03.06.2021

Nowy Napis Co Tydzień #103 / Śladem cyrku

O ile czytanie książek jest niewątpliwą przyjemnością, o tyle pisanie o nich czasami wydaje się nużące, na szczęście nie w tym przypadku. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałem się z lekturą, która w takim stopniu potwierdzałaby moje spostrzeżenia i tak dobrze opisywałaby rzeczywistość, którą przychodzi mi obserwować. A trzeba przyznać, że recenzowana pozycja dotyczy tematu – pomijając czas młodzieńczej i naiwnej fascynacji – mało mnie zajmującego, choć mimo woli bardzo mnie dotykającego, mianowicie polityki. Ale nie tej polityki z pierwszych stron gazet, lecz polityki „robionej” gdzieś w głębokiej Polsce, wśród ludzi mijanych każdego dnia na ulicy. Pod sformułowaniem „głęboka Polska” nie mam na myśli jedynie realiów Końskich, których jako przykładu używa autor, ale raczej naszą mentalność.

Cyrk polski to kolejna odsłona serii Reportaże wydawnictwa Czarne. Problematyka publikacji została ujęta już na poziomie tytułu. Jak czytamy na stronie wydawnictwa: „Od Stalowej Woli po Słupsk: Dawid Krawczyk podąża śladem trzech kampanii wyborczych, by odkryć, jak wygląda prawdziwa rozpolitykowana Polska. […] To historia, która dzieje się na naszych oczach”https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/cyrk-polski [dostęp: 17.03.2021].[1]. W tym cyrku – malowanym przez reportażystę – żyjemy wszyscy, nie tylko jesteśmy, często poniekąd z przymusu, jego biernymi obserwatorami, lecz także współtworzymy go, umożliwiamy mu wystawianie kolejnych spektakli. Gdybym posługiwał się wyświechtanymi frazesami, wysnułbym opowieść o tym, jak Polska A spotyka Polskę B, jak centrum spotyka się z prowincją, mądrość z ciemnotą. Ale to nieprawda. Reportaż Krawczyka jest fascynujący, ponieważ pokazuje spotkania z pełnokrwistymi Polakami, żyjącymi bieżącymi wydarzeniami, z radością rozprawiającymi o polityce. To zaangażowanie często prowadzi do agresji, którą wykorzystują później politycy, do mobilizacji swojego elektoratu. Cała Polska nienawidzi Kaczyńskiego, cała Polska nie chce LGBT. Wszystko sprowadza się do niezwykle smutnego stanu rzeczy, który Krawczyk podsumowuje słowami: „Wiem dobrze, że odpowiedź na to pytanie [jaką opcję polityczną popierasz? – D.Ż.] może być poprawna lub niepoprawna. Tak jak Legia czy Polonia, Wisła czy Cracovia, PiS czy anty-PiS”D. Krawczyk, Cyrk polski, Wołowiec 2021, s. 7.[2].

Polska została podzielona, trochę jak tort, walka trwa o to, kto dostanie jego większy kawałek. O ile Guy Debord sformułował tezę, że społeczeństwo składa się z licznych spektakli, o tyle nasz krajowy spektakl, jak słusznie zauważa autor, przypomina raczej cyrk. Jego aktorzy raz po raz decydują się na nowe akrobacje, żeby jak najdłużej przywiązać do siebie uwagę widowni, byle zaskarbić sobie sympatię wyborców i przełożyć ją na dobry wynik podczas elekcji. Uderzające były dla mnie słowa wypowiedziane przez zadeklarowaną wyborczynię jednej z partii: „Prezydent to nie powinien być ktoś taki jak ja, kogo można sobie poklepać po plecach. Po plecach to ja mam kogo klepać. Znajomych, szwagra mogę poklepać. Prezydent to ma być ktoś lepszy niż ja czy pan”Tamże, s. 190.[3]. Ta wypowiedź budzi we mnie głęboki sprzeciw. Prezydent to powinien być właśnie ktoś taki jak ja, ktoś, kto mnie będzie potrafił zrozumieć i będzie chciał o mój interes zawalczyć.

