10.06.2021

Nowy Napis Co Tydzień #104 / Nomadyzm słów

Publikacja trzech powieści Mirosława Nahacza zebranych w jednym tomie to doskonała okazja do zaznajomienia się z dorobkiem tego nietuzinkowego autora. Tegoroczna pozycja Wydawnictwa Czarne umożliwia zapoznanie się wręcz z większością jego twórczości. Nahacz zdążył bowiem, przed swoją przedwczesną śmiercią w 2007 roku, napisać cztery powieści: Osiem cztery, Bombel, Bocian i Lola oraz Niezwykłe przygody Roberta Robura. W opublikowanym przez Czarne tomie znajdują się te trzy pierwsze, które zresztą pierwotnie wypuściło na rynek właśnie prowadzone przez Andrzeja Stasiuka i Monikę Sznajderman wydawnictwo.

Osiem cztery to zbiorowy portret pokolenia urodzonego w tytułowym, orwellowskim roku 1984. Chodzi tu więc o pierwszą generację, której dzieciństwo przypadło na czasy transformacji ustrojowej wraz z jej wszystkimi blaskami i cieniami, a przede wszystkim z otwarciem się społeczeństwa na konsumpcję niedostępnych dotychczas treści. W Miłej robótce,też zresztą wydanej niedawno przez Czarne, Ewa Stusińska pisała o tym, jak w latach dziewięćdziesiątych wyglądało w Polsce zbiorowe zachłyśnięcie się pornografią. Filmy z niemieckich kanałów satelitarnych obecne są także w Osiem cztery, ale główne zachodnie dobro, które organizuje przebieg fabuły, to nie pornografia, lecz narkotyki. Jaki wpływ mają substancje psychoaktywne na urodzonych w 1984 roku bohaterów książki? Nie są raczej kluczem otwierającym nowy wymiar rzeczywistości ani środkiem intensyfikującym zdolności artystyczne, a więc nie mają statusu takiego jak chociażby w pisarstwie bitników – Kerouaca czy Ginsberga. Bohaterowie Osiem cztery nie są poetami, lecz zwykłymi chłopakami z małej miejscowości, którzy nie przekładają imprezowych doświadczeń na sztukę. Narkotyki w Osiem cztery nie mają też takiej funkcji, jaką pełniły w Zwale Sławomira Shutego. Ich zażywanie nie jest sposobem na odreagowanie bycia wtłoczonym w tryby korporacyjnej maszyny. Miejsce akcji powieści znajduje się bowiem za daleko od metropolii, by mogły w nim działać instytucje-molochy. Główną rolą narkotyków w Osiem cztery jest po prostu uśmierzanie nudy i szarości świata, w którym żyją bohaterowie. Spełniają więc one tę samą funkcję, co wysokoprocentowy alkohol w czasach PRL. Są środkiem motywującym, który pozwala na przetrwanie kolejnego tygodnia w oczekiwaniu na odurzenie. Przejście od komunizmu do kapitalizmu nie równa się tu zatem uleczeniu choroby społecznej. Oznacza jedynie zmianę środka, jakim łagodzi się symptomy. W podobny sposób działa to w przypadku telewizji:

„Dynastia” była serialem politycznym. Specjalnie ją wprowadzili, żeby pokazać, jaki zajebisty jest kapitalizm, popatrzcie na Aleksis, ma pięćdziesiąt lat, a i tak jest laską, to od lepszego, nowoczesnego jedzenia, limuzyny, pałace, trąbki w czołówce, faceci w drogich garniturach, wszystko amerykańskie, a nie z peweksów, cuda.

Kapitalistyczne dobra fascynują osoby wychowane w PRL, ale młodym bohaterom nie przynoszą raju na ziemi. W książce wielokrotnie przewija się przeczucie, że rocznik osiemdziesiąty czwarty to stracone pokolenie:

Sęk w tym, że często jest iluzorycznie normalnie. I że mimo wszystko coś jest nie tak w rzeczywistości, że jakiś jej komponent jest wyjątkowo zjebany. […] Nawet głupio czasami o tym mówić, bo logika rzeczywiście jest przeciwko, przecież nie stało się nic, żadna wojna jak u Kolumbów, żaden prześladujący wolną myśl reżim jak u naszych rodziców, nic. Mamy co jeść, co prawda z pracą kruchawo, a co za tym idzie – z perspektywami, ale zagwozdka nie tkwi w formie rzeczywistości, tylko w niej samej, w jej podstawie, w budulcu może, sam już nie wiem, może demiurg coś spierdolił.

