19.12.2019

Nowy Napis Co Tydzień #028 / Współczesne oblicza Balladyny

​​​​​​​Wychodzi na świat „Balladyna” z ariostycznym uśmiechem na twarzy, obdarzona wnętrzną siłą urągania się z tłumu ludzkiego, z porządku i z ładu, jakim się wszystko dzieje na świecie… Juliusz Słowacki

Profil sprawcy zamieszania

O Balladynie słyszał chyba każdy. Bohaterka dramatu Juliusza Słowackiego zapewne była zmorą niejednego ucznia szkoły podstawowej. Znana jest przede wszystkim z morderstwa siostry, dążenia po trupach do władzy, z bezwzględności i okrucieństwa. Od wielu lat stanowi inspirację dla twórców teatralnych, plastycznych i filmowych. U Hanuszkiewicza na scenie towarzyszą jej motocykle, u Rychcika „idzie na wojnę” w towarzystwie Shirley Temple i Marylin Monroe. Im więcej jednak odbywa się prób poskromienia Balladyny, ujęcia jej w ramy, współczesne czy tradycyjne, tym bardziej wymyka się ona z rąk, robi uniki i psikusy, udowadniając swą nieprzeciętność, oryginalność i samowładność. Nie bez przyczyny Ignacy Krasiński twierdził, że „sam Szekspir porodził ją w głowie Juliusza”.

Film Balladyna w reżyserii Dariusza Zawiślaka, którego premiera przypadła w 200. rocznicę urodzin Słowackiego, jest doskonałym przykładem, jak ulubiona bohaterka romantycznego pisarza śmieje się interpretatorom w twarz. Fabuła dramatu została uwspółcześniona, siostry bliźniaczki stają w konkury do serca milionera Kirka. Bally zabija Ally, a następnie męża, kochanka i ojca. Współczesnego pustelnika odegrała Faye Dunaway, która jako psychiatra dr Ash z podłożonym przez lektorkę głosem doradzała w życiowych wyborach milionerowi. Sceny z Nowego Jorku są ledwie filmowymi pocztówkami, jednym kadrem ukazującym Central Park i ruch uliczny. Sonia Bohosiewicz, odtwórczyni głównych ról kobiecych, paradująca w peruce i kusej bieliźnie, również produkcji nie pomogła. Z której strony nie spojrzeć, coś skrzypi, rzęzi, odbiera przyjemność obcowania z historią skądinąd w oryginale złożoną i fascynującą.

Po złych doświadczeniach związanych z obserwowaniem zmagań twórców z Balladyną z niecierpliwością oczekiwałam publikacji antologii opowiadań kryminalnych inspirowanych tym dramatem.

Śmiałkowie podjęli rękawicę

Za zbiór opowiadań Balladyna odpowiedzialne jest wydawnictwo Filia. Zaprosiło ono do współpracy ośmiu autorów: Maxa Czornyja, Gaję Grzegorzewską, Roberta Małeckiego, Łukasza Orbitowskiego, Małgorzatę Rogalę, Alka Rogozińskiego, Marka Stelara, Marcela Woźniaka. Wszyscy oni specjalizują się (lub specjalizowali na początku swojej pisarskiej kariery) w literaturze grozy, kryminale, thrillerze. Czy popisali się pomysłowością? Czy ich heroiny budzą grozę i respekt? Czy droga do władzy była usłana malinami? Przekonajmy się.

