11.07.2019

Nowy Napis Co Tydzień #005 / Zrozumieć XX wiek i jego skutki. Piotr Nowak o Hannah Arendt

Bywa, że z czyjąś wybitną myślą obcujemy przez lata, dyskutując z nią, odkrywając coraz to nowe pokłady i niezauważone aspekty, badając sieć powiązań z innymi myślicielami i wchodząc tym samym w jawne sprzysiężenie wyznawców idei poza czasem i miejscem. Jest to radosna wspólnota, w której porozumienie jest tak samo ważne jak punkty sporu i niezgody – bo przecież myśli się razem, choć na własny rachunek. Ten rodzaj przygody dostępny jest nielicznym, bo opłacony został godzinami ślęczenia nad cudzym tekstem, aby zrozumieć jego najgłębsze intuicje. Książka Piotra Nowaka jest zapisem takiej sytuacji – wystarczy sprawdzić daty pierwodruków (od 2003 roku po 2017), aby stać się świadkiem fascynacji myślą wybitnej intelektualistki, etapami jej myślenia, podejmowanymi tematami i aspektami zainteresowań. W dialogu z poszczególnymi książkami Piotr Nowak odkrywa dla siebie i dla nas nie tylko sens dzieł Hanny Arendt, lecz także jej fascynacje ludźmi: przede wszystkim Heideggerem i Jaspersem, oraz postaciami z przeszłości, jak Kant i jego myśl etyczna, ale nie brak też takich literatów jak Rilke, Auden, Benjamin, Broch czy Brecht.

 

Bo myśl intelektualistki tej miary co Hannah Arendt jest czymś w rodzaju Amazonii, skoro indywidualny namysł autorki wchłonął dziesiątki dopływów idei przeżytych i przemyślanych osobiście, aby mogły stać się częścią jej samej. Czułe i jednoczesne przenikliwe badanie dorobku autorki Korzeni totalitaryzmu wymagało od Nowaka przeczytania na nowo źródeł myśli filozoficznej XX wieku, a nawet starszej, zwłaszcza myśli politycznej i antropologicznej, bo autorka eseju O rewolucji brała żywy udział w dyskusji i miała spory wpływ na jej przebieg. A wachlarz zagadnień poruszanych przez Nowaka jest szeroki jak zakres jej zainteresowań badawczych oraz kwestii związanych z jej aktywizmem politycznym. Arendt miała okresy (jak lata 40.), kiedy wspomagała ruch syjonistyczny, wraz ze swym pokoleniem zastanawiała się, czym jest bycie Żydem i czym jest żydostwo w XX wieku (Pisma żydowskie; Rahel Varnhagen. The Life of Jewish Woman), jako wychowanka niemieckiej kultury rozmyślała nad wielkością i upadkiem niemieckich uniwersytetów oraz zastanawiała się nad kulturową winą Niemców za nazizm, a także nad ludzkimi postawami w sytuacjach granicznych (Ludzie w mrocznych czasach; Reflextions on the Poet Bertold Brecht and his Relation to Politics). Skala jej zainteresowań była ogromna i stąd powstanie książek tak różnych, jak biografie wybitnych postaci XX wieku, namysł nad banalnością zła uosobioną w jednym z ważnych hitlerowskich morderców (Eichmann w Jerozolimie) oraz rozważania o egzystencjalizmie, w którego powstaniu brała udział jako młoda studentka Heideggera.

Piotr Nowak, zdając sprawozdanie z jej intelektualnych przygód, zwraca też uwagę na mankamenty jej myśli, a sprawa pierwocin egzystencjalizmu służy mu za przykład interesowności myśli filozoficznej Arendt, która w eseju Czym jest filozofia egzystencji? daje upust również swoim animozjom wobec mistrza (Heideggera) oraz współuczestników filozoficznego kręgu. Bo myśl – uwikłana w interesy, spory personalne oraz postawy polityczne – podatna jest na czynniki zewnętrzne. To jest także teza książki Piotra Nowaka, który stara się przekazać intelektualny portret autorki Wspominając Wystana H. Audena na tle sporów i żywych zagadnień epoki. Skomplikowane relacje uczennicy (i kochanki) z mistrzem wpłynęły na jej krytyczną ocenę Heideggerowskiej myśli, co wcale nie przeszkadza, że – jak dowodzi Piotr Nowak – przejęła wiele praktycznych rozwiązań od swych niemieckich nauczycieli:

Jej niechęć do metafizyki, do wszelkiej spekulacji zorganizowanej w system, ma niewątpliwie charakter egzystencjalistycznego buntu wobec uświęconych tradycją wartości. Nacisk, jaki Arendt kładzie na „patos inauguratywności”, który powinien towarzyszyć każdemu działaniu, wiara w doniosłość samodzielnych czynów i ich względną niezależność od siły kontemplacji, wreszcie – pochwała „międzyludzkiej komunikacji” wraz z otwartością na innego – wszystko to każe przypuszczać, że sama Arendt należała do formacji intelektualnej, która w latach 20. i 30. ubiegłego wieku nadawała polityczności pierwszorzędne znaczenieP. Nowak, __Przemoc i słowa. W kręgu filozofii politycznej Hannah Arendt__, Warszawa 2018, s. 18.[1].

Przy czym należy zwrócić uwagę na rozumienie polityki i polityczności:

Albowiem dopiero w polityce – aktywności wolnej od wpływów kultury, gospodarki, religii – najpełniej urzeczywistnia się wolność. Jeśli więc w XIX stuleciu polityka była podporządkowana celom i racjom pozapolitycznym, głównie społeczno-politycznym, to tym razem ma być dokładnie na odwrót. Polityka nie jest zwykłą grą sil ekonomicznych, lecz kwestią decyzji. Nie powinna zatem kierować się ani ideałem sprawiedliwości społecznej, ani tym bardziej dążeniem do bogactwa i wpływów. Jej podstawową cechą rozpoznawczą stanowić ma czyste działanie […] To wszystko odnajdujemy w dziele Arendt, która akt decyzji określa jako „samą tylko możliwość rozpoczynania” (‘the sheer capacity to Begin’). Mowa o ludzkiej zdolności wydobywania, tworzenia artefaktów dosłownie z niczego, bez oparcia w dotychczasowym bycie czy w kontemplacji czekającej na nie-wiadomo-co. Podobnie jak egzystencjaliści, Arendt odbierała historyczny proces jako nieprawomocne źródło ograniczeń, tłumiący ludzką wolność i spontanicznośćTamże, s. 19.[2].

Inaczej mówiąc, nie wierzyła w naturę ludzką, lecz jedynie w ludzką kondycję, a ideałem wolnej i pozbawionej przemocy gry politycznej była grecka polis. Pomijając złudzenia przedwojennych egzystencjalistów co do polityki, należy jednak podkreślić, że nie można pozostać obojętnym na ich emfazę ludzkiej wolności – ideę przewodnią wszystkich dzieł Hannah Arendt, ideę, która obroniła ją przed zauroczeniem komunizmem (jak wiemy, rzadki to przypadek). Nowak nie ukrywa także, że lata 20. i 30. to ogólne zaczadzenie totalitarnymi ideami – dość powiedzieć, że sławni niemieccy marksiści, jak Theodor Adorno, zanim pokochali ojczyznę światowego proletariatu, zafascynowani byli Hitlerem (Adorno pisywał serwilistyczne recenzje muzyczne, zanim nie został odrzucony przez nazistów z powodu swego żydowskiego pochodzenia).

Piotr Nowak omawia również interesujący wkład autorki w zrozumienie zjawiska antysemityzmu. Jest to wkład znaczący, choć jej idee niekoniecznie są podzielane przez innych badaczy, polityków i ideologów. Arendt (głównie w biografii Rahel Varnhagen, ale także w Pismach żydowskich) przedstawia koncepcje parweniuszapariasa – dwóch sposobów funkcjonowania Żydów w zsekularyzowanych społeczeństwach przedwojennego Zachodu, bo autorka wyraźnie oddziela antyjudaizm przednowoczesnej chrześcijańskiej Europy od nowoczesnej, pooświeceniowej niechęci, czyli antysemityzmu w państwach narodowych:

