14.05.2020

Nowy Napis Co Tydzień #049 / Golem z gatunkowej gliny, czyli noblistka na manowcach fantastyki

Fantastyczne dysonanse

Maj 2019. W telewizyjnym programie popularyzującym literaturę ­– „Xięgarnia” – filolożka i felietonistka Agata Passent ośmiesza literaturę fantastyczną, jej autorów i czytelnikówXiegarnia odcinek 295. Robert M. Wegner, 15 kwietnia 2019, [dostęp online]: https://xiegarnia.pl/wideo/xiegarnia-odcinek-295-robert-m-wegner/.[1]. Pretekst to zaproszenie do studia Roberta M. Wegnera – jednego z najważniejszych polskich pisarzy fantasy, autora cyklu Opowieści z meekhańskiego pogranicza. W krótkiej rozmowie pary prowadzącej (Passent towarzyszy pisarz i animator kultury Max Cegielski) redaktorka ironicznie docieka, dlaczego dzieła fantasy to zawsze opasłe sagi z przaśnymi okładkami. Wyznanie Cegielskiego, że cykl Wegnera zrobił na nim spore wrażenie, a ostatni raz wcześniej czytał fantasy w latach osiemdziesiątych, Passent komentuje humorystycznym zapytaniem, czy redaktor cofa się w rozwoju. Overkill? Cegielski stwierdza, że Wegner w ciekawy sposób pisze w swojej sadze o islamie, a Passent po raz pierwszy zrzuca karwasze sarkazmu i zastanawia się z autentycznym zdziwieniem, jak możliwe jest występowanie tematu islamu w powieści fantasy, przecież islam istnieje naprawdę.

Grudzień 2019. Agata Passent komentuje polskiego Nobla: „Ogromne gratulacje dla Olgi Tokarczuk za to, co zrobiła. Poświęciła swoje życie literaturze, zatopiła się w literaturze totalnie”„Polska to skrzyżowanie Europy, być może jej serce”. Olga Tokarczuk odebrała Nobla, 10 grudnia 2019, [dostęp online]: https://tvn24.pl/polska/olga-tokarczuk-odbiera-nagrode-nobla-transmisja-online-ra992130-2566379.[2]. W „Xięgarni” odcinekXięgarnia odcinek 322. Olga Tokarczuk – mowa noblowska, 9 grudnia 2019, [dostęp online]: https://xiegarnia.pl/wideo/program-tv/xiegarnia-odcinek-322-olga-tokarczuk-mowa-noblowska/.[3] poświęcony polskiej pisarce, będący oczywiście wyrazem radości z otrzymanej przez Tokarczuk nagrody i peanem na cześć autorki stanowiącej od lat nietykalny skarb mainstreamowej krytyki literackiej, autorki – podkreślmy – od lat parającej się literaturą fantastyczną, autorki czerpiącej bukłakami m.in. z literatury fantasy.

Z zestawienia dwóch Xięgarnianych sytuacji wynika, że wszyscy czujemy się niekomfortowo: Agata Passent z informacją, że powieść fantastyczna może zawierać elementy realistyczne (mały spojler: ten artykuł ujawni, że elementy realistyczne i fantastyczne mogą przenikać się jak hordy w bitwach pod Grunwaldem lub o Isengard), widzowie i czytelnicy z niekompetencją redaktorki opiniotwórczego magazynu. Sama noblistka czuje się za to niekomfortowo – na różnych płaszczyznach – z kategorią gatunkowości.

Niestrawna uczta wyobraźni

Jednym z powodów, dla których Tokarczuk uwierają gatunkowe ramy, jest ich pozorna kanciastość:

Być może, żeby nie utonąć w wielości tytułów i nazwisk[,] zaczęliśmy dzielić ogromne lewiatanowe ciało literatury na gatunki, które traktujemy jak dziedziny w sporcie, a pisarzy i pisarki jak wyspecjalizowanych zawodników. (…) Zawsze intuicyjnie byłam przeciwko takim porządkom, ponieważ prowadzą one do ograniczania wolności pisarskiej, do niechęci wobec eksperymentu i transgresji, która jest istotną cechą tworzenia w ogóle. I zupełnie wykluczają z procesu twórczego wszelką ekscentryczność, bez której nie ma sztuki. Dobra książka nie musi się opowiadać za swoją gatunkową przynależnością. Podział na gatunki jest wynikiem skomercjalizowania całej literatury i efektem traktowania jej jako produktu do sprzedaży z całą filozofią brandu, targetu i tym podobnych wynalazków współczesnego kapitalizmuOto, co dokładnie powiedziała Olga Tokarczuk w swojej przemowie noblowskiej, 10 grudnia 2019, [dostęp online]: http://kultura.gazeta.pl/kultura/7,114528,25496278,oto-co-dokladnie-powiedziala-olga-tokarczuk-w-swojej-przemowie.html.[4].

