11.06.2020

Nowy Napis Co Tydzień #053 / Prawda i życie. Dlaczego prawda jest ważna

Zapraszamy do obejrzenia „Słowa od Autora”

PRZEDMOWA DO WYDANIA POLSKIEGO. PRAWDA W ERZE POSTPRAWDY

Jeśli spośród przeciwieństw, którymi posługujemy się na co dzień, tak duże znaczenie ma opozycja życia i śmierci, nie mniejszą wagę należy przypisać opozycji prawdy i fałszu, rzeczywistości i iluzji

Czesław Miłosz, Przemówienie z okazji otrzymania Nagrody Nobla

 

Przed dwudziestu laty miałem okazję poznać jednego laureata Nagrody Nobla w domu drugiego. Czesław Miłosz przemawiał do grupki studentów w Rowan Oak, gdzie mieszkał niegdyś William Faulkner. Tak się złożyło, że oprowadzałem odwiedzającego to miejsce filozofa i pisarza. Patrzyłem jak urzeczony, kiedy Miłosz przywoływał słynny aforyzm Faulknera, mówiący o tym, że przeszłość nigdy nie umiera – właściwie nawet nie jest przeszłością. Faulkner obawiał się, o czym Miłosz wiedział, pragnienia możnych, by udawać, że jest inaczej, by ukryć przed nami jej prawdy, stwarzając pozory, że możemy kształtować rzeczywistość wedle naszej woli.

Obawa ta powróciła z nawiązką, co potwierdzi każdy, kto słyszał [wypowiedź] rzeczniczki Donalda Trumpa, że „prawda nie jest prawdą” – stwierdzenie, w którym udało się pochwycić zarówno istotę wrogiego stosunku jego administracji do rzeczywistości, jak i postawę „postprawdy”, podkopującą fundamenty demokracji na całym świecie.

Ściśle mówiąc, nie ma oczywiście czegoś takiego, jak „postprawda”. Prawda jest prawdą, bez względu na to, co mówią politycy. Istnieje natomiast postawa postprawdy. Przez postawę postprawdy rozumiem taką postawę, dla której rozróżnienie na to, co jest prawdziwe, a co takie nie jest, na rzeczywistość i iluzję, ma niewielką wartość, zwłaszcza w sferze społecznej i politycznej. Do napisania tej książki zmotywował mnie lęk przed tym, że demokracje niebezpiecznie osuwały się ku tej postawie. Niestety, okazał on się bardziej uzasadniony, niż sądziłem; w rzeczy samej eskalacja tej postawy postępowała szybciej, niż się tego obawiałem, i rozprzestrzeniła się ona niebezpiecznie w całej Europie, Ameryce Północnej i Południowej oraz poza nimi. W rezultacie główny argument tej książki – że prawda jest ważna, oraz że konieczne jest zrozumienie filozoficznych i politycznych błędów, przez które myślimy, iż jest inaczej – jest niestety obecnie jeszcze bardziej trafny aniżeli w momencie jej pierwszej publikacji.

Nietrudno dostrzec powody tego przyspieszenia. Jednym z nich jest zwyczajny fakt, że żyjemy w cyfrowym świecie. Piętnaście lat temu kształt tego świata dopiero się wyłaniał, teraz jednak stoimy naprzeciw niego, zaś większość osób zadomowiła się w nim tak bardzo, że zaczyna zapominać o jego istnieniu. We wczesnym, beztroskim okresie Internetu, przed powstaniem mediów społecznościowych, wielu filozofów, łącznie ze mną, roiło sobie, że przyniesie on radykalną demokratyzację wiedzy. Sądziliśmy, że – dostarczając informacji większej liczbie ludzi szybciej i bardziej efektywnie – Internet uświadomi obywateli na całym świecie i będzie zmorą tyranów oraz autorytarnych rządów. I przez jakiś czas okazało się to poniekąd prawdą. Autorytarne rządy obawiały się nieograniczonego [dostępu do] Internetu, a wiele z nich nadal się go boi.

