25.11.2021

Nowy Napis Co Tydzień #128 / Domysły, rekolekcje, biografie

Domysły na temat Ruxa

Z poezją Bartłomieja Siwca zapoznawałem moich czytelników w pierwszym odcinku cyklu Wydane w Sopocie, omawiając Przepompownię (2019). Od tamtego czasu poeta zdążył opublikować tom Starsza pani poezja (Galeria Autorska, Bydgoszcz 2020), rozwijający, po części modyfikujący, na ogół emocjonalnie, obecne w nim wątki. Domysły na temat Ruxa możemy uważać za kontynuację obu wspomnianych tomów. Kontynuację, nie da się ukryć, znacznie bardziej pesymistyczną. Dla mówiącego „ja” wiek męski okazał się wiekiem klęski, nawet wielu klęsk. Światoobraz teraz wyjałowiał, stracił realność (Karawana). Podmiot jawi się jako postać całkowicie przegrana, która wyczerpawszy zasób życiowych sił, po latach daremnych wysiłków powraca do punktu wyjścia (Pod robinią akacjową), także w swoich wyobrażeniach metafizycznych skoncentrowana już na tym, co bezpowrotne. Wyznaje:

Wiem już Boże, kim jesteś: jesteś Czasem.
Przeszłością, Teraźniejszością i Przyszłością.
Jesteś Trójcą splecioną w jedności.

Ale wybacz mi, proszę, że myślę o Tobie
Przeważnie w czasie przeszłym.

(Czas)

Czy próbował się przeciwstawić destrukcji, jaką niesie ze sobą przemijanie? Ależ oczywiście! Ćwiczył rozmaite strategie oporu, korzystał z rad kolejnych trenerów, póki się nie okazało, że każdy z nich jest tak samo bezradny jak on (Garde). Od tego momentu w kolejnych wierszach żal zaczyna się mieszać z melancholią, czego w żaden sposób nie należy utożsamiać z użalaniem się nad sobą. Owszem, Domysły… są w dużej mierze konfesyjne, jednak poetyckie monologi wyrastają tu z konkretnych doświadczeń. Przede wszystkim stoi za nimi doświadczenie utraty. Tego pojęcia należałoby użyć w liczbie mnogiej. Chronologicznie pierwsze staje się tu odejście dziadka-grzybiarza opowiedziane szeregiem znakomitych metafor (W lesie). Potem okołopogrzebowe fakty dotykają go coraz boleśniej. Miejsca po umarłych są bardziej puste, próby racjonalizacji tego stanu rzeczy kończą się fiaskiem (*** Po pogrzebie przedwcześnie zmarłej koleżanki…). Pocieszenia robią się dwuznaczne. Ale przeżycie cudzej śmierci każe być szczerym wobec siebie, wobec własnej, problematycznej kondycji, o czym podmiotowi przypomina także lektura łacińskiego leksykonu, na marginesie której stwierdza:

 Nie ma we mnie odwagi
Spartan ani mądrości Rzymian,
tylko łzy są uczciwe i ta
rozpadająca się książka.

(***, Po pogrzebie Krzysia Żołnierkiewicza…)

 Takie odkrycia mogą, zgódźmy się, niepomału przygnębiać czy zaniepokoić, zwłaszcza kiedy uważnie przestudiujemy Kwestionariusz więźnia. Lecz trzeźwa i gorzka szczerość nie ma tu nic wspólnego z emocjonalnym ekshibicjonizmem. Po części wynika z wyostrzonej (nad)świadomości, antycypującej pośmiertne losy lirycznej persony (Sekcja) wraz z okołofuneralnymi formalnościami w rodzaju wizyty u notariusza potwierdzającego ostatnią wolę (Testament) albo spotkania w zakładzie pogrzebowym obsługiwanym przez atrakcyjną blondynkę, co czyniąc zadość branżowemu profesjonalizmowi

[…] pobiegnie w szpilkach
na złamanie karku,
otworzyć wieko.

(Wieko)

Owa (nad)świadomość pomaga poecie również zgłębiać naturę nieożywionej – z pozoru? – materii (Kamień) nieskończenie bardziej trwałej niźli wytwory ludzkiej ręki; tutaj: pojazdy na złomowisku opisane w wartym uwagi wierszu Książki, będące uwspółcześnionymi alegoriami vanitas.

