21.05.2020

Nowy Napis Co Tydzień #050 / W stronę wyjścia

1.

W powieści Dom dzienny, dom nocny Olga Tokarczuk zapisała interesujący fragment, którego status pozostaje nie do końca jasny, niejako wyłamany z wielonarracyjnej konstelacji drobnych opowieści.

pół kilo grzybów

3 dkg masła

1 mała cebula

pół szklanki kwaśniej śmietany

2 łyżki mąki

sól, pieprz, kminek

Drobno posiekane muchomory [podkreślenie P.K.] dusić przez około 10 minut razem z podsmażoną na maśle cebulą, solą, kminkiem i pieprzem. Połączyć z mąką, rozrobioną z kwaśną śmietaną. Podawać do ziemniaków lub kaszyO. Tokarczuk, „Dom dzienny, dom nocny”, Warszawa 2000, s. 117.[1].

Przepis ma oczywiście charakter normatywny, jest poetyką i wykładnią. Mam wrażenie, że dla mojego odczytania staje się również metaforą tyleż szyderczą, co poręczną. To metafora powieści Tokarczuk, naturalnie zupełnie przeciwna temu, co pisarka w swoim mniemaniu osiąga. Niebywały sukces polskiej noblistki ma podbudowę w dziedzinach, przeciw którym pisarka występuje już od początku drogi twórczej. Okazuje się bowiem, że nie stać jej na radykalny gest odcięcia, nie mówiąc już o działalności wywrotowej w rozumieniu Baudrillarda, który twierdzi, że wobec pochodu postmodernizmu zostać można jedynie konsumentem lub terrorystąJ. Baudrillard, „Symulakry i symulacja”, przeł. S. Królak, Warszawa 2005.[2]. Nawet zakończenie powieści Prowadź swój pług przez kości umarłych traci impet poprzez wpisanie w strukturę mitu. Mit jest właśnie tym, co odciąża tę twórczość z nadanej jej wagi, jest ucieczką od faktycznego i mocnego ujęcia problemu, gdyż niezamierzenie legitymizuje neoliberalny kapitalizm.

2.

Moje odczytanie może wydać się tendencyjne, ale takie nie jest. Oś widzenia ustawiam na problemie ekonomii literatury, zakładając, że prawda jest pojęciem aksjologicznym znajdującym się w konkretnym miejscu, nie zaś polem przesunięć lub towarem z negocjowalną ceną rynkową.

Hasłem wywoławczym wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk jest czułość. Wskazuje na to już wymowny tytuł: Czuły narrator. Pisarka rozumie tę wartość jako „najskromniejszą odmianę miłości”. I faktycznie, śledząc ukazujące się książki, można zauważyć, że ta kategoria przyświeca wielu z nich. Wykład Tokarczuk nosi znamiona i manifestu twórczego, i zarysu poetyki całego dorobku noblistki. A jako że jest autorskim komentarzem, kluczem do odczytania, skupiam się właśnie na nim. Tak więc, czy można zbudować wspólnotę wokół nieokreślonej wartości, czy może jakości, jaką obdarzeni mają być ludzie? Czułość z zasady ma niwelować różnice, odrzucać wszelki spór:

Do tego właśnie służy mi czułość – czułość jest bowiem sztuką uosabiania, współodczuwania, a więc nieustannego odnajdywania podobieństwO. Tokarczuk, „Czuły narrator”, s. 23.[3].

Jest też zalążkiem mitu, gdyż wykracza poza doświadczenie empiryczne, skłaniając ku nowej formie duchowości, która przenika myślenie oraz twórczość Tokarczuk. Nie dochodzi więc do utworzenia się podstawy, na której można budować realne struktury. Oprócz tego czułość wydaje się jednokierunkowa, przechodzi od nadawcy do odbiorcy i nie odwrotnie, a wynika to z jej bezinteresowności. Wyklucza inny ruch, nie prowadzi do skutecznej komunikacji, obezwładnia wymianę na rzecz akumulacji. Tokarczuk powołuje się również na narratologiczne ujęcia ludzkiej egzystencji. Przy tym jednak nie zauważa, że prywatna narracja jest polityczna, ponieważ tworzy się i manifestuje wobec (a nawet w opozycji) do narracji narzucanej z zewnątrz przez strukturę ekonomiczno-społeczną będącą punktem odniesienia. Toteż narracja-egzystencja-rozumienie muszą oprzeć się na wartości aktywnej, będącej w wielokierunkowym ruchu. W innym wypadku zostaną wchłonięte i wykorzystane wbrew sobie. 

