13.06.2019

Nowy Napis Co Tydzień #001 / „Noc nad Madrytem” Józefa Łobodowskiego

Noc nad Madrytem Józefa Łobodowskiego

Jest późna jesień i jeżeli w Guadarramie
śnieg wczoraj upadł, lodowaty wiatr
powieje miastem. Ileż trzeba lat,
by te ulice tak mocno wydeptać,
aż stopę twoją poznają na pamięć?
Wspomnij samego siebie w drzew uśpionych szeptach,
ich głos na pewno twym myślom nie skłamie,
jest taki sam jak wtedy, gdy przedwczesna zamieć
tu cię przyniosła i rzuciła
na łaskę losu.
                Nagle urodzona miłość
nie zestarzała się dotąd, nie zwiędła,
i miasto jest mi dzisiaj jak stara legenda,
w której się śniło, lecz nic nie ziściło.J. Łobodowski, Noc nad Madrytem, „Poezja” 1988, nr 6, s. 3.[1]

Tak zaczyna się wiersz Józefa Łobodowskiego pod tytułem Noc nad Madrytem. Jego pierwodruk został ogłoszony w numerze 6. „Poezji” w 1988 roku. w artykule, który ukazał się w „Eslavística Complutense”, Irena Szypowska, przyjaciółka poety i badaczka jego życia i twórczości, opisuje okoliczności pierwszej powojennej publikacji tekstów Łobodowskiego w kraju:

Gdy napomykałam, że warto by spróbować wydać coś w kraju, nie wyrażał nie tylko nadziei, ale nawet najmniejszego zainteresowania tą sprawą. Nie wierzyłam mu. Uznałam, że właśnie najgoręcej pragnąłby wrócić do ojczyzny jako poeta. Miałam w pamięci słowa Elegii:

 

»Nie mogło być za życia. Może płodnym ziarnem
kiedyś te wiersze dla wnuków wybuchną...
A może jednak za życia?«

 

I stało się tak, że ostatnim listem, jaki mu przeczytano w kwietniu 1988, gdy był już na łożu śmierci, był ten, w którym donosiłam mu, że już się drukuje numer „Poezji” z jego wierszem Noc nad Madrytem i z rozmową ze mną.I. Szypowska, o niepublikowanych notatnikach Józefa Łobodowskiego, „Eslavística Complutense” 2010, nr 10, s. 193–198. Tekst wygłoszony 22 października 2009 roku na Zamku Lubelskim w sali malarstwa XX wieku przy umieszczonym na sztalugach portrecie Józefa Łobodowskiego (sprowadzonym w 2009 roku z Hiszpanii z domu Rafała Tylki) podczas międzynarodowej sesji naukowej „W setną rocznicę urodzin pisarza”.[2]

We wspomnianym numerze „Poezji” ukazał się jeszcze jeden wiersz Łobodowskiego pod tytułem w dolinach Gruzji, tekst-wspomnienie poety o Zuzannie Ginczance i krótki szkic Ireny Szypowskiej na temat biografii i dzieła Józefa Łobodowskiego zatytułowany Zawsze gardziłem ciszą zasiedziałych mieszczan.

Chociaż wiersz Noc nad Madrytem został opublikowany w roku 1988, pod tekstem widnieje data 1976 rok. Tę datę można uściślić – wiersz powstał najprawdopodobniej pod koniec listopada, świadczy o tym wers: „uśnij pod późnym, zwilgłym listopadem!”

Rodzajem osnowy tekstu jest słowo „jesień”, które pojawia się w wierszu trzykrotnie. To pora roku przypominająca o przemijaniu, czas sprzyjający nostalgii, przywołujący wspomnienia... Właśnie o tym pisze poeta, ale nie w sensie ogólnym, lecz opisuje własne doświadczenie: madryckiej jesieni 1976 i jesieni życia poety-wygnańca Józefa Łobodowskiego. Bohaterowie wiersza to poeta i miasto, w którym poeta spędził ponad połowę swojego życia.

