23.12.2021

Nowy Napis Co Tydzień #132 / O wierszach (i całej reszcie)

Pawła Próchniaka interesuje przede wszystkim dwudziestowieczna poezja, o czym można się przekonać, sięgając nie tylko po autorskie książki literaturoznawcy związanego z Uniwersytetem im. Komisji Edukacji Narodowej (między innymi Rachunek strat. Poezja – krytyka – lektura lub Nokturny. Z dziejów wyobraźni poetyckiej), lecz również po publikacje przez niego redagowane (na przykład Czytanie Czechowicza, Pismo chmur. Studia i szkice o poezji Ryszarda Krynickiego oraz Nagła wyspa. Studia i szkice o pisarstwie Zbigniewa Herberta). Konstelacja nazwisk, jaka wyłania się z kolejnych dość spójnych projektów literaturoznawczych, rzadko podlega modyfikacjom i obejmuje nazwiska autorów uznanych, docenionych w ogólnopolskich konkursach (między innymi Jacka Podsiadłę, Tomasza Różyckiego, Andrzeja Sosnowskiego, Marcina Świetlickiego i Adama Zagajewskiego). Mimo powtarzalności składu osobowego trzeba przyznać, że interpretacje autorstwa Próchniaka budzą podziw. Jako zawodowy czytelnik posiada on dwie cechy konieczne, choć coraz częściej pomijane, podczas interpretowania tekstów poetyckich: wrażliwość i czujność. Obie one gwarantują czytelniczą satysfakcję wszystkim, którzy sięgną po którąkolwiek z książek badacza.

Książka Promieniowanie tła. Szkice o wierszach i czytaniu nie odbiega więc od poprzednich pod względem sposobu, w jaki autor osadza konkretne wiersze na tle twórczości wybranych poetów. Mimo że wybory estetyczne Próchniaka można nazwać bezpiecznymi (w najnowszej publikacji zabrakło na przykład szkiców analizujących poezję kobiet i poetów należących do młodszych generacji), nie można odmówić mu zdolności przekonywania nieprzekonanych. To być może jeden z najważniejszych atutów publikacji. Bez względu na to, czy pisze on o poezji Stanisława Balińskiego, czy o dorobku Świetlickiego (ich nazwiska wyznaczają dwa skrajne bieguny estetyczne, jakie pojawiają się w książce), zawsze porusza się w myśl reguły od ogółu do szczegółu. Czasami detale są na tyle istotne, że to właśnie im podporządkowana zostaje interpretacja (przypadek paruzji i sfinksa w szkicu poświęconym wyobraźni Williama Butlera Yeatsa).

W eseistyce Próchniaka (rezygnującej z akademickiego dyskursu) najważniejszy jest pojedynczy wiersz. Jednak interpretacja nie polega tylko na deszyfracji symboli, osadzeniu utworu w konkretnej tradycji i dostrzeżeniu walorów formalnych, lecz cierpliwym podążaniu za wyobraźnią konkretnych autorów, dla których wiersze są najdoskonalszą formą wyrażania własnej osobowości artystycznej. Literaturoznawca uważa, że żaden wiersz nie istnieje w próżni, dlatego konieczne jest odkrycie śladów wszystkich tekstów, które wpłynęły na jego ostateczny kształt. Pod tym względem Próchniak nie ma sobie równych. Jest interpretatorem potrafiącym docenić analizowane utwory, A także odkryć zaszyfrowane w nich sensy. W pierwszym rozdziale pisze on o „prawdzie wiersza”:

Prawda wiersza w równym stopniu jest jawna i skryta. Jest doskonale naoczna – zamknięta w granicach tekstu, homonimiczna. I zarazem pozostaje fundamentalnie nieoczywista – nietożsama z samą sobą, niedomknięta, transgresyjna, wciąż otwarta na kolejne odczytania, w których odsłania się jej „nieustannie odnawiana niekompletność”, będąca „świadectwem tego, co leży poza, tuż pozaWszystkie cytaty, jeśli nie zaznaczono inaczej, pochodzą z książki: P. Próchniak, Promieniowanie tła. Szkice o wierszach i czytaniu, Wołowiec 2020.[1] (s. 13).