Zajmujący nas zbiór swój tytuł zawdzięcza rozważaniom nad dziejami miasta nad Brdą nazywanym niekiedy Małym Berlinem. Trwa nad nim ciężki mrok okupacyjnych okrucieństw. Symbolizuje je miejsce kaźni w fordońskiej Dolinie Śmierci (Miejsce). Bieg tego wątku nabiera gwałtowności, gdy na scenę wkracza Karl-Heinz Rux, rodowity bydgoszczanin, szef Gestapo w rodzinnym mieście. Uosobienie nieukaranego zła. Siwiec wątpi w jego samobójstwo. Imaginacja podsuwa mu obraz bezpiecznej emigracji w Chile (wiersz tytułowy). Nie do końca też wiadomo, jak potoczyły się losy cynicznego urzędnika rejestrującego aresztantów wysyłanych do obozu zagłady (*** Jestem skromnym archiwistą dzisiaj w pracy…) oraz robotnicy z inowrocławskiej huty szkła, tajnej współpracowniczki gestapowców (Glasschleiferin aus Irene). Wiemy natomiast, że podwładny Ruxa, nazwiskiem Hierse, został uznany za „ofiarę nazizmu” (sic!), a jego żona, po wojnie socjalnie zdegradowana, żywi sentyment za lepszymi czasami w mieście Bromberg. Rozprawa Siwca z historią nie prowadzi do budujących wniosków, jednakże poeta czuje obowiązek stawania po stronie ofiar, przeciwko zbrodniarzom. Preferuje powagę. Po ironię sięga wtedy, gdy ostrze krytyki kieruje na przykład przeciwko kulturze konsumpcyjno-korporacyjnej (Notatki z wyścigu szczurów).

Konfesyjność, wspomnianą przeze mnie na początku, zrównoważył autor sporą liczbą tekstów wpisujących się w model liryki roli lub liryki maski; gdyby nie ciąg wysoce cielesnych sugestii składający się na monolog, który słyszymy w wierszu Rozwiązła książka, można by ten tekst przywoływać dydaktycznie jako model liryki pośredniej. Użycie podobnej konwencji ilustrują historiozoficzno-alegoryczne Stalinowskie koty. Bo że Siwiec bezbłędnie umie wykorzystać zastane, wykreowane bądź wyśnione (Tajemnicza pani) sytuacje – wiadomo od dawna.

A że pesymizm? Cóż, bywa on niekiedy sposobem myślenia dobrze poinformowanych realistów. Tekstowe „ja” Bartłomieja Siwca odczuwa coraz ściślejszy z nimi związek.

 

33 wiersze albo powidoki

Także Macieja Krzyżana czytelnicy moich recenzji mogliby już uważać za autora w miarę znajomego. Jego zbiór Duszyczka omawiałem pod koniec 2019 roku. W odróżnieniu od tamtego tomu, obecnie w strukturze lirycznego „ja” silniej zaznacza się cielesno-duchowy wymiar jego funkcjonowania, ściślej: wyraźniej manifestuje się tutaj eros. Opisany w sposób, który bezspornie świadczy o dojrzałości podmiotu. Najpełniej taki wniosek uzasadnia pięciowierszowy miłosny dziennik pandemiczny. Do tematu zarazy niebawem powrócimy, teraz zastanówmy się nad inicjalną częścią cyklu:

1.
dante

z drugiego wyszedłszy
piekła kręgu nagle
omdlały

lecz dalej z wodzem
pod rękę

atoli prawdą jest że Ewy
łakomstwo więcej waży
niż moja
rozpusta
oba przecież
concupistientia carnis

