27.02.2020

Nowy Napis Co Tydzień #038 / Deskrypcje (5): Bacon – Różewicz

 

Tadeusz Różewicz

Francis Bacon czyli Diego Velázquez na fotelu dentystycznym (fragment) 

[…]
w roku 1994
14 lutego

w dniu świętego Walentego
na szklanym ekranie
ukazał mi się Francis Bacon
okrągła głowa owalna twarz
wymięty garnitur
słucham Bacona
patrzę na portret
na czerwoną twarz papieża Innocentego VI
patrzę na łagodną buzię Infantki

próbowałem pokazać
pejzaż jamy ustnej
ale mi się nie udało
mówił Bacon
w jamie ustnej znajduję
wszystkie piękne kolory
obrazów Diego Velázqueza

szyba tłumi krzyk
pomyślałem
Bacon przeprowadzał swoje operacje
bez znieczulenia
przypomina to praktyki
XVIII-wiecznych dentystów
Zahnextraktion
przecinali też wrzody czyraki karbunkuły
to nie boli mówił do Infantki
proszę otworzyć buzię
niestety nie mam środków znieczulających
to będzie bolało

Infantka na fotelu ginekologicznym
Papież Innocenty VI na fotelu elektrycznym
Papież Pius XII w poczekalni
Diego Velázquez
na fotelu dentystycznym
przyjaciel George Dyer
before a Mirror – 1968
albo na sedesie…

malowałem otwarte usta
krzyk Poussina w Chantilly
i krzyk Eisensteina na schodach
malowałem
na kanwie z gazet
reprodukcji
w kącie mojej pracowni
leżała kupa gazet fotosów
jako młody człowiek
kupiłem sobie w Paryżu
książkę o chorobach jamy ustnej
Bacon rozmawiał z Davidem Sylvestrem
i nie zwracał na mnie uwagi

chciałem go sprowokować
więc zapytałem czy słyszał
o gnijącej jamie ustnej Sigmunda Freuda
pod koniec życia nawet wierny
pies uciekał od swego pana
nie mogąc znieść smrodu
czemu Pan nie malował
podniebienia zjedzonego
przez pięknego raka
Bacon udawał że nie słyszy
[…]

(Z tomu Zawsze fragment, 1996)

Czy wiadomo, dlaczego urodzony w Irlandii malarz Francis Bacon tak bardzo zafascynował poetę Tadeusza Różewicza z Polski? Wiadomo. Wiele ich łączyło. Tak wiele, że Bacon, bohater poematu Francis Baconczyli Diego Velázquez na fotelu dentystycznym, mógł uchodzić za alter ego poety; mógł też być jego cieniem czy, jak chcą niektórzy interpretatorzy – sobowtórem. Jednak były i różnice, i to na tyle istotne, że zasadne jest mówienie o sobowtórze à rebours.

Powiedzmy najpierw o tym, co dla Bacona i Różewicza było wspólne. Przede wszystkim nieufność do tradycyjnej antropologii chrześcijańskiej z jej charakterem antropocentrycznym. Świat bez Boga albo świat, w którym istnienie Boga poddaje się w wątpliwość, staje się źródłem udręki w różnych wymiarach: metafizyczno-ontologicznym, psychologicznym, duchowym, moralno-etycznym… W wymiarze estetycznym prowadzi do „odkrycia” antypiękna, turpizmu. Kreację (twórczość) zastępuje pomysłowość (wytwórczość), a ta zdaje się niewyczerpana. Człowiek zabijany, upodlany, pozbawiany godności, profanowany przez rozmaite opresje historyczne, istnieje przede wszystkim jako ciało poddane procesom nie tyle artystycznym, ile technologicznym. Ciało, które przestaje być siedliskiem Ducha ŚwiętegoPor. 1 Kor, 3,16.[1], przestaje być ciałem uwznioślonym, a staje się ciałem sprofanowanym – mięsem. Już w 1948 roku Tadeusz Różewicz napisał: „różowe ideały poćwiartowane / wiszą w jatkach” (Jatki), a po latach, w poemacie Francis Baconczyli Diego Velázquez na fotelu dentystycznym (1995): „Bacon osiągnął transformację / ukrzyżowanej osoby / w wiszące martwe mięso”.

