19.03.2020

Nowy Napis Co Tydzień #041 / O nas mówią bajki

Spektakl Ander-sen w reżyserii Tomasza Kaczorowskiego proponuje bardzo spójną wizję świata inspirowanego baśniami Hansa Christiana Andersena. Scenografia, muzyka i tekst wspólnie tworzą tajemniczą rzeczywistość, która dzięki świetnym aktorom Teatru Pinokio zaczyna tętnić życiem i zachwycać widzów w każdym wieku. Dla dorosłych to sentymentalna podróż do dzieciństwa, z kolei dla najmłodszych bez wątpienia będzie to wielka przygoda i cenna lekcja. Bo tylko bajki potrafią tak lekko opowiadać o rzeczach trudnych.

Zgodnie z koncepcją Łukasza Bzury w centrum teatralnych wydarzeń znalazła się Czarownica (Piotr Osak). Postać ta powstała z inspiracji różnymi Andersenowskimi utworami – twórcy spektaklu przywołują baśnie, w których pojawia się wiedźma (Krzesiwo, Calineczka, Mała Syrena) lub inna magiczna istota (diabełek w Dzielnym ołowianym żołnierzu, śmierć w Opowieści o matce, królowa w Królowej Śniegu), mająca decydujący wpływ na losy bohaterów. Tym, co łączy wszystkie te postaci, jest ich niejednoznaczność. Nie sposób rozstrzygnąć, czy są one dobre, czy też złe. W zależności od sytuacji, w jakiej się znajdują, górę bierze ich ciemna lub jasna strona. Także Czarownica trwa w zawieszeniu między skrajnymi obliczami swojej natury.

Wita nas ona w sennym lesie, wykonując piosenkę o potędze słów. „Kto ma Słowa – ten ma świat”, a co za tym idzie – może stwarzać nową baśniową rzeczywistość, przemawiając do wyobraźni słuchaczy. Tak jak pisarz porusza swoich czytelników i zaprasza ich do wykreowanego przez siebie uniwersum, tak Czarownica będzie wprowadzać widzów do swoich niezwykłych onirycznych wizji. Pierwszym bohaterem, który do niej trafia, jest wracający z wojny Żołnierz (Łukasz Batko). Wiedźma składa mu propozycję nie do odrzucenia: mężczyzna ma wspiąć się na drzewo i przynieść jej ukryte tam krzesiwo. W zamian będzie mógł zabrać stamtąd tyle pieniędzy, ile będzie chciał. Musi jedynie uważać na stojące na straży groźne psy. Żołnierz, skuszony łatwym zyskiem, zgadza się. Dalsze jego losy zostają opowiedziane w technice teatru cieni.

Twórcy serwują młodym widzom scenę rodem z horroru, kiedy Żołnierz w złości ucina Czarownicy głowę i dzierżąc w dłoni czaszkę, kroczy dumnie po scenie. Jak to w bajkach bywa, nie jest to jeszcze koniec naszej bohaterki. Wiedźma powraca, by zemścić się na młodzieńcu i księżniczce, którą mężczyzna poślubił, wykorzystując wykradzione krzesiwo.

Raz – dwa – trzy – cztery: Królewiczu znikaj!
Bądź ołowianym małym Żołnierzykiem!
A ty, Królewno, za mą poniewierkę –
Hop! W Papierową przemień się Tancerkę!

tym zaklęciem Czarownica odpłaca się swojemu niedoszłemu mordercy, a publiczności przedstawia kolejnych Andersenowskich bohaterów.

Dramatyczne losy miłości ołowianej zabawki do – wydawać by się mogło – nieosiągalnej papierowej tancerki, zostają przedstawione poprzez teatr lalek. Dzięki ogromnemu talentowi animujących je aktorów, wykonane z drewna i papieru postacie wykonują przejmujący taniec – i nie potrzeba już werbalizować historii dzielnego ołowianego żołnierza, bo w tej jednej scenie udaje się zamknąć całą determinację i odwagę bohatera oraz na pozór tragiczny koniec, który spotkał parę. Ogień zwiastuje kres ich życia, ale jednocześnie pozwala na zawsze być już razem.

Cudowna pieśń wprowadza na scenę kolejną postać, znaną najmłodszym przede wszystkim z bajki Disneya. Mała Syrenka (Małgorzata Krawczenko) – bo o niej mowa – zdecydowanie różni się od czerwonowłosej Arielki. Jej głowę zdobi upleciony z gałązek wieniec, twarz pokryta jest bielą. Wygląda jakby była częścią mrocznego morskiego krajobrazu, a nie uroczą księżniczką, którą większość dzieci kojarzy ze szklanego ekranu. Syrena przychodzi do Czarownicy, prosząc o nogi i nieśmiertelną duszę, by mogła stać się człowiekiem i poślubić swojego ukochanego księcia. Jest zdeterminowana do walki o to, w co wierzy. A wierzy w miłość. W zamian za szansę na ludzkie oblicze musi oddać swój najcenniejszy dar – przepiękny głos. Zanim jednak to uczyni, śpiewa po raz ostatni. Utwór wykonany przez Małgorzatę Krawczenko jest tak naładowany emocjami, że brzmi jakby był ostatnią piosenką na świecie.

