25.11.2021

Nowy Napis Co Tydzień #128 / Nowe historie literatury po roku 1989

Wydana w krakowskim Universitasie monografia Nowe historie literatury stanowi podsumowanie badawczych poszukiwań wrocławskiej literaturoznawczyni Joanny Maj. Jest to książka ważna, która dotyczy jednego z kluczowych działów literaturoznawstwa. Autorka ukazuje jego przemiany, przekonując, że po 1989 roku niepodważalne dotąd miejsce syntezy historycznoliterackiej zajęły różnorakie formy nowe.

Kryzys syntezy badaczka tłumaczy przemianami metodologii literaturoznawstwa, nową perspektywą badań kulturowych, a także impasem, jaki zapanował jej zdaniem na gruncie badań historycznych. W tym ostatnim kontekście Maj powołuje się na ustalenia Haydena White’a głoszącego niemożność pisania obiektywnej historii i podważającego wiarygodność narracji historycznej, która ,,nie mówi wszystkiego”. Wpływ White’a na teorię historii jest oczywiście niepodważalny, istnieją jednak frapujące prace, również polskojęzyczne, które wskazują, że jego koncepcje nie znalazły rzeczywistego przełożenia na praktykę dziejopisarskąD.A. Sikorski, Dlaczego Hayden White nie zrewolucjonizował historiografii? [w:] Hayden White w Polsce. Fakty, krytyka, recepcja, red. Ewa Domańska, Edward Skibiński, Paweł Stróżyk, Kraków 2019, s. 183–202; J. Pomorski, Hayden White a polska metodologia historii i teoria historiografii [w:] tamże.[1]. Autorka monografii jest w tym względzie nieco większą optymistką, gdyż zakłada, że teoriopoznawczy kryzys nauk historycznych jest faktem, jego skutkiem zaś – dyskredytacja w praktyce literaturoznawczej ,,intelektualnych konstrukcji, które obejmowałyby rozległy horyzont dziejów”. Oryginalność omawianej książki polega na wyodrębnieniu form piśmienniczych i zjawisk niekojarzonych dotychczas z historią literatury oraz ukazaniu ich historycznoliterackiego potencjału. Wyodrębnione zjawiska i projekty – choć nie zawsze tworzone z intencją uprawiania historii literatury – w zdecydowanej większości faktycznie dadzą się tak czytać lub intepretować. W ich omówieniu Maj posłużyła się kulturową definicją gatunku, w której termin ten lokowany jest na przecięciu zjawisk językowych, literackich i społecznych (w tym ideologicznych, instytucjonalnych czy płciowych)R. Sendyka, W stronę kulturowej teorii gatunku [w:] Kulturowa teoria literatury, red. Michał Paweł Markowski, Ryszard Nycz, Kraków 2010, s. 277.[2]. W zaproponowanym ujęciu gatunek oznacza pewien społecznie nacechowany subkod kultury, mający swą ideologię, siłę oddziaływania, a nawet zakres władzy. Monografia przedstawia cztery klasy takich gatunków: enumeracyjne (encyklopedia, leksykon, słownik, alfabet, antologia, lista), podmiotowe (esej, dziennik, rozmowa), performatywne (turystyczny przewodnik literacki, muzeum multimedialne) oraz inne (między innymi kalendarium, przewodnik, spacer, historia wizualna).

Wymienione gatunki Maj umieściła w opozycji względem syntezy historycznoliterackiej, którą mają ,,etycznie przewyższać”. W monografii nie pojawia się jednak żaden przykład negatywny. Spory autorki z syntezą przypominają z tego powodu po trosze zmagania z cieniem lub urojonym przeciwnikiem. Przedstawiona krytyka nie jest zresztą konsekwentna, o czym przekonuje komentarz do Historii literatury polskiej Anny Nasiłowskiej, w którym można przeczytać, że ,,chronologiczna, syntetyzująca opowieść jest wciąż potrzebna”. Podobny antagonizm Maj projektuje w dyskusji na temat literackiego kanonu, utrzymując, że kanon tradycyjny jest zamknięty, zaś wyodrębnione przez nią kanony alternatywne – otwarte. Tutaj również zabrakło konkretnego przykładu. Można przypuszczać, że autorce chodzi głównie o kanon pojęty jako zbiór arcydzieł lub dzieł wybitnych lub o kanon szkolny, narzucany niejako „z góry” jako gotowa lista utworów zalecanych do lektury. Obydwa jednak trudno uznać za w pełni zamknięte; w przypadku pierwszego przemawia za tym kanonizacja coraz to nowych autorów w kolejnych epokach; w przypadku drugiego – zmiany w listach lektur po reformach systemu edukacji. Ciekawsze i ważniejsze dla omawianego problemu wydaje się pytanie o to, jak dochodzi do literackich kanonizacji: czy rzeczywiście decydują o tym wyłącznie kryteria estetyczne, czy może także inne – pozaliterackie – jak rasa czy płeć?