Kilka niezbędnych informacji geograficznych: Madryt to najwyżej położona stolica Europy (oczywiście poza pirenejską Andorą) – leży na wysokości 655 metrów nad poziomem morza. Lata w Madrycie są gorące, ale zimy i jesienie (szczególnie w nocy) stosunkowo chłodne, a nawet zimne. Trzeba jeszcze dodać, że w starym budownictwie hiszpańskim ogrzewanie było bardzo słabe lub w ogóle go nie było. w tym kontekście można przytoczyć krótki wierszyk, który Józef Łobodowski napisał dla Karoliny Babeckiej w lutym 1944 roku:

Niniejszym kwituję i, kwitując, dziękuję
za trzy ciepłe koce, bo madryckie noce

ścinają krew w żyłach
a śmierć mi niemiła
więc jeszcze raz
z wdzięczności kłaniam się w pas.Nieopublikowany tekst J. Łobodowskiego. Archiwum prywatne G. Bąka i M. Misztal.[3]

Rok wcześniej, w lutym 1943 roku, Łobodowski został zwolniony z więzienia w Figueras i „pieszo, a częściowo na gapę pociągami towarowym”I. Szypowska, Łobodowski. Od „Atamana Łobody” do „Seniora Lobo”, Warszawa 2001, s. 109.[4], przebył 700 kilometrów i dotarł do Madrytu.

A jak Łobodowski znalazł się w więzieniu? Pisze o tym Irena Szypowska w swojej książce Łobodowski. Od „Atamana Łobody” do „Seniora Lobo”:

Nie chciał Łobodowski do końca wojny siedzieć bezczynnie w obozie. w sierpniu 1941 roku uciekł i wraz z towarzyszem broni, Zbigniewem Kubińskim, młodym zakopiańczykiem, przekroczył Pireneje, aby przez Hiszpanię dostać się do Portugalii lub Gibraltaru i stamtąd dotrzeć do Anglii, gdzie znajdowały się polskie siły zbrojne. Podobnie postępowało wielu polskich żołnierzy po upadku Francji, wielu uczestników kampanii wrześniowej, walk w Norwegii i Francji. Niektórym się to udawało, innym nie.

Łobodowski opowiadał mi, jak zakończyła się jego eskapada. Znajdowali się już po stronie hiszpańskiej. Padał straszny deszcz, było tak ciemno, że nic nie było widać. Śmiało weszli na szosę, pewni, że nikogo nie spotkają. a jednak natknęli się na dwóch guardia civil i zostali uwięzieni. Przesiedzieli półtora roku. Potem nadszedł dzień sądu. Przewodniczył znudzony, drzemiący pułkownik. Prokurator spytał, dlaczego nielegalnie przekroczyli granicę. Łobodowski odpowiedział, że jako żołnierz miał obowiązek połączyć się ze swoją jednostką, która była wtedy w Anglii. Na to pułkownik otworzył jedno oko. Następne pytanie prokuratora dotyczyło znalezionej przy nich broni. Łobodowski wyjaśnił, że otrzymali ją przed rozpoczęciem wojny i żal im było z nią się rozstać.

„A, pamiątka – skonstatował prokurator – dlaczego jest więc w tak dobrym stanie? – Obowiązkiem żołnierza jest utrzymywać broń w dobrym stanie – odpowiedział Łobodowski. Na to pułkownik otworzył drugie oko i zarządził sześć miesięcy więzienia. Zatrzymani za to samo Francuzi – dodał z satysfakcją Łobodowski – mający broń w fatalnym stanie, właściwie nie do użytku, dostali trzy lata.”Tamże, s. 102–103.[5]

Czy „przedwczesna zamieć”, która poetę przyniosła i rzuciła na łaskę losu do Madrytu to druga wojna światowa? Niewątpliwie istotny wpływ na późniejsze losy Łobodowskiego miała również zamieć w Pirenejach w lutym 1941 roku. To przez nią poeta nie zdołał dotrzeć do Wielkiej Brytanii, ale po dwuletnim więzieniu, które bardzo pogorszyło stan jego zdrowia, dotarł do Madrytu, miasta, w którym przeżył ponad cztery dekady i zmarł 18 kwietnia 1988 roku.

