18.06.2020

Nowy Napis Co Tydzień #054 / Apokryf serca

Jakub Szela to zdrajca narodowy, który rabacją galicyjską utopił powstanie krakowskie we krwi. Jakub Szela to bohater biednych, który bronił chłopów od okrucieństwa panów, bogatych napadał, ubogich wspomagał. Dwie różne postacie? Przeciwnie, tak właśnie bije ludzkie serce i tak zapisuje ludzka pamięć. Radek Rak wprowadza pomiędzy nich jeszcze Jakóba Szelę, który raz jest pierwszym, raz drugim, a czasem kimś zupełnie innym, bo sobą.

Jakub czy Jakób?

Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli Radka Raka przenosi czytelnika w świat XIX-wiecznej Galicji. Przewodnikiem po nim będzie Jakób Szela – szabesgoj w karczmie Rubina Kohlmanna w Kamienicy, podległy chłop jaśniepana Wiktoryna Bogusza, dziedzica na Siedliskach. Kóba jest człowiekiem żyjącym tak, jak pracuje: na rozdrożu przenikających się światów. Poprzez pracę u Żyda spoziera z ciekawością na obyczajowość i religijność Starego Zakonu, choć okoliczni chłopi z nich drwią i w pogardzie mają. Jest także zanurzony w świat galicyjskiej wsi, z jej rytmem życia, przesądami, ludową pobożnością. W takim świecie zdarza się spotkać i rusałczynę, i człowiek złym spojrzeniem może zaczarować dziecko, a i nawet przydrożny świątek odezwie się znienacka. W tym świecie Pan Bóg jest tak samo odległy, jak kościół w bogatszej wsi, do której należy jechać pół dnia. Odległy jest również jaśniepan Wiktoryn Bogusz, ale on jednak dotkliwie przypomina o swoim istnieniu, wysyłając co jakiś czas swoich dworaków po należności dla dworu: zboże, jaja, mięsiwo. No i dziewki dla grzania łóżka, bo chłopców posyła do wojska miłościwie panującego cesarza. W tym świecie, okrutnym jak sama przyroda, która karze zjadać, aby nie być zjedzonym, zdarzają się rzeczy nieoczekiwanie ludzkie, jak miłość albo poświęcenie. W jednym z kluczowych fragmentów Baśni o wężowym sercu Jakób gotów jest zastąpić swego przyjaciela w karze chłosty za nieodrobioną pańszczyznę.

Dlaczego chcesz brać na siebie cięgi starego?

Różnie potem powiadano, co Kóba odrzekł był panu Wiktorynowi. W niektórych opowieściach pan poznali krnąbrnego chłopa, którego kazali wychłostać latem, i zlękli się go. W innych Jakób w twardych słowach wytknął panu Boguszowi bezduszność i krzywdzicielstwo. W jeszcze innych Kóba rozdarł koszulę, nadstawił grzbiet i rzekł jaśniepanu:

Chłoszczcie, nuże, a kija nie żałujcie.

Ale to są wszystko opowieści spisane potem przez panów i dla panów, bo to panowie wygrali historię i napisali ją dla siebie. W tych opowieściach Kóba też jest panem i myśli jak pan, chociaż nosi chłopską sukmanę.