Bardziej oczytanym w przekładach arcydzieł literatury powszechnej spodoba się pewnie nawiązanie do klasycznego wciąż tłumaczenia Edwarda Porębowicza. Ważniejsze jednakże, że skupia się w nim znaczna część problematyki, którą od wieków stara się rozwikłać teologia z literaturą pospołu, czyli sprzeczności między dążeniami duszy i pragnieniami ciała. Sprzeczności zasadniczo nierozwiązywalnej, a jak ostrzegał autor Boskiej komedii, brzemiennej wiekuistymi konsekwencjami. Być może pogodzenie tego konfliktu przynosi ze sobą miłość – zachwycenie obecnością innego „Ty” przeżywana sub specie aeternitatis, bo taki właśnie horyzont otwiera przed spojrzeniem podmiotu (od początku dalekowzrocznego) sytuacja zarazy, pojmowana także jako jedna z sytuacji granicznych:

trwoga i ekscytacja
niszczącym żywiołem –

tak objawia się
nieuchronność

twojego kresu

czytamy w lapidarnym wierszu o niepokojącym tytule sądny dzień, daleko lepiej opisującym pandemiczną atmosferę niż wiele obszernych analiz. Jednakże miesiące epidemii dały poetyckiemu „ja” okazję do swoistych rekolekcji, do ponownego przemyślenia oraz zebrania (re-collectio) wielu dotychczasowych rozpoznań bądź spostrzeżeń odkładających się w mimowolnej pamięci. Bo tak dałoby się, w porządku całej książki, zinterpretować znaczenie tytułu łączącego w sobie słowo z wizualną, czasem nastrojową, impresją. Wydobytą z ulotności, ocaloną przed zniknieniem. Uzupełniają one zasób przekonań składających się na poetycki (i zapewne nie tylko poetycki) światopogląd Macieja Krzyżana obstający przy chrześcijaństwie. Jednoznacznie, mocno i… intuicyjnie. Nie tyle w kontrze do oficjalnych prawd wiary, ile w oddaleniu od teologicznych do wiary komentarzy lub spekulacji. Figura homo religiosus pojawiała się u poety znacznie wcześniej, lecz teraz bodaj najdobitniej objaśnia przyczynę swoich duchowych wyborów:

wybrałem sobie ciebie
za przewodniczkę
religio chrześcijańska

mimo iż

nie tłumaczysz wyczerpująco
trójcy duszy zmartwychwstania

i choć

próbowali już wyjaśniać te zagadki
augustyn tomasz swinburne

to ja
za przewodniczkę wybrałem
sobie ciebie o piękna

tajemnico

Niewykluczone, że drogę do tego wyznania otworzyło poecie przeświadczenie obecne w odzie na nowo narodzonego leżącego na wznak w niemowlęcym wózku, gdzie artykułuje swoje wątpliwości wobec materialnego modelu rzeczywistości jako zubażającego czy redukującego naturę świata. Uważa go za niemożliwy, może nawet za okrutny, gdyż czyniłby ludzkie istnienie dojmująco daremnym. Śmierć oczekiwana w bez-nadziei byłaby katastrofą, nie zaś kluczowym momentem biografii, wartym przygotowania i oczekiwania przejściem z życia do życia „po tajemnej nitce kładki” (transitus).Tak więc postawa wiary zakłada u poety zgodę na życie w otoczeniu tajemnic oraz tęsknot za Innym, oczekującym za widnokresem doczesnego widzenia. Takie założenie pomaga mu lepiej zlokalizować się w czasoprzestrzeni istnienia. Wspiera także refleksję nad rodzinną pamięcią (1914); pomaga twórczo przepracować wspomnienia prowincjonalnego dzieciństwa (najbliższa okolica). Pomaga odpowiedzieć na pytanie o realność wspomnień, poświadczaną przez mnóstwo zmysłowych wrażeń, które sprawiają, że tekstowe „ja”, stojąc „nad urwiskiem/pamięci”, nie osuwa się w jego głąb; przeciwnie: dość szybko udaje mu się określić własne miejsce w świecie: „między pędzącym dokąd a osiadłym gdzie / rozpięta ta moja mała historia” – kończy wiersz dawne wakacje, czyli reminiscencje spoza granicy wieku. Co ciekawe: koncentracja na pionowym, wznoszącym się ku górze kierunku istnienia, nadzieja na boską opiekę w czas zgrozy (zobacz boże ciało), harmonizuje tutaj z czułością zmysłów, co o czasie przedwieczornym każe zapamiętać smak nowalijek, malinowo-budyniową barwę nieba, muzyczną frazę. Podmiot Krzyżana, który wykazuje cechy „człowieka wewnętrznego”, wypracował także własną etykę artystyczną. Nakazuje sobie samemu skromność, a wiersz, utwór stawia wyżej niźli osobę autora. Składając hołd pamięci Josifa Brodskiego, stwierdza:

nie poeta
zmieni świat

lecz

jeden wiersz który
przetrwa swego
twórcę.

