21.05.2020

Nowy Napis Co Tydzień #050 / O czułości

„Czułość”– to słowo będzie nam towarzyszyło przez najbliższe tygodnie, jeśli nie miesiące, za sprawą mowy noblowskiej Olgi Tokarczuk. Autorka nazywa ją „najskromniejszą odmianą miłości”Zob. „Przemowa noblowska Olgi Tokarczuk”, s. 24, https://www.nobelprize.org/uploads/2019/12/tokarczuk-lecture-polish-2.pdf, dostęp 07.01.2020[1], tą na co dzień najczęściej niedostrzeganą, bo oczywistą i naturalną. Niedostrzeganą, przez co i niedocenianą, a więc najsilniej narażoną na zranienia. Czułość to delikatność oraz wrażliwość, ale także siła i odpowiedzialność. Drobne gesty oraz słowa, które zmieniają czyjąś rzeczywistość. „Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest «ja»”Tamże.[2]. Polega na dostrzeganiu wszystkiego oraz łączeniu w całośćTamże.[3]. Nie bez powodu więc noblistka nazwała swojego wymarzonego „czwartoosobowego” narratora właśnie czułym – takim, który w równym stopniu poświęca uwagę wszystkim postaciom opowieści, a jednocześnie nie zatraca własnej perspektywyTamże, s. 21.[4].

Kiedy myślę o twórczości Tokarczuk, szukając w niej kryterium czułości, opowiadanie Szafa jako pierwsze pojawia się w mojej głowie. Nie czyha w nim żadne niebezpieczeństwo; jest wyrozumiałe dla zlęknionego lub niepewnego czytelnika, bo oferuje mu poczucie kontroli. Chociaż nie ujawnia się w nim jeszcze narrator „czwartoosobowy” (jego czas, jak obiecuje autorka, jeszcze nastanie), nie przeszkadza to w odczuwaniu płynącej z tej historii czułości. Narracja pierwszoosobowa, z którą mamy do czynienia w tym tekście, „zatacza wąskie kręgi wokół «ja» twórcy, piszącego mniej lub bardziej wprost tylko o sobie i poprzez siebie”Tamże, s. 3.[5]. Oznacza to, że Tokarczuk niejako ofiarowuje nam część samej siebie, ale i pisze przecież między innymi z myślą o czytelniku – jest to niepodważalny przejaw czułości. Pisać siebie dla kogoś.

Szafa jest bardzo wczesnym opowiadaniem w dorobku Tokarczuk (powstała w 1987 roku). To fragment historii dwóch żyjących ze sobą osób, które wprowadziwszy się do nowego miejsca, zakupiły istotny dla każdego domu mebel – tytułową szafę. Istotny, bo kryjący w sobie nasze codzienne zbroje, ubrania, które często stają się manifestem, komunikatem dla świata. Istotny, bo będący schronieniem, swoistym „domem w domu”. Dla narratorki, a zarazem głównej bohaterki opowiadania, która włóczy się z nami po swoim mieszkaniu, od samego początku był on trzecim domownikiem. „Szafa” pojawia się w tekście zawsze zapisana dużą literą. Ten gest wyraża szacunek do wyjątkowego przedmiotu. Świadczy o nadaniu mu tożsamości i imienia.

Szafa zostaje upodmiotowiona, co przejawia się także w opisach jej animizowanej albo nawet antropomorfizowanej cielesności. „[…] R. […] czule pogładził jej drewniane ciało, zupełnie jak krowę, którą kupuje się do nowego gospodarstwa”O. Tokarczuk, „Szafa”, Kraków 2005, s. 8.[6] – narratorka informuje czytelnika o akcie czułości, który wydarzył się podczas podróży mebla do ich, wspólnego dla całej trójki, nowego miejsca na świecie. W innym miejscu protagonistka wyzna, że „pragnęła Szafy jak mężczyzny”Tamże, s. 11.[7]. Przedmiot przestaje być tylko przedmiotem, staje się towarzyszem codzienności. Mimo że nieruchomy i milczący, może zaoferować narratorce o wiele więcej niż tylko skrycie jej ubrań w swoim wnętrzu. Co istotne, R. początkowo jest zupełnie wykluczony z tej relacji. Dopiero po jakimś czasie kobieta pozwala mu wkroczyć w ten specyficzny związek, inicjując jego pierwsze spotkanie z wyjątkowym obiektem. Wydaje się, że bohaterka wyczekiwała właściwego momentu, w którym jej wyłączność na doświadczanie Szafy mogłaby się zakończyć. Nie wiadomo, czy ta zwłoka wynikała z samolubności czy z ostrożności – chęci przetestowania czegoś nieznajomego na sobie, by w razie czego móc ochronić ukochaną osobę. Wiele tu mamy przejawów czułości, która, jak już ustaliliśmy, ujawnia się w najdrobniejszych gestach i najciszej wyszeptanych słowach.