Tak rozumiana przynależność gatunkowa z pewnością stanowiłaby zagrożenie dla rozwoju literatury i wspomnianego przez noblistkę eksperymentu. Jednak dlaczego mielibyśmy przyjmować definicję wykluczającą? „Królowa mieszania gatunków” – tak określiła zachodnia prasa polską pisarkę w jednym z ponoblowskich portretów„Siła Europy”. Włoska prasa o Noblach dla Tokarczuk i Handkego, 11 października 2019, [dostęp online]: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-10-11/sila-europy-wloska-prasa-o-noblach-dla-tokarczuk-i-handkego/.[5]. Dana książka nie musi reprezentować jednego gatunku, postulowany przez Tokarczuk eksperyment to w jej wykonaniu postmodernistyczna zdobycz – gatunkowy synkretyzm. Warto dodać, że w przypadku autorki to najczęściej synkretyzm różnych podgatunków fantastyki. „Dobra książka nie musi opowiadać się za swoją przynależnością gatunkową”. Doszliśmy w ten sposób do najważniejszego pytania, które postawię w tym artykule, parafrazując: czy dobra książka fantastyczna może opowiadać się za swoją przynależnością gatunkową? Sporo światła na tę kwestię rzuca Marcin Zwierzchowski, redaktor m.in. „Nowej Fantastyki”, w artykule Kto nie lubi fantastyki?M. Zwierzchowski, Kto nie lubi fantastyki, 18 kwietnia 2019, [dostęp online]: http://www.marcinzwierzchowski.pl/kto-nie-lubi-fantastyki/.[6] – będącym, a jakże, reakcją na opisywane już wcześniej zachowanie redaktorki Passent:

Kryje się [w tym – przyp. red.] wreszcie solidna dawka wmawianej samemu sobie iluzji, którą podtrzymuje wielu krytyków i wiele krytyczek. (…) I tak, ci sami krytycy, którzy wprost przyznają, że na fantastyce „się nie znają”, z definicji nie interesując się książkami publikowanymi przez takich wydawców jak Powergraph, Uroboros, MAG czy Fabryka Słów, bez żadnych problemów po fantastykę sięgają, o ile publikuje ją wydawca z fantastyką nie kojarzony, a najlepiej by jeszcze nie chwalił się zbyt głośno, że to fantastyka. Michael Chabon, Carmen Maria Machado, Naomi Alderman, Moshin Hamid, Salman Rushdie, Michael Faber czy wspominani już Tokarczuk, Saunders albo Ishiguro nie są postrzegani jako fantaści, mimo iż w żaden sposób nie można zaprzeczyć, że fantastykę tworzą.

Przypomnijmy słowa Tokarczuk: „Podział na gatunki jest wynikiem skomercjalizowania całej literatury i efektem traktowania jej jako produktu do sprzedaży z całą filozofią brandu, targetu i tym podobnych wynalazków współczesnego kapitalizmu”. Jeżeli podążymy za tokiem rozumowania Zwierzchowskiego, to możemy noblistce zarzucić co najmniej niekonsekwencję. Parafrazując po raz kolejny: niechęć przyznania się do gatunkowości jest wynikiem skomercjalizowania całej literatury i efektem traktowania jej jako produktu do sprzedaży z całą filozofią brandu, targetu i tym podobnych wynalazków współczesnego kapitalizmu.

W efekcie tkwimy w bizarnej sytuacji, w której nobliści czy autorzy Nobel-baitowi fantastykę piszą, ale się do tego nie przyznają; krytycy głównego nurtu tę fantastykę czytają, ale udają, że nie jest to fantastyka; wydawcy głównego nurtu fantastykę wydają, ale udają, że nie jest to fantastyka; wszyscy wymienieni zasłaniają się tego typu terminami-wytrychami: „(…) powieść (…) wymykająca się wszelkim klasyfikacjom. Owiana tajemnicą” (Kazuo Ishiguro, Pogrzebany olbrzym)https://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/pogrzebany-olbrzym-2/.[7]; „przejmująca, magiczna, nie pozbawiona ironii powieść o ponurej przyszłości” (Doris Lessing, Pamiętnik przetrwania)https://www.znak.com.pl/ksiazka/pamietnik-przetrwania-doris-lessing-75757.[8]; „Erudycyjna baśń dla dorosłych” (Salman Rushdie, Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy)https://www.znak.com.pl/ksiazka/dwa-lata-osiem-miesiecy-i-dwadziescia-osiem-nocy-salman-rushdie-7161.[9]. Niestety wygodniej i bardziej opłacalnie jest określić książkę mianem surrealistycznej, nazwać „ucztą wyobraźni” niż po prostu fantastyczną.

