09.09.2021

Nowy Napis Co Tydzień #117 / Więcej Żydów nie pamiętam, za wszystkich nie żałuję

To naprawdę był koniec. Chanan miał osiemnaście lat i nie wiedział co dalej. Stanął przed swoim pustym domem, a potem wrócił do gospodarza kilka kilometrów za Izbicą, u którego przez jakiś czas się ukrywał. To był ktoś, kogo znał, kogo mógł zapytać o radę. W Izbicy nie miał już nikogo. Jego dom stał pusty. Bał się do niego wracać. Podobno Polacy od dawna mieszkali w opuszczonych domach. W dodatku ludzie zaczęli mówić, że jacyś miejscowi zabili Żydów, którzy zostali w lesie. Chanan wiedział, co to oznacza. Żydowi nie trzeba powtarzać.

– pisze niemal na początku swojej książki Izbica, Izbica Rafał Hetman. Chananowi Lipszycowi w 1944 roku nie trzeba było powtarzać. Nie było już Izbicy, choć była Izbica – inna, nie jego. Nie żydowsko-polska, ale już polsko-polska. Chanan zrozumiał to szybko. Nie zrozumiała za to rodzinna Izbica. Zarówno tamta, jak i dzisiejsza. Izbica, Izbica – tytułowe powtórzenie sprawia, że miejscowość rośnie, potężnieje, przekracza wytyczone jej granice. Izbica do kwadratu. Izbica na lewo, Izbica na prawo – gdzie nie spojrzeć: Izbica. Ta historia mogłaby wydarzyć się wszędzie. I zapewne tak właśnie było.

Miasto, którego nie ma

Aby zrozumieć tragiczny fenomen Izbicy, należy sięgnąć do liczb. Na początku XX wieku w miasteczku było ponad trzy tysiące Żydów i ponad stu chrześcijan. Ci pierwsi byli na ogół szewcami, cieślami, garbarzami, sprzedawcami, podczas gdy ci drudzy przeważnie rolnikami. Po pierwszej wojnie światowej liczby niewiele się zmieniły: Żydów było około trzech tysięcy, zaś chrześcijan dwukrotnie więcej, czyli ponad dwieście osób. Zmienił się za to układ sił – miasteczkiem zaczął rządzić chrześcijanin. W trakcie okupacji niemieckiej, w ciągu nieco ponad tysiąca dni, żydowska Izbica przestała istnieć. Stąd szły pociągi do Treblinki i Sobiboru. Ale byli jeszcze miejscowi sąsiedzi chrześcijanie, którzy urządzali na dobrze sobie znanych ludziach polowania i łapanki. Zagładę przeżyje jedynie dwudziestu trzech izbickich Żydów. Gdy niektórzy z nich wrócą do domu, bo zrobią coś niemożliwego – przeżyją – doświadczą, że nie ma już do czego wracać. Goryczy iście piołunowej dodaje fakt, że ci, którzy powrócili do domu, którego już nie było, to ci, którzy wywołali powstania w Sobiborze i Treblince. W rodzinnym mieście nie są witani jako bohaterowie. W ogóle nie są witani…

„Całe miasteczko wydawało mu się cmentarzem. Ludzie patrzyli na nich jak na przybyszy z innego świata. Kiedy ktoś wraca z obozu zagłady, trudno w niego uwierzyć” – relacjonuje powrót jednego z „przeżywców” Rafał Hetman. I uzupełnia:

A potem dodał, że w Izbicy nie ma już ani jednego Żyda, że to, co było żydowskie, należy teraz do Polaków, a oni nie mają zamiaru oddać zajętych domów… Przecież wojna się skończyła.

Amnezja

Izbica nie pamięta. Może nie umie, a pewno nie chce.

Hanna Krall w reportażu Portret z kulą w szczęce opowiada o wizycie Tojwiego Blatta w Polsce. Blatt urodził się w Izbicy, trafił do Sobiboru, z którego udało mu się uciec.