A czego możemy dowiedzieć się o Madrycie, czytając wiersz polskiego poety? Już na początku tekstu pojawiają się informacje dotyczące położenia i klimatu miasta.

Jest późna jesień i jeżeli w Guadarramie
śnieg wczoraj upadł, lodowaty wiatr
powieje miastem […]

Około pięćdziesięciu kilometrów od Madrytu rozpościera się Sierra de Guadarrama, pasmo górskie, którego najwyższy szczyt, Peñalara, wznosi się na wysokość 2428 metrów. w Sierra de Guadarrama są duże opady śniegu, jest też stacja narciarska.

A piękna panorama gór jest dobrze widoczna z dzielnicy Moncloa-Argüelles, dzielnicy uniwersyteckiej, w której Łobodowski spędził cztery dekady swojego życia.

[…] Ileż trzeba lat,
by te ulice tak mocno wydeptać,
aż stopę twoją poznają na pamięć?

O które madryckie ulice chodzi tutaj poecie? w Nocy nad Madrytem nie wymienia żadnej nazwy. o swojej dzielnicy i swoich ulicach pisze więcej w wierszu w madryckiej dzielnicy Argüelles z tomu w Połowie wędrówki:

W madryckiej dzielnicy Argüelles
na ulicy Fernández de los Ríos
wiatr upija się chmielem,
siedem razy w tygodniu na niedzielę,
aż się wszyscy razem z nim upiją.

Wiatr przechadza się na całą szerokość
zakochany, więc prawowierny;
to dlatego, jego pijanym krokom
podstawiają się rzewne tawerny.

Na chodnikach latarniom zbyt ciasno,
rozciągają się domy w kształt harmonii,
i już młodzi chcą brać się na własność,
połączeni niemym szeptem dłoni.
By te dłonie związać stułą szczęścia i ciszy,
aniołowie wspinali się po szczeblach pięter;
potem siedli na piętrze najwyższym…
A tam wszystko było wniebowzięte!

Ale ciebie ze sobą nie wzięli,
takich jak ty
nie kochają Anieli.

Więc nie szukaj, nie żądaj za wiele,
bo ci stułą rąk nie okryją,
Będziesz błądził, snów daremnych strzelec,
ani za własną dolą,
ani za niczyją…

…W Madryckiej dzielnicy Argüelles,
na ulicy Fernández de los Ríos.J. Łobodowski, Poezje, Lublin 1990, s. 181.[6]

Do wspomnianej w wierszu ulicy Fernández de los Ríos trzeba dodać kilka innych madryckich ulic – przede wszystkim ulicę Joaquín María López, gdzie mieszkał najbliższy przyjaciel poety, krakowianin Kazimierz Tylko-Dobrzański, wraz ze swoją rodziną, żoną Amelią i dziećmi: Rafałem, Wandą, Jerzym i Ignacym. Kazimierz i Amelia uratowali Józefa Łobodowskiego, kiedy na początku lat pięćdziesiątych zapadł na ciężką chorobę. Na ulicy Joaquín María López mieścił się też bar Hermanos Portillo, gdzie autor Mare NostrumJ. Łobodowski, Mare Nostrum, Greenpoint–Brooklyn–New York. 1986.[7] spędzał codziennie wiele godzin w towarzystwie przyjaciół i czerwonego hiszpańskiego wina, gdzie przygotowywał swoje teksty, gdzie powstawały artykuły i wiersze.

