22.07.2021

Nowy Napis Co Tydzień #110 / Proza drogi

Niecałe dwa lata po przyznaniu Peterowi Handkemu literackiej Nagrody Nobla jesteśmy świadkami kolejnych wznowień twórczości autora Kaspara, które pozwalają polskim czytelnikom spojrzeć na dorobek Austriaka nieco szerzej i w kontekście jego całego projektu autorskiego. Opublikowany w 1972 roku, sześć lat po debiutanckich Szerszeniach, Krótki list na długie pożegnanie to skrzętnie skonstruowana proza drogi, w której podróże odbywają się na przecięciach tego, co zewnętrzne i wewnętrzne, geograficzne i tożsamościowe, fikcyjne i prawdziwe. W tej krótkiej powieści Handke proponuje drogę przez amerykańskie bezdroża, w głąb toksycznej relacji miłosnej, pod ramię z melancholią i z dala od scementowanych konwencji literackich czy czytelniczych oczekiwań.

Avatar

Jak daleko sięgam pamięcią, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że po to przyszedłem na świat, by dopadało mnie przerażenie i strach. Gdy po nalocie amerykańskich bombowców wniesiono mnie do domu, łupki drewna leżały porozrzucane daleko po całym podwórzu, delikatnie oświetlone promieniami słońcaP. Handke, Krótki list na długie pożegnanie, tłum. B.L. Surowska, Kraków 2021, str. 8.[1]

oto kolejny wyalienowany Europejczyk z traumatycznym bagażem historii na plecach wyrusza w podróż.

Co wiemy o narratorze Krótkiego listu na długie pożegnanie? Na podstawowym poziomie mamy do czynienia z trzydziestoletnim pisarzem i dramaturgiem, który wyruszył za ocean na stypendium twórcze, co podsuwa oczywisty trop wykreowania przez Handkego swojego alter-ego, figury poręcznej tak do autobiograficznej, wyznaniowej fikcji literackiej, jak do dyskomfortowego prania egzystencjalnych brudów w literackiej maszynerii na oczach czytelników. Snujący się za narratorem cień traumy historycznej Starego Kontynentu oraz notoryczna melancholia, poczucie wyobcowania i bycia nie na miejscu to dwa, zarysowane już na samym początku opowieści, motory napędowe bohatera. Jego podróż zostaje zainaugurowana dwukrotnie. Najpierw za pośrednictwem motta z Antona Reisera, autobiograficznej Bildungsroman Karla Philippa Moritza:

I kiedyś, gdy pewnego ciepłego, ale pochmurnego poranka wyszli przed bramę, Iffland powiedział, że to byłaby dobra pogoda, by gdzieś stąd wyruszyć – a w rzeczy samej pogoda zdawała się zachęcać do podróży, niebo legło tak blisko ziemi, rzeczy dokoła kryły się w ciemności, jakby cała uwaga miała być skupiona jedynie na drodze, którą zamierzało się przebyć.

To zdanie, wyjęte z prozy o kształtującej się i kształtowanej przez rozmaite urządzenia społeczne jednostce, nadaje powieści Handkego etos podróży odbywanej dwukierunkowo. Po pierwsze jako sama podnieta podróży, poruszania się w przestrzeni, pozostawienia czegoś za sobą i obserwowania ruchomego horyzontu. Po drugie – „droga, którą zamierzało się przebyć” odnosi nas do tożsamościowej ekspedycji, której owocem ma być zmiana czy, tak jak w przywołanej tradycji Bildungsroman, osiągnięcie szeroko rozumianej dojrzałości.

Drugą inauguracją podróży jest tytułowy krótki list: „Jestem w Nowym Jorku. Proszę, nie szukaj mnie, byłoby nieładnie z Twojej strony, gdybyś mnie znalazł"Tamże.[2]. Autorką tych dwóch zwięzłych, komunikatywnych zdań jest małżonka narratora, a rozpad tego małżeństwa stanowi kolejne z kół zamachowych tej prozy. Po przeczytaniu listu, rozpędzony już pokusą wcielenia w życie etosu drogi, narrator, na przekór prośbom żony, wyrusza w jej poszukiwaniu. Rozpoczyna się przedziwna zabawa w berka po Stanach Zjednoczonych. Małżonkowie będą się mijali, a relacjonujący swoją podróż narrator zacznie się osuwać w wymagające bezwzględnych rozliczeń wspomnienia ich miłosnej historii.