Pod tym względem przekonania badacza okazują się zbieżne z twierdzeniem Aleksandra Fiuta, który w książce Po kropce pisał:

W pisaniu o literaturze – czy nie trochę podobnie jak w życiu? – w pewnej chwili wydaje się, że się dotarło do jakiegoś kresu i definitywnie stawia się kropkę. Po to jedynie, by rozpocząć nowe zdanie – czyli uparcie powracać do dawnych tematów, uzupełniać, korygować i wzbogacać o inne wątki napisane wcześniej książki, szkice i eseje. To dość zrozumiałe, skoro każdy człowiek porusza się w swego rodzaju kokonie dopowiedzeń, które aż do końca życia coraz wyraźniej go określają, pozostawiając jednak zawsze jakąś sferę niedopowiedzenia, niejasności i tajemnicy. Było dla mnie zawsze rzeczą ciekawą i intrygującą, jak dalece krytyk literacki czy badacz literatury, podążając za ulubionymi autorami i utworami, pośrednio, nie do końca świadomie albo wręcz nieświadomie, szkicuje własny wizerunek. Jak dalece, pisząc o innych, zdradza swoje, uporczywie i zazdrośnie strzeżone, sekretyA. Fiut, Po kropce, Kraków 2016, s. 9.[2]

Adepci sztuki interpretacji powinni posiadać nie tyle umiejętność dotarcia do prawd, które być może pozostaną ukryte przed laikiem, ile podważania własnych odczytań, A także kanonicznych analiz. Powracanie do raz przeczytanych wierszy i poszukiwanie sposobów na przekroczenie własnych ustaleń (w zgodzie z tekstem, który musi wykazywać podatność na mnogość interpretacji) okazuje się równie ważne, jak pierwsza lektura, w następstwie której powstanie interpretacja. Joanna Kisiel we wstępie do książki Tropy samotności. O doświadczeniu egzystencji w poezji zadała kluczowe pytanie (a zarazem w sposób zwięzły na nie odpowiedziała), które pojawia się również w Promieniowaniu tła

W jakim stopniu wiersz poety mierzy świat niezawodną miarą siebie samego? Czy ustanawia punkt, na którym wspiera się świat? Optymistyczne przekonanie o poznawczej wartości wiersza, który chaotycznemu przepływowi wielokształtnej egzystencji przeciwstawia porządek ograniczonej przestrzeni słów, każe wierzyć w to założenie. Pochylając się nad mikrokosmosem wiersza, zakładamy, że z jego perspektywy zdołamy zobaczyć świat, że jedyny i niepowtarzalny układ słów i wyobrażeń ustali choćby na chwilę punkt podparcia świata. Jego aktualność ogranicza się do czasu trwania lektury i czytelniczego nad nim namysłu, żaden przecież wiersz nie uniesie w niewyobrażalnym wysiłku ogromu i bezkształtu rzeczywistościJ. Kisiel, Tropy samotności. O doświadczeniu egzystencji w poezji, Katowice 2011, s. 13.[3]

Lektura wiersza o finezyjnej konstrukcji prowadzi nie tylko do ataraksji, lecz również pozwala odroczyć problemy, które napierają na czytającego i skierować jego uwagę na to, co pozostawało dotąd przeoczone. O poznawczej wartości wiersza, która odkrywana jest w procesie lektury, przekonuje również Próchniak, pisząc: „Waga umiejętności czytania zasadza się na poczuciu, że literatura w różnych swoich odmianach i rejestrach może być – i wciąż bywa – przestrzenią spraw przejmujących i ważnych, głęboko ludzkich” (s. 18).