3.

Tokarczuk żąda resuscytacji mitu:

Dziś problem polega – zdaje się – na tym, że nie mamy jeszcze gotowych narracji nie tylko na przyszłość, ale nawet na konkretne „teraz”, na ultraszybkie przemiany dzisiejszego świata. Brakuje nam języka, brakuje punktów widzenia, metafor, mitów i nowych baśni.Tamże, s. 3.[4]

Jest on dla niej przestrzenią formy wspólnotowości, za którą się opowiada. Nie jest to kolektywność i wspólnota interesu oraz więzi polityczno-społecznych, lecz w jej rozumieniu enklawa „czułych” podmiotów, niezależnych od siebie, ale połączonych wspólną, nieco jungowską, opowieścią zbudowaną wokół empatii. Mit Tokarczuk ma służyć metafizyce, gdyż w jej twórczości i światopoglądzie właśnie status ontologiczny człowieka oraz świata jest stawką gry:

Czego nam brakuje, to – jak się zdaje – paraboliczny wymiar opowieści. Bohater paraboli jest bowiem zarazem sobą, człowiekiem żyjącym w określonych warunkach historycznych czy geograficznych, a jednocześnie wykracza daleko poza ten kontekst, stając się Każdym i Wszędzie. […] [Czytelnik] w paraboli zaś musi zrezygnować zupełnie ze swojej odrębności i stać się Każdym.Tamże, s. 5.[5]

Widać tu wyraźnie, że mit przypomina walec wyrównujący podziały i zróżnicowania klasowe, płciowe, w orientacji seksualnej et cetera. Status ontologiczny ma być czymś uniwersalnym, łączącym bieguny. Tokarczuk jednak nie zauważa, że tym samym wpisuje projektowanego człowieka w machinę neoliberalnego rynku. Jej Każdy zostaje wrzucony w spektakl popytu i podaży, staje się konsumentem, odbiorcą dóbr zarządzanym przez system neoliberalny – pragnący przecież zunifikować nas w celu lepszego zarządzania oraz symulacji potrzeb, na które będzie mógł odpowiedzieć, zaciągając dług, którym się karmi, a który wobec takiego stanu rzeczy nie będzie musiał być spłacony. Największym bowiem mitem współczesności jest właśnie mit neoliberalny.

Noblistka mówi o kwestiach palących i wyjątkowo ważnych:

Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć i któremu pragniemy się przeciwstawić, ratując świat, nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji ekonomicznych, społecznych i światopoglądowych (w tym religijnych).Tamże, s. 25.[6]

Zgoda. Lecz nawet w powyższych słowach nie ma niczego, co nie byłoby ogólnikiem. Mit pozwala na ucieczkę od sformułowania rozwiązań, cementuje status quo. Akt kontestacji jest pozorny, gdyż nie ma tu produkcji realnego. Mit i uniwersalizacja przy braku opowiedzenia się za faktyczną aktywnością nie prowadzą do projekcji światów możliwych, które z wyobrażenia mogą przemienić się w stan faktyczny, budowany kolektywnie i przy stałym oporze, nie zaś w ramach systemu. Projekt Tokarczuk legitymizuje zatem współczesny model społeczno-ekonomiczny, a robi to także za sprawą pozornej demokratyczności. Sprzeciw odbywa się wewnątrz logiki rynkowej i na jej prawach. A skoro system tworzy wewnątrz siebie przestrzeń do oporu – symuluje możliwość zmiany podczas dialogu, zaś cały jej koszt zrzuca na barki „czułej wspólnoty”, która okazuje się bezradna i bezbronna. Dodatkowo pisarka wciąż operuje na materii symbolicznej, co w swoim wykładzie mówi wprost. Nawet skompromitowana już dekonstrukcja formy paraboli, którymi mają być powieści Tokarczuk, byłaby bardziej płodna i być może pozwoliła na transgresję w stronę wyobrażonego.

4.