Łobodowski spędzał też dużo czasu w barze Anjupena przy ulicy Gaztambide. To właśnie tam przyjaciele poety pożegnali urnę z jego prochami, która ostatecznie spoczęła na lubelskim cmentarzu przy ulicy Lipowej. Podczas tego pożegnania Kazimierz Tylko, Piotr Jegliński i Tadeusz Filipowicz postawili przed urną lampkę hiszpańskiego czerwonego wina…

A na ulicy Donoso Cortés znajdowało się Kolegium św. Jakuba Apostoła, w którym mieszkali studenci z Europy Środkowo-Wschodniej, uchodźcy polityczni, którzy dzięki stypendium katolickiej organizacji Pax Romana studiowali na ówczesnym Uniwersytecie Centralnym, obecnym Uniwersytecie Complutense.

Najliczniejszymi grupami wśród tych studentów byli Polacy i Ukraińcy, a autor Pieśni o UkrainieJ. Łobodowski, Pieśń o Ukrainie, Paryż 1959.[8] (i opublikowanego w paryskiej „Kulturze” niezwykle ważnego artykułu Przeciw upiorom przeszłości
J. Łobodowski, Przeciw upiorom przeszłości, „Kultura” 1952, nr 2/52-3/53, s. 14–66.[9]) potrafił doskonale wcielać w życie swój program zbliżenia polsko-ukraińskiego. Poeta cieszył się wielkim autorytetem tak u Polaków, jak i u Ukraińców i przyczynił się do rozwinięcia współpracy między nimi, pomimo jakże tragicznej historii drugiej wojny światowej, która podzieliła oba narody.

Poza dzielnicą Argüelles znajdowała się siedziba Audycji Polskiej Narodowego Radia HiszpańskiegoZob. M. Bogdan, Radio Madryt 1949–1955, Warszawa 2011; P. Libera, Józef Łobodowski i polska audycja Radia Madryt (1949–1975) [w:] Polska a Hiszpania. z dziejów koegzystencji dwóch narodów w XX wieku, red. M. Białokur, P. Jakóbczyk-Adamczyk, Opole–Toruń 2011, s. 156–187.[10], z którą poeta współpracował przez cały okres jej istnienia, i Poselstwo Polskie reprezentujące Rząd RP na uchodźstwie, kierowane przez hrabiego Józefa Alfreda Potockiego. Ten wybitny dyplomata przez prawie ćwierć wieku, w latach 1944–1968, nie tylko kierował Poselstwem RP, lecz także organizował i wspierał wiele innych działań polskich na terenie Hiszpanii: Audycję Polską Narodowego Radia Hiszpańskiego, Kolegium św. Jakuba Apostoła i czasopismo „Polonia. Revista ilustrada”. Wspomnieć jeszcze trzeba o Polskiej Misji Katolickiej i jej rektorze, ks. Marianie WalorkuZob. M. Raczkiewicz, Ksiądz Marian Walorek (1912–1988). Śladami rektora Polskiej Misji Katolickiej w Hiszpanii [w:] Śladami pisarza. Józef Łobodowski w Polsce i w Hiszpanii, red. Grzegorz Bąk, Ludmiła Siryk, Ewa Łoś, Lublin 2016, s. 255–275.[11].

We wszystkich tych miejscach Łobodowski „ulice tak mocno wydeptał, że jego stopę poznają na pamięć”.

Opisując geografię miasta, poeta wybrał kilka znaczących elementów. Góry Sierra de Guadarrama wskazują na sytuację geograficzną i meteorologiczną Madrytu (to tam pada śnieg i stamtąd wieje lodowaty wiatr). Ale opisując położenie miasta, poeta przypomniał również o rzece Manzanares. Dwa wersy, choć w sposób łagodny i stonowany, wpisują się w literacką wielowiekową tradycję żartu i kpiny, której celem stał się ten skromny ciek wodny opływający jedno z największych miast Europy. No cóż, trudno byłoby porównać tę rzekę z Dunajem, Tamizą, Sekwaną czy Wisłą…Wiedzieli o tym mieszkańcy Madrytu i zauważali to podróżnicy, turyści i poeci. Pisze Łobodowski:

Noc się przesila. w zbyt szerokich brzegach
Ledwie się sączy chudy ManzanaresJ. Łobodowski, Noc nad Madrytem…, s. 4.[12]
.