(jeden wiersz)

Prawdopodobnie w imię tak ustawionej hierarchii dokonuje również rehabilitacji Jarosława Iwaszkiewicza (pan ze stawiska), którego dzieło okazało się w swej wymowie i formie o wiele trwalsze niźli polityczne zaangażowanie (względnie uwikłanie) autora Brzeziny. Wymagający wiele od siebie, w relacjach z innymi ćwiczy Krzyżanowy podmiot cnoty łaskawości i pokory.

Do wierszy Macieja Krzyżana wracałem jak do starych znajomych. Szczerze zachęcam moich czytelników, by i oni spróbowali tę znajomość odnowić.

 

Biografie wiersza

Kazimierz Brakoniecki jest poetą lektury. Czyta nie tylko wiersze, ale i dzieła malarzy. Z nie mniejszą uwagą odczytuje znaki kultury, pejzaże (specjalizuje się wszak w geopoetyce). Przepuszcza je przez filtr przebogatego doświadczenia biograficznego, intelektualnego i, nie na ostatnim miejscu, doświadczenia metafizycznego.

Biografia wiersza – czyli co? Pytanie wydaje się zasadne każdemu, komu intuicja podpowiada, że jego twórcę z tekstem, oraz tekst z jego czytelnikiem, łączy relacja wielopoziomowa, zdecydowanie bardziej złożona niż podręcznikowe „życie i twórczość”. Równie dobrze można, odwracając tę relację, powiedzieć „życie i recepcja”. Stąd tytuł może zrazu wprawić w konfuzję: bo czy można przypisać tekstowi atrybuty osoby? Tak, jeśli tylko zaakceptujemy zasadę pars pro toto. Mimo wszystko coś bezpośrednio osobowego jawi się w dobrym wierszu, gdy nieomal substancjalnie staje on pomiędzy autorem a czytającym, niby dwustronne zwierciadło odbija obu naraz, choć dla każdego z nich inaczej. Akt lektury bywa niekiedy wypadkową dwóch dopełniających się biografii – autorskiej i czytelniczej. Podobną strategię odbioru można wyczytać z tomu Brakonieckiego, prezentującego prywatną historię życia z poezją własną i cudzą. Przy czym przymiotnik „cudzy” nie konotuje obcości; przeciwnie: recepcja prowadzi tu do serdecznego przyswojenia, do Gadamerowskiej „fuzji horyzontów”.

Z autotematycznych wierszy Brakonieckiego dałoby się ułożyć spory esej warsztatowy. Do ich zasobu dołączają teraz teksty wprowadzające. Początkowy wiersz książki możemy uważać za manifest poezji niemedialnej, usiłującej się określić wobec okoliczności marnych, dyskursów zdegradowanych, swoje usiłowania traktującej nadzwyczaj serio, gdyż wiersz funkcjonuje w obliczu śmierci, która jak

[…] chirurg o sprawnych rękach
wytnie mu numer oczyści do kości i umieści w relikwiarzu trucizn duchowych

(Mój wiersz)

Inaczej być przecież nie może, skoro autorski podmiot wydaje się na poezję genetycznie i historycznie skazany. Nieodwołalność wyroku zyskała sankcję metafizyczną:

poezja była moją heretycką religią niewiernego
dotykałem rany świata jak Tomasz boku Jezusa
wkładając pokrwawiony palec do ust ziemi.