„…z hukiem, który grzęźnie i schnie w kosmosie”

Tytuł „królowej mieszania gatunków” nie wziął się z kosmicznej próżni, a Tokarczuk pomysłowym synkretyzmem od dawna podbija jaźnie i serca kolejnych czytelników spragnionych fantastycznych przekładańców. Dobrym przykładem mogłaby być jej najnowsza książka, czyli Opowieści bizarne (2018). Pod sztandarem bizarności, czyli dziwaczności, autorka zebrała w swoim zbiorze opowiadania z przeróżnych fantastycznych enklaw, m.in. dystopii, weird fiction czy horroru. Można jednak odnieść wrażenie, że Tokarczuk w najnowszym dziele sięga po otoczkę fantastyczną niejako z przyzwyczajenia, a mająca spajać tom dziwność nie ma zamiaru pracować przy faktycznym eksploatowaniu ważkich tematówP. Kaczmarski, Opowiadania mizerne, [dostęp online]: http://malyformat.com/2018/08/opowiadania-mizerne/.[10]. Dlatego uważam, że ciekawszą do przeanalizowania pod kątem gatunkowym będzie powieść Anna In w grobowcach świata (2006) Po pierwsze – do przenikania się podgatunków fantastyki dochodzi na przestrzeni jednego utworu, a nie zbioru tekstów. Po drugie – data wydania książki zbiega się z krajową popularnością gatunku fantastycznego new weird, do którego Anna In… z pewnością się zalicza. Po trzecie – powieść ta jest jednym z ciekawszych w moim odczuciu dzieł autorki, a sięgnięcie po fantastyczny sztafaż nie jest jedynie próbą nadania książce surrealnego, magicznego sznytu, który sprawi, że fan literatury środka odhaczy na swojej czytelniczej liście obcowanie z nadrealnym w bezpiecznej atmosferze.

Czym jest wspomniany new weird? To podgatunek fantastyki powstały na przełomie XX i XXI wieku, który charakteryzuje się przede wszystkim – właśnie – synkretyzmem gatunków i próbą dekonstrukcji klasycznej fantastyki. Może łączyć w sobie np. elementy horroru, science fiction i innych podgatunków fantastycznych. Autorstwo nazwy przypisuje się powszechnie Brytyjczykowi Chinie Miéville’owi (choć pisarz zaprzecza, wskazując jako autora M. Johna Harrisona), który był jednym z pierwszych i najważniejszych przedstawicieli tego gatunku. Ruch wymierzony miał być w statyczne fantasy w konwencji tolkienowskiej. W Polsce do przedstawicieli new weird zaliczyć możemy m.in. Marka Huberatha i Jacka Dukaja, który w 2005 roku, czyli tuż przed wydaniem Anny In przez Tokarczuk, pisał na łamach „Nowej Fantastyki”J. Dukaj, Zatrzymać Tolkiena, poruszyć fantasy, „Nowa Fantastyka” 2005, nr 6.[11]:

New Weird [to] prąd najświeższy i najbardziej oryginalny, gdzie autorzy budują światy oparte o dowolne założenia, nie związane ani tradycją gatunku, ani realizmem, i/lub pozwalają na postęp w tych światach, pozwalają ich mieszkańcom dociekać natury rzeczywistości i wykorzystywać ją; podczas gdy dotychczas światy fantasy pozostawały statyczne.

Trudno o definicję, w którą lepiej wpisywałaby się ze swoją twórczością Tokarczuk; trudno o książkę, która lepiej spełniałaby kryteria tego gatunku niż Anna In w grobowcach świata – weirdowa trawestacja mitu sumeryjskiego osadzona w futurystycznej, dystopijnej rzeczywistości.

