20.06.2019

Nowy Napis Co Tydzień #002 / Rozmowy z Różewiczem

Jan Polkowski
***

Stary poeta w grubych szkłach
drepce do drzwi zaprasza do środka
dam pani kapcie Wiesławy
właśnie wyszła po groszek rzodkiewkę
i coś jeszcze… zapomniałem
moja pamięć wie pani
zupełnie o mnie
zapomina

Śmierć ma na sobie sukienkę
obfitej sąsiadki z parteru
ranę kolegi z lasu
twarze festiwalowych poetów
recytujące zdechłe wiersze
korale ze świeżo odnalezionych kości
związanych czerwonym krawatem
uśmiech Niemca który zabił brata
uśmiech damy z gronostajem
(czy ona na pewno
uśmiecha się do nas?)

Stary poeta wolałby smakować
aromat oczekiwania
na powrót żony ale zaprasza do stołu
goście milczą gronostaj węszy
między filiżankami
wchodzi na pustą kartkę
czeka na dojrzały owoc
słowa

Stary poeta w papierowych butach
umierającej od pół wieku
matki wychodzi do kuchni
Arkadii Czyśćca Zebrzydowic
wsiada do zepsutej windy wieczności
umywa ręce
Razem z Witkacym
odchodzi
w nic

Zostaje pusta kartka
żadnego znaku
żadnego pokarmu
bezradny anioł
uśmiechu siada na niej
jak testament

 

Tadeusz Różewicz
Poeta w czasie pisania

Poeta w czasie pisania
to człowiek odwrócony
tyłem do świata
do nieporządku
rzeczywistości

Poeta w czasie pisania
jest bezbronny
łatwo go wtedy zaskoczyć
ośmieszyć przestraszyć 

wynurzył się
wyszedł ze świata
zwierzęcego
na wędrownych piaskach
widać ślady jego ptasich
nóżek

z oddali dochodzą jeszcze
głosy słowa
ziarnisty śmiech
kobiet

ale nie wolno mu
spojrzeć
za siebie

wyrzucony na powierzchnię
pusty
poniewiera się
po mieszkaniu

zakrywa twarz
na której maluje się zdumienie
błąka uśmiech 

jeszcze nie potrafi
odpowiadać
na najprostsze pytania

słyszał
oddech wieczności
przyśpieszony
nieregularny

 

Jan Polkowski
***

Poeta w czasie pisania
ukrywa się za ścianą
śmierci
w utajonym jądrze
świata
w nasieniu
Boga

Poeta w czasie pisania
zanika wtapia się w tło
światła
nie można go wtedy
zabić

Słyszy jednocześnie
wszystkie opowieści
gromadzi je cierpliwie
w katakumbach języka
Kusi go bezkresna
tajemnica
słów

pragnie ukryć się
wśród nich
na zawsze
zamilknąć

Wie że hałas zasypuje
jego spowiedź
więc z wysiłkiem
osłania słabnący sens
swojego czasu
ślepy ślad losu

Bezsilnie broni się
przed miłością
do ciemnej mowy
do ucieczki

 

Tadeusz Różewicz
Poeta emeritus

Czesławowi Miłoszowi

siada na ławce
zdejmuje okulary
zamyka oczy

przeciera okulary
otwiera gazetę
rozgląda się po świecie
składa gazetę wstaje

traci równowagę
podpiera się laską
czyta napisy
na oparciu ławki

idzie mówi do siebie

rozmawia z umarłymi
poetami

podchodzą do niego
dwie kobiety
pytają czy czyta biblię
czy wierzy w piekło
koniec świata raj na ziemi

uśmiecha się kiwa głową
na stare lata woli
rozmawiać z ludźmi
którzy milczą

odchodzi
siada na ławce
patrzy na chmury

wtedy przylatuje
kruk
przeciąga czarnym piórem
po jego ustach
zamyka je
i odlatuje

 

Jan Polkowski
***

Stary poeta rozmawia już tylko z umarłymi
jest nimi wypełniony po brzegi
tłoczą się w jego stopach mózgu płucach
chcą unieważnić ogromniejący czas gest słowo
otworzyć drzwi zatrzaśnięte
pięćdziesiąt lat temu
i krzyknąć: nie!
ale poprawiają tylko kapelusze
mundury suknie makijaż
żebrzą u stóp nagiej
chwili

Poeta
urna
dół dusz
Mieszkają w nim
także żywi
oniemieli i gadatliwi
szczęśliwi i zapomniani
ślusarze ptaki
i aniołowie

Poeta wybiera zgłoski
słabe grobowce sylab
zetlałe odpryski
proroctwa

Wsparty na lasce
powoli układa na ziemi
słowo
jedno na wiele lat
jedno dla wszystkich narodów
jedno by przemówiła
śmierć

 

Utwory pochodzą z książki „Rozmowy z Różewiczem”, PWM, 2018.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Jan Polkowski, Tadeusz Różewicz, Rozmowy z Różewiczem, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 2

Przypisy