02.04.2020

Nowy Napis Co Tydzień #043 / Starzec nad „Urwiskiem”, czyli o nowych wierszach Adama Wagi

Klemens Górski, znany jako Adam Waga, i tak podpisujący swoje tomiki, wtargnął w krainę polskiej literatury dopiero jako ponad siedemdziesięciolatek, by wkrótce okazać się jednym z najważniejszych twórców rodzimej poezji XXI wieku. Twórców nieprzypadkowo docenianych, ocierających się o znaczące literackie nagrody (trzy nominacje do Nagrody Orfeusza), bądź te nagrody zdobywających (Nagroda im. ks. Jana Twardowskiego). Dzisiaj Adam Waga jest poetą sędziwym (urodził się w 1936 roku), świadomym w swej starości rychłego kresu. Między innym z tego właśnie granicznego doświadczenia zdaje sprawę w najnowszym swoim tomiku zatytułowanym Urwisko.

Skąd taki tytuł i cóż on może znaczyć w ustach 83-letniego starego poety? Posłuchajmy:

Młodzieńcze poczucie
nieskończoności
schodzi odwiecznym szlakiem
nad urwisko starcze,
aby się osunąć
w przepaść końca.

W młodości często żyjemy tak, jakby życie nigdy nie miało się skończyć, a śmierć obecna gdzieś tam daleko, nas młodych w ogóle nie dotyczy. To jedna z podstawowych prawd o ludzkiej kondycji. Tymczasem niezauważenie podążamy odwiecznym, więc nie dającym się ominąć, szlakiem nad starcze urwisko, poza którym już tylko przepaść śmierci/końca. Jest w tym kluczowym dla całego tomu wierszu mieszanka tragicznego pesymizmu z jednej strony i stoickiej zgody na to, co nieuchronne z perspektywy doświadczonego, posuniętego w latach podmiotu – z drugiej. Jednak Adam Waga wydaje się bardziej radykalny niż na przykład późny Miłosz, tytułujący jeden ze swych tomików Na brzegu rzeki. U Miłosza znakiem kresu jest łagodny brzeg rzeki na podobieństwo mitologicznego Styksu – wystarczy obol, by znaleźć się po drugiej stronie. U autora Samosiewu natomiast sprawa jest dużo bardziej tragiczna i dużo trudniejsza – w przepaści końca tkwi bowiem niewiadoma, a spadanie w nią może okazać się bolesne, bo bez perspektywy nadziei nowego życia.

Doskonałą egzemplifikacją tegoż tragizmu jest wiersz Traf na cmentarzu. Oto umarły ma nadzieję, że soki z niego będzie czerpała rosnąca przy jego grobie wyniosła sosna. W ten sposób i on będzie żył dalej „szczęśliwie i wysokopiennie”. Jednak ową sosnę powaliła nagła nawałnica, więc:

Co teraz pocznie,
gdzie się podzieje
jako trup tułacz,
którego zawiodła
rozpięta na sosnowych
igiełkach i szyszkach
kłująca wprawdzie,
ale nadzieja.

Siła najnowszego tomiku Adama Wagi, podobnie jak i wcześniejszych, tkwi w prostocie języka, wolnej od metaforycznej ekwilibrystyki i poetycznego zadęcia – poeta mówi językiem pewnym i wyrazistym, pozwalającym na pochłonięcie książeczki jednym tchem, także z uwagi na jej niewielką objętość (zaledwie 45 stron). Zaś sytuację mówiącego w tomie podmiotu najlepiej określa wiersz Marna chytrość:

Zatrzymałem się
między życiem a śmiercią.

Co wybrałem?
Chorobę

Wiem, że jeszcze żyję
i że umrę później.

Znaczącą część najnowszego tomiku Adama Wagi stanowią wiersze składające się na coś, co określiłbym mianem rozprawy o Bogu i wierze. Myliłby się jednak ten, kto spodziewałby się tutaj głosu spolegliwego staruszka, z łagodnością godzącego się ze Stwórcą i poddającego całkowicie Jego woli. Miast tego mamy tu jakże człowiecze boksowanie się z Wszechmogącym, zaprawione nawet odrobiną gorzkiej ironii/gniewu (?):

Kiedy?
Kiedy,
o Panie Wszechmogący,
zdejmiesz z człowieka
to straszne przekleństwo
w postaci rachunku:
życie równa się grzech
równa się śmierć.

Kiedy?
Kiedy?!

Powyższy tekst znakomicie koresponduje z dwoma innymi pomieszczonymi w tomiku. Podmiot także tych tekstów nie jest reprezentantem łatwej, nieskomplikowanej i bezwarunkowej wiary. W dodatku – staje nawet po stronie ateistów (może jest nim sam (?) – to znaczące niedopowiedzenie), od których może więcej dowiedzieć się o Bogu i religii:

Głębsze, pewniejsze
świadectwo Twego istnienia
daje ten,
który w Ciebie nie wierzy
i walczy z Tobą,
niż ten,
który Cię wyznaje
na każdym kroku.

W drugim z tekstów, mini-traktacie Mówi ateusz, jego podmiot przyznaje się do niewiary, ale jednocześnie pokusy, by stanąć po stronie religii katolickiej, wobec której przyznaje, że

wszyscy twoi Bogowie
zwróceni są w stronę człowieka,
wręcz istnieją dla niego,
miłują go i chcą zbawiać.

Ów ateusz jednocześnie z pełną pokorą staje przed tajemnicą zmartwychwstania i kończy swój traktat konstatacją:

Nie ośmieliłem się nawet dotknąć
twego wstrząsającego principium:
zmartwychwstania.
Jest ono dla mnie
ponad możliwość reakcji.

Te słowa wypowiadane przez ateistę sytuują go już właściwie u bram wiary, świadomej boskiej tajemnicy zbawienia, niedostępnej śmiertelnikowi rozumowo.

Urwisko zamyka Adam Waga wierszem zatytułowanym Odchodząc. Autor przywołuje imiona poetów niegdyś starych jak on obecnie – Leopolda Staffa i Jarosława Iwaszkiewicza. Zazdrości im starości pogodnej i optymistycznej, której sam – przyznaje – tak przeżywać nie potrafi, a odchodząc zostawia „łzę, która już nie płacze, jest tylko słona.” Bowiem śmierć zawsze jest bez sensu – zarówno wtedy, gdy dotyczy życia bez nadanego mu sensu, jak i wtedy i tym bardziej wtedy, gdy człowiekowi udaje się swemu życiu ten sens nadać.

Najnowszy tomik autora Ułomków to bez wątpienia jeden z najlepszych tomików  2019 roku, i nie zdziwię się wcale, gdy przypadnie mu w udziale jakaś jedna z ważniejszych nagród. Nie to wszakże jest najistotniejsze. Dużo ważniejsze bowiem, że ta skromna książeczka w piękny i wyrazisty sposób porusza problemy tak bliskie współczesnemu, często pogubionemu człowiekowi, pięknie opisuje jego chwiejną kondycję z perspektywy kogoś, kto wiele doświadczył i sam – mimo iż znalazł się w sytuacji granicznej – wciąż szuka nieoczywistych odpowiedzi na podstawowe, od wieków uniwersalne pytania.

 

Adam Waga, Urwisko, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

Okładka książki

 

 

 

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej Krzyżan, Starzec nad „Urwiskiem”, czyli o nowych wierszach Adama Wagi, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 43

Przypisy

    Powiązane artykuły