Jasno określony wiek, zawód, skrzętnie rejestrowane stany melancholii i świeżo otwarta rana rozpadającego się małżeństwa to główne i w zasadzie jedyne cechy bohatera-narratora, który niczym awatar przemierzał będzie rozległe przestrzenie USA. Szkicowość i funkcjonalność tak zarysowanej postaci przywodzą na myśl dwie inne powieści Austriaka: napisany dwa lata wcześniej Strach bramkarza przed jedenastką i pochodząca z lat 90. powieść pod tytułem Pewnej ciemnej nocy wyszedłem z mojego cichego domu. Oba te teksty, dokładnie jak Krótki list na długie pożegnanie, dzieją się wzdłuż horyzontalnie rozrysowanego wektora drogi, służą przedzieraniu się bezimiennych, napiętnowanych i samotnych męskich bohaterów przez peryferyjne przestrzenie służące egzystencjalnemu doświadczeniu braku i dezintegracji. Skonstruowanie w ten sposób narratora powołuje do życia, na oczach czytelnika, doładowanego autobiograficznym impulsem i obciążonego europejską historią melancholijnego awatara, który będzie się poruszał skrupulatnie zaprogramowanymi ścieżkami, odkrywając przy tym amerykańskie bezdroża, toksyczną męskość, doświadczenie drogi i trud reformowania swojej podmiotowości.

Pejzaż

Peter Handke jest pisarzem konsekwentnie nurzającym się w doświadczeniu peryferyjności. Nic więc dziwnego, że Ameryka w jego powieści odkrywana jest od strony pustynnych krajobrazów, osamotnionych i niszczejących stacji benzynowych, bezosobowych bistro, mrocznych zaułków w metropoliach i owianych złą sławą barów. To, co geograficzne, u Handkego rozgrywa się jak w Ameryce Baudrillarda: „Rozwijanie się pustyni podczas jazdy jest nieskończenie bliskie wieczności błony filmowej”J. Baudrillard, Ameryka, tłum. R. Lis, Warszawa 1998, str. 7.[3]. Wektory tej podróży niechybnie prowadzą do odrealnienia. Avatar przeżywa amerykańskie bezdroża jako ekstatyczną krytykę kultury, formę zanikania wypracowaną przez społeczeństwo nowego typu. Katastrofa dokonuje się w zwolnionym tempie, upał deterytorializuje ciało, metropolia wprowadza do głowy zamęt. Ameryka z Krótkiego listu na długie pożegnanie jest płaska, amoralna i telewizyjna. Wprost doskonała do zanurzenia się w niej przez notorycznego melancholika, który zasypia, przemierzając kolejną ze stanowych dróg, z głową opartą o szybę i wrażeniem zatapiania się w nierealności. Ukazany przez Handkego pejzaż przywodzi na myśl wydaną rok wcześniej Americanę, książkowy debiut Dona DeLilla, w którym bohater uciekający od nowojorskiego blichtru i branży telewizyjnej zanurza się z kamerą w ręku w bezduszne, plazmowe połacie przestrzeni.