W pewnym sensie bohaterowie Osiem cztery jawią się jako zapowiedź dzisiejszych doomerów – młodych ludzi, którzy na realia współczesnego świata reagują nie entuzjastycznym zachwytem nowymi możliwościami, lecz zniechęceniem i wycofaniem; w przeciwieństwie do boomerów, osób urodzonych na fali wyżu demograficznego (stąd nazwa, od angielskiego baby boom), do których przylgnął stereotyp niepoprawnych optymistów. O bohaterach powieści Osiem cztery można by powiedzieć słowami z Ginsberga, że są zniszczeni szaleństwem (destroyed by madness). Niemniej jednak, w odróżnieniu od Skowytu, debiut Nahacza nie kończy się wołaniem „Święty! Święty!”. Nie następuje otwarcie na coś nadzwyczajnego, na nieprzystającą do realności dziwność. Konsumowanie narkotyków jest jedynie przedłużeniem prozaicznej rzeczywistości; jest działaniem, które podtrzymuje istnienie szarego świata. Nie widać szans na otwarcie jakiejś furtki. Kim bowiem mogą stać się w przyszłości bohaterowie Osiem cztery? Kimś takim jak Bombel, bohater i narrator drugiej powieści Nahacza.

O ile w Osiem cztery fabuła ogniskuje się wokół grupki licealnych przyjaciół, w Bomblu centralnym podmiotem, tytułowym zresztą, jest blisko czterdziestoletni wiejski pijaczek, który snuje dość chaotyczny monolog na przystanku autobusowym, przeplatając bełkotliwe zwierzenia refleksyjnymi spostrzeżeniami. Nie jest to jednak pábeni, czyli knajpiane gadanie rodem z Hrabala. Styl narracji autora Obsługiwałem angielskiego króla ma w sobie mimo wszystko więcej pogody. W Bomblu co prawda też nie brakuje humoru, jednak jest to raczej humor czarny, żywiący się nieustannymi porażkami. Wywołane działaniem alkoholu uwolnienie strumienia świadomości staje się niczym innym jak wprawieniem w ruch maszynki językowej, która generuje treści niejako sama z siebie, obok podmiotu. Ten ostatni czuje się zaś tak, jakby to nie on mówił, tylko jakby mówiło coś w nim. Bohater wielokrotnie podkreśla: „nie poznaję tych słów, które wychodzą z mojej gęby”. W tekście jest to usprawiedliwione nie tylko przez alkohol, lecz także przez to, że o Bomblu mówi się jako o tym, który ma tak zwane żółte papiery, a więc udokumentowane zaburzenia psychiczne. Wydaje się jednak, że forma jego monologu wskazuje na coś znacznie bardziej fundamentalnego dla podmiotowości, a zrzucanie winy za nieprzerwany i nieprzewidywalny słowotok na niedomaganie mózgu byłoby zbyt proste. Jeżeli można nie poznawać słów, które wychodzą z własnych ust, znaczy to, że człowiek jest bytem w jakiejś części obcym samemu sobie, podzielonym, co niekoniecznie musi się równać chorobie psychicznej, lecz może także odnosić się do dualistycznej bądź pluralistycznej (jak w psychoanalizie) koncepcji osobowości. W chaotycznym potoku słów Bombla punktem oparcia nie jest zatem nawet autor wypowiedzi. Oznacza to, że w drugiej powieści Nahacza dzieje się inaczej niż w pierwszej. O ile w Osiem cztery substancje psychoaktywne zatrzymują bohaterów na poziomie prozaicznej rzeczywistości i nie ujawniają tkwiącej pod nią głębi, w Bomblu działanie alkoholu pozwala na uwolnienie się nieświadomości podmiotu. Można powiedzieć, że rozgrywający się na przystanku autobusowym monolog jest czymś w rodzaju autoanalizy mieszkańca prowincji.

