09.01.2020

Nowy Napis Co Tydzień #031 / Tomaž Šalamun w moim wyborze

Co mam wybrać z moich przekładów Šalamuna (i to tylko pięć pozycji), kiedy tyle jego wierszy wciąż mi się bardzo podoba? Ale niech będzie, oto mój dzisiejszy wybór. Oto mój dzisiejszy wybór.

Pierwszy wiersz (trochę programowy) pochodzi z tomiku Druidi (Druidzi), napisanym latem 1974 w Lublanie i wydanym 1975 w Koprze, przekład zaś z tomiku Wiersze, WL Kraków 1979 (przedrukowany również w wyborze Czytać:kochać, Ars Cameralis, Katowice 2002):

Położony jestem w Bogu całym ciałem swoim.

Pokarm na patelni, pokarm ludowy.

Rozlewam się na wszystkie strony, jak rzeka,

jak rzeka rozlewam się na wszystkie strony

i ludzie mówią mi, że we mnie umywają

duszę swoją. Mówię im, że w nich

umywam duszę swoją. Wszyscy mówimy sobie,

że umywamy duszę swoją w nas, w sobie.

Chleb też maczają w sosie,

zanurzają go, wbity na widelec,

aby się podeprzeć, i ja tak samo robię.

Dziwię się i śpiewam z radości, że to się dzieje,

i zawsze podkreślam, czy wiedzą,

o co chodzi, mianowicie to, czy wiedzą,

że jestem niczym, i czy wiedzą, że oni

nie są niczym, oni sami, i że dlatego jesteśmy wszyscy wszystkim.

Bo wielu ludzi czyta mnie fałszywie

i myślą, że się chwalę.

Że jestem ironiczny i mistyczny, bo nie wiedzą,

że jesteśmy wszyscy ciałem bożych rąk.

I bez względu na to, że jesteśmy coraz bardziej

uciążliwi, że być może w końcu

zabiją nas, by móc potem spokojnie

prowadzić swoje głupie wojny

domowe, tam gdzie postawiłem prawdziwą skałę, nie jestem

mistykiem. Mistycy są tępymi wstecznikami,

których martwych niczym szafy

wycięto z faszystowskiego wyobrażenia głowy bożej

i czynią zło.

Ironiczni są zaś prawie martwi i

jeszcze albo już oddychają.

Męczą się i próbują opanować

przepływy ducha kilofem.

Ironia: tam gdzie uderza duch o kilof.

My zaś próbujemy jak najuważniej

słuchać, ponieważ wiemy, że nas nie ma.

Z łaski bożej dane nam jest

pływać w pięknym nurcie, który jest dokładnie

przeciwstawny nurtowi uczonych w Piśmie.

Następnie wybrałam (również z już wymienionego wyboruprzekładów Wiersze, choć tam nie mogły się wtedy ukazać) Wakacje, pochodzące z debiutującego tomiku Poker (samizdat 1966). Opublikowane zostały w moim drugim wyborze Straszne święta, Zebra Kraków 1996, jak również w polskim tomiku Poker, Ars Cameralis, Katowice 2002.

Wakacje

Patrzę na mojego dziadka

jak opala się pod oleandrem

lub siedzi wyprostowany

jak wyraża uznanie pszczelarzowi

lub mówi czy będzie w końcu obiad

i je drugie śniadanie

 

zakleja jakąś kopertę

na której pisze

Komisja Badania

Zbrodni Wojennych

lub po prostu śpi

wskaże przez okno i mówi

ściąć to drzewo

to drzewo to komary

i przychodzi pani Abramič

i jedziemy pociągiem

i są Brežice

 i dziadek denerwuje się

i Termy w Rogaškiej

i kasztany

i muzyka promenadowa

i pani Senčar gra na fortepianie

i klaszczemy do taktu

 

i jest nas czworo

i trudno będzie z przesiadką

a Jelka płacze

bo zgubiła zielony kamyczek

który był najważniejszy przy wejściu

do jej ogródeczka

a Cecylia skradła kwiaty

i ktoś bawił się igłą

i zgiął ją

pogoda się zepsuje

 

a dziadek jakby nigdy nic

tylko czyta

Flora Und Fauna in den Alpen

Flora Und Fauna in den Alpen

Flora Und Fauna in den Alpen

Następny wczesny wiersz Šalamuna pochodzi z tomiku Pielgrzymka dla Maruszki (Romanje za Maruško, CZ Ljubljana 1971), Wiersze, s.13:

mam konia, koń ma cztery nogi.

mam adapter, na adapterze śpię.

mam brata, mój brat jest rzeźbiarzem.

mam płaszcz. płaszcz mam po to, żeby mi nie było zimno.

mam roślinę. roślinę mam po to, żeby była

w pokoju zieleń.

mam maruszkę. maruszkę mam, bo ją kocham.

mam zapałki. zapałkami zapalam papierosy.

mam ciało. ciałem robię najpiękniejsze rzeczy, jakie robię.

mam destrukcję. z powodu destrukcji mam masę kłopotów.

mam noc. noc przychodzi do mnie prze okno pokoju.

