30.01.2020

Nowy Napis Co Tydzień #034 / Porządek, rytm, mit i kilka innych uwag na marginesie „Pieśni Myrmidonu” Kingi Piotrowiak-Junkiert

1. Porządek

Kinga Piotrowiak-Junkiert, choć literaturą zajmuje się na co dzień, jako poetka zadebiutowała w 2019 roku tomem Pieśni Myrmidonu. Do tej pory mogliśmy ją poznać jako tłumaczkę, badaczkę, redaktorkę. Jej działania naukowo-artystyczne uznać należy chyba nie tylko za chronologicznie wcześniejsze w stosunku do debiutu, ale równocześnie za prymarne wobec zamieszczonych w książce wierszy. Czytelne są również jej poetyckie upodobania, o których zresztą otwarcie pisze w nocie odautorskiej i które przywołuje Eliza Kącka w blurbie.

Pieśni Myrmidonu intrygują już samym tytułem. Myrmidonowie to lud, który w Iliadzie wsławił się męstwem, odwagą i umiejętnością wykonywania rozkazów, niekiedy wręcz ślepo. Wskazywało się na ich okrucieństwo, brutalność oraz brak skrupułów. W języku angielskim myrmidon to właśnie ktoś, kto bez zbędnych pytań realizuje każde polecenie; sługus. Piotrowiak-Junkiert nawiązuje jednak raczej do mitu związanego z Myrmidonami, wedle którego ludzie zasiedlający Eginę to magicznie przekształcone w ludzi mrówki (notabene „mrowisko” / „mrówka” to źródłosłowy dla Myrmidonów).

Bohaterowie tych tekstów zaprzęgnięci są do różnego rodzaju prac, nie ustają w działaniu, moglibyśmy powiedzieć – znoju, gdyż autorka przygląda się krajobrazowi wsi, temu, co bliskie: polom, stawom, gospodarstwom. Przywołuje lokalne nazwy roślin, zwierząt, różnorakich przedmiotów, te ostatnie uznając zresztą za najważniejsze w kontekście całej książkiW rozmowie z Agnieszką Budnik w kontekście tłumaczenia tekstów czytamy: „Każdy wiersz rozpisałam fraza po frazie, robiłam spisy zakresów i skojarzeń leksykalnych, dołączałam fotografie przedmiotów (które odgrywają kluczową rolę w moim tomie) […]” https://kulturaupodstaw.pl/tlumacz-jest-kameleonem-tuz-przed-schwytaniem-ofiary-agnieszka-budnik/ [dostęp: 04.01.2020]. Do tego wywiadu będę się odwoływała jeszcze kilkakrotnie, dla ułatwienia opatrując cytaty skrótem „WzKPJ”.[1]. Mrówczy wysiłek postaci występujących w wierszach zaprowadza ład, pozwala współżyć z naturą bez konieczności jej okiełznywania. Porządek w ogóle jest kluczowym motywem Pieśni Myrmidonu. Z jednej strony zaprowadza go sama przyroda funkcjonująca w rytmie pór roku, pływów, i tak dalej. Z drugiej strony porządku pilnują bohaterowie – pojedynczy oraz rozumiani jako zbiorowość – poprzez kultywowanie tradycji, zwyczajów i świąt. Na koniec porządek zaprowadza sama autorka, grupując wiersze w porządkach: ryb, pasiek, lnu, wioseł, owadów, szeptuch, wikliny, lutnika, ciemni, werniksu, ziół, kolędy, ceklarza, stroju (tytuły poszczególnych części) i – wreszcie – spisując je w porządku rzeczy (treści). Kompozycyjnie wszystko wydaje się przemyślane, może nawet zanadto; kontrola autorki jest tu ogromna. A jak ten porządek przenosi się na pojedyncze utwory?

2. Zakłócenia

Pieśni Myrmidonu charakteryzują się długą frazą, rytmicznością, niedokładnymi, nienachalnymi rymami. Gdyby dawało się je czytać bez przeszkód i przerw, byłaby to płynna, plastyczna opowieść. Piotrowiak-Junkiert z całą pewnością opanowała sztukę opisu – krajobraz jest tu namacalny, ma swój zapach, koloryt. Ta współczesna Egina urzeka, choć niepozbawiona jest swoich mrocznych zakamarków, w tym historycznych, co tym bardziej czyni ją krainą z krwi i kości, z wody i ziemi. Choć autorka wyraźnie sięga po wątki mityczne i mityzuje samą wieś, równocześnie czytelnik ma przeświadczenie, że to realnie istniejąca przestrzeń, którą można znaleźć na mapie„To od zakotwiczenia w znanym z imienia i rzeki środowisku bierze się wrażliwość poetycka, którą daje się rozpoznać jako idiolekt. […] Pisanie jest pracą geograficzną, geologiczną, do wnętrza”. (WzKPJ)[2].

Użyłam powyżej słowa „gdyby” nie bez powodu. Poetka stara się stworzyć jak najbardziej wiarygodny obraz konkretnego krajobrazu i konkretnej społeczności, tak w obrazach, jak i w języku. Wprowadza więc powracającą co jakiś postać Ignaca, zarysowuje tło historyczne, stosuje słownictwo gwarowe. To właśnie gwara nastręcza największych trudności w odbiorze. Tom jest nią nasycony, wręcz przesycony, a autorka nie wsparła czytelnika żadnego rodzaju słowniczkiem, tym samym niezwykle utrudniając lekturę. Oczywiście, w dobie powszechnego dostępu do Internetu każde z nieznanych słów można sprawdzić. Kłopot polega na tym, że całkowicie zaburza to rytm czytania, niezwykle istotny aspekt lektury Pieśni Myrmidonu. Czytamy, przerywamy, sprawdzamy, wracamy do tekstu. I tak w kółko. Umyka nam sporo szczegółów, opowieść się rwie, porządek zaprowadzony z taką pieczołowitością staje się niekontrolowanym chaosem. Jest to chyba pierwsza książka poetycka, w której zwyczajnie brakuje mi przypisów pod tekstem. Nie chodzi o rezygnację z gwary, bo ta dodaje autentyczności, ale o wyciągnięcie ręki do potencjalnego odbiorcy.

