06.02.2020

Nowy Napis Co Tydzień #035 / Przydajmy się na coś. Poetycki recykling

Rok 2019 obfitował w debiuty poetyckie. I to dobre debiuty. Możemy mówić wręcz o klęsce urodzaju. Do grona debiutantów dołączyła Monika Lubińska z książką nareszcie możemy się zjadać, o której Kacper Bartczak napisał w blurbie „ciche wiersze, które wychodzą ze skóry, by wejść w obwody”. Rekomendacja autora wierszy organicznych odsyła nas do podobnych rejestrów, jakie są obecne w jego poezji – do ciała, natury, kwestii tożsamości. Szybkie przewertowanie tomu potwierdza tę tezę – na kartach książki poetyckiej Lubińskiej pojawiają się świetne zdjęcia Mateusza Hajmana ukazujące ciało/ciała w otoczeniu przyrody, oglądane często z bardzo bliska z drobiazgowością i pieczołowitością. Estetyka tomu zachęca, by również samym wierszom przyjrzeć się z równą uwagą. Nareszcie możemy zacząć czytać.

Okładka tomu poetyckiego

Monika Lubińska, przedstawiając się na jednym ze skrzydełek okładki, napisała między innymi, że „naukowo i rekreacyjnie zajmuje się szukaniem śmieci i innych brudów w polskiej poezji najnowszej”. Podobny komentarz zamieściła w nocie odautorskiej: „w wierszach zostały wykorzystane śmieci i inne brudy z Wikipedii, wyszukiwarek internetowych i słownika w smartfonie”. I rzeczywiście, wiersze te, są literacką interpretacją idei recyklingu i upcyklingu. Lubińska raczej nie tworzy, a przetwarza, lecz – co ważne – z poszanowaniem materiału, na którym pracuje. Toniemy w śmieciach, toniemy w brudzie; uczucie odrazy powinniśmy schować do kieszeni i zastanowić się raczej, w jaki sposób skorzystać z tego nadmiaru. Taki jest punkt wyjścia Lubińskiej: mamy już wszystko, ale nie szanujemy niczego, nie umiemy zarządzić tym, co mamy. Czas to ogarnąć. To może być dobry, a nawet ostatni moment na działanie.

W centrum poetyckiego świata książki nareszcie możemy się zjadać stoi ciało w całej okazałości: jako podmiot, jako produkt, jako obiekt, jako potencjał i tak dalej. Skoro autorka grzebie się w poetyckich śmieciach, nic, co stanowi odpad, nie jest jej obce. W tych wierszach nie znajdziemy jednak epatowania brzydotą. Ciało jest tu po prostu naturalne, obfituje w różnorakie płyny, nie wstydzi się nagości i cyklów, jakim podlega. Jest sensualne i seksualne, choć jego płciowość jest niejednoznaczna (jak określił to Bartczak: „Lubińska podsuwa fragmenty […] płciowe, ale płeć się w nich ślimaczy”). Takiej fizyczności ostatnio w młodej poezji trochę brakowało. Mieliśmy ciała pojmowane biologicznie, konstruowane kulturowo, doświadczające przemian dojrzewania, chorób i macierzyństwa, ale rzadziej ciała jako takie, bez naddatku literacko-filozoficznego, ciała-podmioty otoczone przez ciała-podmioty i inne ciała. W kontekście poezji debiutantów wiersze Lubińskiej wydają się ożywcze w pojmowaniu ludzkiej cielesności.

Stosunek Lubińskiej do ciała, a więc tym samym i do natury, w naturalny sposób przekłada się na jej zaangażowanie w kwestie społeczne. Te wiersze przeciwstawiają się eksploatacji, zwłaszcza takiej, która prowadzi do całkowitej degradacji.

zawsze miałaś dużo do powiedzenia
o zanieczyszczeniu powietrza umierających
wielorybach serze klatkach płaczących psach
rodzeniu robotów ale ciągle boisz się wyjść na ulicę.

Dostrzeganie wartości istnienia jako takiego musi przełożyć się na działanie. Choć poetka jednoznacznie krytykuje pewne wybory czy postawy, nie są one dla niej przesłanką do wydawania ostatecznych ocen ani osądów.

przecież nie jesteś zły ani dobry
zobacz
wcale nie jesteś

może byłeś zbyt zajęty by dostrzec
co spotyka kości zmarłych ptaków.

Lubińska diagnozuje ludzkość przede wszystkim jako obojętną i nieużyteczną. Nasz największy grzech to nieangażowanie się. Nasz największy błąd to stanie z boku. Ma to swoje konsekwencje dla całej planety:

w końcu ostatni nosorożec złoży broń
wieloryb biskajski zdejmie czapkę […]

słońce świeciło codziennie
bez względu na wiek dwudziesty

gaśnie na wolnych obrotach.

Choć wiersze pomieszczone w tomie nareszcie możemy się zjadać mają nas alarmować o realnych zagrożeniach i uświadomić spoczywające na nas brzemię odpowiedzialności, a tym samym sprowokować do podjęcia działań, to jednak przede wszystkim okazują nam współczucie.

jaka szkoda być tymi
przez których
kosmos przelatuje tak obojętnie.

