17.12.2020

Nowy Napis Co Tydzień #080 / Dyskretny minimalizm

Mierząc powodzenie debiutu uzyskanymi nominacjami i nagrodami, trzeba by przyznać, że Pustostany Doroty Kotas niewątpliwie odniosły duży sukces. Książka ta otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia w kategorii Proza oraz Nagrodę Conrada, a także została nominowana do Nagrody Gombrowicza (co ciekawe, grono nominowanych tak do Nagrody Conrada, jak i do Nagrody Gombrowicza tworzyły w 2020 roku wyłącznie kobiety). Co sprawiło, że spośród wydanych ostatnio debiutów prozatorskich szczególnie doceniono właśnie Pustostany? Wydaje się, że oprócz walorów językowych przyczyniła się do tego zawarta w książce filozofia życiowa, która jest jednocześnie oryginalna i nienachalna.

Tytułowe pustostany to przede wszystkim opuszczone mieszkania w warszawskiej (a konkretnie grochowskiej) kamienicy. Tworzą one całość tak niepodzielną, że określoną wręcz w książce mianem domu. Czyj jednak może być dom składający się z opuszczonych pomieszczeń? Bohaterki i narratorki Pustostanów, która zajmuje go niczym skłot. I to zarówno w sensie dosłownym, jak i literackim. Bezrobotna kobieta między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, która pragnie zostać pisarką, urządza sobie w jednym z mieszkań pracownię i postanawia napisać w niej książkę o swoim najbliższym otoczeniu. Które wcale nie jest takie wyludnione, jak to wydaje się na początku. Wraz z zaglądaniem, a może wręcz włamywaniem się bohaterki do kolejnych mieszkań, coraz bardziej rozwijają się opowieści o kolejnych lokatorach kamienicy. Nie jest do końca jasne, czy historie te rodzą się jedynie w wyobraźni narratorki, czy też stanowią namacalną pozostałość po zmarłych, którzy odcisnęli swoje ślady na pozostawionych w kamienicy przedmiotach. Pewne jest w każdym razie to, że wymyślane czy też odtwarzane życiorysy grochowian nie są niecodzienne, lecz tak zwyczajne, jak to tylko możliwe. Zamysł książki tkwił być może w tym, aby za sprawą lekkiego surrealizmu uczynić je niezwykłymi w swojej zwykłości. Czy zamierzenie to się powiodło? Choć chciałoby się odpowiedzieć na to pytanie twierdząco, można jednocześnie odnieść wrażenie, że od fragmentów poświęconych lokatorom kamienicy znacznie ciekawsze są te, w których narratorka opowiada o samej sobie.

Pod względem gatunkowym Pustostany wymykają się łatwym określeniom. Z jednej strony każdy rozdział to osobna historia, a z drugiej – wraz z następstwem kolejnych opowieści wykształca się niezobowiązująca narracja, która spaja poszczególne fragmenty w jedno. Pustostany są więc czymś pomiędzy zbiorem niezależnych od siebie opowiadań a większą całością, w której wątki osób zamieszkujących kamienicę uzupełniają wyimki z życia bohaterki i narratorki. Jeśli chodzi o te ostatnie, można w nich znaleźć zarówno opisy stanów wewnętrznych, jak i sprawozdania z działania w świecie zewnętrznym. Bohaterka Pustostanów funkcjonuje bowiem na granicy różnych sfer, nieustannie przemieszczając się między nimi. Wskutek tego cechuje ją sporo sprzeczności. Z jednej strony kobieta ta nie ma stałego zatrudnienia, a z drugiej – nieustannie miota się między dorywczymi zajęciami, żeby zapewnić sobie środki do życia, tak więc, choć nie na etacie, jest zapracowana. Wielokrotnie stwierdza, że nie darzy ludzi zbytnią sympatią, zaś w kreślonych przez nią portretach nie sposób nie znaleźć czułości. Tak czy inaczej, bohaterka Pustostanów nie popada w skrajności. Chce spróbować wszystkiego po trochu. Jeśli więc trzeba by było określić jej postawę jednym słowem, należałoby postawić na słowo minimalizm.