Nie mamy do czynienia z tomem nastawionym na literacką grę ani na karkołomną lekturę. Mówiąc słowami Elizy Kąckiej, są to „wiersze intelektualne, ale w sposób, który nie osłabia intuicji, nie usypia instynktu, nie tłumi uczucia”. Myrmidon ma okazać się bliski też odbiorcy, ma być przestrzenią wspólną dla osób po obydwu stronach tekstu. Choć wątki mitologiczne, historyczne i biologiczne są istotne w kontekście tych wierszy, to jednak autorka stara się raczej być aojdą, nieść swoją pieśń od domu do domu, od strzechy do strzechy. Przyjmuję tego wędrownego śpiewaka, ale umyka mi sens pieśni. W rzucaniu intelektualnego wyzwania odbiorcy nie ma nic złego, ale nie w każdej konwencji jest na to miejsce. W tej przyjętej przez autorkę przekaz powinna cechować przejrzystość, komunikatywność. Tego niestety brak.

3. Wątpliwości

Kingę Piotrowiak-Junkiert na pewno należy uznać za autorkę świadomą tego, co chce i w jaki sposób powiedzieć. Poetka bierze pełną odpowiedzialność za ograniczenia, jakie sama narzuca swoim wierszom:

Gdyby narysować kobiece pisanie naturą, wyszedłby okrąg. Nóżka cyrkla stałaby wbita mocno w prymarne doznanie świata, a rysik zataczałby bliskie środka kręgi. Promień tego ruchu byłby krótki, bo istotą tego procesu jest wieczny powrót, krążenie wokół stałych pytań. (WzKPJ)

Do tych stałych pytań, jakie i w jej tekstach wybrzmiewają, należy między innymi namysł nad stratą, cielesność, przemijanie. Choć w utworach co jakiś czas powraca do nas Ignac, to jednak uwaga jest skoncentrowana na kobietach, zwłaszcza jako zbiorowości, odrębnej grupie scalającej córki, matki i babki. O ile krajobraz przedstawia – zdaje się – konkretne miejsce, pomimo działań mityzujących, o tyle bohaterom najczęściej brak cech indywidualnych. Tworzą zwartą grupę, dzielą doświadczenia, dzielą język. Mitotwórczy potencjał Pieśni Myrmidonu dotyczy przede wszystkim wątków osobowych.

Debiutantka w wywiadzie powiedziała: „Lubię nisze i lubię, gdy udaje się rozepchnąć nisze do całkiem przestronnych przestrzeni” (WzKPJ). Nie wiem, czy ta sztuka uda się jej wierszom. Cyrkiel zatacza zbyt mały krąg, by w utworzonej przestrzeni ująć coś więcej niż stałe pytania, nawet jeśli są one ważne i świadczą o dużej wrażliwości pytającego. Ale – kto wie – może promień zwiększy się w kolejnym tomie. Myślę, że poszerzenie perspektywy byłoby korzystne dla tego pisania, które warsztatowo radzi sobie świetnie.

4. Summa summarum

Pieśni Myrmidonu zyskały ładną oprawę graficzną. Jest to książka przemyślana nie tylko kompozycyjnie, ale też edytorsko, a przy tym niezwykle oszczędna – składają się na nią dwadzieścia dwa wiersze. Do jej niewątpliwych zalet należy również umiejętne balansowanie na granicy rzeczywistości i mitu oraz panowanie nad muzycznością frazy (rym, rytm). Nie sposób odmówić tym tekstom klimatyczności. Są niezwykle subtelne, obrazowe, świetnie opisują krajobraz, równie dobrze tworzą portret zbiorowy. Zarzuty, które przedstawiłam powyżej, nie zmieniają tego, że to dobra poezja i niezły, nietypowy debiut. Łatwiej będzie tym, którzy dzielą z autorką wspólnotę doświadczeń językowych; pozostali muszą się uzbroić w cierpliwość i słownik. Odnajdą się w Myrmidonie ci, którzy lubią poezję ściśle związaną z naturą, raczej subtelną, niekrzyczącą ani do odbiorcy, ani na odbiorcę. Raz jeszcze mówiąc słowami Elizy Kąckiej: „Dostajemy wiersze do czytania szeptem, myślenia szeptem i słuchania szeptem”. Na co dzień szeptu mamy niewiele, a wiersze Kingi Piotrowiak-Junkiert na pewno sprzyjają wyciszeniu, złapaniu oddechu. Może nie jestem najlepszą czytelniczką tej poezji, ale może to wy jesteście czytelnikami, na których czeka autorka. Na pewno warto to sprawdzić.

K. Piotrowiak-Junkiert, Pieśni Myrmidonu, Dom Literatury w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Łódź 2019.

Okładka książki "Pieśni Myrmidonu"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Anna Mochalska, Porządek, rytm, mit i kilka innych uwag na marginesie „Pieśni Myrmidonu” Kingi Piotrowiak-Junkiert, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 34

Przypisy

    Powiązane artykuły