wakuje stanowisko dyrektora generalnego... o to chodzi? Wynajęli cię moi szefowie, żebyś urządziła mi sprawdzian, czy się nadaję, jak ja kiedyś innym, tam na pustyni?  Oblałem? Powiedz szczerze. (pauza) Rozumiem. Dowiem się w swoim czasie. Jedyne pocieszenie dla mnie, to... że jednak był drugi wóz. To znaczy, że całkiem nie odjechałem? A ja głupi już myślałem... wyrazy uznania. Zrobiliście mnie na szaro. To prowadź!

 

MAGI

Gdzie?

 

JAKUB

Nie rżnij głupiej. Chyba nie chcesz nocować na poligonie? Gdzie czeka ten dowcipniś? Pogratuluję mu i wracamy do domu. Mówię o tym, którego goniliśmy.

 

MAGI

Shit. Trzeba było nie niszczyć mojego telefonu. Albo chociaż wziąć swój.

 

JAKUB

Zrobiłem błąd, za który gotów jestem odpokutować. Nie wziąłem tego cholernego telefonu i nie mam pojęcia dlaczego!

 

MAGI

Przestań się drzeć!

 

JAKUB

Bo mam wszystkiego dość! Jestem zmęczony, boli mnie nos i chce mi się spać! Będziemy spać tutaj, czy jest jakiś inny plan?

 

MAGI

Spadaj! (po chwili) Tyle zachodu, żeby zaciągnąć do łóżka jakąś pannę. Przy twojej kasie? Imponujesz mi!

 

JAKUB

(z zawodem)

Poleciałabyś na kasę?

 

MAGI

Odpowiem ci jak moja koleżanka o swoim dużo starszym mężu. On jest może i stary, ale ja tak lubię pieniądze. Nawet mi nie zaproponowałeś.

 

JAKUB

Nie zaproponowałem, bo... Muszę cię zmartwić, ale to nie ja jestem autorem tej zasadzki. Nawet jak na pierwszy rzut twojego oka tak to wszystko wygląda. Nie ja.

 

MAGI

Shit! To może ja chciałam cię odbić twojej trzeciej? Spadaj!

 

JAKUB

(wzdycha)

Żeby choć z godzinę gdzieś pospać.

 

MAGI

Tu gdzieś niedaleko jest wieś. Może ktoś się zgodzi nas przenocować?

Pospieszne kroki. W dali szczekanie psów.

 

JAKUB

(z sarkazmem)

Musisz przyznać, że na tej pustyni wszystko chodziło jak w zegarku. Jeśli to sprawdzian jak tamten i tu na pewno coś znajdziemy. (po chwili) Chyba, żebyśmy mieli nie znaleźć. Czego nie można wykluczyć. Pewnie wiesz coś na ten temat, ale wyobraź sobie, wcale mnie to nie interesuje.

 

MAGI

Uważaj sobie jak chcesz. Ale ja też mam dosyć. I też chce mi się spać.

 

JAKUB

(z ironią)

Czyli wpadliśmy do czarnej dziury? Grunt, że za chwilę z niej wyjdziemy.

Kroki, odgłos kroków zmienia się, jakby teraz Jakub i Magi szli po asfalcie. Nasilające się poszczekiwania psów.

 

MAGI

Shit! Prawdziwa wieś. Poszli spać z kurami! Wszędzie ciemno.

 

JAKUB

Tam się coś świeci.

 

MAGI

A co to? Majówka?

 

JAKUB

Może jakieś wesele? Grunt, że nie śpią. Ja wchodzę i nie dam się spławić! Jasne?

 

MAGI

(wesoło)

Jasne! Dyrektorze tej wycieczki. Jasne!

 

5.

Przerywnik muzyczny

Akustyka jak w pomieszczeniu. Magi i Jakub rozmawiają szeptem. Skrzypi łóżko, odgłosy przestawiania krzesła, kroki po drewnianej podłodze. Zza okna poszczekiwanie psów.

 

JAKUB

Nie rozbierasz się?

 

MAGI

Spadaj! Nic cię nie zastanawia? Niczemu się nie dziwisz?

 

JAKUB

Za dużo ode mnie wymagasz. Jestem tak skołowany, że zasnę chyba jak trup.