Powieść zawiera elementy charakterystyczne dla takich podgatunków fantastyki jak: weird fiction, mythpunk, dystopia, a nawet bizarrocyberpunk. Przekrój (pod)gatunkowy jest więc niezwykle bogaty. Tokarczuk wzbogaciła swoje dzieło o dosyć rozbudowane posłowie, w którym niepotrzebnie wykonuje dużą część pracy zarezerwowaną dla krytyków i badaczy. Wiąże się to zapewne z próbą obniżenia progu wejścia dla „zwykłego” czytelnika. Zabieg ten oczywiście ma swoje dobre strony, autorka podaje m.in. wersję mitu o Inannie, z którego korzystała, tworząc fabułę. Jakkolwiek wersja podana w posłowiu jest skrótowa, przytaczam jedynie jej wstęp, zainteresowanych odsyłając do lektury lub sieci:

Inanna kieruje swoją myśl do świata podziemnego, opuszcza swoje ziemskie królestwo i rusza do podziemi. Przedtem jednak instruuje swoją posłankę, polecając jej — w razie, gdyby stamtąd nie wróciła po trzech dniach — żeby ta udała się do trójcy bogów ojców i prosiła o pomocO. Tokarczuk, Anna In w grobowcach świata, Kraków 2007, s. 140.[12].

Noblistka przedstawia również w posłowiu swoistą ars poetica, objaśnia np. czemu sięgnęła po formę mitu:

Opowieść o zejściu do świata podziemnego, śmierci i zmartwychwstaniu to mit misteryjny. Zawiera się w nim tajemnica, którą na próżno próbować pojąć rozumem. Lecz jej poznanie jest możliwe i wtedy jest równoznaczne z ostatecznym pozbyciem się lęku przed śmiercią (i osiągnięciem nieśmiertelności). Przeniknięcie tej wielkiej, największej tajemnicy religijnej odbywa się dzięki inicjacji.

Autorka postrzega opowieść o Inannie jako pramit, pierwotną katabazę. „Mit będzie więc pierwotnym rezerwuarem wiedzy o świecie, ukrytej w nierealistycznej, baśniowej narracji, opowieścią o relacjach międzyludzkich, o ludzkich mechanizmach psychologicznych i społecznych”Tamże, s. 148.[13]. Tokarczuk zgodnie z konwencją mythpunku przekształca go postmodernistycznie i umieszcza w cyberpunkowej oraz dystopijnej scenerii. Sędziwa katabaza zamienia się w – posłużę się wyobraźnią i tytułem książki poetyckiej Piotra JemiołyP. Jemioło, Nekrotrip, Kraków 2019.[14] – boski nekrotrip. Celem takiego zabiegu jest alegoryczne zdehumanizowanie rzeczywistości, w której człowiek pełni rolę zasobu ludzkiego zarządzanego przez technokratycznych, korporacyjnych bogów, ojców Anny In. Są oni popędliwi, pyszni, nieco głupkowaci, ale potężni, więc straszni. Przywodzi to na myśl Lovecraftowego Azathotha. Określany jako „Ślepy Bóg-Idiota”, był on najpotężniejszą istotą we wszechświecie. Autor idei Necronomiconu utożsamiał jego głupotę z niedoskonałością wszechświata i zdeprawowaną ludzkością. Lovecraft stworzył swoją mitologię i Wielkich Przedwiecznych, którzy byli odbiciem jego egzystencjalnych lęków. Tokarczuk twierdzi natomiast, że „psychologicznym zadaniem [mitu] jest rozbrojenie grozy śmierci”.

Docierając do Samotnika z Providence, należy omówić obecność w Annie In elementów klasycznego weirduKlasyczne weird fiction w celu odróżnienia od bardziej eklektycznego nurtu new weird określane może być prostu mianem old weird. Pisze o tym m.in. Mikołaj Marcela w Weird fiction („Zagadnienia Rodzajów Literackich” 2018, LXI, z. 4, s. 142).[15], którego Lovecraft był pionierem. Osią weird fiction jest dziwność, ale nie rozumiana jako bizarność, lecz jako zjawiska budzące paraliżujący niepokój, tym straszniejsze, jeśli niemożliwe do zidentyfikowania, siejące zamęt w przelęknionych umysłach bohaterów i odbiorców. Jak pisze Krzysztof Grudnik w przedmowie do pierwszej edycji Snów umarłych. Polskiego rocznika weird fiction (2018):

Weird fiction – wyrywające nas z iluzji racjonalnego porządku, przewidywalności i określoności świata – nie jest literaturą. Jest antyliteraturą. Nie daje czytelnikowi spać po nocach, lecz nie z powodu wiary w wampiry, duchy, demony i inne fantazyjne stwory ją zaludniające, a z powodu podważenia wiary we wszystko, co postrzegamy jako realne. Odizolowana, zewnętrzna fantazja nie jest w końcu taka straszna. Prawdziwa groza zaczyna się wtedy, kiedy uświadomimy sobie – wzorem wielu weirdowych bohaterów – że fantazją może być to, co widzimy za oknem, „nasz” świat, „nasz” światopogląd, a nawet: my samiK. Grudnik, Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2018, Phantom Books Horror, Szczecinek 2018, s. 3.[16].