W eseju Żyd jako parias parweniusz przedstawiony jest w kategoriach nieudanej asymilacji społecznej. To człowiek rozdarty między dwa światy: lepszy, który go nie chce, i gorszy, ale własny. Jego dramat polega na tym, że bez względu na siłę, z jaką zostaje odrzucony, nie umie wyrzec się marzeń o świecie grubych futer, dużych pieniędzy, wielkich wpływów. […] W dobie rozwiniętego kapitalizmu staje się wyrzutkiem społecznym, „bezrobotnym”. Nie jest nikomu potrzebny. Przeciwnie: jest podejrzanyTamże, s. 37.[3].

Wewnętrzny podział na wpływowych parweniuszy i pogardzanych pariasów (czyli na „lepszych” i „gorszych” Żydów) został wykorzystany przez Niemców podczas obsadzania ich w samorządach żydowskich (judenratach) tworzonych w gettach, co wiązało się z większą możliwością przeżycia. Samo rozumienie antysemityzmu w pismach Arendt ewoluowało i jej późniejsze dzieło, krytyczne pod adresem żydowskich elit (rozdział AntysemityzmPism żydowskich), jak podkreśla autor książki i zarazem tłumacz eseju, „nie zostało do tej pory opublikowane w całości w żadnym języku oprócz języka polskiego”.

Dla polskiej myśli politycznej najważniejszym dziełem wydają się Korzenie totalitaryzmu, w którym autorka zwraca uwagę na przypadkowość zaistnienia totalitaryzmu w Niemczech. Jak pisze, „tym, co zrodziło nazizm, nie była żadna niemiecka tradycja, lecz pogwałcenie wszelkich tradycji” (patrz jej Salon berliński i inne eseje). Ta część prac Arendt jest najlepiej znana i najczęściej komentowana – może więc z tego powodu w książce Nowaka została ledwo zarysowana i znajdujemy tu tylko wzmianki o „zorganizowanej samotności”, „ludziach zbędnych” jako produkcie ubocznym przekształcania społeczeństwa w motłoch, a wyzutych z jakiejkolwiek tradycji, a także o „azjatyckiej obojętności” na cierpienia innych.

Teza o „banalności zła” wynikającego z braku wyobraźni, empatii, a przede wszystkim myślenia stała się już intelektualnym liczmanem, ale w książce Piotra Nowaka dodatkowo ukazane są wewnętrzne napięcia między pojęciem „banalnego” a „radykalnego” zła, koncepcji wziętej z pism Immanuela Kanta. Totalitaryzm jako banalizacja zła jest więc nieustannym zagrożeniem. Tym bardziej – może jako przestroga, a nie tylko analiza – ciekawe zdanie pojawia się w rozdziale Doświadczenie myślenia:

Otóż źródło zła – twierdzi Arendt – bije podskórnie wszędzie tam, gdzie zaprzestano myślenia, gdzie sprowadzono je do kalkulacji, rachunku albo – przeciwnie – do swobodnej ekspresji: gdzie powstrzymuje się od wydawania wolnych sądów w oparciu o „zmysł moralny” (‘common sense’)Tamże, s. 49.[4].

Biorąc pod uwagę niemożność zablokowania przepływu informacji w dzisiejszym świecie i narzucenia jednej wizji, wydaje się, że postawa polegająca na samowyzuciu się człowieka z poważnego namysłu i odpowiedzialności za słowo – inaczej mówiąc: korupcja intelektualna – jest jednym z największych zagrożeń ze strony intelektualistów. Jednym z elementów owej korupcji jest porzucenie tradycji jako rozmowy z dotychczasowym dorobkiem:

Utracono ciągłość przeszłości, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie i rozwijała się harmonijnie. To, co nam pozostało, jest ciągle przeszłością, lecz jest to przeszłość fragmentaryczna, która utraciła pewność ocenianiaTamże, s. 52.[5].