mam zamiłowanie do wyścigów samochodowych.

z zamiłowania do wyścigów samochodowych pędzę samochodami.

mam pieniądze. za pieniądze kupuję chleb.

mam sześć naprawdę dobrych wierszy, mam nadzieję, że napiszę ich

                                                                                                          jeszcze więcej.

mam dwadzieścia siedem lat, wszystkie te lata przeleciały jak błyskawica.

mam stosunkowo dużo odwagi. tą odwagą walczę z ludzką głupotą.

mam imieniny siódmego marca. będzie mi miło, jeśli siódmego marca

                                                                                               będzie ładny dzień.

mam małą przyjaciółkę alę. kiedy wieczorem kładą ją do łóżka,

                                                                                   mówi šalamun i już śpi.

A to wiersz z Areny, Koper 1973, z podobną historią jak Wakacje (przedrukowany jeszcze w wyborze Tomaža Šalamuna w przekładzie Milosza Biedrzyckiego Jabłoń, Zielona Sowa Kraków 2004 (do tego wyboru T. Š. oprócz tego wiersza włączył jeszcze 4 inne moje przekłady):

Kraków

Gombrowicz, proszę pana, jest chorym

człowiekiem, out of his mind. To on

jest winny temu, czym jest Polska dziś.

Czytałam go w Edynburgu, kiedy mój

 

mąż nieboszczyk wykładał tam anatomię.

My parków nigdy nie zniszczylibyśmy sałatą,

bez względu na wynik wojny. Thomas Mann

był coraz bardziej down. W listach

 

do pani Flukowskiej nigdy się tak

nie obnażył jak w listach do mnie.

Córka zdecydowała się i pojechała strzelać

do Jugosławii. Kiedy straciła pierwszego

 

męża, wyszła za drugiego. Mnie

nawet we śnie nie przyszłoby na myśl, by ktoś

mógł mi zastąpić mojego Jacusia. I w ten oto sposób mamy

komunistów w rodzinie. A jeżeli dobrze

 

zrozumiałam, moja wnuczka Heda

latem niemal wyszła za mąż za jakiegoś

Hindusa, który przyleciał do Londynu,

samolotem BOAC, goły. Niech pan lepiej tłumaczy Norwida,

 

którego tak kocha pańska mamusia.

Ja też mieszkałam z Żydami, kiedy

studiowałam u Bourdella, ale umiałam

zaprzestać. Oni nie umieli zaprzestać.

I jeszcze wybraniec, ze Święta (Praznik, tomik powstał w styczniu i lutym 1974 w Yaddo, wyszedł w Lublanie 1976). Przekład ten był drukowany w tomiku Straszne święta:

Rządzących

wzywam do czułości.

Dlaczego muszę

 

Żyć w świecie

nienawidzącym

duchowości?

 

Dlaczego

mogłem napisać zaledwie

20% wierszy

 

u siebie

i muszę wiecznie

uciekać

 

z kraju,

który chciałbym

najbardziej

 

kochać,

bym się nie udusił?

Dlaczego czuję

 

ten irracjonalny

wstręt,

ten lęk

 

przed wolnością

i ludzką godnością?

Ten wiersz to osobista

 

prośba

i skarga.

Wywodzi się z szoku

 

i okropieństw,

które ciągle od nowa

przeżywam,

 

gdy wylizuję się

z miejscowych urazów.

Tak odczuwamy

 

liczni.

To prośba

i skarga

 

wszystkich nas,

gast-

arbeiterów.

Ten ostatni wiersz wybrałam, by nawiązać do pierwszego nowego przekładu, z którym wiąże się następująca historia: w roku 1990 poeta słoweński Niko Grafenauer jako ówczesny redaktor bardzo ważnego miesięcznika „Nova revija” („Nowe czasopismo”) zaprosił szereg współczesnych poetów, by utworzyły antologię słoweńskiej poezji wszechczasów w ten sposób, by każdy wybrał 10 wierszy dziesięciu poetów. Odezwało się 14 autorów, jeden wybrał tylko nieżyjące osoby, jeden tylko poezję wizualną (która była wtedy akurat popularna), a wśród innych wybierających tylko czterech (w tym Tomaž Šalamun) nie wybrało wiersza Tomaža Šalamuna (wszystkie te wybrane wiersze, oprócz dwóch, mamy też w wymienionych wyborach polskich. Są to: Życie poety, Narysuję krzyż, Z mojego losu wystaje, Ballada dla Metki Krašovec,Ręka i Pasterz.) Mój dzisiejszy wybór uwzględniał przede wszystkim »jasnego« Šalamuna, w „Novej reviji” taki był w mniejszości, a Niko Grafenauer wybrał jego przeciwny biegun. Więc aby mój wybór nie przedstawiał zbyt jednostronnego obrazu, przetłumaczyłam tu wiersz wybrany przez tego wybitnego redaktora. W tym zamiarze podtrzymało mnie też doskonałe posłowie do Jabłoni Jakuba Winiarskiego, który, jedno pod drugim, zamieścił tam następujące dwa zdania o Šalamunie:

Kiedy pisze, jest w zgodzie ze sobą i za światem, w zgodzie z odczuwaną w obliczu świata ekstazą i w zgodzie ze stale obecnym w świecie okrucieństwem. Kiedy pisze, jest w stanie wojny z ekstazą, która go zawłaszcza, i okrucieństwem, które go rani.