Szafa stanowi nie tylko odrębny byt, ale też osobne terytorium. Z czym bowiem kojarzy nam się ten mebel? Z dziecięcą zabawą w chowanego – to przecież jedna z najlepszych kryjówek, jaką dziecko może wymyślić. W większości przypadków jest miejscem przeczekiwania i oczekiwania na zostanie znalezionym. Przestrzeń szafy otworzył C.S. Lewis w Opowieściach z Narnii, przekształcając ją w portal do alternatywnej rzeczywistości, wypełnionej magią krainy, w której czas płynie w zupełnie innym rytmie. Podobną właściwość tego mebla jako sfery liminalnej odkrywa bohaterka Tokarczuk, która zamknąwszy się w jego wnętrzu, niejako znika ze świata. Szafa otula ją sobą. „Śniła się nam absolutna cisza i że wszystko było w niej zawieszone jak dekoracje na wystawach sklepów, i że byliśmy w tej ciszy szczęśliwi, ponieważ byliśmy wszędzie nieobecni”Tamże, s. 8–9.[8] – opowiada chwilę wcześniej, po czym, stojąc przed ukochanym przedmiotem, uświadamia sobie, że to on generował ciszę ze snu.

Będąc w jego wnętrzu, kobieta zwraca się do swojego Anioła Stróża (którego postać bardzo często przewija się przez twórczość Tokarczuk). „Kiedy umysł zostaje ze sobą sam na sam, zaczyna się modlić”Tamże, s. 10.[9] – tłumaczy. Środek Szafy staje się sferą sacrum, które jednak nie obezwładnia człowieka. To miejsce bezpieczne i znajome. Nie trzeba go oswajać, ponieważ – w przeciwieństwie chociażby do bazylikowej przestrzeni, która konfrontuje zwiedzających z tym, co nieznane oraz potężne – nie wywołuje strachu ani nawet niepewności.

Czułość Szafy objawia się już w samym jej byciu obok bohaterki. Blisko, zawsze w pobliżu, bo w sypialnianej przestrzeni. Tak niepozorny obiekt, znajdujący się w niemalże każdym domu, pozwalał kobiecie na uwolnienie się od codziennych trosk. A czy nie o to właśnie chodzi w czułości? O te małe gesty świadczące o czyimś uczuciu do nas? Takie naturalne, podszyte prostotą. Podanie kubka z kawą, uważne wysłuchanie opowieści o tym, jak minął dzień, trwanie obok mimo wszystko. To jest ta najskromniejsza wersja miłości, o której mówi Tokarczuk.

W Szafie nie jest istotne, kim się jest ani po co się jest. W jej przestrzeni można doświadczyć tego, czego się pragnie. A narratorka zapragnęła zanurzyć się w ciszy i niebyciu. Szafa jej na to pozwoliła, przy czym dla kobiety ważniejsze od odwiedzenia gościnnego wnętrza było opuszczanie codzienności. Bohaterka dokonywała zatem przede wszystkim aktu wyjścia, a nie wejścia. Pozostawiała troski za sobą. Mebel był wyrozumiały. Małymi krokami kobieta porzucała swoją rzeczywistość, wracając do niej na coraz krótsze chwile. Szafa stała się dla niej schronieniem. Milczała, a w tym milczeniu wiele było czułości. Po prostu trwała obok – ona i jej cisza. Później odwiedzał ją także R. Bohaterka w końcu wróciła bowiem po niego do realności, by następnie wprowadzić go w nowy nie-świat. Dobro rodzi dobro, a czułość rodzi czułość. Czułość nigdy nie jest samolubna.

