13.01.2022

Nowy Napis Co Tydzień #134 / Nieznośna ciężkość bytu… „Wujaszek Wania” na Scenie Pod Ratuszem Teatru Ludowego

Na początku czerwca Teatr Ludowy na specjalnie w tym celu przygotowanej Scenie Pod Ratuszem zaprezentował Wujaszka Wanię w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej. Co istotne, przedstawienie to miało również – nieco później, bo 20 i 21 czerwca – swą premierę online. Chyba jednak nikt z pandemicznie doświadczonych teatromaniaków nie wybierze dobrowolnie tej formy, wszak teatr to także – a ostatnie doświadczenia pokazały, że przede wszystkim – spotkanie. Umówmy się jednak, że transmisja w internecie to możliwość obejrzenia (bo uczestniczenia już nie!) dramatu Czechowa przez widzów spoza Krakowa.

Swoją drogą, zdumiewająco modny zrobił się Anton Czechow ze swoją diagnozą człowieka i świata w krakowskich teatrach. Teraz wystawiana jest – od razu mogę zdradzić – udana adaptacja Teatru Ludowego, w maju premierę miały rewelacyjne 3Siostry Teatru Starego i warszawskiego TR, a 24 września odbył się pierwszy pokaz Trzech sióstr w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze Stu. Gwałtowna zmiana, która dokonała się w świecie i w życiu każdego z nas, wyzwoliła niepokój i sprawiła, że Czechow mówi za nas, nazywa te lęki, których doświadczamy…

Historia wesoła, a przez to ogromnie smutna

Zatopieni, pogrążeni w ciemności jesteśmy, zarówno my-widzowie, jak i aktorzy na początku i jeszcze w dwóch momentach przedstawienia. Ta ciemność również „grała”: dojmujące poczucie mroku silnie oddziaływało na widownię, pewnie w jakimś stopniu było nośnikiem informacji o kondycji świata. Kiedy ciemność się rozprasza, widzimy wnętrze mieszkania, w którym część rzeczy, książek jest zapakowana, część mebli zafoliowana, jakby mieszkańcy szykowali się do przeprowadzki, a w ich życiu zaistnieć miała jakaś zmiana. Na scenie osowiała starsza kobieta i młody, wyraźnie zniecierpliwiony mężczyzna, pierwsza zaś kwestia, jaką słyszymy, to pytanie: „Może wódeczki?”.Cóż, nie po raz pierwszy bohaterowie Antona Czechowa radzą sobie z życiem w ten sposób.

Ale, wbrew temu, co mogłoby się wydawać, spektakl bynajmniej mroczny nie jest. Aktorzy zgrabnie wydobywają z tekstu dramatu wszystko, co żartobliwe, ironiczne, sarkastyczne, co więcej – elegancko wtapiają w dialogi oryginału aluzje do współczesności, również te, które są związane z ekologią. Doktor Astrow wygłasza na przykład cały monolog skierowany do Heleny i Wojnickiego:

Rosyjskie lasy trzeszczą pod siekierami, miliardy drzew giną, pustoszeją kryjówki zwierząt i ptaków, rzeki stają się płytsze i wysychają. […] A ty sobie popatrujesz na mnie z ironią i wszystko, co mówię, wydaje ci się czymś niepoważnym… może istotnie jest to dziwactwo, ale kiedy mijam chłopskie lasy, które ocaliłem od wyrębu, albo kiedy słyszę, że szumi mój młody las […] przychodzi mi do głowy, że klimat w drobnym stopniu zależy i ode mnie, i że jeżeli za tysiąc lat człowiek będzie szczęśliwy, to będzie w tym i odrobina mojej zasługi.

Widownia bez problemu odczytała tę aluzję, ale jest tu moim zdaniem coś znacznie więcej. Reżyserka tak rozkłada akcenty, aby Czechow wybrzmiał bardzo współcześnie, uderzył w nasze teraźniejsze bolączki – i świetnie jej się to udaje. Jeśli teatr ma czegoś uczyć, dawać do myślenia, to czy jest istotniejsza kwestia niż klimat i stan naszej planety? Wszak innej nie mamy.

Prawda jednak jest taka, że wcale nie trzeba sugerować potencjalnym widzom, aby zwrócili na to uwagę, bo Piotr Franasowicz wcielający się w Astrowa udowodnił, że można podać tekst subtelnie, a jednocześnie sugestywnie. To również zwraca uwagę – oprócz wspomnianego Franasewicza także Maja Pankiewicz i Tadeusz Łomnicki grają z subtelnym wyczuciem, nie szarżują, a przecież w tym spektaklu są sceny, które rodzą taką pokusę. Na szczęście „gry kubłami” na Scenie Pod Ratuszem w Wujaszku… nie zobaczymy! Choć trzeba przyznać, że w scenie alkoholowej imprezy niewiele chyba brakło zgromadzonym na widowni, aby dołączyć do śpiewających…

Bohater naszych czasów?