Z perspektywy życiowego minimalizmu tytułowe pustostany to nie tylko opuszczone lokale grochowskiej kamienicy, lecz także sytuacje otwierające na szczególny rodzaj braku, na lukę, która daje oddech, zapobiega przytłoczeniu nadmiarem realności. Braki i luki mają bowiem w książce Doroty Kotas pozytywny charakter. Większą wartość niż obfitość zyskuje tu niedostatek. Czuć w tym zresztą inspirację religiami Dalekiego Wschodu, które, jak należy wnioskować po pojawiających się w książce terminach, nie są obce bohaterce Pustostanów. Pod tym względem w debiucie Doroty Kotas pojawia się jednak ciekawa sprzeczność, ponieważ mimo tego, iż narratorka sprawia wrażenie minimalistki, jej opowieści cały czas krążą wokół przedmiotów – ubrań z drugiej ręki znajdowanych w kamienicy antyków, towarów sprzedawanych na bazarze. Nie są to oczywiście przedmioty luksusowe, niemniej jednak ich nagromadzenie jest co najmniej zastanawiające, ponieważ wydaje się przeciwstawiać duchowi minimalizmu. Z czego wynika to napięcie? Bierze się ono stąd, że bohaterka Pustostanów, choć pozytywnie wartościuje brak, nie łączy swojego podejścia z negacją przedmiotów. Zamiast tego stara się dostrzegać cenne luki w rzeczach i poprzez rzeczy. Wydaje się wręcz, że to dopiero otoczenie, w którym funkcjonuje narratorka, pozwala zobaczyć braki – jest ono rodzajem tła, na którym może ujawnić się niedostatek. Pustostany okazują się więc nie tyle pozbawione przedmiotów w ogóle, co pozbawione przedmiotów wysokiej klasy. Te ostatnie zostają zastąpione przez obiekty zużyte bądź niedoskonałe. Wpisuje się to w ideę zero waste, która każe szukać użyteczności w tym, co pozornie do niczego się już nie nadaje. W Pustostanach znajduje się wiele ustępów poświęconych drobiazgom, których istnienie mogłoby umknąć komuś mniej wrażliwemu na szczegóły. Książkę Doroty Kotas można więc potraktować jako trening uważności, wyczulenia na detale, pośród których się funkcjonuje, i na przestrzeń, z którą się obcuje. Choć współczesny tryb życia nieraz potrafi zmienić mieszkanie w noclegownię, narratorka Pustostanów niejako na przekór tej tendencji zapuszcza w swojej kamienicy korzenie i cierpliwie czeka na rozwój sytuacji. Ostatecznie zmuszona jest co prawda znaleźć stałe zatrudnienie, niemniej jednak przebiera w ofertach pracy na tyle długo, żeby wykonywane przez nią zajęcie nie stało w sprzeczności z jej stylem życia i wartościami.

Trening uważności proponowany przez Pustostany, tak jak i każde inne ćwiczenie medytacyjne, nie jest oczywiście bezproblemowy. Wymaga bowiem skupienia i zanurzenia się w przestrzeń, o której opowiada narratorka. A czy wynagradza włożony weń wysiłek? Na to pytanie pozostaje już odpowiedzieć każdemu czytelnikowi z osobna. Z pewnością nie wszyscy odnajdą się w atmosferze wszechobecnej przyziemności i nie wszyscy będą potrafili dostrzec przez jej pryzmat coś wyjątkowego. Pustostany są drobne, nie ma w nich ani wielkich postaci, ani wielkich zdarzeń. Jednakże stwierdzenie, że debiutowi Doroty Kotas czegoś brakuje, tak naprawdę niczego mu nie ujmuje, gdyż to właśnie na pozytywnie wartościowanym niedostatku oparta jest koncepcja książki. Zawarta w Pustostanach filozofia życiowa, która skupia się na ograniczaniu wszystkiego poza czasem wolnym, to odruch obronny wobec ciągłej intensyfikacji procesów takich jak wzrastanie konsumpcji, wydłużanie się godzin pracy, podnoszenia się cen mieszkań. Remedium, które Pustostany zalecają na te bolączki, jest nieskomplikowane, ale i na swój sposób wymagające. Polega ono na tym, by, niemal po wolterowsku, znaleźć w przyspieszającej rzeczywistości swój ogródek i zająć się jego uprawą. Nie z obojętności na zmierzający w kierunku katastrofy świat, lecz wprost przeciwnie, z szacunku dla najbliższego otoczenia. Jeżeli ktoś ma trudności z odszukaniem takiego miejsca, być może znajdzie jego namiastkę właśnie w książce Doroty Kotas. A jeżeli ktoś jest już wycofany z życia, jednak nie czuje się z tym najlepiej, być może dzięki Pustostanom natrafi na podpowiedź, jak przekształcić ten stan z negatywnego w pozytywny. Nie można się bowiem oprzeć wrażeniu, że choć w Pustostanach co rusz pojawiają się drobne przytyki w stronę życia, są to przytyki działające na zasadzie: „kto się lubi, ten się czubi”. Tak naprawdę z książki Doroty Kotas bije pozytywna energia. Przy czym nie należy tego rozumieć w sposób, do jakiego przyzwyczajają wytarte slogany. Energia Pustostanów to dyskretna i osobna siła, którą można usłyszeć jedynie wtedy, jeśli się ją do siebie dopuści.

D. Kotas, Pustostany, Wydawnictwo Niebieska Studnia, Warszawa 2019.

Okładka książki "Pustostany"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Mateusz Rosicki, Dyskretny minimalizm, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 80

Przypisy

    Powiązane artykuły