Nie przewidzieliśmy w tych dniach epistemologicznej naiwności gwałtownej i całkowitej personalizacji naszej cyfrowej przestrzeni. Google oraz inne główne platformy działają tak sprawnie, ponieważ śledząc każdą naszą aktywność w sieci, mogą przewidzieć jakiego rodzaju pytania chcemy zadać i jakie odpowiedzi chcemy usłyszeć. To niewiarygodnie przydatne, kiedy chce się kupić buty, [ale] może być bardzo niebezpieczne, kiedy szuka się faktów. Bo kiedy już zaczniemy być karmieni faktami, które pozostają w zgodzie z naszymi aktualnymi poglądami, poglądy te zaczynają być mylone z rzeczywistością. Co uchodzi za prawdę zaczyna być mylone z prawdą.

Przeciwnicy demokracji na całym świecie wykorzystali personalizację Internetu do zanieczyszczania informacyjnego środowiska toksycznymi i wypaczonymi wiadomościami. Kluczowe jest zrozumienie, że zanieczyszczenia te nie mają na celu jedynie – czy nawet głównie – zwodzenia ludzi. Zmierzają one do ich zdezorientowania, a ostatecznie do tego, by sądzili, że jest tak wiele głośnych opinii, tak wiele narracji, tak dużo roszczeń do prawdy, że cynizm, o którym mówię w tej książce, zaczyna wydawać się rozsądny. Tak bardzo przyzwyczajamy się do sprzecznych informacji i rywalizujących źródeł, że możemy przekonać samych siebie do myśli, że prawda jest nieistotna. Każdą wiadomość, która nam się nie podoba, zaczynamy traktować jako fake news.

Niektórym cynizm wobec prawdy wydaje się szczyptą wyrafinowanego realizmu politycznego. Gadanie o prawdzie jest dla nieudaczników; dla zwycięzców są fakty alternatywne. Dla innych, mylących prawdę z niewzruszonym przekonaniem, taki sceptycyzm może wydawać się wyzwalający, uwalniając od tego, co inne osoby uznają za pewnik. Żadna z tych postaw nie przydaje się w demokracji. Prawda nie wybiera wygranych i przegranych, zaś to, że większość osób w coś wierzy, nie gwarantuje, iż jest to prawdziwe, tak samo, jak nie gwarantuje, że jest mądre czy sprawiedliwe. A wnioskowanie „nie możemy się zgodzić, zatem prawda jest nieistotna”, jest po prostu fałszywe. W swojej najprostszej formie myli prawdę z pewnością. Jak dowodzę na poniższych stronach, jest to pomieszanie, które służy tylko wrogom demokracji.

Istnieje stary, wywodzący się zapewne od Greków, problem dotyczący szczęścia: nie można dążyć do niego bezpośrednio, bo kiedy ktoś tak robi, nieodmiennie czyni się siebie mniej szczęśliwym. Jeśli robicie różne rzeczy – zawieracie przyjaźnie, angażujecie się w robienie kariery itd. – uznając je otwarcie tylko za środki do waszego własnego szczęścia, to z  pewnością przekonacie się, że się wam ono wymknie. Zapytajcie siebie, czy jesteście szczęśliwi, zauważył kiedyś w swej autobiografii John Stuart Mill, a odkryjecie, że nie jesteście. Rozwiązanie, jak często się sądzi, polega na pośrednim dążeniu do szczęścia, na traktowaniu go jako produktu ubocznego działań – np. przyjaźni – które są dobre same w sobie. Szczęście się pojawia, ale tylko pośrednio, jako efekt dążenia do innych rzeczy.