Po Portrecie poety chłopca, skąd zaczerpnąłem ten wyimek, następuje cała galeria dalszych portretów tudzież autoportretów. Bowiem odtąd wypadki potoczyły się prędko w stronę studenckich inicjacji: filozoficznych, teatralnych, kinematograficznych oraz – nie do przecenienia – międzyludzkich. Sekundowali młodzieńcowi rówieśnicy nie lada. Dość zauważyć, że Portret poety studenta jest wizerunkiem podwójnym, gdzie głównemu bohaterowi towarzyszy sam Tadeusz Komendant. W swej pasji autobiograficznej prędko idzie poeta dalej. Nazwiska kolejnych opisywanych tutaj postaci są tytułami poszczególnych wierszy. Stąd też po znacznej części można cały zbiór uważać za zbiorową biografię pokolenia urodzonego niedługo po wojnie, bezpośrednio dziedziczącego wojenne traumy rodziców, wbrew ciasnocie oficjalnej ideologii odbierającego niezwykle bogatą edukację humanistyczną, zwłaszcza w zakresie myślenia filozoficznego prowadzącego ku nurtom religijnym; powiada poeta: „zaczynałem swoją prywatną lekcję mistycyzmu poza ortodoksją wyznania” (Stanisław Gąsienica-Byrcyn, Tomasz Gluziński). Gdyby spojrzeć na to zjawisko z historycznej perspektywy, można by postawić hipotezę, że odejście od prawowierności było reakcją na roszczenia dogmatyki tak ściśle religijnej, jak tej wyrosłej z marksistowskiego materializmu. Poezja zaś, określona tutaj mianem „latawca bezsilnych”, uosobiona w jej twórcach, będzie dla Brakonieckiego wyzwaniem rzuconym każdej poprawności i wszelakiej ortodoksji. Przywołane przezeń szczegóły biograficzne związane z konkretnymi poetami przypominają, że świadome bycie musi przeczyć schematom. Tak dalece, że chciałoby się Biografie wiersza ostrzegawczo polecić każdemu, kto zamierza wstąpić na liryczną służbę, przyjąć niedolę i cierpienie, niezrozumienie i samotność, podejmować mistyczne podróże, potem chronić się w nielicznych azylach (FriedrichHölderlin). Niedola poety niby soczewka skupia całą człowieczą niedolę. Na tym zasadza się jego wyjątkowość. W porównaniu z nią talent, dar słowa, wprawdzie niezbędny, okazuje się dopełniającym (tylko i aż) elementem tożsamości jednostki, co wiązaną mową opowiada swój istnieniowy niepokój przechodzący niekiedy w trwogę. Stąd, prócz towarzyszy artystycznych inicjacji, w kręgu zainteresowania autora pojawi się „mistyk fizyczności” Allen Ginsberg czy rozpaczliwie przekorny Charles Baudelaire. Rychło dołączą do nich genialni nędzarze: Cyprian Kamil Norwid wraz z Kazimierzem Ratoniem. Nie zabraknie okaleczonego Rimbauda. Umierający Rilke próżno czeka na przemianę w różę. Cendrarsa z Apollinaire’em połączy duma poetyckiego gestu wolności. Paul Celan (zapewne już po spotkaniu z Heideggerem) odezwie się głosem wędrownego kaznodziei u kresu sił.

Nie mniej ciekawie prezentuje się wybór polskich autorów reprezentujących wiek dwudziesty, od Leśmiana poczynając. Brakonieckiego zajmują autorzy, których dzieło stawia w centrum problematykę ontologiczną (Bolesław Leśmian), względnie moralną (Kazimierz Wierzyński); innych traktuje jako świadków oszalałej historii (Aleksander Wat). Czuje się poeta w obowiązku bronić Zbigniewa Herberta przed politycznym zawłaszczeniem, lub przywrócić krajowi twórczość emigrantów (Marian Czuchnowski; Bogdan Czaykowski; ZygmuntŁawrynowicz). Upomina się także o uwagę dla swoich mazurskich krajan (Michał Kajka/Erwin Kruk). Sposób interpretacji ich dorobku i życiorysu, umieszczony w kontekście osobistej wyobraźni, sposób posługiwania się aluzją, parafrazą cytatu, inspiruje do porównywania z własną listą lektur, nawet nie tyle zapamiętanych, ile głęboko przeżytych, włączonych do naszej biografii.

 

Bartłomiej Siwiec, Domysły na temat Ruxa, Sopot: Biblioteka „Toposu”, T. 195, Sopot 2021.

Maciej Krzyżan, 33 wiersze albo powidoki, Sopot: Biblioteka „Toposu”, T. 196, Sopot 2021.

 Kazimierz Brakoniecki, Biografie wiersza, Biblioteka „Toposu”, T 197, Sopot 2021.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Piotr Wiktor Lorkowski, Domysły, rekolekcje, biografie, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 128

Przypisy

    Powiązane artykuły