Olga Tokarczuk umieściła w uniwersum „Anny In, In Anny, Inanny” sporo weirdowychelementów i momentów. Powieść zaczyna się już zdecydowanie niepokojącym mottem: „TEKST Z TABLICZEK KLINOWYCH / miasto naprawdę istnieje, to miasto istnieje — myśmy tam mieszkali. miasto ibru istnieje — myśmy tam mieszkali”O. Tokarczuk, Anna In…, dz. cyt., s. 2.[17]. Następnie główna bohaterka mówi: „Jestem Anna In, przychodzę z miasta”Tamże, s. 13.[18] – rozpaczliwe podkreślanie prawdziwości miasta powoduje dyskomfort, który kojarzy się z jedną z najbardziej znanych weirdowychpowieści, czyli Miastem i miastem wspomnianego już Chiny Miéville’a (2009). Mimo przytaczanych zapewnień noblistki o próbach „rozbrojenia grozy śmierci”, w Annie In pojawia się mnóstwo nihilizmu i bezradności wobec większych sił rządzących losem świata. Na te typowe składniki weirdowego dzieła, nieodmiennie kojarzące się ze współczesnym mistrzem tego gatunku Thomasem Ligottim, natrafiamy co kilka akapitów: „Od urodzenia przyzwyczajamy się do martwoty”Tamże, s. 6.[19]; „Gdy tylko coś zostanie obdarzone choć niewielką świadomością, od razu zaczyna mieć bardzo wysokie mniemanie o sobie”Tamże.[20]; „My mamy Nic od razu, od świętego początku, a więc Nic nie tracimy”Tamże, s. 22.[21]; „Tworzy się z niepokoju. Tworzy się ze strachu i ku nieszczęściu, bo wszystko, co stworzone, musi się rozpaść”Tamże, s. 56.[22]; „Gwiazdy są obojętne. Mrugają z hukiem, który grzęźnie i schnie w kosmosie. Mają kamienne powieki”Tamże, s. 4.[23].

Tokarczuk w Annie In nie stroni również od bodajże najbardziej kontrowersyjnego i niszowego podgatunku fantastyki, jakim jest bizarro – nastawione na dziwność, która płynnie transmutuje w dziwaczność. Głównym założeniem bizarro jest szokowanie, przy jednoczesnym rozbawieniu lub zażenowaniu odbiorcy. Wiele może powiedzieć nam już sam tytuł jednej z najbardziej znanych powieści tego nurtu, czyli niedawno przetłumaczona na polski Nawiedzona wagina (2006). Oczywiście poziom literacki dzieł bizarnych jest bardzo zróżnicowany i trafić możemy na utwory wybitnie stonerowe, łączące wzorem legendarnej wytwórni filmowej Troma dziwaczną treść i formę z ważnym przekazem społecznymNp. Dom (z) kotów Jeffa Burke’a, w polskim tłumaczeniu w antologii Bizarro Bazar (2013). Więcej o literaturze bizarro dowiecie się z portalu Niedobre Literki.[24]. Noblistka tworzy plejadę bizarnych bohaterów: „Pies na dwóch nogach, w liberii zapinanej na dwa rzędy sutek, serwuje im popołudniową herbatę”Tamże, s. 21.[25]; „Miała kochanków. (…)Jednych trzyma w formalinie, drugich wypchała suchą trawą”Tamże, s. 13.[26]; „Nagle staje mi przed nosem riksza, a z nią rikszarz, biały i gładki jak duch. (…) Uśmiechają się jego oczy, nie usta, bo te są przystosowane do dziurkowania biletów”Tamże, s. 43.[27]. Tokarczuk opisuje akt stworzenia człowieka jako okrutną zabawę pijanych bogów przypominających przygnębiającą galerię XIX-wiecznych freak shows: „(…) koszmarny przytułek, a ona jest jędzą wśród monstrów. Baba Jaga i jej pomocnicy. Karły i poronione płody, famulusy, hybrydy i chimery”Tamże, s. 72.[28].