Autorka sformułowała ten problem odmiennie, co pozwoliło jej sprowadzić całą dyskusję do utwierdzania opozycji zamknięte-otwarte. Podobne pytania od dekad towarzyszą jednak dyskusji o kanonie w Stanach Zjednoczonych czy krajach Europy Zachodniej. W Polsce spory te rozpoczęły się z wyraźnym opóźnieniem, między innymi z powodu złych doświadczeń, jakie wynikły z politycznych prób narzucenia nowego, ,,postępowego” kanonu na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wiekuPróbowano wówczas – aplikując zwulgaryzowaną wersję marksizmu do badań historycznoliterackich – narzucić nowy kanon, w którym preferowano literaturę tworzoną przez tak zwane ,,klasy uciskane”. P. Wilczek, Kanon jako problem kultury współczesnej, ,,Postscriptum” 2004–2005, nr 2–1(48–49), s. 80–81.[3]. Wspomniane wydarzenia do dziś rzutują na polską debatę, w której nierzadko służą za ,,nauczkę z przeszłości”Pomysł badaczki, aby wyodrębnić kanon, którego wyznacznikiem byłyby czynniki ekonomiczne (na przykład kanon otwarty robotnic i robotników miasta Łodzi), zakrawa w tym kontekście z lekka o prowokację.[4]. Cenną stroną wywodu Maj jest pokazanie, że można dziś z powodzeniem wyobrazić sobie funkcjonowanie różnych quasi-kanonów – bezkolizyjnie istniejących obok kanonu pojętego jako zbiór arcydzieł czy dzieł wybitnych – które byłyby ważne dla tożsamości wybranych wspólnot, na przykład regionalnych. Regionalne historie i kanony literatury okazują się mieć wyraźną przewagę nad klasyczną syntezą historycznoliteracką:

To, co w globalnym ujęciu może nie być warte odnotowania, w alfabetycznym zestawieniu, w regionalnej skali może okazywać się kluczowe czy chociaż żywotne, oddziałujące, kształtujące obszar. Staje się próbą pokazania tego, co wielkiej historii literatury umyka jako drugorzędne, dalszoplanowe. Badania nad większym obszarem wymagają uwzględniania dużej liczby czynników i zmiennych, jednak konkretna wspólnota rozmywa się w obliczu badań na szerszą skalę.

Maj trafnie identyfikuje główne walory nowych form historii literatury, nie zawsze jednak zdaje sprawę z ich ograniczeń czy ułomności. Dotyczy to choćby niskiego potencjału dydaktycznego gatunków enumeracyjnych, słowników czy encyklopedii, które raczej trudno wyobrazić sobie jako czytaną od deski do deski lekturę obowiązkowąDużą pomocą dydaktyczną z kolei mogą być – i są – omawiane przez badaczkę formy podmiotowe, takie jak rozmowa (w zapisie audiowizualnym) czy inne, na przykład spacer.[5], albo mankamentów form, w których ,,wartość artystyczna nie zawsze stanowi podstawową formę kwalifikacji”. Badaczka dodaje z obawą, że ,,takie podejście daje przyzwolenie na stawianie w jednym szeregu twórców ocierających się o tak zwaną grafomanię, a powiązanych kulturowo z danym obszarem”. Komentarz ten kończy wątek, choć prowadzi on do pytań zasadniczych: czy historia literatury ma być antykwaryzmem, czy też przeszłością literatury sensu stricto? Czy reprezentowanie ,,zmarginalizowanych grup społecznych” poprzez twórczość ocierającą się o grafomanię nie przeradza się w reprezentację opaczną lub fałszywą? Na te pytania brakuje w książce odpowiedzi.

Podobne zastrzeżenia nasuwają się w przypadku innych gatunków. W eseju historycznoliterackim forma, jak pisze Maj, ,,obliguje czytelnika do podążania za autorskim, subiektywnym, asocjacyjnym, jednak linearnym wywodem, do wnikliwej lektury”. Można zapytać z niechętnie dopuszczanym w owym dyskursie obiektywizmem, czy tak budowany tekst nie mówi w rezultacie więcej o samym badaczu i jego literackich czy intelektualnych horyzontach? Skrupulatność syntezy zdawałaby się dawać jej w tym wypadku wręcz przewagę nad asocjacyjnie konstruowanym wywodem. Analogiczny zarzut można sformułować w kontekście dzienników, które gromadzą rozmaite ,,świadectwa lektury”, ale czy miarodajne? Wydane w tym roku Wypiski ostatnie Henryka Berezy podpowiadałyby raczej, że nieOdsłaniają one labilność i krańcowość sądów, a nawet pośpieszność w ferowaniu ocen. Widać to zwłaszcza w przypadkach rewizji przez krytyka tak zwanych ,,orientacyjnych lektur”, czyli pierwszego czytania całości lub większego fragmentu.[6]. Jaką prawdę o historii literatury odsłaniałyby zatem świadectwa, które historii dogłębnie nie rozpoznały? Powyższe wątpliwości każą wrócić do projektowanego w monografii antagonizmu. Warto zastanowić się, czy nie jest aby idealistycznym urojeniem domaganie się ,,całej prawdy” i abstrahowanie od ograniczeń formy wyłącznie w przypadku syntezy? W ten sposób można przecież podważyć wartość jakiegokolwiek dokumentu próbującego utrwalić jakąkolwiek rzeczywistość, niekoniecznie zresztą historyczną.

Poszukiwaniom narracji odmiennych od dotychczasowych w historii literatury powinna towarzyszyć wespół z nadziejami i entuzjazmem pewna doza krytycyzmu. Monografia Joanny Maj przedstawia nowe w opozycji do starego z wyraźnym wskazaniem i warto o tym pamiętać, zasiadając do lektury. Odważę się stwierdzić, że jest to książka arcyważna, zapoczątkowująca dyskusję o przemianach nauki o literaturze, które jeszcze niedawno były obiektem spekulacji bądź rozważań czysto teoretycznych. To dysputa o tym, czym jest lub powinien być kanon literacki, czy możliwe są inne niż syntetyczne próby reprezentacji wiedzy o historii literatury, a pośrednio także o przeobrażeniach współczesnego świata, wobec których polskie literaturoznawstwo nie pozostaje obojętne.

J. Maj, Nowe historie literatury, Universitas, Kraków 2021

Nowe Historie Literatury

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Piotr Prachnio, Nowe historie literatury po roku 1989, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 128

Przypisy

    Powiązane artykuły