Zwraca uwagę fakt, że aktorzy grający w przedstawieniu celowo mają elementy stroju, gadżety typowe dla ludzi XXI wieku; to wyraźna sugestia, że dramat bohaterów jest nie tylko dla nas aktualny, to jest nasz dramat! Stan bezwładu, problemy komunikacyjne, poczucie krzywdy, wreszcie poczucie braku sensu. Pewnie niezliczone jest grono ludzi, którzy tego doświadczyli, szczególnie w ostatnich dwóch latach. Nie da się chyba uciec od tego kontekstu, sam się nasuwa pomiędzy jednym a drugim ironicznym żartem rzuconym ze sceny. Ten czarny, wręcz wisielczy humor – typowy dla Czechowa – aktorzy wydobyli tutaj znakomicie. Te ironiczne żarty, dialogi mają moc uzdrawiającą, a może raczej są takim wentylem bezpieczeństwa, który ratuje przed absolutną frustracją. W obecnych czasach można się zastanowić, czy bohaterów Czechowa, bohaterów Wujaszka Wani, czy nas… Bo ta historia jest faktycznie chwilami wesoła, bo Astrow potrafi być błyskotliwie autoironiczny, bo Wania jest rozczulająco prawdziwy i taka też prawda sączy się z jego sarkastycznych komentarzy – tylko że to działa jak folia, którą są zabezpieczone, owinięte niektóre z mebli, ma ochronić lub chociaż amortyzować upadek…

Dialog czy nie dialog, oto jest pytanie

Ważnym „bohaterem” przedstawienia Małgorzaty Bogajewskiej jest język jako narzędzie komunikacji. Ale właśnie tylko komunikacji, nie dialogu, bo tego rozumianego jako porozumienie i otwarcie na drugiego człowieka tutaj nie ma. Można nawet chwilami odnieść wrażenie, że bohaterowie monologują, tak jak tytułowy Wania, który wypowiada przecież wszystkie swe frustracje, niepokoje, pragnienia, wreszcie uczucia. I co? Przez pozostałych traktowany jest jako nieszkodliwy półwariat! Co potrzebne jest do tego, aby dialog stanowił porozumienie, aby był płaszczyzną porozumienia i budowania? Tischner formułował to następująco:

Z obu otwarć – otwarcia intencjonalnego i dialogicznego – niewątpliwie bardziej podstawowe jest otwarcie dialogiczne. To ono, a ściśle biorąc: to obecny w nas dzięki temu otwarciu inny człowiek – uczestnik dramatu kieruje jakby z ukrycia naszym odniesieniem do sceny, stawiając temu odniesieniu istotny warunek: scena ma być wspólna.

Dialog, jako podstawowa forma wypowiedzi dramatopisarza, jest istotnym komunikatem nie tylko dlatego, że stanowi główny element kreacji bohatera, a przez to całego świata przedstawionego w utworze. Również dlatego, że odzwierciedla komunikację między postaciami. Czechow jest niezwykle aktualny w swoim sposobie kreowania postaci poprzez dialog, po mistrzowsku ukazuje powody niepokojów człowieka – dialog nie daje porozumienia. Badacze podkreślają, że w ostatnich latach dialog ulega ciągłym przemianom, które są najczęściej symptomem jego kryzysu, a tym samym kryzysu relacji międzyludzkich:

W którą stronę zmierza dialog? Choć według niektórych miał wygasać, to nie przestaje się rekonfigurować. Wyraża świadomość ewolucji międzyludzkich relacji: prostszych, a jednocześnie naznaczonych odcieniem autyzmu. Czy chcemy jeszcze razem żyć, rozmawiać, „wymieniać się słowami”? Za jaką cenę? Co jeszcze mamy sobie do powiedzenia i czy dotyczy to drugiego człowieka […]

– tak pytanie o dialog we współczesnym dramacie stawia Patrice Pavis. Dotyka on jednej z najważniejszych cech dialogów w dramacie rosyjskiego dramatopisarza. Bo jedno z zasadniczych pytań, jakie należy postawić, to pytanie o chęć komunikacji między bohaterami i o to, czy Astrow i Wania w ogóle chcą z nimi żyć.

Ciężkość bytu zbędnych ludzi

Nieznośna jest ciężkość bytu bohaterów przedstawienia Wujaszek Wania, niezależnie od tego,czy jego zakończenie będzie zgodne z tekstem dramatu Antona Czechowa, czy reżyserka również tu pozwoliła sobie na zmianę akcentów – tego zdradzać nie będę. Napomknę tylko, że w końcowej scenie Profesor (takiego bohatera Kajetan Wolniewicz gra nie po raz pierwszy, mam nadzieję zobaczyć go niebawem w roli, w której będzie musiał opuścić swoją strefę komfortu) mówi „Trzeba robić swoje”. Czy w przedstawieniu wypełnionym drobnymi, ale sugestywnymi nawiązaniami do współczesności nie jest to aby aluzja do piosenki Wojciecha Młynarskiego Róbmy swoje? Stwierdzenie starego hipochondryka, domagającego się nieustannej uwagi, podkreślającego swoje dawne (nawet bardzo dawne…) uniwersyteckie sukcesy, brzmi tu dla nas jak ironia, wzmocniona jeszcze skojarzeniem z piosenką Młynarskiego. Na szczęście jednak te ludzkie dramaty, problemy egzystencjalne, okraszone humorem i sarkazmem podane są nam lekko, z taką nieznośną lekkością… grania.Warto zobaczyć to przedstawienie!

 plakat

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Monika Oleksa, Nieznośna ciężkość bytu… „Wujaszek Wania” na Scenie Pod Ratuszem Teatru Ludowego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2022, nr 134

Przypisy

    Powiązane artykuły