20.02.2020

Nowy Napis Co Tydzień #037 / „Explain like I’m five”. O krytyce Pawła Kaczmarskiego

Nie ulega wątpliwościom, że Paweł Kaczmarski jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci współczesnego życia literackiego. Młody krytyk zajmuje się pisaniem o poezji, działalnością redaktorską, tłumaczeniową i organizatorską, słowem – jest go wszędzie pełno. Nie to jednak świadczy o jego wyrazistości, czy może nawet mocniej – o kontrowersjach, jakie budzi. Jest to bowiem postać, która od jakiegoś czasu nieustannie i niestrudzenie dopomina się o spór, czyli o możliwość starcia argumentów, a nie pozycji podmiotowych. I chociaż ten cel być może nie budzi jeszcze szerokiego oporu w środowiskach poetyckim i akademickim, to narzędzia i założenia, które w prostej linii mają go ku osiągnięciu tego celu prowadzić – już tak. Wysoka łączliwość nie jest książką, która tłumaczy się z tego projektu krytycznego, która go dookreśla, opisuje i która miałaby zbijać potencjalne czy najczęściej pojawiające się przeciwko niemu zarzuty. Jest raczej praktyczną realizacją, sprawozdaniem z uprawiania krytyki. To zbiór przedruków tekstów z lat 2011–2018, w dużej mierze stanowiących afirmatywne recenzje poszczególnych tomów poetyckich.

Dlatego właśnie dla czytelników niezaznajomionych z tym projektem, warto przytoczyć słowa Kaczmarskiego, które padają we wstępie:

[…] [swoją obecną pozycję metodologiczną] za Walterem Bennem Michaelsem nazwałbym „mocnym” lub „twardym” intencjonalizmem. To przekonanie, że znaczenie tekstu jest równoznaczne i tożsame z intencją autora (jeden termin jest synonimem drugiego); że tekst ma jedno obiektywne znaczenie, i że nie istnieją „równoległe” znaczenia tego samego tekstu, że interpretacja jest dochodzeniem do tego, co tekst znaczy, a nie „współtworzeniem”P. Kaczmarski, Wysoka łączliwość, Wrocław 2018, s. 10.[1].

Podobne deklaracje, zebrane wprost, w kilku zdaniach, mogą się wydać cokolwiek szokujące. Rzucane są z taką łatwością (a przecież mamy XXI wiek, halo, halo, już dawno zabiliśmy autora razem z jego intencją, nieprawdaż?), że sprawiają wrażenie wręcz wulgarnych. Bo kto by pomyślał: współtworzyć współcześnie w Polsce pole poetyckie, mieć się za poważnego krytyka, a jednocześnie nie mieć problemu z tym, że jest się zrozumiałym?

Ironizuję jedynie dlatego, że szalenie podoba mi się proponowana przez Kaczmarskiego idea zrozumiałego, klarownego wykładania myśli i postulatów krytycznych przy jednoczesnym negowaniu antyintelektualnego czy zbyt naiwnego trybu lektury. Kiedy o tym myślę, przychodzi mi do głowy zabawne zestawienie. W serwisie internetowym Reddit istnieje licząca 17,5 miliona użytkowników grupa o nazwie ELI5, co oznacza „explain like I’m five” – wytłumacz mi to tak, jakbyś wytłumaczył/a to pięciolatce. Jak sama nazwa wskazuje, grupa służy do zadawania pytań na różne specjalistyczne tematy i uzyskiwania na nie odpowiedzi, udzielanych w możliwie jak najprostszy sposób przez ludzi, którzy mają do tego kompetencje. Mam nieodparte wrażenie, że gdyby przeprowadzić taki eksperyment i stworzyć grupę ELI5 dedykowaną jedynie dla polskiego pola poetyckiego, Kaczmarski byłby jednym z tych niewielu użytkowników, którzy byliby w stanie w krótkiej i jasnej odpowiedzi zawrzeć informację na temat swoich postulatów. Klarowność myśli wielu innych krytyków i organizatorów pola nie jest niestety tak oczywista.

Gdy spojrzy się na Wysoką łączliwość jako na zbiór tekstów, najłatwiej większość jej charakterystycznych cech i dążeń wyśledzić w dziale O krytyce. Ta część książki to także moment, w którym autor rozwija nieco swoje przekonania zarysowane we wstępie. Robi to nie wprost, ale raczej skupiając się na tematach z pozoru węższych i rozciągając je do perspektywy globalnej. Spiera się w tych tekstach z Piotrem Śliwińskim po to, by ostatecznie dotrzeć do najważniejszych dla siebie kategorii w czytaniu najnowszej poezji, takich jak zaangażowanie. Polemizuje z Andrzejem Franaszkiem, aby wyostrzyć problem arbitralności tradycji dominujących w literackim mainstreamie. Zbija argumenty nie tyle po to, żeby zneutralizować dyskutanta, ile po to, by pokazać inne rozwiązania.