Pany i chamy

Jakub Szela zapisał się jako ten, który mieścił w sobie wiele żywotów. Dla jednych cham, który spalił dom swego ojca i został z niego wygnany. Ten sam, który za żonę miał Rozalię Chodór, wychowankę dworską Stanisława (ojca Wiktoryna) Bogusza. Musiała mieć względy (nie trudno się domyśleć jakie) u jaśniepana, skoro otrzymała od niego wiano w postaci ośmiu morgów ziemi. I pewnie w Rozalii właśnie leży jedna z przyczyn osobistego konfliktu między Wiktorynem a Jakubem. O tym, że naturą niezgody były sprawy bardzo osobiste świadczy intensywność kolejnych wcieleń Szeli w podaniach ludowych. Miał być kochliwy tak bardzo, że już nikt nie wie, ile miał żon (dzieci nikt nawet nie próbował liczyć). Nie czuł mrozu, a gdy ktoś zagubił się w śnieżnej zamieci, potrafił go uratować. Inteligentny, bo choć pisać nie potrafił, to procesował się z Boguszami o nadmiernie nakładaną pańszczyznę. W tym celu wyruszał aż do Lwowa, a w żalach i pretensjach niósł nie tylko los swój, ale także wszystkich chłopów. Jakub Szela to wreszcie ten – i to jest dla mnie esencja tej postaci – który własnoręcznie odrąbał sobie siekierą dwa palce lewej dłoni, aby tylko nie dać satysfakcji Wiktorynowi Boguszowi i uniknąć wcielenia do wojska. W powszechnej świadomości otrzymaliśmy ledwie jednostronny portret „chłopskiego króla”. Radek Rak, idąc tropem galicyjskich legend, wsłuchując się w podawane w rodzinnej Dębicy i jej okolicach opowieści, wreszcie zapisując pieśni, przyśpiewki i zawołania, tworzy złożony wizerunek Jakuba Szeli. I nie będzie on przeciąganiem uwagi czytelnika między białą legendą a mroczną rzeczywistością. Przeciwnie: pomiędzy Jakuba Szelę-chama i Jakuba Szelę-króla chamów wprowadzi swojego własnego Jakóba. Historia i mit będą ścierać się w nieustannym napięciu. Zmyślenie, niedopowiedzenie, szeroki margines, jaki pozostawiają dla autora archiwa opisujące rabację galicyjską skierują go w zupełnie odmienną stronę. Ponieważ, jak pisze Rak,

[…] taki jest bowiem los chamów wszystkich czasów: spuścić łeb i nie dyskutować ani z panami, ani z bogami, ani z żadnymi mocami tego świata, i przyjąć w milczeniu wszystkie kije, bo inaczej się nie da […]

Kóba decyduje się na wycięcie swego serca. Bez serca może teraz dokonać swojej zemsty. Bez serca nie będzie czuł strachu. Bez serca nie jest już sobą, może być każdym, więc może być też i panem. Dlaczego zatem nie mógłby być nim, znienawidzonym Wiktorynem Boguszem? Radek Rak prowadzi Jakóba przez gusła i zaklęcia, przez pory roku i tajemniczą mowę zwierząt, którą rozumie pustelnica-wiedźma ze skraju wioski, ale nie rozumie już ksiądz i jego blady Jezuskryst. Realia XIX-wiecznej wsi galicyjskiej, chłopski zabobon i okrucieństwo szlachty mieszają się ze sobą, tworząc niezwykły świat, pełen kolorytu, ale i przeciwieństw. Tu zwierzęta są mądrzejsze od ludzi, znudzeni panowie w dworach zajęci są stanem wina w piwnicach, a chłopi wielką miłość zamieniają na to, co jest dla nich dostępne na wyciągnięcie ręki. Nic dziwnego zatem, że ludzie wyjmują swoje serca i ofiarują innym. I nic dziwnego, że większość nie wie, co ma z nimi zrobić.

Duchowe światy Radka Raka

Baśń o wężowym sercu wymyka się nazbyt łatwym kategoriom. Czyżbyśmy mieli do czynienia z historią alternatywą? Z pewnością nie, nazbyt dużo tu elementów fantastycznych. Z drugiej strony samo pojęcie baśni wydaje się nazbyt skromne, gdyż wieloletnie (tak, czuć, że zapisy historyczne są przeżute, przetrawione przez Radka Raka) studiowanie archiwów powoduje, że autor porusza się w wiejskim świecie dawnej epoki z niebywałą gracją. Są fragmenty stylizowane na mądrości gawęd, wiejskiego mędrkowania, jak na przykład ten, gdy pisze o miłości, że jest „na przekór obyczajowości ludzi, bo prawdziwa miłość zawsze dzieje się trochę poza obyczajowością”. Jakób Szela, o którym pisze Radek Rak, zdaje się nie mieścić nie tylko w kolejnych wersjach swojego życiorysu, ale również w ramach gatunkowych. Być może najbezpieczniej jest właśnie umieścić go w rozciągliwym pojęciu baśni. Jakób Szela, ten człowiek bez serca i żonglujący sercami innych, jest bohaterem przygód nie z tej ziemi. Schodzi do podziemi, aby rozmawiać ze zmarłymi, a gdy idzie na miejsce swej kaźni zostanie mu dane do picia wino pomieszane z octem. Galicja zwana jest Galileją, zaś pomiędzy Krakowem i Tarnowem leży Emaus. Tak, Jakób Szela wedle Raka ma cechy Jezusa, a przez krajobraz Królestwa Galicji i Lodomerii prześwieca świat biblijny. Może więc właściwszym pojęciem zamiast baśni byłby apokryf? Tylko co to za Jezus, który pragnie jeść, pić i ścinać głowy tym, którzy by się mu sprzeciwili? Jezus Samozwaniec, Łże-Jezus, Jakób Szela?