Osiem obliczy morderczyni

Książkę rozpoczyna bardzo mocne opowiadanie To nie jest kolejna ballada o miłości Maxa Czornyja. Tytuł nie kłamie. Miłości jest ono zdecydowanie pozbawione, zamiast niej pisarz odmalowuje przed nami makabrę skąpaną we krwi i fekaliach (istne obrzydliwości!), co w literaturze grozy zdaje się być komplementem. Czornyj bohaterem opowiadania uczynił mężczyznę o bardzo wymownym imieniu i nazwisku (które mnie kojarzy się bardziej z bohaterem amerykańskiego sitcomu z lat 90.) Al Bandyn. W młodości zrzucił on winę za morderstwo matki na młodszą siostrę. W życiu wiedzie mu się bardzo dobrze, zostaje sędzią, a prywatnie lubi perwersje, szczególnie z kobietami otumanionymi narkotykami. Sprawiedliwość, która pewnego dnia go dopada, jest bezlitosna, pozbawia go wielu litrów krwi, godności, a nawet męskości, i to w potwornych okolicznościach:

Głęboko zaciągam się odorem rzygowin, krwi i odchodów. W ustach czuję posmak taniego cygara. Myślę, że tak smakuje ropa z zakażonej, ślimaczącej się rany. Żółty wysięk, który przecież też jest mieszaniną ubocznych produktów życia. Jestem sobie w stanie wyobrazić jej smak. Ty też, prawda?

Ja zdecydowanie nie chcę tego robić, więc przejdę do Opowieści pioruna Łukasza Orbitowskiego. W tym opowiadaniu jest zdecydowanie spokojniej. Kraków, blokowisko, dwie siostry, Bala i Alusia, wdowa i on, Grabek o piorunującym ciosie. Imiona z reguły łatwo w antologii rozszyfrować. Młodsza siostra to ambitna, ciężko pracująca na sukces dziewczyna. Starsza pracuje jako kelnerka. Kiedy Alusia zapada na ciężką chorobę, Bala poświęca jej cały swój czas, opiekuje się nią, by zagrabić sobie nie tylko sławę, ale i życie siostry. Historia opowiedziana przez dobrodusznego Grabka jest zupełnym przeciwieństwem pierwszej, utrzymana w poczciwym stylu blokersa: „No jebłem jej, nie ma co gadać. Wszyscyście widzieli”.

Upadek to z kolei typowe opowiadanie gangsterskie, w którym zdarzenia w większości pokrywają się z tymi wykreowanymi przez Słowackiego. Jest „Bella”, „Kirkor”, „Skiera”, „Filon”, jest dążenie do władzy, są morderstwa, a jakże, jest mąż i kochanek. Kobieta przejmuje władzę w gangu, a potem ulega uczuciu, które prowadzi ją do zguby. Dla czytelników prozy kryminalnej fabuła nie będzie zagadką, rys psychologiczny postaci – nieskomplikowany – także.

Interesującą koncepcję historii o Balladynie przedstawiła Gaja Grzegorzewska w Modelu testowym B. Autorka przenosi malinowy pojedynek w przyszłość, gdzie staje się on bitwą z flotą Obcych. Dwa androidy A i B walczą o stanowisko pierwszego oficera przy boku admirała Kirka. Chociaż narracja jest nieprzyjemna, bezpłciowa, jakby była prowadzona właśnie przez bezuczuciowego androida, to odkrycie prawdziwej tożsamości B jest satysfakcjonujące dla czytelnika. Czy można wyplenić człowieka z człowieka?

Beata Małgorzaty Rogali stanowi chyba najsłabsze ogniwo antologii. Opowiadanie jest przewidywalne: młoda architektka chce osiągnąć sukces zawodowy, zabija swoją współlokatorkę, która jest jej jedyną rywalką, a następnie okręca sobie wokół palca właściciela pracowni, istny ideał dobroci, wzór cnót i miłości do bliźniego. Beata zabija dawnego pracodawcę i jest zdziwiona, że policja tak szybko wpada na jej trop.

Gra Roberta Małeckiego to interesująca wizja współczesności, gdzie rządzą pieniądze i układy. Nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Mocno zagmatwana historia, którą za wszelką cenę chce rozwiązać młoda policjantka, zaskakuje zakończeniem. Drogie Panie, strzeżcie się maliny na pulpicie telefonu partnera, nie zwiastuje ona nic dobrego.