obraz Diega Velazqueza

Tryptyk Trzy studia postaci u podstawy Ukrzyżowania Bacon wystawił w 1945 roku w Tate Gallery w Londynie. „Na ich widok umysł zatrzaskiwał się z łoskotem”, pisał współczesny mu krytyk sztuki John Russell. Malarz tłumaczył „transformację” osoby w mięso: „Zawsze bardzo poruszały mnie obrazy przedstawiające rzeźnie i mięso. Według mnie, wiążą się one z tematem Ukrzyżowania. Istnieją doskonałe fotografie zwierząt tuż przed zabiciem, czuje się w nich zapach śmierci”. Twierdził, że pragnął „pokazać to, co zwierzęce w człowieku”, a skoro tak, to pewnie i to, co „ludzkie” w zwierzęciu. „Zapach śmierci” był wystarczająco ludzki?

I czy właśnie dlatego swoje obiekty deformował, rozczłonkowywał, przekształcał, czy dlatego malował „nadgryzione głowy”? Czy zwierzęce miało się kryć w zdeformowanym? „Oddychające mięso wypełnione krwią” z wiersza Formy (1956) Tadeusza Różewicza nie znajdowało odpowiedzi, bo żadnych odpowiedzi nie szukało, było mięsem.

To, co różniło Francisa Bacona i Tadeusza Różewicza, najlepiej oddają przymiotniki ekstrawertyczny i introwertyczny. Bacon był ekstrawertykiem, typem emocjonalnym, gadatliwym, otwartym, zachłannym na życie i na to, co ono ze sobą przynosi. W sztuce cenił sobie pośredniość, performatywność, ekspresywność, dynamizm, ryzyko.

Różewicz to z kolei typowy introwertyk o filozoficznej naturze: małomówny, zamknięty w sobie, ostrożny w kontaktach międzyludzkich. W poezji dążący do obrazowania bezpośredniego, mówiący przez „zaciśnięte usta”, redukujący słowa, kondensujący sensy, ceniący milczenie.

Alter ego, ten drugi ja, często reprezentuje tłumione skłonności pisarza, także te społecznie kontrowersyjne, dwuznaczne moralnie, uwewnętrznione, zepchnięte do podświadomości. Chęć poznania Bacona była więc chęcią poznania siebie samego, a także tego innego siebie, który głęboko ukryty, jednak co pewien czas zgłaszał pretensję do zaistnienia. Byłaby to zatem chęć poznania swojej potencjalności. Fascynujące? Przynajmniej na tyle, by przez trzydzieści lat tropić ślady Bacona w galeriach i albumach, w książkach i czasopismach („przed trzydziestu laty / zacząłem deptać Baconowi po piętach”). Można porównać tę pasję do upartej pracy ornitologa, który chce złowić i opisać okaz rzadkiego ptaka, a nie może go w pełni opisać, nim go nie uśmierci.

Na związany z tą sytuacją dylemat moralny wskazywał Czesław Miłosz w komentarzu do wiersza Davida Wagonera pod tytułem Autor „Ornitologii amerykańskiej” rysuje ptaka dziś wymarłego gatunku (Alexander Wilson, Wilmington, N.C., 1809). Badacz-rysownik z przywołanego wiersza schwytał rzadki okaz dzięcioła, uwięził go, „rysował i badał przez kilka dni”, aż ptak zdechł. Mógłby on tłumaczyć swoje dwuznaczne postępowanie tym, projektuje Miłosz, że „[…] co ma żyć w sztuce, musi najpierw umrzeć w rzeczywistości”. Być może jest to dobry argument dla ludzi nauki, jak również dla rzemieślników, którzy ptaki preparują i wypychają, dla ptaków z pewnością jest nie do przyjęcia. Dlatego skrzydlaci bracia robią wszystko, żeby ptasznika omijać szerokim łukiem, żeby na swojej drodze go nie spotkać.