Paweł Kaczmarski jest świetnym, żywiołowym polemistą i, moim zdaniem, w dyskusjach, debatach i sporach wybija się na tle innych zabierających głos nie tylko argumentami, ale przede wszystkim niesłychaną dbałością o ich przejrzystość. Widać to było w jego działalności krytycznej niejednokrotnie. Najwyraźniejsze chyba przykłady nie znalazły się w Wysokiej łączliwości – być może zostały odrzucone w procesie filtrowania bardziej uniwersalnych głosów i odsiewania tekstów bliskich dezaktualizacji, być może zaś zadecydowały kwestie praktyczne (konieczność czytania tekstów Kaczmarskiego razem z tekstami, z którymi polemizuje). Wydaje mi się jednak, że nie zaszkodzi o nich przypomnieć – mam tu na myśli choćby cykl polemik między Rafałem Gawinem a Pawłem Kaczmarskim na temat krytyki negatywnejZainteresowanych odsyłam do tekstu Gawina Pięknie się nie zgadzać [dostęp online:] https://liberte.pl/pieknie-sie-nie-zgadzac-czyli-polska-krytyka-od-nowa/, polemiki Karczmarskiego Wystąpiły komplikacje: http://ha.art.pl/projekty/felietony/4499-wystapily-komplikacje-w-odpowiedzi-rafalowi-gawinowi, odpowiedzi Gawina Wystąpiły ułatwienia: http://gawin.liberte.pl/wystapily-ulatwienia-zamiast-polemiki/ i kolejnej reakcji Kaczmarskiego Owszem ułatwienia: http://przerzutnia.pl/783-2/ [dostęp online do wszystkich: 29.01.2020].[2]. To zestawienie bardzo dobitnie kontrastuje języki krytyczne i wyraźnie ustawia głos Kaczmarskiego po stronie klarowności argumentów oraz jasnego doprecyzowania własnego stanowiska tak, by potencjalnie jak najłatwiej wystawić się do sporu – do skonfrontowania się z głosami, które się z nim nie zgadzają. (Tu ważne: nie „z innymi perspektywami”, „innymi punktami widzenia”, „alternatywnymi spojrzeniami”, a właśnie z punktami niezgody – ten słownik będzie dla Kaczmarskiego kluczowy).

Można byłoby co prawda ironizować, że Kaczmarski w wielu debatach przyjmuje pozycję dość bezpieczną, bo zdystansowaną czasowo – jest tak w przedrukowanym w Wysokiej łączliwości Micie poezji niezakorzenionej. Z pewnością jest to wygodniejsza, a może i łatwiejsza sytuacja – wtedy, kiedy wszyscy już się wypowiedzieli, można wyselekcjonować dobre i złe argumenty z dotychczasowych głosów i, prezentując swoje stanowisko, brzmieć najmądrzej ze wszystkich. Zdaje się jednak, że po pierwsze Kaczmarski nie zabiera głosu po to jedynie, by zaznaczyć, że głos posiada. Raczej udowadnia swoją postawą wiarę w kolektywność krytyki i podkreśla – także w tym konkretnym tekście – że jego wnioski nie byłyby możliwe bez wniosków poprzedniczek, to jest: Marii Magdaleny Beszterdy, Anny Kałuży, Joanny Orskiej i Aliny Świeściak.

Mój początkowy zawód związany z tym, że pierwsza książka krytyczna Kaczmarskiego jest zbiorem przedruków (w większości dostępnych za darmo w Internecie i w większości już wcześniej przeze mnie czytanych) dość szybko się ulotnił, kiedy zweryfikowałam jej treść. Zdaje się bowiem, że dopiero w zwartej, książkowej formie ten projekt jest tak wyrazisty – i że dopiero teraz można się z nim całościowo, na poziomie ogółu reguł rządzących praktyką lekturową, zapoznawać. Jest też interesującym świadectwem teoretycznego zwrotu krytyka – tym bardziej interesującym, że (jak zauważył w swojej recenzji Łukasz ŻurekŁ. Żurek, Życie jako całość, „Mały Format” 2019, nr 05, http://malyformat.com/2019/05/7789/ [dostęp: 29.01.2020].[3]) bez odautorskiej deklaracji nie do końca zauważalnym. Niezmiennie jednak istotnym, czy też być może nawet koniecznym.

Paweł Kaczmarski, Wysoka łączliwość, Wrocław: Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, 2018.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Zuzanna Sala, „Explain like I’m five”. O krytyce Pawła Kaczmarskiego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 37

Przypisy

    Powiązane artykuły