Marcel Woźniak natomiast przygotował dla czytelników zabawę. Jego opowiadanie można przeczytać według kolejności podrozdziałów zaproponowanych przez autora lub w chronologicznej. Każdy wybór będzie dobrym. Niemniej jednak, przy takim natężeniu inspiracji Balladyną, trudno uniknąć powtórzeń. Ponownie ofiara staje się oprawcą. Porzucona przez siostrę dziewczynka, odnajduje ją po latach, by dokonać krwawej zemsty. Od zawiłości można dosłownie stracić głowę: Sandra staje się Kingą, a Kinga Sandrą, później Sandra staje się Sandrą a Kinga Kingą. „Czas ich życia się zrównał i nareszcie były takie same”. Zdaje się, że u Woźniaka Balladyna rozgrywa partię szachów przeciwko samej sobie?

W ostatnim opowiadaniu w tomie, Rogozińskiego, królowa jest tylko jedna. Aktorka jednej roli, znana i uwielbiana przez widzów, od lat wciela się – w tej publikacji nie może być inaczej – w postać Balladyny. Inne kobiety, które przez lata miały zająć jej miejsce, giną w tragicznych wypadkach. Ale czy jedna osoba poradziłaby sobie z tak wprawną eliminacją przeciwniczek? A może miała wspólników?

Balladyna niejedno ma imię

Antologia obfituje w przeróżne oblicza Balladyny, która jest androidem, skrzywdzoną dziewczynką, kelnerką z blokowiska, „Matką Chrzestną”, kryjąc się pod różnymi imionami – Beata, Balbina, Bożena, Kinga, Bala, Bella, Sandra, Waleria. I zdecydowanie na tej postaci skupili się autorzy. W Upadku siostra została wspomniana tak epizodycznie, że można było w ogóle ten wtręt pominąć:

Wiesiek chodził z siostrą „Belli”, Alinką. Alinka nie była zbyt lotna, za to Wiesiek tak, podobnie jak „Bella”, więc „Belli” nie zajęło dużo czasu, żeby zamienić się z siostrą miejscami u jego boku. Alinka wściekła wyjechała do Anglii i tam została, zrywając z siostrą kontakt. I tak nigdy nie były ze sobą blisko.

A przecież Balladyna to w oryginale niesamowity nadgoplański mikrokosmos, który daje niezliczone możliwości odniesień i interpretacji. Pani Jeziora, dostojna Goplana wprawiła w ruch trybiki tragedii. To jej słudzy maczali swoje czarodziejskie paluszki w gmatwaniu, plątaniu, komplikowaniu zdarzeń. To jej nieszczęśliwa miłość była źródłem zła, które eksplodowało z egoizmu i zazdrości. Sama królowa Balladyna zaś jest niezwykle skomplikowaną psychicznie postacią. Od lat „naigrywa się” z tych, którzy starają się zamknąć ją w jednej formie i jednym sensie. Autor nie musi być niewolnikiem oryginału, a nawet w wielu przypadkach nie powinien nim być, wolność twórcy może sięgać daleko. Mam jednak wrażenie, że pisarze, którzy postanowili zmierzyć się z dramatem, skupili się na czynach bohaterki i dlatego zostali uwięzieni w konwencji.

Nie ulega wątpliwości, że działaniami Balladyny kierują demoniczne rządze i strach przed zdemaskowaniem. Jest to jednak bohaterka, która, przewyższając zbrodniczością nawet Lady Makbet, zna również stany panicznego lęku. Kluczową kwestią jest także fakt, że to Balladyna sama wydaje na siebie wyrok, żyjąc w przekonaniu, że „są […] zbrodniarze / Wyżsi nad wyrok, święci jak ołtarze, / Niedosięgnieni…” – a zatem, że jest nietykalna. Bohaterka Słowackiego nie jest więc postacią pokroju Króla Edypa, nie jest bohaterką tragiczną, ponieważ to ona jest odpowiedzialna za dziejące się zło. Większość autorów antologii tymczasem wpadła w pułapkę: ich kobiety mszczą się, ponieważ mają ku temu powód. Charaktery wykreowane przez pisarzy, pozbawione jaskrawości, hiperbolizacji, nie do końca sprostały możliwościom, jakie dawał im kryminał czy thriller – ale także możliwościom, które dawała im sama Balladyna. Rozłożenie dramatu na czynniki pierwsze i złożenie ich we współczesnym anturażu z pominięciem kluczowych elementów sprawiło, że opowiadania nie zachowały dynamizmu i kampowego charakteru oryginału.