Z powyższego wyłania się obraz bezpiecznej krytyki kapitalizmu (której nie mogę noblistce odmówić), więc takiej, która odbywa się według jego logiki i uznania go za paradygmat. Stąd właśnie nieskuteczność oraz niezamierzone umocnienie systemu.

Tokarczuk zdaje się być naczelną pisarką klasy średniej, zaś wspomniana klasa beneficjentów transformacji ustrojowej traktuje jej powieści jako źródło awansu społecznego przy pomocy kapitału intelektualnego. Jeśli dołożyć do tego skuteczną rynkową promocję i aprobatę ze strony liberalnych elit kulturalnych, da się zobaczyć jedną z przyczyn sukcesu narracji produkowanej przez noblistkę. Nie odbiera jej to oczywiście warsztatowej sprawności i innych walorów z zakresu komponowania powieści.

Nie bez powodu wspominam o klasie średniej. O spadające czytelnictwo i zaniechanie pracy wykonywanej podczas lektury Tokarczuk nie wprost oskarża klasę prekaryjną:

Po co czytać grube powieści, skoro można zanurzyć się w serialu? Zamiast wyjść na miasto, żeby rozerwać się z przyjaciółmi, lepiej zagrać w grę. Sięgnąć po autobiografię? Nie ma sensu, skoro śledzę życie celebrytów na Instagramie i wiem o nich wszystko.Tamże, s. 13.[7]

Ta ironia zupełnie nie przystaje do niskiej jakości życia i niepewnego zatrudnienia, które skutecznie niwelują możliwy wysiłek na rzecz kapitału intelektualnego. Chyba jednak zarzucenie Tokarczuk pięknoduchostwa byłoby zbyt łatwe. Czy „czuła wspólnota” rozbija się także o nieprzystawalność grup ludzi do wizji proponowanej przez pisarkę? Żądanie uniwersalności na poziomie niejasnego doświadczenia egzystencjalnego i zignorowanie doświadczenia ekonomicznego oraz innych, które wielekroć prowadzą do wykluczeń, to pusta i nieprzystająca do istoty rzeczy gra symboliczna. Dlatego słuszna wydaje mi się teza, że głównym zadaniem literatury współczesnej jest odzyskanie struktur ekonomii (a także jej języka) i budowa wspólnoty w tym obrębie.

Oprócz powyższej uwagi pisarka wydaje się cały czas uznawać literaturę za medium doskonałe i nieuwikłane w problematyczne konteksty. Jest to znamienne wobec jej namysłu nad strukturą powieści, zastanowieniem się nad ewentualną (neo)awangardowością. Co kluczowe: mówi o awangardowej formie, która nie opiera się na myśli progresywnej, postulującej nowe ujęcia oraz zmiany.

5.

Na zakończenie mogę dodać, wymaga tego logika mojego tekstu, że sprawą co najmniej sporną jest decyzja resortu finansów o zaniechaniu poboru podatków od laureatów Nagrody Nobla. Decyzja jest kontrowersyjna z powodu opodatkowania nagród krajowych oraz coraz częściej podejmowanej przez środowisko młodoliterackie debaty o zniesieniu nagród na rzecz stypendiów, które w strukturę literatury w znacznie mniejszym stopniu wprowadzają konkurencję rynkową. Podkreślam, że nie jest to krytyka działania noblistki (nie mam do niej prawa), lecz krytyka systemowa. Sytuacja, którą opisuję, prowadzi do agonu, rywalizacji o środki finansowe kosztem sporu, o wartości polityczne oraz estetyczne, a także ich (re)dystrybucję. I trudno się temu dziwić, pamiętając o stanie portfeli znacznej ilości twórczyń oraz twórców. Poza tym taki stan rzeczy, zgodnie z procesem wymianyJ. Baudrillard, „Wymiana symboliczna i śmierć”, przeł. S. Królak, Warszawa 2007.[8] i wypaduP. Virilio, „Wypadek pierworodny”, przeł. K. Szeżyńska-Maćkowiak, Warszawa 2007.[9], wyjaławia pole literackie. Dlatego przyznanie Nagrody Nobla Oldze Tokarczuk powinno jeszcze bardziej wzmocnić debatę o finansowaniu pracy artystycznej.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Paweł Kusiak, W stronę wyjścia, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 50

Przypisy

    Powiązane artykuły