*

W pisarstwie Próchniaka ton profesjonalisty nie zagłusza osobistego głosu, który przejawia się w trakcie wywodu zawieszaniem arbitralnych sądów na temat poezji. Strategia ta wiąże się częściowo z rolą polonisty, o której Próchniak wspomina kilkukrotnie. Pozwolenie, by tekst wprowadził czytelnika w oniemienie, ujawnił nieuświadamianą dotąd wiązkę afektów (zaskoczenia, zachwytu, niepokoju, niepewności), nie jest przejawem czułostkowości i sentymentalizmu, lecz koniecznością, skoro „wiersz – jak każdy akt sztuki – to «akt metafizyczny»” (s. 9). Poezja jest dla Próchniaka zarówno sposobem na wyrażenie jednostkowego doświadczenia, jak również możliwością partycypacji w rzeczywistości, która okazuje się na tyle niesprzyjająca, że każdy akt solidarności z poszkodowanymi i wykluczonymi (na przykład bezdomnymi) pozwala przywrócić wiarę w moc poetyckiego słowa. Poza tym nie bez znaczenia okazuje się wyobraźnia, o której badacz pisze w sposób plastyczny i sugestywny: 

Lektura jest pracą wyobraźni – tej samej, która funduje literaturę. To imaginacyjny żywioł z milczenia świata wyprowadza dreszcz mowy, sieć słów zmienia w unerwienie istnienia, konstelacje fikcyjnych obrazów i zdarzeń spokrewnia z mrowieniem realnej rzeczywistości. Ten dreszcz niekiedy wybudza świat z martwoty, stwarza go na nowo, nasyca sensem. Ale bywa i tak, że w dreszczu mowy – w dreszczu metafory, w wierszu, w opowieści – odnajduje się zimny spazm katastrofy, która nurtuje w głębi istnienia, trawi je ciemnością, spopiela, wywraca na nice i nigdy nie ustaje. Spojrzenie w te okryte nocą, wypalone obszary wymaga odwagi. Niełatwo im sprostać. Warto jednak przyglądać się im uważnie, warto wychodzić im naprzeciw, bo to właśnie one stwarzają możliwość pomyślenia rzeczy nie do pomyślenia, pozwalają wyruszyć w nieznane – poza widnokrąg, który jest krawędzią przepaści. W tym dążeniu do przekroczenia najdalszego horyzontu odsłania się ze szczególną siłą ryzyko trwania przy literaturze, pójścia za jej głosem – ryzyko intensywnego istnienia ze świadomością, że wobec literatury żyje się serio, bez taryfy ulgowej, bez chwili wytchnienia (s. 22).

Zarzut, jaki można postawić Próchniakowi, dotyczy naśladownictwa języka George’a Steinera w pierwszym rozdziale zatytułowanym Rzeczywista obecność poezji, który pełni funkcję wprowadzenia przy pominięciu autorów mających kluczowe znaczenie dla tez stawianych przez literaturoznawcę. Skoro czytelnik ma zapoznać się z częścią pełniącą rolę introdukcji na samym początku, powinien znaleźć w niej jasno sformułowane założenia, rekonstrukcję stanu badań, nakreślone kierunki badań i hipotezy. Jednak Próchniak rezygnuje z klasycznego wstępu na rzecz eseju o powinnościach poezji, które formułowane są w sposób przypominający traktat filozoficzny. To dość niefortunna decyzja, zważywszy na pojawiające się teorie poświadczające sprawczą moc literatury. Niektórzy filozofowie i filozofki (między innymi Judith Butler) akcentują performatywny charakter poezji i przekonują, że może ona zwrócić uwagę czytelników na problemy dotąd niepodejmowane na gruncie literatury. Jeśli nie zmieni losów poszczególnych ludzi i społeczeństw, to jednak wskaże możliwe sposoby koncyliacji. Wyobraźnia okazuje się niezbędna nie tylko w indywidualnych zmaganiach z procesem starzenia, ubywania sił i oswajania śmierci (to bodaj najważniejsze tematy, jakie pojawiają się nie tylko w poezji senilnej, lecz również w twórczości autorów, którzy nie przekroczyli jeszcze „smugi cienia”), lecz również w procesach negocjowania nowych porządków i solidaryzowania się z innymi.