 

MAGI

(zdenerwowana)

Żebyś nie powiedział w złą godzinę! Pomyśl logicznie. Przypadkowo przychodzimy do obcych ludzi. Sami też jesteśmy sobie obcy. A ci zachowują się tak, jakby nas się spodziewali. Biorą za swoją rodzinę, mówią o jakimś liście zapowiadającym nasz przyjazd? I witają tak serdecznie, jakby naprawdę przez lata na nas czekali. Tylko jedno się nie zgadza, termin, bo spodziewali się nas następnego dnia.

 

JAKUB

(spokojnie)

Zwykła pomyłka. Jutro im wszystko wyjaśnimy. Kładź się już. Obiecuję, że nawet cię nie dotknę. (żartobliwie) Co ja poradzę, że wzięli nas za małżeństwo i dali jedno łóżko?

 

MAGI

A co będzie jak jutro przyjadą ci właściwi, na których oni naprawdę czekali,  a zastaną tutaj nas? Byczących się w przygotowanej dla nich pościeli i obżerających się przygotowanymi dla nich smakołykami? W co myśmy wdepnęli? No w co myśmy wdepnęli?

 

JAKUB

Może być niezła chryja. (śmieje się) Nie denerwuj się! Czy to nie było zabawne, kiedy przywitali nas tak ... rodzinnie. „Nie pisałeś, że masz taką młodą żonę”... Ty też nieźle grałaś.

 

MAGI

(z naciskiem)

A co miałam robić? Przychodzimy do obcych ludzi, a ty witasz się jak najbliższa rodzina. Robiłam dobrą minę do złej gry. Trzeba było od razu powiedzieć kim jesteśmy i nie byłoby problemów.

 

JAKUB

Gdybym od razu się przyznał, nie daliby nam kolacji, nie mówiąc o tym, że nocowalibyśmy w bunkrze na poligonie. Za dużo ode mnie wymagasz. Po takim dniu?

 

MAGI

Ja się boję. Oni są tacy serdeczni. Tak czekali. Człowieku, przecież kiedy dowiedzą się z kim mają do czynienia... Ja na ich miejscu takich oszustów to bym zabiła!

 

JAKUB

Spoko. Kiedyś w akademiku mój roztargniony kolega pomylił piętra. Wszedł do cudzego pokoju, walnął się na łóżko i leży. Wraca właściciel, widzi kogoś na swoim  łóżku, kto milczy, bo jest przekonany, że jest u siebie, a gość za chwilę wyłuszczy sprawę. Właściciel usiadł przy stole i gapi się. Jeden się gapi, drugi się gapi. Ale żaden się nie odzywa, no bo każdy jest przekonany, że ten drugi to gość i odezwie się pierwszy. W końcu temu mojemu koledze zaczęło coś świtać, kiedy przyjrzał się plamie na suficie. U nas takiej nie było. I wiesz co zrobił? Po prostu wstał i wyszedł. Bez słowa. My też wyjdziemy po angielsku.

 

MAGI

Jeśli nam pozwolą. Skąd oni mają nasze zdjęcie? Przecież nigdy się razem nie fotografowaliśmy! Wytłumacz mi! Jeśli potrafisz.

 

JAKUB

Przypadek jeden na milion. Komuś musi się przytrafić. Po prostu są gdzieś tacy ludzie, wyglądają jak my. Są w podobnym wieku. Mają takie same imiona. Padło na nas.

 

MAGI

Ustalmy coś. Jeśli ktoś z nas przedtem grał, niech powie jasno. Czy ta sytuacja, w której znaleźliśmy się teraz, to jest dalszy ciąg? Ja chcę ci powiedzieć, że z mojej strony to już nie jest gra! Jeśli nawet wcześniej była, to teraz już nie jest.

 

JAKUB

Nie znam tych ludzi. Nigdy ich nie widziałem. Nigdy o nich nie słyszałem. I nigdy z nimi nie korespondowałem...

 

MAGI

(wzdycha)

No to jesteśmy ugotowani.

 

JAKUB

Ciekawe, kto nas tak urządził? Jeśli tym razem to już nie moi szefowie?