Na przykładzie Osiem czteryBombla widać mniej więcej, co usiłował robić Nahacz. Próbował on dokonywać analizy świadomości – czy to swojego pokolenia, czy to ludzi, na jakich miał okazję się natknąć. Wydaje się, że najważniejszym aspektem tej analizy nie jest jej treść, lecz forma. Treść to wypadkowa okoliczności, w jakie Nahacz miał okazję zostać wrzucony, rodząc się w takim, a nie innym miejscu i czasie. W formie ujawnia się natomiast coś uniwersalnego. Zarówno w Osiem cztery, jak i w Bomblu znacznie bardziej interesująca od fabuły jest metoda prowadzenia narracji. Metoda, która polega na swego rodzaju błądzeniu słów. Powieści Nahacza są bowiem zorganizowane w najmniejszym możliwym stopniu. Ich jedynym punktem stałym jest podmiot snujący narrację, choć i ten, jak już zostało powiedziane, może być podzielony. Reszta natomiast rozgrywa się dość swobodnie. Co prawda Nahacz nie rezygnuje z przestrzegania zasad składni i interpunkcji, niemniej jednak nie zachowuje już spójnego ciągu przyczynowo-skutkowego. Kolejne refleksje i opisy zdarzeń następują po sobie w mniej lub bardziej luźnej kolejności. Ma to także wpływ na proces lektury powieści Nahacza. Nie są to teksty, które czyta się powoli, w skupieniu, roztrząsając sens każdego zdania. W trakcie odbioru następuje zanurzenie w wir, który niesie czytelnika przez kolejne tereny i – podobnie jak w trąbie powietrznej – obracają się przypadkowe obiekty poderwane z ziemi przez żywioł natury, tak wewnątrz narracji Nahacza krążą poszczególne tematy. Pojawiają się na chwilę, znikają, po czym z powrotem przemykają przed oczami. Czytelnik zaś zostaje wciągnięty w opowieść w równym stopniu co one i razem z nimi zatacza kolejne kręgi. Jedynym, co pozostaje stałe (do pewnego stopnia), jest oko cyklonu, czyli postać narratora. Można określić to zjawisko mianem nomadyzmu słów, a więc tego, co polega nie na organizowaniu języka w spójny układ, lecz na swobodnym rozplenianiu go na połaci tekstu. W takiej optyce literatura Nahacza staje się wyrazem wolności i stanowi alternatywę wobec logiki całości. Nie sposób wątpić, że miał na to wpływ region, w którym Nahacz tworzył swoje pierwsze powieści – Beskid Niski. Teksty te są bowiem po pierwsze pisane z perspektywy prowincji. Po drugie zaś nie da się ich odciąć od określonej, peryferyjnej i mniejszościowej kultury. Łemkowskie i prawosławne korzenie Nahacza w naturalny sposób stawiają go w kontrze do katolicyzmu i monoetniczności. Nie jest to jednak jedyna opozycja, jaką można dostrzec w prozie autora Osiem cztery. Nie ograniczył się on wszak do opisywania swojej małej ojczyzny. Po ukończeniu szkoły średniej Nahacz wyjechał z Gładyszowa – miejscowości, w której jako nastolatek stworzył swoje pierwsze powieści – i udał się do Warszawy. Młody pisarz nie odgrywał jednak roli przybysza z prowincji, który nie do końca umie się odnaleźć w nowej rzeczywistości, tylko wprost przeciwnie, zaczął podbijać stolicę. Został między innymi scenarzystą emitowanego przez Telewizję Polską serialu Egzamin z życia. Znając nieuporządkowany charakter prozy Nahacza, można jednak przypuszczać, z czym wiązało się dla niego pisanie tekstów skrojonych na potrzeby telewizji. Dialogi serialowych postaci stanowiły przecież całkowite przeciwieństwo monologów snutych przez bohaterów powieści młodego autora. Naturalnie, Nahacz-scenarzysta nie mógł ukazywać rzeczywistości takiej jak ta, którą przedstawiał w swojej prozie. Antagonizm między koniecznością tworzenia produktu pasującego do linii stacji telewizyjnej a artystycznymi aspiracjami widać w jego ostatniej powieści. Niezwykłe przygody Roberta Robura (nieobecne w zbiorze wydanym przez Czarne) to antyutopia, której główny bohater nieprzypadkowo jest scenarzystą serialu telewizyjnego pod Faulknerowskim tytułem Wściekłość i wrzask.

Już po przeprowadzce do Warszawy Nahacz kończył także powieść Bocian i Lola. Ze wszystkich tekstów opublikowanych w zbiorze Wydawnictwa Czarne jest to niewątpliwie pozycja najgęstsza, najbardziej tajemnicza i stawiająca najwięcej wyzwań interpretacyjnych. Rozpoczyna się od tego, że grupka chłopaków czeka pod sklepem sportowym na dilera o pseudonimie Bocian. Kiedy bohaterowie otrzymują już od niego pożądany towar, wkraczają w rzeczywistość, której koordynaty są permanentnie rozchwiane. Bocian i Lola to powieść podobna do Osiem cztery, lecz jednocześnie uzupełniona jest ona o to, czego brakowało w debiucie Nahacza. Podczas gdy w pierwszej książce autora substancje psychoaktywne nie wyrywały bohaterów z rzeczywistości, tylko jeszcze bardziej ich do niej przywiązywały, w Bocianie i Loli mamy do czynienia z sytuacją zupełnie odwrotną. Trzecia powieść Nahacza staje także w opozycji do Bombla. O ile w monologu wiejskiego pijaczka rozdwojeniu uległ podmiot, w Bocianie i Loli rozczłonkowaniu został poddany cały świat przedstawiony, w którym nic nie jest stałe. Jeśli więc przypatrzyć się kolejności powieści Nahacza, można zauważyć, że z książki na książkę fabularna rzeczywistość staje się coraz bardziej podzielona. W Osiem cztery mamy do czynienia z absolutną jednostajnością i monotonią. W Bomblu stagnacja zostaje zaburzona przez rozdwojenie podmiotu na narratora i jego głos – głos, który wykorzystuje bohatera jako medium do tego, aby się wypowiedzieć. Zaś w Bocianie i Loli od momentu zażycia tajemniczego narkotyku świat ulega nie tylko rozdwojeniu, lecz coraz drobniejszemu podziałowi: „Wyglądało na to, że ten fragment, który widzieliśmy, właśnie się rozpuścił, jakby przestrzeń się rozprężyła i akurat w tym miejscu jej zabrakło”.Ujawnia się to również na poziomie języka. Niemałą rolę odgrywają w powieści opisy działania narkotyków. Dzieje się zupełnie tak, jakby ludzki organizm stawał się żywym przykładem podziału rzeczywistości. To, co w Osiem cztery przypominało raczej suche relacje z zażywania substancji psychoaktywnych, w Bocianie i Loli zostaje upoetycznione. Choć cały świat ulega dekompozycji, opisywane doświadczenia spajają się z językiem służącym do ich wyrażania.

