21.05.2020

Nowy Napis Co Tydzień #050 / Pandemiczna (kontekstualna) lektura książki Rafała Różewicza „Po mrok”

1. Ulubione pytanie polonistów i zasadność kontekstu

Pewnie niemal każdy z nas przynajmniej raz w życiu na lekcji języka polskiego był zobligowany do udzielenia odpowiedzi na klasyczne pytanie: „Co poeta miał na myśli?”. I pewnie prawie dla wszystkich, którzy takie pytanie usłyszeli, było to co najmniej frustrujące, a być może nawet w jakimś sensie traumatyczne. W każdym razie jest to jedna z najbardziej zniechęcających do jakichkolwiek lektur kwestii, jakie można wygłosić. Ma naprowadzać na potrzebę sytuowania dzieła w kontekście i kierować od tekstu do autora, a że najczęściej autor jest nieżyjący, jedynym kierunkiem, jaki możemy obrać, pozostaje cmentarz. Nie neguję sensowności odwoływania się do zagadnień historycznych, biograficznych, tendencji epoki i tak dalej, ale wszystkie te elementy są raczej dodatkiem i pomocą. Tak naprawdę chodzi o to, co ja myślę w związku z tym, co przeczytam. Autor zrobił już swoje, oddał mi coś w określonym, zamkniętym kształcie (przynajmniej na ogół, oczywiście z odpowiednim marginesem na różnego typu eksperyment w pisaniu). Co poeta miał na myśli? Who cares?! Z całym szacunkiem dla poety.

Proszę zatem Rafała Różewicza o wybaczenie, ale kontekst, w jakim nastąpiła moja lektura jego najnowszej książki Po mrok wydaje mi się zdecydowanie istotniejszy niż wszelkie założenia poczynione przez autora w trakcie pisania wierszy pomieszczonych w tomie. A kontekst ten z całą pewnością nie był przewidziany. Jest to też pewna forma sprawdzianu dla każdej publikacji, choć zwykle następuje ona dużo później – po kilkudziesięciu lub nawet kilkuset latach od momentu pojawienia się na rynku wydawniczym. Jeśli tekst mówi do nas w zupełnie innych okolicznościach niż istniejące w procesie twórczym – to bardzo dobrze świadczy o tekście. W przypadku tej poezji zdecydowanie tak jest.

2. Co koronawirus robi z wierszami Rafała Różewicza

Od kiedy naszą codzienność zdeterminował COVID-19, wiele tekstów zyskało nową, niespodziewaną interpretację, właściwie reinterpretację. I nie chodzi tylko o to, że Oczy ciemności Deana Koontza zyskały na popularności, bo autor napisał, że „Wuhan-400 jest bronią doskonałą”. Wiele wierszy, opowiadań, powieści, tekstów piosenek i różnych tekstów kultury zostało odebranych w całkiem nowy sposób. Znaczenia, dotąd ukryte, ujawniały się w lekturze zdeterminowanej przez bieżące okoliczności. Kwestią dyskusyjną pozostaje, jaki jest udział w nadawaniu tych nowych znaczeń po stronie autora, a jaki po stronie czytelnika, ale to rozważania mało istotne w przypadku tej recenzji i wykraczające poza recenzję jako taką. Faktem pozostaje niewątpliwy wpływ aktualnej sytuacji na teksty oraz osoby (nadawca i odbiorca). Wpływ wielowymiarowy i wieloaspektowy, ja natomiast skupię się na tej konkretnej książce czytanej w tych konkretnych okolicznościach.

(Wszystko, co powyżej, to pewnie około 1/3 całej recenzji, a ja – jak się zdaje – cały czas pozostaję w przestrzeni bardzo rozbudowanego wstępu, nie przechodząc do meritum – czyli Po mroku. Mam nadzieję, że i to wybaczy mi autor).

Po mrok dotarł do mnie w lutym tego roku, kiedy koronawirus był dosyć odległym widmem i na horyzoncie nie majaczyła nawet społeczna izolacja. Z różnych przyczyn złożyło się tak, że czytać zaczęłam dopiero na początku maja. Wiedziałam już, że będzie sporo o łóżku i leżeniu, o czym poeta mówił między innymi w wywiadzie z Maksymilianem Tchoniem dla Eprawda.plLiteraci XXI wieku. Rafał Różewicz – wywiad, https://www.eprawda.pl/czlowiek-w-dobie-xxi-wieku-rafal-rozewicz-wywiad-poetycki/ [dostęp: 09.05.2020]. Przywołane w tej recenzji wypowiedzi z wywiadu oznaczę skrótem RR21.[1]. Znając Rafała Różewicza, spodziewałam się skupienia na przedmiocie, analizy szczegółu, osadzenia we współczesności, ale na pewno nie spodziewałam się tego, że już szósty wiersz – Trawienie – zupełnie zbije mnie z tropu i wrzuci w rzeczywistość, od której – zwykle – czytanie bywa odskocznią:

Trawo, moja tratwo na oceanie zamknięcia,
stąd nie widać Afryki, jest za to szary ląd,
trzecie piętro, widok z miniaturowej Lwiej Skały. Beton.

W oddali kości miasta ułożone w stosy.