Wszyscy są tutaj, zatoczył rękę koło, i żadnych grobów. Dlaczego nie ma żydowskich grobów? Dlaczego nikomu nie jest smutno? Mijaliśmy Izbicę, Krasnystaw i Łopienniki. Zachodziło słońce. Wszystko było jeszcze brzydsze i bardziej szare. Może dlatego, że duchy krążą. Nie chcą odejść, gdy się ich nie żałuje, gdy się nie płacze po nich. Od nieopłakanych duchów taka szarość.

Tyle Krall, za którą podąża w swoim debiucie Rafał Hetman. Izbica i jej okolice to rodzinne strony autora. Dlatego, gdy jedna ze starszych mieszkanek miasteczka mówi: „Więcej Żydów nie pamiętam”, Hetman stara się dociec, jak to możliwe, by usunąć z pamięci trzy tysiące mieszkańców. I tłumaczy: dawny cmentarz żydowski to obecnie teren dzikiego wysypiska śmieci (wcześniej zryty w poszukiwaniu złotych zębów), macewy posłużyły za budulec domów, zaś synagoga stała się szaletem. Zdaje się, że nikt nie pamięta. Jakby okrutny czar spowił mieszkańców Izbicy. Przebudzenie z letargu może być tylko jedno – wzięcie odpowiedzialności. Tymczasem urok niepamięci zdaje się trwać w najlepsze, a im dłużej trwa, tym silniejsza jego władza. Gdy starsza pani mówi: „Więcej Żydów nie pamiętam”, to brzmi to niemal jak formuła wyznania winy w konfesjonale. Tyle tylko, że jak przekonuje Izbica, Izbica, zamiast spodziewanego ciągu dalszego otrzymujemy niewypowiedziane werbalnie, ale trwające w przestrzeni miejskiej: „za wszystkich nie żałuję”. Nie ma upamiętniania, brakuje właściwych napisów na tablicach obok miejsc historycznych, jakby część historii została wygumkowana. Czas się zatrzymał, urok trwa.

Wszystkie nasze Izbice

Izbica, Izbica Rafała Hetmana jest książką bolesną, bo obnażającą. Powtórzona, zwielokrotniona nazwa miejsca sprawia, że Izbica zdaje się wieczna, że takie miejsca są wszędzie, a historia jest okrutnie powtarzalna. Skoro Izbica jest wszędzie, to czy Polska to Izbica? Na to pytanie będzie musiał odpowiedzieć sam czytelnik, najlepiej patrząc przez pryzmat swojej miejscowości.

Debiut Hetmana, choć bardzo ciekawy, jest jednak książką nierówną. Autor nie kryje, że podąża śladem reportaży przywołanej już Hanny Krall oraz wspomnień Tojwiego Blatta. Drąży, dopowiada, ale to wciąż niejako pisanie na marginesach książek już napisanych. Znacznie ciekawiej robi się, gdy Rafał Hetman porzuca swoich przewodników i przemawia własnym głosem. Dwie ostatnie części Izbicy, Izbicy to swoisty patchwork: zasłyszane monologi, sentencje, minireportaże, dialogi… Im swobodniejszy, bardziej własny – bez oglądania się na Krall i Blatta – jest Hetman, tym lepszy. Czuć, że autor ma słuch do ludzkich historii – jak wtedy, gdy zapisuje fragment wypowiedzi o znalezionym żydowskim złocie:

A jak się nosi taką biżuterię? Ze strachem, że się zgubi. Nie, nie czuję, że komuś ukradłam. Nie. Nie ma takich myśli. Po prostu się znalazło. Gdzie kogo teraz szukać? Nie takie rzeczy ludzie znajdują!

Świetny jest ten zapis, gdzie ileś razy pada „nie”, gdzie zanika forma osobowa – się znalazło, się nosiło… Zapewne każde miasto ma w sobie coś z Izbicy. Być może każde powinno zdobyć się na napisanie własnej książki. Rafał Hetman podał wzór, jak można to zrobić.

 

Rafał Hetman, Izbica, Izbica, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2021.

Okładka książki

 

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marcin Cielecki, Więcej Żydów nie pamiętam, za wszystkich nie żałuję, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 117

Przypisy

    Powiązane artykuły