Podróż miłosna

Wątek miłosny, rozpoznanie i mierzenie się z rozpadającym małżeństwem stanowi główną oś powieści. Ponad drogą przez amerykański pejzaż wyrasta konieczna do odbycia podróż emocjonalna. Do narratora, na zasadzie niedających się odeprzeć flashbacków, docierają sceny z właśnie pogrzebanego życia małżeńskiego. Głos należy wyłącznie do narratora. Relacja dociera do nas poprzez męski punkt widzenia z samego wnętrza edypalnej pułapki. W chaotycznym porządku odtwarzane zostają kolejne sytuacje z historii minionej miłości, która zamieniła się w nienawiść. Bohater wraca do swoich wybuchów gniewu i aktów przemocy, której nie można niczym usprawiedliwić. Rekonstruuje swoje notoryczne, podskórne rozdrażnienie i rodzące się stopniowo poczucie obrzydzenia. Podkreślanie i intensyfikowanie męskiego, zanurzonego w przemocy głosu sprawia, że nadyma się on niczym balon, staje w pewien sposób nieznośny poprzez grę w otwarte karty ze swoją perspektywą i bezradnością. Nie ma w tej opowieści ani trochę szukania usprawiedliwienia czy rehabilitacji. Droga prowadząca w głąb małżeństwa wiedzie nas przez neurozy, toksyczne mechanizmy, sceny z utraty kontroli. W Krótkim liście na długie pożegnanie love story to przede wszystkim próba rozliczenia siebie jako mężczyzny oraz wyznanie słabości. Czy taka narracja ma nam coś do zaoferowania w 2021 roku? Myślę, że tak, że wpisuje się w cały zastęp głosów à la Philip Roth, które dekonstruowały i obnażały zbolałą, obciążoną męskość XX wieku. W tej powieści funkcjonowanie jako mąż jest niezmiernie blisko piętna, które pojawiło się na czole aptekarza z Pewnej ciemnej nocy wyszedłem z mojego cichego domu. Narrator nie dysponuje narzędziami z aparatu krytyki feministycznej, pozostaje mu więc poczucie winy i manifestacyjnie podkreślana niemoc wobec mechanizmów własnej psychiki. Tak więc wątek małżeństwa kończy się tutaj dwoma aktami bezradności. Pierwszy z nich prowadzi opowieść w stronę konwencji kryminalnej. Powaga małżeńskich rozliczeń pęka od sztafażu gatunkowego – małżonka wysyła przesyłkę z bombą, czai się z bronią, wynajmuje młodocianych rzezimieszków. To rodzaj gry, literackiego efekciarstwa powołanego jako manifestacja impasu. Drugim ze wspomnianych aktów niemocy jest kończąca powieść scena odwiedzin u Johna Forda, amerykańskiego reżysera, którego rezydencja staje się w Krótkim liście na długie pożegnanie miejscem nierzeczywistości, ostatecznego eskapizmu i złożenia broni.

Podróż tożsamościowa

Kolejną z odbywanych w Krótkim liście na długie pożegnanie dróg jest tożsamościowa ekspedycja narratora. Autobiograficzny kontekst połączony z nawiązaniem do tradycji Bildungsroman tworzy potencjalne miejsce na operacje wewnątrz podmiotowości osoby mówiącej i przez to – kreującej świat przedstawiony. Epizod spotkania z kolegą po piórze w teatralnym foyer przywołuje kontekst Lat nauki Wilhelma Meistra Goethego, a Handke korzysta z tej perspektywy porównawczej w celu kolejnego wyznania niemocy. Dostajemy ciąg scen o zblazowaniu i pijackich włóczęgach wśród nowojorskiej nocy. Podróż tożsamościowa odbywa się tutaj niestety w logice uporczywych, bolesnych – acz nieskutecznych – okrążeń wokół kategorii przemiany, zrzucenia starej skóry i transformacji. Zmiana jest jednak niemożliwością, a gra polega na gonieniu własnego ogona. „Rozwijanie się pustyni podczas jazdy jest nieskończenie bliskie wieczności błony filmowej”to przywołane już wcześniej zdanie z Baudrillarda mógłbym powołać jako motto nieustannie prowadzące narrację Handkego do eskapistycznej kulminacji w rezydencji Johna Forda. Podkreślanie bezsilności sprawia, że eksperyment łączenia kilku równoległych podróży w jednej prozie drogi spełza na braku wniosków i zmian, które mogłyby wygenerować przewrotne afekty czy nowe propozycje tożsamościowe. Zamiast tego obserwujemy uporczywą i wykańczającą pracę na styku autobiografii, fikcji i autokreacji, konstytuującą Handkego jako trzydziestoletniego autora, który przez najbliższe dziesięciolecia konsekwentnie będzie wplatał każde doświadczenie w uprawianą przez siebie literaturę.

Peter Handke, Krótki list na długie pożegnanie, tłum. Barbara L. Surowska, wyd. Eperons-Ostrogi, Kraków 2021

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Mateusz Górniak, Proza drogi, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 110

Przypisy

    Powiązane artykuły