Lektura trzech pierwszych powieści Mirosława Nahacza uświadamia, jak duży związek twórczość tego pisarza miała z substancjami psychoaktywnymi. Obowiązywał w tym zakresie nakaz eksperymentowania, któremu towarzyszyła anarchistyczna zasada anything goes. Każdy tekst stawał się zaś relacją z przeprowadzonej próby. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na płodną znaczeniowo analogię między literaturą a narkotykami. Literaturę, tak jak i substancje psychoaktywne, zażywa się między innymi po to, żeby zanurzyć się na moment w innej rzeczywistości i po to, żeby mieć do czynienia z odblokowanym strumieniem świadomości. Mówiąc pół żartem, pół serio, da się od niej również uzależnić, co prowadzi do tego, że czasami trzeba udać się na odwyk. Inaczej niż to się dzieje w przypadku narkotyków, podmiot nie może jednak nigdy uwolnić się od słów. Od kiedy zostaje włączony w porządek symbolicznego, staje się niejako ich zakładnikiem – staje się miejscem, przez które nieustannie (nawet we śnie) przechodzą błądzące słowa. Wydaje się, że Nahacz szczególnie mocno dostrzegał tę autonomiczność języka i jego dominację nad podmiotem. Powieści Osiem cztery, Bombel oraz Bocian i Lola udowadniają, że pisarstwo niekoniecznie musi być domeną, w której to autor panuje nad słowami i przydziela każdemu z nich właściwe miejsce. Z twórczości Nahacza wyłania się raczej wizja literatury jako dziedziny, w której to słowa panują nad podmiotem i pchają go do tego, żeby wypowiedział określoną treść, nawet jeśli ta jest nie do końca jasna dla piszącego. Nieświadomie uczymy się języka i równie nieświadomie się nim posługujemy. Znajdujemy się pod wpływem środka, który przekazywany jest z ust do ust i zjawia się w postaci kresek na kartkach zeszytów. Wobec takiego stanu rzeczy pozostają dwie drogi wyjścia – ujarzmiać ten żywioł i nadawać materii językowej spójny kształt albo dopuścić do siebie nieokiełznany przepływ wielości znaczeń. Każdego pisarza dałoby się przyporządkować do jednego z tych podejść. Podczas gdy pierwsi próbowaliby wyprzeć traumatyczny (bo nieopanowany, nieoswojony) rdzeń języka, drudzy usiłowaliby pójść z nim na zderzenie. Nahacza niewątpliwie trzeba zaliczyć do tych drugich. Wbrew pozorom substancje psychoaktywne nie są tym, co najbardziej liczy się w jego prozie. Znacznie istotniejsze jest słowo – słowo, które ma wszelako właściwości narkotyku i wywołuje nieprzewidziane reakcje. Słowo, które krąży wokół rzeczy i zdarzeń niepodlegających symbolizacji i z różnym powodzeniem próbuje ich dotknąć. Z całą pewnością nie osiada jednak na mieliźnie i nie okopuje się na dobrze sobie znanych pozycjach, tylko bada kolejne tereny i porusza się z punktu do punktu jak nomada, poszukując tego, co mogłoby stanowić dla niego pożywkę. Czy to znajdzie – nie wiadomo, jednak dopóki jest w drodze, dopóty ma szansę do czegoś dojść.

Mirosław Nahacz, Osiem cztery. Bombel. Bocian i Lola, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Mateusz Rosicki, Nomadyzm słów, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 104

Przypisy

    Powiązane artykuły