*

Być może najważniejszą definicją wiersza jest ta sformułowana przez Próchniaka: „wiersz staje się miejscem nadziei” (s. 16). Nieprzypadkowo akcent położony został na przestrzenność, A nie proste utożsamienie („wiersz jest nadzieją”), ponieważ to w wierszach (często w tych, które interpretuje Próchniak, osadzonych w konkretnych realiach) możliwe jest przemieszczanie się między poszczególnymi epokami i czasami. Wiersze przechowują pamięć o konkretnych wydarzeniach, A czytelnicy w procesie interpretacji mogą albo odkryć własną tęsknotę za tym miejscem, albo skojarzyć sytuację z własnej przeszłości z tą kreowaną w wierszu. W obu przypadkach poezja staje się generatorem określonych emocji i afektów. Próchniak przekonuje więc, że czytanie to bodaj najbardziej intymna czynność, która pozwala na uświadomienie sobie, że wiele doświadczeń, które w formie poetyckiej opracowują poetki i poeci, staje się udziałem czytelników. To właśnie chwilowa styczność biografii artysty i człowieka pozwala żywić nadzieję, że możliwe jest odnalezienie słów koniecznych to wyrażenia tego, co staje się udziałem wszystkich ludzi (rozpacz, smutek, tęsknota, radość, miłość), A także możliwe jest zniwelowanie samotności, skoro doświadczenie może być niejako współdzielone przez większą grupę. To, co opisują poeci, jest więc wspólne wszystkim, ale nie każdy potrafi w ten sam sposób uchwycić stan emocjonalny i nastrój, jakim podlega w danym momencie życia.

Promieniowanie tła to zatem nie tylko książka o wyobraźni poetyckiej kilku wybranych poetów, lecz również rodzaj przewodnika po dwudziestowiecznych poetykach. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że Próchniak pisze z pozycji kogoś, kto zajmuje się nauczaniem. Jako polonista z długoletnim stażem uważa, że: 

[…] lektura uczy podążać za pasją, iść pod prąd, biec za czymś, co nieokreślone, niepewne, nieprzewidywalne, oszałamiająco nowe i zawsze większe niż nasze doraźne rozpoznania. Uczy pielęgnować intelektualny ferment, odwagę wyobraźni, ruch myśli – niepokornej, poszukującej, głodnej przygody. Uczy istnieć i staje się figurą nieoczywistego sensu – będącego zawsze w drodze i wciąż wkraczającego w nasze doświadczenie z siłą metafory (s. 22).

Poza cennymi radami dla adeptów sztuki interpretacji Promieniowanie tła zawiera eseje pozwalające sądzić, że mistrzostwo można osiągnąć tylko po wieloletnich próbach i zmaganiach z materią wiersza. Badacz podkreśla jeszcze jedną kwestię, często nieuświadamianą przez młodych literaturoznawców, która powraca w jego wywodzie kilkakrotnie: „każdy tekst – a tekst literacki w szczególności – już zawczasu zadłużony jest w interpretacji, że to lektura wydobywa go z milczenia i udziela mu głosu, że czytanie nadaje mu konkretną i przez to rzeczywistą artykulację” (s. 18).

*

Na koniec, pozostając przy kwestii ponownych odczytań znanych tekstów, warto wskazać jedną strategię, którą czytelnicy znający poprzednie książki Próchniaka odkryją po zapoznaniu się ze spisem treści. Otóż porównując zawartość Promieniowania tła z wydaną w 2018 roku publikacją Nokturny. Z dziejów wyobraźni poetyckiej, szybko dostrzegą, że cztery eseje zostały przedrukowane bez podania informacji o miejscu pierwodruków. Włączenie ich do najnowszej książki niewątpliwie podyktowane było chęcią utrzymania różnorodności tematycznej zbioru, jednak autor nie umotywował swojej decyzji we wstępie. Jego decyzja nie podlega ocenie, jednak każdy czytelnik oczekuje, że kolejna książka (szczególnie opublikowana przez jedno z czołowych wydawnictw w Polsce) będzie zawierała premierowe eseje i szkice, a tymczasem Promieniowanie tła przypomina mozaikę tekstów, które nie zostały zmienione lub rozszerzone.

 

Paweł Próchniak, Promieniowanie tła. Szkice o wierszach i czytaniu, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2020.

Promieniowanie tła
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Andrzej Juchniewicz, O wierszach (i całej reszcie), „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 132

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...