Czarownica śni kolejne baśnie. Tym razem na widowni pojawia się Matka (Żaneta Małkowska) z mniej znanego utworu Andersena – Opowieści o matce. Bronisław Maj, autor tekstu do spektaklu, wykorzystuje historię tej postaci, by przypomnieć, że miłość rzadko istnieje bez cierpienia. Kobieta w tęsknocie za dzieckiem, które śmierć zabrała do nieznanej krainy, wypłakała oczy. Wiedźma jej nie rozumie. Nie wie, czym są łzy, nie może więc wiedzieć, czym jest miłość. W tekście Maja kobieta zaczyna jej współczuć –

Bo lepiej płakać, wołać, tonąć w łzach, jak ja –
niż tak nic nie czuć, nic…

Mimo ogromnego cierpienia, jakie ją spotkało, Matka nie skarży się i odmawia przyjęcia Kwiatu Zapomnienia, który miałby ukoić jej ból. Nie chce sprzeciwiać się woli Boga. Dostrzega w Czarownicy coś dobrego – w końcu decyduje się zaakceptować dar, a w zamian ofiarowuje swoją „łzę Miłości”, która powinna obudzić zamarznięte serce Wiedźmy. Za sprawą tego właśnie kwiatu do Ander-snu wkracza Calineczka (Natalia Wieciech), która po tej refleksyjnej scenie, wprowadza do przedstawienia ogrom pozytywnej energii. Dziewczynce towarzyszą jej pacynkowi adoratorzy (kret i ropucha) oraz przyjaciółka – mysz polna.

Ostatnią przywołaną przez twórców baśnią jest doskonale znana zarówno młodszym, jak i starszym widzom Królowa Śniegu. W Ander-śnie zobaczymy moment odnalezienia Kaja (Krzysztof Ciesielski) przez ukochaną siostrę. Bosa Gerda (Danuta Kołaczek) z ogromnym trudem ciągnie przez całą widownię sanki. Atmosfera chłodu i grozy udziela się publiczności. Czujemy zmęczenie i determinację bohaterki. Jakbyśmy wraz z nią próbowali pokonać śnieżycę i ostatkiem sił dostać się do uwięzionego brata. Gerda nie jest już małą dziewczynką, Kaj stał się mężczyzną. „Oboje, dorośli, a jednak dzieci, dzieci w sercachH.Ch. Andersen, „Królowa Śniegu” [w:] Tenże, „Baśnie”, Poznań 1988.[1]” – możemy przeczytać u Andersena i zobaczyć także w przedstawieniu Kaczorowskiego. Radość z odnalezienia się rodzeństwa będzie żarliwa i cicha – stracili wiele lat, których nie odzyskają.

Zespołowi Pinokia nie można odmówić wokalnych zdolności, które prezentują w tym spektaklu wielokrotnie. Ale nie wybrzmiałyby one tak spektakularnie, gdyby nie muzyka Miłosza Sienkiewicza. Mroczne, tajemnicze, ale i ludowe melodie (doskonała Wiedźma już wie), wprowadzą widzów do świata, w którym nic nie jest tym, czym się wydaje. Muzyczną klamrę przedstawienia tworzą utwory, które aktorzy wykonują, będąc na widowni. Potęguje to oddziaływanie muzyki, ale i całego spektaklu.

Scenografia autorstwa Justyny Bernadetty Banasiak zbudowana jest z pustych ram obrazów, stert książek, wiszących papierowych ozdób i gałęzi. W końcu znaleźliśmy się w sennym lesie. Całość utrzymano w mrocznym klimacie, kolory są przytłumione. Istotną rolę odgrywają porozwieszane fragmenty luster różnych kształtów. Przywodzą na myśl tekst Andersena o Tobie mówi bajka, w którym został przedstawiony sposób na „grzeczne” mówienie prawdy prosto w oczy. Żeby przekazać niewygodną informację pokazywano danej osobie lustro, w którym ukazywały się bajki. Nawet jeżeli ktoś się zorientował, że to o nim mówi dany obraz, nie mógł się obrazić, bo przecież ciągle patrzył w swoje odbicie. W Ander-śnie zarówno bohaterowie spektaklu, jak i widzowie przeglądają się w wykorzystanych w scenografii lustrach przez cały czas trwania przedstawienia. To kolejne udane nawiązanie do twórczości Andersena.