Pod pewnymi względami prawda jest jak szczęście. Nie można do niej dążyć bezpośrednio. Zapytajcie siebie, czy wasze przekonania naprawdę są prawdziwe, a możecie odkryć (jak Kartezjusz), że w ogóle we wszystko niezwykle trudno jest uwierzyć. Ale nie znaczy to, że powinniśmy rezygnować z prawdy, tak jak nie powinniśmy rezygnować ze szczęścia. Oznacza to tylko, że powinniśmy dążyć do niej pośrednio, poszukując dowodów, które dostarczają racji dla przekonań. Pośrednio czy nie, to jednak prawda zapewnia sensowność dążeniu i to ona odróżnia je od zwykłego poszukiwania tego, co do naszej sprawy przyciąga innych albo schlebia naszym opiniom.

Cynizm wobec wartości prawdy – oraz wobec naszej zdolności do jej poszukiwania – został filozoficznie wzmocniony nie tylko przez pomylenie prawdy z pewnością, ale też podejrzeniem, że prawda jest tajemniczym pojęciem metafizycznym. By jednak zrozumieć pojęcie prawdy obiektywnej, wystarczy w rzeczywistości zdać sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze – to, że ktoś w coś wierzy, nie oznacza, że tak jest. Nie możemy po prostu wymyślać sobie faktów, bo chcemy, aby świat był właśnie taki. Gdyby było inaczej, życie byłoby o wiele łatwiejsze. Po drugie – parafrazując ostrzeżenie, jakie wypowiedział Hamlet do Horacja, więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym prezentacjom w PowerPointcie. Zawsze będą istniały fakty, o których nie będziemy wiedzieli. Weźmy pod uwagę, by posłużyć się trywialnym przykładem, stwierdzenie, że liczba gwiazd we wszechświecie jest w tej chwili nieparzysta. Jest to fakt albo nie, ponieważ liczba ta będzie albo nieparzysta, albo parzysta. Jeśli jest to fakt, nigdy się o tym nie dowiemy, ponieważ ogromne odległości we wszechświecie oraz prawa fizyki dotyczące prędkości światła oznaczają, że nawet, gdybyśmy poruszali się z prędkością światła i liczyli wszystkie gwiazdy, które byśmy widzieli, wiele z nich obróciłoby się w proch zanim skończylibyśmy liczyć. Jest oczywiście wiele takich faktów, dotyczących odległej przeszłości, części wszechświata czy liczb zespolonych. Nikt nie może wiedzieć wszystkiego.

Zestawmy te myśli razem, a otrzymamy następujący wniosek: „Jeśli coś jest prawdziwe, to nie znaczy, że będziecie w to wierzyć; a jeśli w coś wierzycie, to nie znaczy, że jest to prawdziwe”. Zrozumcie te dwie rzeczy, a zrozumiecie, co to znaczy mówić o obiektywności prawdy. Zgoda, potrzeba będzie metafizyki, by powiedzieć na czym polega właściwość bycia prawdziwym – np. na korespondencji w jednych dziedzinach, być może na spójności w innych. Nie trzeba jednak dogłębnych filozoficznych dociekań, by zrozumieć różnicę między tym, co jest obiektywnie prawdziwe, a tym, co nie jest.

Cynizm wobec wartości prawdy zawsze będzie w interesie możnych. Kiedy już różnica między tym, co jest, a co nie jest prawdziwe, zaczyna wydawać się mniej istotna albo mniej uchwytna, narracja dyktatora, skrajnego nacjonalisty bądź tyrana, staje się bardziej uwodzicielska. Mniejsza o fakty – szepcze – tylko moja opowieść jest ważna, opowieść władzy, opowieść ogarniająca świat. Opowieści władzy, o czym wiedzieli Orwell, Arendt i Miłosz, są często przebrane za głos rozsądku. A teraz mogą być przebrane za głos waszego przyjaciela, którego echo dochodzi z portalu Facebook. W rzeczywistości nie są jednak żadnym z tych głosów. To dlatego zrozumienie filozoficznych korzeni prawdy i naszych błędnych mniemań o niej jest nadal ważne, ważniejsze niż kiedykolwiek.

Książkę można kupić na stronie Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Michael Patrick Lynch, Prawda i życie. Dlaczego prawda jest ważna, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 53

Przypisy

    Powiązane artykuły