Bacon przez wiele lat schodził poecie z drogi: „mam go pomyślałem / ale to nie był on”. On był zawsze gdzie indziej, ale też on zawsze był kimś innym. Człowiekiem o wielu tożsamościach, mającym „naturalną skłonność / do ucieczki do znikania”. Wreszcie udało się:

po śmierci
po odejściu Francisa Bacona
umieściłem go pod kloszem
chciałem obejrzeć malarza
ze wszystkich stron
[…]
musiałem go
unieruchomić

Dlaczego Różewicz chciał oglądać Bacona ze wszystkich stron? Dlaczego badał go z niemalże chirurgiczną precyzją? Żeby odnaleźć w nim to, czego sam w życiu szukał, a co – jak mu się zdawało – mógłby znaleźć właśnie w swoim egoalter. Chodzi o odpowiedź na fundamentalne pytania filozoficzne, wielokrotnie przez Różewicza ponawiane: Jest Bóg czy raczej Go nie ma? A jeśli jest, to dlaczego człowieka stworzonego na Jego obraz i podobieństwo „tak się zabija jak zwierzę”? Więc nie ma Go?

I kolejne pytanie, równie jak poprzednie aktualne i niepokojące: Jaka jest kondycja współczesnego człowieka, a tutaj, w tym konkretnym poemacie – współczesnego artysty, który – inaczej niż wielcy poprzednicy Rembrandt czy Velázquez – nie wierzy w zmartwychwstanie ciała i nie modli się przed malowaniem. „Sztuka współczesna stała się grą / od czasów Picassa wszyscy gramy / lepiej gorzej”. Francis Baconczyli Diego Velázquez na fotelu dentystycznym jest zatem nieco ponad trzystuwersowym (nie licząc tytułu i odstępów pomiędzy strofoidami) traktatem o poszukiwaniu duszy w człowieku współczesnym, a może i ponowoczesnym. Jest również diagnozą współczesnej sztuki. Diagnozą, jak się wydaje, krytyczną. Praktyka malarska Francisa Bacona, bohatera poematu, samouka ukształtowanego przez kulturę modernistyczną, jest z gruntu ponowoczesna. Artysta nie tyle konstruuje, ile dokonstruuje, obsesyjnie powraca do raz podjętych tematów, tak jak twórcy muzyki popularnej wracają do coverów, po to, żeby je przearanżować, żeby zagrać je jeszcze raz, lub przynajmniej wykorzystać wybrane frazy, zrobić z nich sample, zapętlić je i zmiksować. Z kolei w literaturze zabiegom tym w jakimś sensie odpowiada między innymi intertekstualność, fragmentaryczność i wariantowość, zmiana kontekstu wypowiedzi i sposobu jej zapisu. Ten rodzaj praktyki poetyckiej, czy może raczej gry poetyckiej, widoczny jest również w poemacie Francis Baconczyli Diego Velázquez na fotelu dentystycznym. Cóż, „wszyscy gramy / lepiej gorzej”.

Poprzez autoironiczne zakończenie utworu („może niepotrzebnie / dodałem jeszcze do tytułu / ten długi poemat”) i w ostatniej strofoidzie dwukrotnie powtórzone słowo „gadatliwy”, Różewicz zdaje się sugerować, że obfitość poetyckiej mowności więcej zakrywa niż ujawnia. Autor Spadania stawia raczej na pojemną metaforę niźli na poetycką gadatliwość. Skupmy się tedy na metaforze, czyli na tytule poematu.