I dalej podobnie: klaustrofobicznie, wsobnie, z inertnym podmiotem, skazanym na izolację. Dla poparcia chociaż kilka bardzo wyrazistych przykładów: „Lubię leżeć. Chodzić tak / zamknięty w klatce z oddechem, / od jednego końca świata do drugiego” (Pochwała leżenia), „Schowa się w nim przed zewnętrzem, / tylko jego bank będzie wiedział, że nie zdechł” (Który to już raz), „[…] Tak, łóżko przypomina wózek / Hawkinga. Lecz z każdym świtem przykuty odkrywam / co rusz to gorsza światy, które wciąż są na chodzie” (Perspektywy). Po mrok – jak mówi autor – „jest takim zwieńczeniem trylogii o przedmiotach” (RR21). Ale że akurat tym przedmiotem jest łóżko i to z niego prowadzimy wszelkie obserwacje? Że akurat z przestrzeni wspólnej – jak na przykład księgarnia, często odwiedzana w Państwie przodem – przenieśliśmy się w przestrzeń całkowicie prywatną, w przestrzeń jednej osoby zamkniętej w swojej klatce piersiowej albo w przestrzeń dwóch osób, które łączy miłość, czyli „wspólne popierdywanie w kocyk”? Że akurat jesteśmy wewnątrz, w mieszkaniu, a poczucie bezpieczeństwa miesza się z wrażeniem osaczenia? Że to „poezja jednocześnie konkretu i niepewności, wynikającej z braku konkretów oferowanych przez rzeczywistość” (RR21)? Tak to czasem niespodziewanie miesza się rzeczywistość literacka i pozaliteracka. I dlatego kontekst lektury jest ważniejszy, chociaż wtórny. Pewnie za jakiś czas Po mrok będzie czytany zupełnie obok koronawirusa. Ale na pewno jeszcze nie teraz.

3. Co wiersze Rafała Różewicza robią z koronawirusem i kilka uwag na marginesie

Tytuł, właściwie podtytuł, nieco prowokacyjny. Po mrok nie ma właściwości leczniczych, nie wynajduje szczepionki, nie jest remedium na całe zło tego świata. Ale jakimś remedium jest. Albo chociaż wskazówką, poradą, może przestrzenią wspólnego doświadczania.

Jest w tym tomie fraza, którą uważam za kluczową, zwłaszcza w aktualnych okolicznościach. To pewien rodzaj przesłania, hasło przewodnie dla każdego czytelnika Po mroku, który równocześnie sam zajmuje się pisaniem. Czyli na przykład dla mnie. Tu powinny nastąpić werble, więc wyobraźmy sobie, że właśnie je symuluję (<werble>). A oto wspomniana fraza: „To przecież wiersz, / on ma za zadanie wyjść z domu. Nie ja”.

No i już. Wierszy na ponad siedemdziesiąt stron, a ta sobie wynotowała dwa wersy. Ale jakie nośne! Jak aktualne, chociaż pisane jeszcze przed pandemią. Jasne, nie setki lat temu, ale właściwie jakby w innej epoce, w której izolacja była wyborem, a nie przymusem. Chociaż Po mrok jest zaskakująco prywatną książką i między innymi tym wyraźnie różni się od obu wcześniejszych publikacji autora, to powyższy fragment jest de facto – w zastanym kontekście – przesłaniem społecznym. Czytam go trochę w oderwaniu od całej reszty wiersza Stany zjednoczone i traktuję jako przypomnienie o odpowiedzialności autora i wiersza. Paradoksalnie chyba dawno prywatne nie było tak publiczne. Zaangażowanie w rzeczywistość ma w tym momencie wymiar jednostkowy, pozostaje właściwie w oderwaniu od przestrzeni wspólnej lub inaczej – przestrzeń wspólna musi zmieścić się w prywatnej. Trzeba ją poszerzyć, dostosować, dokonać pewnych przeniesień i aktualizacji. Po mrok w takiej rzeczywistości odnajduje się świetnie. I może w tym pomóc czytelnikowi.

Rafał Różewicz, jak sam twierdzi, Po mrokiem zakończył jakiś poetycki etap i pobudziło go to twórczo, między innymi do pisania prozy. Prozatorskie ciągoty autora widać nawet w tym tomie. Rafał Różewicz lubuje się w opisach, dynamizuje przestrzeń, ubiera czynność w opowieść. Jego Smoki to raczej proza poetycka – chętniej przeczytałabym je w innym miejscu, ujęte w inną formę i rozbudowane. Poza tym bliskie jest mu to, co nazwalibyśmy prozą życia. Umie o tym pisać z uwagą i czułością, nie ocierając się przy tym o śmieszność.

Po mrok Rafała Różewicza czytany w maju A.D. 2020 był właściwie dla mnie przyczynkiem do bardziej ogólnego namysłu nad funkcją literatury w rzeczywistości COVID-19 i rolą poety w tym konkretnym momencie. Reszta wniosków pozostaje w mojej najbardziej prywatnej przestrzeni – to jest w głowie. Zajrzyjcie do tej książki, zwłaszcza teraz, kiedy afirmacja wszystkiego, co bliskie, robi się coraz trudniejsza.

Rafał Różewicz, Po mrok, Wrocław: Wydawnictwo j, 2019.

Okładka książki "Po mrok"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Anna Mochalska, Pandemiczna (kontekstualna) lektura książki Rafała Różewicza „Po mrok”, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 50

Przypisy

    Powiązane artykuły