Nadzy za przyciemnionymi okularami
Okna wysączyły się z rozgrywek różnych twarzy pod
ścianą. Świata polityków. spiętrzonych słów. tych którzy stoją
na wystawie mediów. Rozmawiają na wypadek nagłej
nominacji do niedookreśloności. Posłowie w telewizornii
przeciągają słowa. Rozmawiają głośno by łatwiej było.
zapamiętać gruszki na wierzbie w gałęziach niedomkniętej klatki.
Ofiara wyciąga ręce. Wciąga oczy głęboko pod powieki. najlepszy sposób
by zdobyć wszystko co przyciągnie litość.
Niedokończone dni biją po twarzy. Choć. Kontur
schowany za przyciemnionymi okularami za którymi pływa
troć. Choć. ptaki odpłynęły na drugi koniec
wszechświata. Kto? Więc? da wskazówki. Jak zgubić się samemu
Jak dotykać twarzy ostrym wzrokiem. Jak czuć. Mimo.
braku czucia. Jak. zaciskać palce na skraju
załamania się.
Stary zegar jeszcze tyka. Wypełnia czas na progach
domów. Wylegują się rozleniwione słowa.
Przytulamy się nadzy na balkonowej trawie. W tym
dramacie o traceniu się i dochodzeniu do wprawy
beznadziejnych spraw.
Podlewamy fusami od wypitej kawy kwiaty ochlapując
nasze nagie ciała rozpostarte na wietrze obok
mruczącego kota. Dopóki się dotykamy i całujemy
nawet szczawiki wybudzają się i otwierają swoje rysy.
Spleceni udami i biodrami nie omijamy szczegółów.
By. nieznajomi nie mogli zapalić światła w naszym oknie.
Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literata.