Jak zbudowano Cyrk polski? W wielkim skrócie reportażysta kreśli przed nami sekwencję obrazków z trzech kampanii wyborczych: europarlamentarnej (2019), parlamentarnej (2019) i prezydenckiej (2020). Krawczyk pokazuje ich różne epizody. Zbliża się do wszystkich kandydatów, jednak robi to inaczej, niż zwykle czynią dziennikarze, nie pokazuje bowiem polityka z perspektywy salonu w jego warszawskim biurze poselskim, gdzie przyszły-niedoszły elekt udziela wywiadu, ale z perspektywy jego wyborców, ludzi, którzy za nim stoją oraz często mu ufają. Co istotne, Krawczyk nie ogranicza się do tych, którzy wierzą w to, że dzięki ich wyborom Polska zyska. Rozmawia również z tymi, którzy swój głos oddają nie z powodu popierania czyjejś kandydatury, ale z obawy przed zmianą albo z nienawiści do innego kandydata. W moim skromnym przekonaniu, na którego poparcie nie mam żadnych badań, to ci ludzie rozstrzygają wyniki wszelakich wyborów w Polsce.

Oprócz refleksji okołowyborczych, niejako na marginesie, przypadkowo, z nawyku i możliwości obserwacji autora, książka dowodzi wielu innych faktów. Na przykład reportaż potwierdza to, co według mnie wiedzą wszyscy, którzy mają jakieś pojęcie o polskich katolikach. Nawet w małych społecznościach, gdzie księża nadal mają znaczący wpływ na lokalną politykę, ludzie wygłaszają antyklerykalne deklaracje, które można usłyszeć w sklepie czy pod kościołem. Sięgnijmy jednak do danych. Daniel Flis pisze: „Ponad połowa (56 proc.) stwierdziła, że Kościół dostaje zdecydowanie za dużo, a jedna piąta (19 proc.), że raczej za dużo”D. Flis, 75 proc. Polek i Polaków uważa, że Kościół dostaje za dużo pieniędzy od państwa, https://oko.press/75-proc-polek-i-polakow-uwaza-ze-kosciol-dostaje-za-duzo-pieniedzy-od-panstwa-sondaz/ [dostęp: 29.03.2021].[4]. Dopiero w momencie mitycznego ataku na Kościół uruchamia się w nich jakiś fetyszyzujący odruch, który Bruno Latour analizował w jednym z esejów umieszczonych w zbiorze NadziejaPandoryZob. B. Latour, Działanie przynosi coś nieoczekiwanego. Fakty, fetysze, faktysze [w:] tegoż, Nadzieja Pandory. Eseje o rzeczywistości w studiach nad nauką, tłum. K. Abriszewski i inni, Toruń 2013.[5]. Zaś w Cyrku polskim znajdziemy taki oto pyszny fragment:

[…] Każdy z nich [księży] taki sam: nażreć się przyjdzie, nawpierdalać, a później tylko piniondz za to, piniondz za tamto. Żeby było jasne: ja w Boga wierzę i modlę się do Boga, ale nie do księdza!

Maciek uspokaja się trochę. Ale widzę, że ksiądz zmierza w stronę płaskowskiego stoiska. Zanosi się na srogi dym.

– Szczęść Boże, szczęść Boże! Może ksiądz zasmakuje w naszych pysznościach? – Transformacja we wzorcowego gospodarza następuje w sekundę. Bez śladu antyklerykalnego bluzguTamże, s. 101.[6].

W tym sensie Cyrk polski to studium antropologiczne czy socjologiczne. Krawczyk próbuje zrozumieć wybory polityczne Polaków, traktuje ich jak Innych, których trzeba zrozumieć. Rozmawia z ludźmi, z którymi spotykamy się na ulicy, zwykłymi przechodniami. Może warto spróbować ich zrozumieć? Co nimi powoduje? Być może, zamiast dalej dzielić się na wrogie obozy, warto spróbować się porozumieć. To jednak trudne, trzeba przecież odrzucić uprzedzenia oraz spróbować przyjąć inne spojrzenie. Książka Krawczyka zdaje się to ułatwiać i choćby tylko dlatego warto ją przeczytać.