Kostiumy doskonale oddają charaktery postaci – jest tak choćby w przypadku wspomnianej przeze mnie Syrenki. Warto przywołać tutaj także strój Czarownicy – charakterystyczna maska z długim nosem i bardzo obszerna czarna szata dodają bohaterce grozy. W jednej ze scen okaże się jednak, że ciemny kostium, jeśli przewróci się go na drugą stronę, będzie śnieżnobiały. Ten zabieg podkreśla dwoistość tej postaci, wewnętrzny spór, jaki toczą ciemna i jasna strona jej natury.

Wizualna strona Ander-snu wynika z reżyserskiej koncepcji Tomasza Kaczorowskiego, który wspomniał w jednym z wywiadów, że chciałbym utrzymać ten spektakl w estetyce filmów Tima Burtona. Tajemniczy, bajkowy klimat udaje się uzyskać za sprawą muzyki i scenografii, ale też całej palety form teatralnych (teatr cieni, pacynki, lalki, pantomima), jakie zostały wykorzystane w przedstawieniu. Zespół Teatru Pinokio doskonale odnajduje się zarówno animując lalki bohaterów, jak i wcielając się w nich w scenach aktorskich. Bardzo odważnym posunięciem było połączenie mrocznego burtonowsko-andersenowskiego świata z poetyckim tekstem. Efekt jest zdumiewający i to właśnie dzięki takiemu zestawieniu mamy do czynienia ze spójnym teatralnie dziełem.

Literacką warstwę przedstawienia zawdzięczamy urodzonemu w Łodzi poecie – Bronisławowi Majowi. Jego Ander-sen to całkowicie autorska wizja świata, w którym rozbudowuje on znane baśniowe postacie, czerpiąc z oryginałów jedynie poszczególne wątki. Czarownicę poeta stwarza od podstaw, inspirując się wiedźmami pojawiającymi się w utworach duńskiego pisarza. Dzięki wprowadzeniu głównej bohaterki udaje się fabularnie połączyć pozornie niezwiązane ze sobą historie. W piosence finałowej, w której występuje sam Hans Christian Andersen (ukrywał się w przebraniu Czarownicy), Maj zawarł przesłanie, które można przypisać do wszystkich baśni:

Bo o kim jest ta bajka? Dobrze wiecie sami:
O każdym z nas po trochu, i wszyscy w niej gramy.

Chociaż twórca opowieści może być jeden, to powstają one z inspiracji życiem, które dzieje się dokoła nas. Uzupełniamy się nawzajem i warunkujemy swoje istnienie. Bez publiczności nie byłoby teatru, a bez czytelników – książek.

Wszystkie postacie, które przychodzą do Czarownicy, łączy wiara w potęgę miłości. Żołnierz jest gotów poświęcić życie za możliwość bycia z tancerką. Syrena oddaje to, co ma najcenniejsze, by mieć szansę spotkania swojego ukochanego. Opłakująca dziecko matka przytuli krzak cierniowy i gotowa będzie zrezygnować ze wszystkiego, by sprowadzić je z powrotem. Gerda pokona wszelkie trudności, by odnaleźć brata. Twórcy spektaklu przypominają młodszym i starszym widzom, że nie ma potężniejszego uczucia od miłości. I chociaż często wiążą się Z nią trudne emocje, takie jak tęsknota, poświęcenie, a nawet cierpienie, to warto walczyć o nią do samego końca.

Odbiór przedstawienia będzie różny w zależności od wieku widza, ale interpretacje będą się wzajemnie uzupełniać, dzięki temu można powiedzieć, że mamy do czynienia z pełnowymiarowym familijnym spektaklem. Twórczość Andersena zawsze budziła dużo emocji. Sam autor mówił, że jego baśnie to pudełka – dzieci oglądają je z zewnątrz, a dorośli zaglądają do środka. W przypadku Ander-snu opakowanie jest na tyle przystępne i fascynujące, że niejedno dziecko chętnie zajrzy do jego wnętrza. Nie zapominajmy, że najmłodsi widzą, rozumieją i przede wszystkim czują dużo więcej, niż nam się wydaje. Kto wie, może więcej wyniosą z tego spektaklu niż niejeden dorosły.

 

ANDER-SEN, koncepcja: Łukasz Bzura, autor tekstu: Bronisław Maj, reżyseria: Tomasz Kaczorowski, Teatr Pinokio w Łodzi, prapremiera: 22.02.2020.

Fot. HaWa

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Agata Wlazło, O nas mówią bajki, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 41

Przypisy

    Powiązane artykuły