A oto ten wiersz:

Do kogo mamy wołać? Do miejsca, naród jest

skreślony. Nie pomogła mu broń,

zbyt słabo był uzbrojony, by mógł się

bronić. Wróg wyrósł w sercu,

od wewnątrz. W nienawiści do samego siebie,

w nienawiści do własnej wolności,

w nienawiści – tamtej panice na schodach,

tak charakterystycznej dla służby, gdy zanosi się na

burzę – do pana zawiści i kilka

okruszyn, które pierwszy raz przygrabił sobie

dla terapii swojej martwej duszy. Bękart bez

imienia, bękart ze swoimi przekupniami, czym

chciałbyś się uwiarygodnić przede mną? Myślisz,

że bardziej jesteś, bo mówię językiem na pozór

podobnym do twojego? Od pierwszego

słowa miałem rację. Ty jesteś zniszczony

od wewnątrz, krew lała się na próżno. Milczenie i

głuchość są twoimi gestami, głuche

charczenie uduszonych dzieci i poronionych marzeń.

Spójrz, jesteś odrzucony, niemo skreślony i

nikt nawet nie zauważył. Jeszcze pamiętam

wyzwolenie Lublany, twojej i mojej –

obojga – nerwowego palenia tamtego

Rosjanina na balkonie, przemówień poety i

kondotiera, kochanka powietrza, który potem

rozżarł mu wewnętrzne organy, jak przed tym

Cankarowi i wszystkim tym, których nie było stać

na tamtych 60 guldenów, by zapłacić sobie

pociąg do Wiednia. W roku 1910. W roku

1974. Niezdolny do niczego, oprócz do filmowania

likwidacji, śmieszno taśmo żałosnych

śmierci, od urodzenia śmierdzący owoc, który miałby

zapłodnić skałę. Jakie nasienie? Ziemia bez

morza i Boga. Na co ci dom, jeśli jest

martwy i pusty, krzyki ofiar, które

publicznie katowałeś w kolektywnej ekstazie i strasznej

tęsknocie, byś został zbawiony. Wampirze,

rozdęty jubileuszu śmierci, podalpejskie

wybujałe ucho złotych ołtarzy. Dokładnie tak.

Jak w ruralnym baroku i Chile. Z tobą

nie łączy mnie nawet tyle, ile jest

brudu za paznokciami. Idiom ci zwracam.

Drugim nowym przekładem chcę jednak wrócić do bardziej „prywatnego” Šalamuna, bo przecież w jednym ze swoich wierszy napisał: „Kochankiem jestem, nie żołnierzem”:

Ty, który przybyłeś pieszo diamentami pod      

skórą do Pasadeny przebrany za mużyka,

ponieważ pokłóciłeś się z Kereńskim;

który żyłeś jak Tołstoj,

wśród plantacji pomarańcz i oliwek, -

twoją wnuczkę Joan

poślubił mężczyzna, który cię przedłuża

i oblewa Iwanem Groźnym.

Płynął przez stepy, królewsko łagodny,

wyzwolony, jak sarna czuły, morderca –

dopóki nie nazwał i odnowił ortodoksji:

Grecja. Peter jest podobny do Andraža.

Wyższy. Bardziej nerwowy. Bardziej niewinny.

O czwartej nad ranem wymyty nowym kolorem oczu –

niebieskim – miękki i młody jak kobieta.

Twoje ciało jem w Hampsteadzie, 2 Windmill Hill.

Ten dom to ołtarz. Jestem rozbójnikiem i synem,

straszny zakuty w łańcuchy,

drżący z żaru.

Wysoki i ogorzały czuję

jak mnie kruszysz jak chleb.

Jak mnie kładziesz jako pokarm, ty,

który jesteś najwyższym, cichym cudem.

Mimo wszystko jednak ciągle mi żal, że nie mogę tu zamieścić więcej wierszy z tomiku Wiersze (np. Cicho trzepocą anioły, Boże, jak rosnę, Miałem się urodzić i tylu tylu innych, bo jednak uważam tamten swój wybór za najlepszy). Chciałabym dodać jeszcze tylko ten:

to ty, całości, ty,

trzymasz mnie, bym żył

by miecz mój złamał się na klątwie, śmierć przy nadziei

zwierzęta zabijam, byś mnie zaślepiła

by błysło światło w pustkowiu, lawina w kłach

ogień wśród morza, woda we śnie

by było widać blask i przepaść, liczby rzezi

białe parowce przybite w linii

ręce przymocowane do ramion

ty jesteś matką, by powietrze nie przełamało się, dusza nie utonęła

bym po dżumie był jasny, wyprostowany

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Katarina Šalamun Biedrzycka, Tomaž Šalamun w moim wyborze, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 31

Przypisy

    Powiązane artykuły