Jakkolwiek próbowalibyśmy ująć w karby dosłowności Baśń o wężowym sercu, która zgodnie z tytułem wije się i wymyka, to warto dostrzec jeszcze jedną rzecz. W pogoni za zemstą, w zmysłowych opisach seksualności, w okrucieństwie relacji panów i chamów, wreszcie w ich wzajemnej wulgarności nazbyt łatwo może przejść niepostrzeżenie duchowy wymiar powieści Raka. W jednym z najpiękniejszych fragmentów powieści Kóba, człowiek bez serca, staje przed szansą pozyskania największej broni, zdolnej pokonać wszelkie przeszkody i najgorszych wrogów. Tą najpotężniejszą bronią są… słowa.

Słowa, w które trzeba się wgryźć, wycisnąć z nich soki i które przemieniają tego, kto je wypowiada, i cały świat naokoło. Powtarzaj je tysiąc razy na dzień, rzekł pustelnik, powtarzaj dziesięć tysięcy, powtarzaj z każdym oddechem, aż przestaniesz odróżniać, gdzie słowo, a gdzie ty.

Bronią, którą otrzymuje Jakób Szela, jest modlitwa Jezusowa. Człowiek, który nie ma serca, ma powtarzać modlitwę serca. Ciekawe, że Radek Rak nie podaje jej słów, zupełnie jakby chciał puścić oko do czytelnika: „czy nadążasz za mną?”. Przyznaję, że dopiero w tym momencie, pisząc nieco biblijnie, otwierają się „Rakowe pisma”. Kilkadziesiąt stron wcześniej jest bowiem fragment, który brzmiał jakoś znajomo, ale nie potrafiłem go zidentyfikować: „To jest bowiem najgłębsza głębia, to jest warowne miasto w piersi każdego człowieka, i tam spotykasz się ze sobą. Kto nie ma serca, ten nie może spotkać samego siebie, więc nie może być nikim, nawet sobą samym”. Toż to Mistrz Eckhart! Mistyka nadreńska i mistyka prawosławna będą spotykać się w Baśni o wężowym sercu raz po raz. Nie powinno to czytelnika dziwić, wszak jesteśmy w wielokulturowej Galicji, na pograniczu Beskidu.

Guślarz słów

Wszystkie mrzonki o sprawiedliwej i wolnej Polsce, Polsce dla wszystkich, bo takiego kraju nigdy nie będzie, i zawsze będą panowie, którym żyje się dobrze, i zawsze będą chamy, którym żyje się źle. Wszystkie przeczytane książki, które niczego go nie nauczyły, bo w książkach nie ma ani życia, ani prawdy, tylko papier i słowa, które nic nie znaczą.

– padają słowa pod koniec książki. Nie rozstrzygając, który Jakub Szela jest bardziej prawdziwy – chłopski król czy zdrajca narodowy – przyznać trzeba, że dzięki Jakóbowi czytelnik bardziej jest w stanie zrozumieć i jednego, i drugiego. Radkowi Rakowi udała się rzecz niezwykła: sięgnął do skarbnicy narodowych mitów i przełożył je raz jeszcze wedle możliwości współczesnego odbiorcy. Chciałoby się powiedzieć: wszystko jest tu skrojone według najlepszych prawideł. Jest śmiesznie, a nawet rubasznie, jest zmysłowo, a nawet wyuzdanie, jest wreszcie wulgarnie, a nawet przerażająco okrutnie. Nade wszystko jest jednak Baśń o wężowym sercu powieścią o niezwykłej sile miłości i nienawiści, pomiędzy którymi mości się przebaczenie. Jeśli dodamy do tego barwność języka przywodzącą na myśl Bolesława Leśmiana i Bruno Schulza oraz delikatne nawiązania do Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa, otrzymujemy jedną z najciekawszych, najbardziej śmiałych książek ostatnich lat.

R. Rak, Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli, Warszawa 2019.

Okładka książki "Baśń o wężowym sercu"

 

Zachęcamy do odwiedzenia bloga Marcina Cieleckiego:  https://marcincielecki.wordpress.com/

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marcin Cielecki, Apokryf serca, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 54

Przypisy

    Powiązane artykuły