Kobieta prawdopodobnie chciała ochronić swojego mężczyznę przed rzeczywistością. Jej działanie możemy nazwać aktem czułości. Trzeba jednak tutaj zaznaczyć, że z opowiadania nie dowiadujemy się, co R. myślał o wizytach w Szafie. Zresztą decyzja o opuszczeniu codzienności została podjęta za niego. Bohaterka skupia się na swoim doświadczeniu i nie wychodzi poza własną perspektywę. Mówi zawsze w pierwszej osobie, nie uwzględniając odczuć mężczyzny. Nie mamy tutaj zatem do czynienia z czułą narracją, której prowadzenie jest „sztuką uosabiania, współodczuwania, a więc nieustannego odnajdowania podobieństw”„Przemowa noblowska Olgi Tokarczuk”, dz. cyt., s. 23.[10] i wymaga uważności, skupionego zaglądania „w drugi byt, w to, co nie jest «ja»”Tamże, s. 24.[11]. Zestawiając troskę bohaterki o partnera z jej pierwszoosobową opowieścią, możemy uchwycić różnicę między potocznym rozumieniem czułości a tym, które proponuje Tokarczuk; między wrażliwym, ale tradycyjnym opowiadaczem a „czwartoosobowym” narratorem. Gdyby kobieta była tym ostatnim, nie pomijałaby wrażeń R., który, jak się domyślamy, pozytywnie zareagował na pomysł ukochanej, gdyż pozostał we wnętrzu Szafy wraz z nią.

Mimo że protagonistka wyraźnie troszczy się o partnera, brak pewności, na kogo jej czułość miała zostać skierowana. Decyzję kobiety możemy interpretować na różne sposoby. Bohaterka wróciła po partnera, bowiem z jakiegoś powodu chciała go mieć przy sobie. Mogła to uczynić z empatii oraz z pragnienia podzielenia się energią niezwykłego wnętrza z najbliższą osobą. Być może liczyła na to, że Szafa objawi przed nią kolejną ze swoich magicznych mocy i stanie się przestrzenią umacniającą jej więź z R. Niemniej prawdopodobne jest także to, że doświadczenie czułości, którą obdarowała ją Szafa, narratorka chciała zintensyfikować obecnością partnera, a tym samym zapewnić sobie dodatkowy komfort w tej wciąż nowej i nieznanej sytuacji. Wówczas okazałoby się, że czułość kierowała na samą siebie.

Tym aktem czułości wymierzonym w nas samych często okazuje się literatura. To ona uczy nas dostrzegać, czyli widzieć, słyszeć, smakować, dotykać – i być dotykanymi. Jest zmysłowym doświadczaniem i doświadczeniem. Może – ale nie musi – dawać nam poczucie bezpieczeństwa, współbycia oraz współodczuwania z kimś lub z czymś. Może nam zapewnić czułość zarówno na poziomie treści, jak i estetyki. Nie bez powodu o literaturze mówi się jako o ucieczce w inne światy. Dzięki niej opuszczamy rzeczywistość i wchodzimy w przestrzeń wyobraźni, podobnie jak główna bohaterka Szafy odwiedzała wnętrze niezwykłego mebla. Odnajdujemy spokój oraz ciszę. Ponadto literatura jest czuła, bowiem otwiera nas na samych siebie i na świat. Dzięki niej doświadczamy niedoświadczonego. Czuła literatura uczy jednak nie tyle empatii („Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie”Tamże.[12]), ile skupiania uwagi na drugim człowieku oraz jego perspektywie, co wyraźnie podkreśla Tokarczuk w przemowie: „Literatura jest właśnie zbudowana na czułości wobec każdego innego od nas bytu”Tamże.[13].

 
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Karolina Kurando, O czułości, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 50

Przypisy

    Powiązane artykuły