Wyrządzamy krzywdę bytom wokół nas, lecz tak naprawdę największą stratę ponosimy sami. I to już teraz. Oczywiście w najgorszym scenariuszu swoimi wyborami doprowadzimy do zmian zagrażających całej planecie; ryzyko szacowane jest tu na przyszłość (bliską czy odległą – to kwestia sporna). Jednak pewne zmiany dzieją się na naszych oczach, a my w nich nie uczestniczymy. Nasza obojętność wyłącza nas ze świata. Wstyd i poczucie winy zostawiamy za drzwiami, ale tym samym spisujemy również i siebie na straty. Nie doświadczamy, nie odczuwamy, nie cieszymy się posiadanym. Nie cierpimy, ale tylko dlatego, że nic nie jest dla nas ważne.

chcieliśmy by wszystko zostało
radosne nieskażone bólem […]

jednak przeprowadziliśmy badanie
oniemieliśmy ze zdumienia
otóż miłość przeplata się ze śmiercią.  

Nawet jeśli nie możemy zrobić nic, by zaradzić otaczającym nas problemom, to do nas należy wybór: czy chcemy być częścią świata, czy tworzymy własny świat. Tę drugą opcję Lubińska wyraźnie neguje.

pomyśl o tych co pozamykali się
we wnętrzach do zaciskania nadgarstków
pomachaj usuń ze znajomych.

To od nas zależy, czy będziemy wiedzieć, co tracimy. Te wiersze dowodzą przede wszystkim wartości roślin, zwierząt, planety, kosmosu; wszystkiego, co nas otacza, a co w najlepszym przypadku ignorujemy. Jako byty świadome musimy poczuć stratę. Ale przed smutkiem i cierpieniem utraty jest radość, ogrom doświadczeń. Tego wszystkiego powinniśmy pragnąć.

Powróćmy do kwestii recyklingu/upcyklingu w wierszach Lubińskiej. W kulturze bardzo silnie obecny jest wzorzec pisarza czy w ogóle artysty jako (s)twórcy. Poetka neguje go  zarówno w kontekście pojedynczego tekstu, jak i pisania jako takiego. Buszowanie po śmietnikach to w tej poezji głównie zbieranie elementów występujących w naturze, ale przecież można spojrzeć na to szerzej, jako na nową formę intertekstualności czy aktualizacji tradycji literackiej. Nie jest to może postulat samej autorki, ale idea jest na tyle pojemna, że warto zastanowić się – również w kontekście nareszcie możemy się zjadać – ile odpadów literackich mogłoby stać się czymś więcej niż jedynie śmietnikiem historii. Pisanie w wykonaniu Lubińskiej to nie tworzenie, bo nie zaczynamy od zera. Taka postawa wiąże się z ignorancją i sytuowaniem się poza światem, na co poetka się nie godzi. Czytałabym ten postulat także w ujęciu feministycznym. Tworzenie kojarzy się z czynnością boską, męską. Przetwarzanie to czynność kobieca, matczyna. Tworzenie jest autorytarne, przetwarzanie jest społeczne, to wyraz troski i czułości. Nie wiem, czy każda z tych refleksji w sposób bezpośredni wynika z debiutu „studentki sztuki pisania”, ale na pewno może prowadzić do takich konkluzji. Mnie w każdym razie do nich przywiodła. Na marginesie warto dodać, że Lubińska sporadycznie decyduje się na uatrakcyjnienie przekazu samą konstrukcją tekstu (instrukcje, włóknienie). Niecodzienne z całą pewnością jest przestrzenne – czy też formalne – rozpisanie tych wierszy. Niemal każdy mieści się na dwóch stronach, przy czym nie jest to podyktowane długością tekstów – mamy do czynienia z formą kwadratu i dużą czcionką. Nie wiem, czy był to celowy zabieg poetki, czy wynikał z przyczyn graficznych lub jeszcze innych, ale jego efekt jest dosyć ciekawy: nierzadko zaskakiwało mnie to, że wiersz ma kontynuację. Na pierwszej stronie był on już w jakiś sposób domknięty, ale ta druga coś dopowiadała lub rozwijała. Było to dziwne i na pewno nietypowe lekturowe doświadczenie.

nareszcie możemy się zjadać Moniki Lubińskiej to jeden z ciekawszych debiutów  2019 roku. Wrażliwość i zaangażowanie autorki, idące w parze z umiejętnością tworzenia prostych komunikatów, to zwiastuny kolejnych dobrych tomów poetyckich. Warto sięgnąć po tę publikację choćby ze względu na jej estetykę, a już resztą zajmą się wiersze. Dajmy sobie szansę na to, żeby doświadczać. Zaczęcie od tej książki będzie dobrym wyborem.

 

M. Lubińska, nareszcie możemy się zjadać, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Łódź 2019.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Anna Mochalska, Przydajmy się na coś. Poetycki recykling, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 35

Przypisy

    Powiązane artykuły