Jednym z najbardziej znanych przykładów literackiego żartu na wspomniany temat jest sonet, którego autorem był Luis de Góngora (1561–1627), jeden z najwybitniejszych mistrzów hiszpańskiego Złotego Wieku, pod tytułem Duélete de esapuente, Manzanares. Łobodowski zgrabnie przetłumaczył ten sonet. Niestety, w Polsce tłumaczenia Łobodowskiego z języka hiszpańskiego ciągle jeszcze są mało znane.

Luis de Góngora

Duélete de esa puente, Manzanares (tłum. J. Łobodowski)

Lecz mostu wstydaj się, Manzanaresie!
Słuchaj, co szepcze dookoła gawiedź,
iżeś jest rzeką na ćwierć mostu prawie,
gubisz się przy nim, jak przy mórz bezkresie.

Otoś się wzburzył, oto nurt twój pnie się,
spienione flukty pędzą w mętnej ławie,
a wczoraj spowiadałeś mi się łzawie,
żeć kanikuła śmierć powolną niesie.

Przysięgam oto, że jakiś aptekarz
stolicy dał na womit, bowiem chora,
przeto rzygnęła miasta gorzka paszcza;

mów, czy bajoro jesteś, czy też rzeka,
iżeś wezbrany dziś, bezwodny wczoraj...?
— Wczoraj pił ze mnie osieł, a dziś naszczał!J. Łobodowski, z liryki hiszpańskiej Złotego Wieku, „Wiadomości” 1972, nr 27 (1370), s. 1.[13]

W czasopiśmie „Polonia. Revista ilustrada”Zob. G. Bąk, Józef Łobodowski i madryckie czasopismo „Polonia. Revistailustrada” [w:] Między literaturą a polityką. o Józefie Łobodowskim, red. L. Siryk, E. Łoś, Lublin 2012, s. 85-92. [14], wydawanym po hiszpańsku w Madrycie przez Polski Czerwony Krzyż, związanym z Ambasadą RP reprezentującą Rząd RP na uchodźstwie, ukazał się wywiad z Józefem Łobodowskim. Wywiad został opublikowany w 1955 roku. Oto fragment:

Czy to znaczy, że lubi Pan Hiszpanię?

– To prawie rytualne pytanie, którego nie uniknie obcokrajowiec ani turysta. Ja też mógłbym odpowiedzieć, że... przyciąga mnie pogoda, malowniczość, piękne hiszpańskie kobiety. Jednak powiem tylko, że tutaj czuję się dobrze. Hiszpania, na szczęście, jeszcze nie padła ofiarą przyspieszonego rytmu cywilizacji technicznej, która miała ułatwić człowiekowi życie, a zamiast tego utrudniła je, żeby nie powiedzieć, że uniemożliwiła. w porównaniu do miejskich potworów tak gigantycznych jak Londyn, a nawet Paryż, Madryt jest harmonijnym, normalnym miastem. Dzieci mogą nadal bawić się na ulicach. Niewątpliwie zna Pani pragnienie Saint-Exuper`ego. Ten niezwykły poeta-lotnik przeleciał setki tysięcy kilometrów, ale przed śmiercią marzył o zwiedzaniu Langwedocji w dwukołowym wozie ciągniętym przez konia. Rozumiem to doskonale, czuję ogromną satysfakcję, gdy w pewnych okresach na ulicy La Castellana spotykam stado kóz i owiec, prowadzonych przez pasterzy, którzy nie spieszą się nigdzie”Figuras de la literatura polaca. Entrevista a Łobodowski, „Polonia. Revista ilustrada” 1955, nr 9, s. 26. Oryginalny tekst w języku hiszpańskim, tłum. G.Bąk.[15].