Ostatni gong

Ośmiu śmiałków stanęło do nierównej walki z dziełem, stanowiącym prezentację wielkich możliwości kreacyjnych Słowackiego. Część pisarzy została znokautowana już w pierwszej rundzie, pozostali zmagali się dzielnie. Zupełnie jednak niepotrzebnie – niemalże w każdym opowiadaniu – znalazły się motywy, wypowiedzi bądź elementy świata przedstawionego, które do dramatu nawiązywały na siłę, nic nie wnosząc do fabuły. Dla przykładu, mąż jednej z bohaterek proponuje wyjazd nad Gopło, chyba tylko w celu wymienienia tej nazwy:

Myślę, że twój wypadek to znak dla nas obojga, a przede wszystkim dla mnie, że muszę bardziej o ciebie dbać i mieć dla ciebie więcej czasu. Jeśli ty nie wracasz do pracy, ja też zrobię sobie wolne. W okolicy jest sporo jezior. Możemy pojechać pod Brodnicę albo nad Gopło. Godzina drogi.

Nie obyło się także bez pomyłek. W Opowieści pioruna Kornel, ukochany Alinki na chwilę staje się Konradem:

Wtedy Bala przysiadła się do Kornela [podkr.N.Ch.]. Miała czarną, prostą sukienkę i ciemne włosy zaczesane do tyłu. Czoło jej poczerwieniało od tego wina, oczy lśniły. Pamiętam to wszystko, bo wtedy po raz pierwszy zobaczyłem tych dwoje blisko siebie. Nie wkurwiałem się, rzecz jasna, choć podejrzliwy jestem. Z jakiś przyczyn zaufałem Kornelowi. […] Ciągle powtarzała, że jej sukces byłby niemożliwy, gdyby nie my, jej dom. Cóż, widzę w tym uprzejmość, nic więcej, no chyba że chodziło jej o te parę słów, które Bala powiedziała Konradowi.

Romantyczny kreacjonizm Słowackiego zapewniał Balladynie kalejdoskopowy blask, widoczny wtedy i tylko wtedy, kiedy wszystkie elementy układanki są na swoim miejscu. Wybiórczość, fragmentaryczność powoduje, że Balladyna „nie zadziała”. Prosta fabuła dramatu została połączona z wyrafinowaną grą z odbiorcą – z ironią romantyczną, przez co sensy dramatu budowane są równolegle przez świat poetycki i kreatywnego czytelnika. Niestety nie wszystkim autorom antologii udało się zbliżyć do tej wyrafinowanej formy dialogu. Autorzy wykazali się dużą odwagą, podejmując wyzwanie. Każdy śmiałek, który uważa, że Balladyna jest nieskomplikowana, łatwa w eksplikacji i przystępna, jest z góry skazany na klęskę. Niezwykle wartościowe jest jednak to, że dzięki takim przedsięwzięciom okazuje się, że ulubiony dramat Słowackiego nie pozwala o sobie zapomnieć i inspiruje nawet sto osiemdziesiąt lat po pierwszej publikacji.

M. Czornyj, G. Grzegorzewska, R. Małecki, Ł. Orbitowski, M. Rogala, A. Rogoziński, M. Stelar, M. Woźniak, Balladyna, Filia, Poznań 2019.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Natalia Charysz, Współczesne oblicza Balladyny, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 28

Przypisy

    Powiązane artykuły