 

MAGI

(złośliwie)

Na pewno ktoś wyżej. Denerwujesz mnie. Mam wrażenie, że z jednej czarnej dziury wpadliśmy w drugą. Ale to niemożliwe! Takie rzeczy się nie zdarzają. 

W ciszy słychać odległe poszczekiwania psa. Potem kroki gdzieś za ścianą.

 

JAKUB

Nie zdarzają. Gdybym miał telefon, wezwałbym jakąś pomoc. Czegoś się dowiedział. Czy możesz mi wytłumaczyć, dlaczego akurat dziś nie wziąłem tego cholernego telefonu? Słuchaj! Przecież oni mają aparat, w kuchni, przy lodówce wisi na ścianie. Ale ze mnie idiota, może jeszcze nie śpią?

Cisza i nasłuchiwanie.

 

MAGI

Tylko nas nie zdradź! Rozmawiaj ostrożnie.

Odgłos otwierania drzwi. Skrzypienie schodów. Szybkie kroki. Magi pogwizduje cicho. Z dołu dobiega szmer rozmowy, słowa są jednak nie do odróżnienia. Skrzypią jakieś drzwi. Potem odzywają się schody. Jakub wraca powoli.

 

MAGI

Dodzwoniłeś się? Przyjadą po nas?

Odgłos kroków na podłodze, potem łóżka. Ktoś ciężko na nim siada.

 

JAKUB

(nieprzytomnie)

Kto?

 

MAGI

Zwariowałeś? Do kogo dzwoniłeś?

 

JAKUB

(ciężko)

Do żony.

 

MAGI

Już śpi? Nie odebrała?

 

JAKUB

Odebrała.

 

MAGI

Obraziła się za ten numer, który jej wyciąłeś?

 

JAKUB

Nie wiem, czy się obraziła.

 

MAGI

Nie mogłeś rozmawiać? Był ktoś obok?

 

JAKUB

Nie to. Była ta... nasza ciocia, jak jej tam... Wiesia czy Marysia. Ale zaraz poszła, życząc nam dobrej nocy. Miła kobieta.

 

MAGI

Nie, no ja zwariuję! Powiesz mi wreszcie, czy się dodzwoniłeś? Czy sama mam spróbować!

 

JAKUB

Jak chcesz, to idź. Ciekawe, co powiesz potem.

Odgłos zbiegania po schodach. Szmer rozmowy. Kroki powrotne.

 

JAKUB

To samo?

 

MAGI

Powiedziała, że spoko. Sprawy są pod kontrolą. I że nie muszę się spieszyć z powrotem.

 

JAKUB

Dzwoniłaś do siostry?

 

MAGI

A do kogo? Nie mówiłam otwarcie, ale daję kretynce do zrozumienia, że coś u mnie nie tak, bo może ta... ciocia gdzieś podsłuchuje. A ta idiotka: "Już dojechałaś? No i jak ci tam?". Skąd ona wie, że gdzieś dojechałam? Kto jej o tym powiedział? Myślałam, że może pomyliłam numer, przez telefon głos jest podobny. Ale za drugim razem połączyło mnie tak samo. "Już jesteś? Miałaś być jutro..." Skąd ona wie, że miałam przyjechać jutro? Jakby to nie była moja siostra. Ty, a twoja żona... co mówiła twoja żona?

 

JAKUB

A jak myślisz? Trzy razy wykręcałem numer. Trzy razy wykręcałem numer i nawet nie jestem pewien z kim rozmawiałem.

 

MAGI

Ale to się w życiu nie zdarza?

 

JAKUB

Zdarza... nie zdarza. Ja idę spać.

 

MAGI

Ja się na pewno nie położę! A co będzie, jak oni zjawią się tutaj z samego rana?

 

JAKUB

(sennie)

Będę się martwił jak przyjdą. (po chwili) A jak nie przyjdą?

Odgłos  odwracania się na łóżku, skrzypienie sprężyn.

 

MAGI

A jak nie przyjdą? Nie, to byłby już zupełny odjazd.

Hałas otwieranego okna. Z oddali odgłosy wsi i nocy.

 

KONIEC

 

Premiera: 16 stycznia 2004, Program 2 Polskiego Radia

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Jan Strękowski, Odjazd (słuchowisko), Czytelnia, nowynapis.eu, 2023

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...