Irena Szypowska w artykule Nagle urodzona miłość: J. Łobodowski w HiszpaniiI. Szypowska, Nagle urodzona miłość: J. Łobodowski w Hiszpanii [w:] Archiwum Emigracji. Studia – Szkice – Dokumenty, Toruń 1999, z. 2, s. 69–86. [16] cytuje fragmenty tekstu Requiem dla mojego miasta zapisanego w notesie prowadzonym przez poetę w kwietniu i maju 1980 roku. Najprawdopodobniej chodzi o wcześniejszą wersję tekstu Łobodowskiego opublikowanego rok później, w 1981 roku, w londyńskich „Wiadomościach” pod tytułem Podzwonne po miłym mieścieJ. Łobodowski, Podzwonne po miłym mieście, „Wiadomości” 1981, nr 3 (1816), s.15–16.[17].

[…] tamtego Madrytu, jaki kiedyś lubiłem, już nie ma i nigdy nie będzie. Ach nie! Nie chcę przesadzać! Spotykam jeszcze dość często starsze osoby, których obecność sprawia, że za wcześnie na definitywny pogrzeb. Ale należą do pokolenia odchodzącego. I. Szypowska, Nagle urodzona miłość…, s. 74.[18]

Niewątpliwie Madryt lat czterdziestych i Madryt lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych to miasta dwóch różnych epok. Łobodowski jest świadomy, że należy do pokolenia odchodzącego. Ta świadomość jest wyraźnie obecna w Nocy nad Madrytem.

Jeszcze pochodzę, jeszcze wstecz popatrzę –
tak chętnie bym tu na zawsze przystanął
i koła rozpędzone wstrzymał wątłą dłonią…J. Łobodowski., Noc nad Madrytem…, s. 4.[19]

W roku 1976 historia Hiszpanii znowu przyspiesza. Aby nakreślić kontekst historyczny, Łobodowski przywołał „Lwy przed pałacem”. Chodzi o rzeźby lwów przed wejściem do Kongresu Deputowanych. Ich autorem był Poncio Ponzano, a zostały wytopione z brązu z marokańskich armat zdobytych przez Hiszpanów w zwycięskiej bitwie pod Wad-Ras w 1860 roku. Rzeźby stały się jednym z symboli Madrytu i polityki hiszpańskiej. w wierszu Łobodowskiego lwy „najeżyły grzywy”, patrząc na swoje miasto w 1976 roku. Rok wcześniej, 20 listopada 1975 roku, zmarł Francisco Franco, szef Państwa Hiszpańskiego w latach 1936–1975.

Niedawną krew starannie z podłóg zmyto
odszedł w płaszcz okręcony chmurny Inkwizytor
– przed zgonem pomnik sobie wykuł;
biesi się wokół tłuszcza heretyków,
diabli dmuchają w miechy wszystkim kuźniomTamże.[20].

Sytuację polityczną w Hiszpanii 1976 roku Łobodowski przedstawia, używając czytelnych metafor. Niedawna „krew zmyta z podłóg” to krew przelana podczas hiszpańskiej wojny domowej. Inkwizytor to Francisco Franco, który spoczął w monumentalnym Valle de los Caídos. Heretycy to opozycja, a że w znacznej części lewicowa i komunistyczna (na początku hiszpańskiej transformacji ustrojowej komuniści byli silniejsi od socjalistów), nie może dziwić sposób, w jaki o niej pisze antykomunista Łobodowski:

[…] z robotniczych dzielnic
napływa mgła, lecz gniew co się rozpętał
nie skoczy ku namiętnym tętnom!
Już tylko czkawką nudną i natrętną.
tylko czerwonym łachmanem od świętaTamże, s.4–5.[21].

Łobodowski, który w młodości zbliżył się do komunistów i za tom wierszy o Czerwonej krwi został relegowany (z wilczym biletem!) z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, pod wpływem sytuacji na sowieckiej Ukrainie (był świadkiem Wielkiego Głodu) stał się zdecydowanym antykomunistą. Nie może więc dziwić, że czerwona flaga to dla niego „czerwony łachman”.