Dlaczego Bacon czyliVelázquez? I dlaczego w tytule poematu to Velázquez trafił na fotel dentystyczny a nie sportretowany przez niego papież Innocenty X? Przecież to właśnie papieski fotel skojarzył poeta z fotelem dentystycznym. Naturalnie nie byłoby tego stomatologicznego skojarzenia, gdyby nie usta papieża, szeroko otwarte jak do zabiegu ekstrakcji zębów bez znieczulenia. Usta papieżowi otworzył Bacon.

Tak jak Różewicz przy-swoił sobie Bacona, dosłownie: prze-trawił „jego straszną sztukę mięsa”, co z właściwym dla siebie poczuciem wisielczego humoru nazwał dialogiem, tak Bacon usiłował przy-swoić sobie portret papieża Innocentego X autorstwa Velázqueza. Podobno w połowie lat sześćdziesiątych wykonał około czterdziestu studiów tego portretu. Zachowały się dwadzieścia cztery warianty. Cykl nazwano później „krzyczący papieże”.

Bacon tropił Velázqueza, zniewalając sportretowaną przez niego postać. Żeby poznać/posiąść XVII-wiecznego mistrza portretu, nadwornego malarza hiszpańskiego króla Filipa IV, musiał poniekąd stać się nim. Miał na to sposób. Wnikał do wnętrza jego sztuki przez usta portretowanych postaci:

Bacon zamknął w klatce
papieża Innocentego VI
potem Innocentego X
i Piusa XII
Infantkę Małgorzatę w błękicie
jeszcze jakiegoś sędziego prokuratora
wszystkie te osoby zaczęły krzyczeć

Bacon dokonywał gwałtu, utrzymując, że powoduje nim pasja kolorysty:

próbowałem pokazać
pejzaż jamy ustnej
ale mi się nie udało
[…]
w jamie ustnej znajduję
wszystkie piękne kolory
obrazów Diego Velázqueza

Piękne kolory w ustach otwartych do przerażającego bezgłośnego krzyku? Różewicz poddaje w wątpliwość artystowsko-estetyczną argumentację. Wydaje mu się ona zbyt pięknoduchowska, przeestetyzowana, więc nieszczera. Prowokuje malarza:

czemu Pan nie malował
podniebienia zjedzonego
przez pięknego raka
Bacon udawał że nie słyszy

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w Baconie Różewicz znalazł godnego siebie adwersarza. Wprawdzie malarz udawał, że nie słyszy złośliwości Małego Wielkiego Mistrza z Wrocławia, ale tak naprawdę udawać wcale nie musiał, pewnie nie miał pojęcia, że istnieje taki polski poeta, który zagiął na niego parol. Kiedy jednak „dialog” zyskał formę dzieła literackiego, stał się faktem.

Czy Bacon posiadł – przede wszystkim w sposób symboliczny, ale też w jakimś sensie magiczny, a nawet, jako że był zadeklarowanym homoseksualistą, zmysłowy – Velázqueza? I tak, i nie. Tak, bo namalował inspirowane sztuką barokowego artysty obrazy, które przyniosły mu sławę i fortunę. Nie, bo jak przyznał w rozmowie z Davidem Sylvestrem: „[…] próbowałem bardzo nieudolnie go interpretować, dokonałem kilku zniekształconych zapisów. Żałuję tego, ponieważ myślę, że były to bardzo głupie próby. […] Myślę, że jest to dzieło absolutne i nic więcej nie da się z nim zrobić”.

A Różewicz? Czy odnalazł to, czego szukał w malarstwie Bacona? Nie, bo odnaleźć nie mógł. „Sztuka mięsa” może być pytaniem, nie może być odpowiedzią.

żegnaj Francis Bacon
napisałem o Tobie poemat
już nie będę Cię szukał
koniec kropka

Sprawę zakończył po męsku.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Kuczkowski, Deskrypcje (5): Bacon – Różewicz, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 38

Przypisy

    Powiązane artykuły