23.01.2020

Nowy Napis Co Tydzień #033 / Marta i Maria

Pociągają mnie dziewczyny takie jak Marta,

nadzwyczajnie aktywne, piszące

opasłe tomy doktoratów,

ale też krzątające się po kuchni,

bardziej niż kolejne Marie, patrzące

z daleka na swoich idoli, podłe,

milczące, mitomańskie i pretensjonalne.

Jednak nie jest to prawda stała:

z czasem moje damskie upodobania

uległy sporej zmianie.

Uzasadnię tę przemianę opowieścią:

kiedyś Marta i ja ostro się pokłóciliśmy,

bo ciągle nie dawałem jej pierścionka

zaręczynowego, a ona bardzo

chciała wyjść za mąż. Nie rozmawialiśmy

ze sobą przez parę miesięcy,

podczas których zastanawiałem się,

jak rozwiązać problem. Trzeba

się przełamać, pomyślałem i kupiłem

bukiet róż w kolorze namiętności

– oprócz, rzecz jasna, obrączek – 

I bez uprzedzenia przyszedłem do niej,

zdecydowany, by spełnić jej życzenie.

Zadzwoniłem. Drzwi otworzył jej przyjaciel,

którego zawsze się radziła,

gdy jej się nie układało i o którym

mówiła, że jest homoseksualistą,

choć ja nigdy w to nie wierzyłem.

Zatem z rzekomym gejem stanąłem 

z bukietem w ręku twarzą w twarz,

i z wściekłości szalony niczym Orlando,

kiedy odkrył historię z Medorem,

bez litości podeptałem kwiaty,

obrączki wrzuciłem do szybu 

windy (to było dziewiąte piętro)

i bez słowa wróciłem do siebie.

Był to punkt zwrotny w moim życiu:

przestałem interesować się Martami,

nadaktywnymi i konwencjonalnymi,

a zacząłem cenić Marie,

głupawe, mistyczne i ascetyczne,

które nie chcą wyjść za mąż, ani zdradzać,

tylko w moich objęciach umrzeć z miłości.

 

Przełożyła Joanna Karasek 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Luis Alberto de Cuenca, Marta i Maria, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 33

Przypisy

    Powiązane artykuły