Co trzeba podkreślić, poeta, który był wybitnym politologiem, przewidywał, że „gniew, co się rozpętał, nie skoczy ku namiętnym tętnom”, czyli nie będzie powtórki z hiszpańskiej wojny domowej. Transformacja ustrojowa Hiszpanii stała się przykładem pokojowej zmiany, ale w roku 1976 nie było wcale pewne, jak się rozwinie i zakończy ten etap historii.

W połowie lat siedemdziesiątych zaczyna się nowy rozdział w historii Hiszpanii i jednocześnie nowy rozdział w życiu poety zbliżającego się do siedemdziesiątki i od prawie czterdziestu lat pozostającego na wygnaniu.

Mieszkam w ciasnym pensjonarskim pokoiku, zawalonym aż do sufitu papierami i książkami, więc nie lubię w nim pracować. Chodzę do baru, piszę teksty ołówkiem, a potem wpadam do pensjonatu, by je szybko przepisać na starym, ale wciąż jeszcze dziarskim Remingtonie (trzydziesty drugi rok w ciągłym użyciu). Oczywiście, przepisywanie gotowych tekstów na maszynie idzie szybko, więc większość czasu spędzam w barze, co wymaga ciągłych wydatków na czerwone wino. z koniaku zrezygnowałem już dawno, wódkę pijam parę razy w roku od wielkiego dzwonu, whisky tylko podczas rzadszych wypadów do Londynu. Więc czerwone wino (po hiszpańsku vino tinto)I. Szypowska, Nagle urodzona miłość…, s. 74.[22].

Choć cytowany tekst jest kilka lat późniejszy od wiersza Noc nad Madrytem, dobrze opisuje sytuację życiową poety podczas pisania tego utworu. w ostatniej części wiersza poeta nawiązuje do tradycji polskiego romantyzmu:

Więc cóż…Znów trzeba nieprzychylnym wiatrom
rzucić swój płaszcz wędrowny- romantyczny spadek.
Pozostań ze mną kamienne teatrum,
uśnij pod późnym, zwilgłym listopadem!
Jeszcze przypatrzę się swym dawnym śladom,

nim je wiatr z bruku zetrze.
                                   I cisza daleka.
Więc nadal w romantycznych, pielgrzymich postołach

trzeba ruszać na chłody i chmury gromowe…
W ostatniej chwili odwróciłem głowę,
może ktoś…
                                   Próżno! Chodźmy, nikt nie wołaJ. Łobodowski, Noc nad Madrytem…, s. 5.[23].

Ostatni wers Nocy nad Madrytem pochodzi ze Stepów Akermańskich. Rzeczywiście, obaj poeci, Adam Mickiewicz i Józef Łobodowski, zmuszeni byli opuścić ojczyznę i nie było im dane do niej wrócić. Już w 1945 roku, we wstępie do swojej książki Por la libertad nuestra y vuestra. Polonia sigue luchando (Za wolność naszą i waszą. Polska dalej walczy)J. Łobodowski, Por la libertad nuestra y vuestra. Polonia sigueluchando, Madrid 1945.[24] Łobodowski zwracał uwagę na podobieństwo losów dziewiętnastowiecznych i dwudziestowiecznych pielgrzymów-wygnańców, a przecież był to dopiero początek jego wygnania. Kiedy pisał Noc nad Madrytem przebywał poza Polską prawie czterdzieści lat!