Charakterystyczne dla jej pisarstwa jest zakończenie powieści – ostatni, krótki rozdział Piasek, którego wydźwięk przenicowuje smętnie weirdowy, horrorowy wręcz sztafaż i pozostawia czytelnika z odrobiną miodu wlanego w czarniawe serce:

Nic nie zachowa swojego kształtu. Każdy porządek okaże się nietrwały — i boski, i ludzki. Miasto w końcu skruszeje, rozpadnie się w drobne fragmenty, cząstki, okruchy, z których nie da się już odczytać całości; przysypie je piasek pustyń, miliardy nasion przyszłości. Ludzie, jacy z nich wykiełkują, na nowo nawiążą czułą zależność od świata — od pogody, wiatru, słońca, księżyca i mgieł. Zaczną na północy wznosić inne miasta. Znowu ocknie się rozum, ten przemądrzały, ten zupełnie wyłączony ze wszelkiego szeptania, i — niczym głuchy jak pień senior rodziny — z osobliwą pewnością siebie stworzy nowe teorie i wymyśli tabletki — na strach i niepokój, lecz nie na śmierć, InannoTamże, s. 134.[29].

Czułość dla gatunków, dla fantastyki czułość

„Olga Tokarczuk używa chwytu Umberto Eco – łączy niski gatunek z wielkimi ambicjami. Jak w legendzie o smoku wawelskim: baranią skórą jest tu kryminalna forma, siarką – zagadnienia”D. Nowacki, Prowadź swój pług przez kości umarłych, Tokarczuk, Olga, „Gazeta Wyborcza”, 24 listopada 2009, [dostęp online]: https://wyborcza.pl/1,75410,7285172,Prowadz_swoj_plug_przez_kosci_umarlych__Tokarczuk_.html.[30] – pisał Dariusz Nowacki w 2009 r. o Prowadź swój pług przez kości umarłych. Recenzent jakby w panice dodawał również, że nie jest to przecież klasyczny whodunit, a jedynie pastisz, tak jakby autorka nie miała prawa napisać po prostu kryminału. Po dziesięciu latach mainstream literacki tkwi tak naprawdę w tym samym miejscu, co obrazuje opisywane wcześniej zachowanie Agaty Passent. Skoro redaktorka chwaliła noblistkę za „całkowite zatopienie się w literaturze”, wypada – bez ironii – życzyć tego samego krytykom, literackim influencerom oraz wydawcom głównego nurtu. Tokarczuk nie odcina się od fantastyki, nie ukrywa swoich inspiracji czy po prostu faktu, że jest autorką fantastyczną. Twierdzi, że „nie boi się tej etykietki”O. Tokarczuk, Fantastyka powinna walczyć o swoje, rozm. przepr. Michał Hernes, „Nowa Fantastyka” 2019, nr 7.[31]. Wielka szkoda, że takie słowa wybrzmiały kilka miesięcy przed Nagrodą Nobla w niszowym czasopiśmie, a później koncept gatunkowości został przez autorkę zmiażdżony w przemówieniu w Sztokholmie, które trafiło do czytelników na całym świecie. Starałem się pokazać, że można bawić się w wydzielanie wielu podgatunków fantastyki i nie będzie to zabawa jałowa. Z perspektywy artysty, badacza lub po prostu wnikliwego czytelnika zaklasyfikowanie do danego podgatunku musi wiązać się z dokładnym przeanalizowaniem elementów składowych utworów, co z kolei ułatwia poszukiwanie innych dzieł czy autorów grających w podobnych, interesujących w danej chwili, rejestrach. Rozumiem również, że duże rozdrobnienie podgatunków może czytelnika znużyć natłokiem informacji, wprowadzić chaos poznawczy, a przez to zawyżyć próg wejścia w gatunek. Jednak za największą artystyczną przygodę uważam właśnie (pod)gatunkową syntezę, wyciskanie z różnych planetoid literackiego uniwersum kolorowej gliny, z której ulepić można szalonego golema, tak jak stara się to robić Olga Tokarczuk. Dlatego postulowaną przez noblistkę czułość wymierzam w bastardowe gatunki, reprezentujących je autorów i licznych czytelników.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Patryk Kosenda, Golem z gatunkowej gliny, czyli noblistka na manowcach fantastyki, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 49

Przypisy

    Powiązane artykuły