Nic więc dziwnego, że z pism Hannah Arendt rysuje się smutny i zdegradowany obraz przyszłości, w której totalitarne elementy życia społecznego zatrują współczesne demokracje w czasach po zwycięstwie nad totalitarnymi systemami państwowymi. O jakich elementach mowa? Mowa o zapomnieniu społecznym (kulturowej martwocie tradycji), całkowitej zastępowalności jednostki (nie tylko w gospodarce, ale też w kulturze, a nawet w życiu prywatnym), wyniesieniu na piedestał „kultury masowej” (a więc akceptacja zezwierzęcenia, infantylizmu i bezmyślności), a także o podniesieniu konformizmu i bezpieczeństwa do rangi naczelnego bóstwa społecznego i indywidualnego.

Nie ma wątpliwości, że proroctwa myślicielki zmarłej w roku 1975, a więc jeszcze przed upadkiem światowego systemu komunistycznego, właśnie się spełniają. Może właśnie dlatego warto ją czytać? Książka Piotra Nowaka pomaga w ich przyswojeniu. A ponieważ niniejsza recenzja pojawia się w piśmie kulturalnym, a właściwie literackim, może nie od rzeczy będzie przestroga wybitnej myślicielki na temat wielkości „kwestii smaku” oraz wpływu kiczu na upadek człowieka (nie tylko artysty, bo, jak wiadomo, Hitler był wielkim amatorem kiczu, podobnie jak twórcy socrealizmu – kicz jest wspólnotą artystów i odbiorców):

Kicz niszczy system wartości estetycznych od strony moralnej. Za jego sprawa zło pojawia się w orbicie sztuki. Zło skłania artystów, aby ich sztuka schlebiała samej sobie, by zajmowała się tylko sobą. Uwielbienie sztuki ze względu na nią samą wydaje się iście szatańską, amoralną pokusą, pochodną wypranych z moralności powiedzeń i przeświadczeń, jak te, które nakazują mówić biznesmenom, zwykłym ludziom i politykom: „biznes to biznes”, „takie jest życie”, albo: „wojna jest zawsze wojną”. Oni wszyscy „stają się mordercami, ponieważ gotowi są tej zgodności, tej «pięknie» domkniętej spójności, wszystko poświęcić” (H. Arendt, Hermann Broch 1886–1951). Niewątpliwy głód etyki zostaje zaspokojony pseudowartościami z dziedziny sztuki, polityki czy też trywialnie pojętego życia, które zakazuje mieć innych „bogów” niż one sameTamże, s. 366.[6].

Słowa te brzmią nieprzyjemnie, to prawda, ale też ich celem nie jest przypochlebienie się zadowolonym z siebie nababom sztuki czy intelektu, politykom, biznesmenom lub uczonym. Czy mamy do czynienia z Eichmannem – prymitywnym i bezmyślnym urzędnikiem w machinie śmierci – czy analizujemy dzieło literackie, pytania stawiane twórcy (obozu, sklepu lub poematu) są przecież takie same: Czy to, co robisz, kogoś krzywdzi, czy zostało pomyślane dla dobra człowieka? Czy twoje dzieło jest wyrazem empatii i poszanowania wolności innych, także tych, którzy ci wadzą i twoim zdaniem nie mają racji? Czy szafując ideami nie pogardzasz ludźmi?

W przypadku dzieła artystycznego pojawiają się pytania dodatkowe: Czy wyszedłeś poza utarte schematy, poza sztampę i myślowe klisze swojego środowiska, a może jesteś ulepiony z obowiązującej ideologii i grupowych przeświadczeń? Czy dzieło jest wyrazem bezmyślności i stadnego odruchu, czy też wynikiem wrażliwości i sumienia? Czy w ogóle interesuje cię drugi człowiek, czy tylko twoje rozbuchane „ja” i twoja twórczość? Na koniec jest jeszcze pytanie ogólne zwrócone do każdego człowieka, bez względu na wykonywaną profesję: Czy w ogóle zadajesz sobie takie pytania?

Piotr Nowak, Przemoc i słowa. W kręgu filozofii politycznej Hannah Arendt, „KRONOS”, Warszawa 2018.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Józef Maria Ruszar, Zrozumieć XX wiek i jego skutki. Piotr Nowak o Hannah Arendt, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 5

Przypisy