W roku 1937 Tymon Terlecki opublikował artykuł pod tytułem Poezje Cezarego Baryki. Rzecz o ŁobodowskimT. Terlecki, Poezje Cezarego Baryki. Rzecz o Łobodowskim, „Tygodnik Ilustrowany” 1937, s. 311–312. Zob. N. Taylor-Terlecka, w oczach jednego krytyka głos Tymona Terleckiego [w:] Śladami pisarza. Józef Łobodowski w Polsce i w Hiszpanii, red. Grzegorz Bąk, Ludmiła Siryk, Ewa Łoś, Lublin 2016, s. 129–143.[25]. Niewątpliwie młody Łobodowski bardzo przypominał postać z kart powieści Stefana Żeromskiego. Czytając Noc nad Madrytem w kontekście niezwykłej biografii autora tego wiersza, pisarza, który całe wyjątkowo pracowite i płodne życie poświęcił sprawie Polski i sprawie walki o „wolność naszą i waszą”, przychodzi na myśl porównanie z bohaterem innej powieści, tym razem hiszpańskiej.

O kogo chodzi? w Nocy nad Madrytem czytamy:

             Więc nadal w romantycznych, pielgrzymich postołach
Trzeba ruszać na chłody i chmury gromoweJ. Łobodowski, Noc nad Madrytem..., s. 5.[26]

Ponad sto lat wcześniej, romantyczny poeta-pielgrzym Cyprian Kamil Norwid w wierszu Epos–Nasza 1848 pisał:

            Nam, co za prawdą gonim, Don Kichotom,
Przeciwko smokom, jadom, kulom, grotom!...

Bibliografia:

Bąk G., Józef Łobodowski i madryckie czasopismoPolonia. Revistailustrada” [w:] Między literaturą a polityką. o Józefie Łobodowskim, red. L. Siryk, E. Łoś, Lublin 2012.
Bogdan M., Radio Madryt 1949–1955, Warszawa 2011.
Figuras de la literatura polaca. Entrevista a Łobodowski, „Polonia. Revista ilustrada” 1955, nr 9.
Libera P., Józef Łobodowski i polska audycja Radia Madryt (1949–1975) [w:] Polska a Hiszpania. z dziejów koegzystencji dwóch narodów w XX wieku, red. M. Białokur, P. Jakóbczyk-Adamczyk, Opole - Toruń 2011.
Łobodowski J., Mare Nostrum, Greenpoint–Brooklyn–New York 1986.
Łobodowski J., Noc nad Madrytem, „Poezja” 1988, nr 6.
Łobodowski J., Pieśń o Ukrainie, Paryż 1959.
Łobodowski J., Podzwonne po miłym mieście, „Wiadomości” 1981, nr 3 (1816).
Łobodowski J., Poezje, Lublin 1990.
Łobodowski J., Por la libertad nuestra y vuestra. Polonia sigueluchando, Madrid 1945.
Łobodowski J., Przeciw upiorom przeszłości, „Kultura” 1952, nr 2/52-3/53.
Łobodowski J., z liryki hiszpańskiej Złotego Wieku, „Wiadomości” 1972, nr 27 (1370).
Raczkiewicz M., Ksiądz Marian Walorek (1912–1988). Śladami rektora Polskiej Misji Katolickiej w Hiszpanii [w:] Śladami pisarza. Józef Łobodowski w Polsce i w Hiszpanii, red. Grzegorz Bąk, Ludmiła Siryk, Ewa Łoś, Lublin 2016.
Szypowska I., Nagle urodzona miłość: J. Łobodowski w Hiszpanii [w:] Archiwum Emigracji. Studia – Szkice – Dokumenty, Toruń 1999, z. 2.
Szypowska I., o niepublikowanych notatnikach Józefa Łobodowskiego, „Eslavística Complutense” 2010, nr 10.
Szypowska I., Łobodowski. Od „Atamana Łobody” do „Seniora Lobo”, Warszawa 2001.
Taylor-Terlecka N., w oczach jednego krytyka głos Tymona Terleckiego [w:] Śladami pisarza. Józef Łobodowski w Polsce i w Hiszpanii, red. Grzegorz Bąk, Ludmiła Siryk, Ewa Łoś, Lublin 2016.
Terlecki T., Poezje Cezarego Baryki. Rzecz o Łobodowskim, „Tygodnik Ilustrowany” 1937.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Grzegorz Bąk, „Noc nad Madrytem” Józefa Łobodowskiego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 1

Przypisy