Prawdę mówiąc, nie wiem, czy mogę zgodzić się z Malcolmem XD, który w blurbie napisał: „Jeżeli książką o najbardziej absurdalnym poczuciu humoru od lat jest reportaż polityczny, to prawdopodobnie jej akcja rozgrywa się w Polsce”Tamże, 4. strona okładki.[7]. Rzeczywiście, w książce pojawiają się momenty absurdalne, śmieszne, żenujące, cringe’owe, jednak całość stanowi obraz bardzo przygnębiający, a szansy na zmianę nie bardzo widać.

Jeśli byłbym Krawczykiem, to – oprócz tego, że pewnie bym zwariował, wysłuchawszy tylu skrajnych opinii, kłamstw oraz czczych obietnic polityków – trochę odchudziłbym swoje dzieło, pozbyłbym się redundantnych opisów, chociażby wyglądu wyborców. Chodzi mi o takie fragmenty:

Wyelegantowani. Dźwięczy mi w głowie słowo, którego użył na wstępie. Ma rację. Garnitury dopasowane, dobrze skrojone. Widać, że to nie byle szajs wciągnięty z wieszaka w galerii handlowej, ale porządna krawiecka robota […] Czerwone odpicowane wozy stoją pod sceną, chłopaki dumnie wysiadują na ich dachach i obczajają lokalne laski Tamże, s. 58, 69.[8].

Oczywiście Krawczyk po części obnaża ten mit opierający się na założeniu, że istnieje jakaś korelacja pomiędzy strojem a poglądami, że jest tak, że wyborcami jednej partii są piękni ludzie w garniturach, drugiej – mieszkańcy wsi, trzeciej – kibole i tak dalej. Serwowane przez niego zestawienia bywają zaskakujące, myślę jednak, że warto przesunąć środek ciężkości tej debaty w inne miejsce. Przestać mówić o wyglądzie pisiorów, konfederatów czy lemingów. W polskiej debacie wystarczy już łatwych szuflad, w które wrzuca się wyborców poszczególnych partii, obrazując ich za pomocą stereotypów, także tych dotyczących wyglądu. Warto zająć się strukturą ujawniających się, niepokojących tendencji społecznych – nierównym dostępem do wiedzy, biedą, różnicami ekonomicznymi – które prowadzą do radykalizowania poglądów.

Mam wrażenie, że styl tej książki jest identyczny, jak styl wielu innych współczesnych tekstów publicystycznych. Czuć trochę oddech literatury faktu spod znaku Czarnego, trochę styl artykułów „Krytyki Politycznej”. Najbardziej brakuje mi pewnego pazura (reprezentowanego na przykład przez Justynę Kopińską), którym tak zdolny reportażysta jak Dawid Krawczyk, powinien się odznaczać. Wydaje mi się, że tego rodzaju publicystyka jest, o ile autor nie narzuci swojego indywidualnego stylu, każdorazowo utrzymana w bardzo podobnym tonie, jakby od linijki, z podobną, z lekka schematyczną składnią. Podczas lektury miałem wrażenie, że zdania Krawczyka, choć merytorycznie często bardzo odkrywcze, są utrzymane w stylu doskonale mi znanym. Nie powiem, żeby to bardzo utrudniało lekturę, lecz muszę przyznać, że pozostawiło to pewien niedosyt.

Istotną przeciwwagę dla wzmiankowanego dyskomfortu stanowiła merytoryka Cyrku polskiego, która sprawiła, że wymienione wady zeszły na plan dalszy, a ja nieomal połknąłem ten reportaż w całości. Żeby zrozumieć, co dzieje się w Polsce, warto sięgnąć po książkę Krawczyka i uważnie ją przestudiować. Jej skromna, mimo wspominanych redundantnych opisów, objętość skrywa bogatą treść. Co mówi o nas fakt, że stworzyliśmy demokrację, która – niestety – przypomina cyrk? Wybory wygrywają ci, którzy dają najlepsze show. Ci, którzy potrafią wyczyniać akrobatyczne sztuczki, zgarniają wszystko.

 

D. Krawczyk, Cyrk polski, Czarne, Wołowiec 2021.

Okładka książki
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dariusz Żółtowski, Śladem cyrku, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 103

Przypisy

    Powiązane artykuły