01.12.2021

Nadzy w krainie środkowego dorzecza Wisły

Dzień gdzieś się kończy za naszym wzrokiem. Gdy nadzy
leżymy w wysokich łopianach nad brzegiem jeziora Soczewki pozostawiając
pod Płockiem rozległe tereny wrzosowisk. I.


niedomkniętych słów. Nie pozwalamy na to by ktokolwiek
mógł ukraść jakiś szczegół z naszych twarzy. Zmył
historię z naszych oczu. Zmienił ją głosem. Gdy ciało się nie zmieniło.


Za budową nowego świata. Gdzie jeszcze pojawiają się furmanki
zaprzęgnięte w przęsła standardowych pojęć. Gdzie
można brodzić po pachy w ciemnych falach jeziora. By


domknąć się w sobie.
Kolana uginają się pod ciężarem słońca. I
aromatem natury która. Nie dała się ogołocić ze swojej


dzikości. Tu przetaczają się sinoniebieskie cienie.
Gleby na Mazowszu są marne i kamienne. Choć
ugory pokrywają zarośla i chaszcze. Do których


nie wiedząc o tym modlimy się. Tworząc nowe miejsca.
Na północy księżyc pijany jak wino
niesie okrucieństwo tego


Co się wciąż powtarza.
Jutro i pojutrze w obcych dłoniach
w tym samym spojrzeniu treści nudnych


do roztrwonienia. Mocno trzymamy się palcami od stóp. Spleceni
ramionami i nogami. Nie damy odebrać sobie tego
czego inni sami sobie odmawiają. Z boku


czułość wyprosiła sobie tę chwilę. Dlatego tętni ziemia.
nienapisane jeszcze słowa zmuszają do nauki znaczeń od nowa.
Ptaki podnoszą skrzydła.

Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literatów. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Barbara Maria Rustecka, Nadzy w krainie środkowego dorzecza Wisły, Czytelnia, nowynapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...