13.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #062 / Dokąd sięga wzrok poety? O „Śpiewniku z oka” Krzysztofa Czacharowskiego

Są pisarze płodni, którzy mówią dużo, wydają często, jeszcze częściej się pokazują. Są i tacy, którzy milczą, ich głos słychać z rzadka, ale za to gdy już dane nam będzie go posłyszeć, ujawni głębię myśli, piękno języka, szczerość przekazu. Tym cenniejszą, im rzadszą.

Krzysztof Czacharowski bez wątpienia zalicza się do tej drugiej grupy artystów słowa. Poeta, który debiutował niemal trzy dekady temu, w odległym 1993 roku, wydał od tamtej pory zaledwie jeden tomik poetycki, a i to bardzo dawno, bo osiemnaście lat temu. Twórca to, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt głośny oraz niezbyt znany i to mimo faktu, że w pewnym momencie twórczej drogi Czacharowskiego jego utwory spotkały się z niemałym uznaniem i poklaskiem. Przypomina o tym profesor Maciej Urbanowski w krótkim wstępie do najnowszego tomu poetyckiego Czacharowskiego, który ukazał się dzięki wydawnictwu Arcana. Przywołuje tam mianowicie fakt, że za wydany w 2002 roku tomik Papierówka poeta uhonorowany został laurem zwycięstwa w pierwszej edycji Konkursu Poetyckiego imienia księdza Józefa Baki. Nagroda ta została przyznana przez środowisko ówcześnie skupione wokół konserwatywno-katolickiego, a zarazem konserwatywno-kontestacyjnego kwartalnika „Fronda”.

Te strzępki biografii kazałyby sądzić, że Czacharowski to poeta, jeśli nie religijny i chrześcijański, to przynajmniej bliski w swym oglądzie świata katolickim ideałom. I tu należy przestrzec wszystkich czytelników Śpiewnika z oka przed takim podejściem. Nie dlatego wcale, by Czacharowski przejawiał postawę zgoła odmienną i by po kilkunastu latach miał przejść na pozycje ateistyczne. Nic z tych rzeczy. Sprawa ma się jeszcze inaczej – utożsamianie poety z jedną czy drugą wizją świata, tym czy innym światopoglądem i tym samym zamykanie jego najnowszego tomu w ciasnych ramach interpretacyjnych to błędna droga, niepotrzebne i mylne spłaszczanie tej poezji. Nie tylko tej, ale poezji w ogóle.

Śpiewnik z oka to bowiem zbiór, który przez swoją konstrukcję i przekaz zawartych w nim wierszy przypomina, czym poezja być powinna i czym w fundamentalnym sensie nieodmiennie pozostaje. A mianowicie jest poezja widzeniem świata, patrzeniem na świat, odbieraniem go, chłonięciem i próbą jego zrozumienia. Próbą z gruntu skazaną na porażkę, bo świata tego w pełni zrozumieć nie sposób, lecz zarazem próbą konieczną, której poeta nie może sobie odmówić, bo leży to w jego naturze. Leży w naturze każdego człowieka.

Bije z tomu Czacharowskiego niesamowita prostota i szczerość. Zawiera się ona już w tytule zbioru. Pozornie paradoksalnym, bo jakże to oko może łączyć się ze śpiewem? A jednak może. Nade wszystko mamy tu obserwację, uważne patrzenie na świat. Co ciekawe, nie jest to patrzenie przypadkowe. Jest to patrzenie na różne „światy” w różnych okresach i rozdziałach życia. Tak też tom Czacharowskiego jest podzielony na rozdziały. Z dzieciństwa, Ze wsi, Z Polski, Ze świata, Zza świata, Z wiary – brzmią kolejno ich tytuły. Zauważmy, że i pogrupowanie kolejnych wierszy w te zbiory oraz ich układ w całym tomiku są bardzo przemyślane. Oto najpierw poeta przedstawia nam perspektywę dziecka dopiero zaczynającego swój żywot, widzącego niewiele, a zarazem widzącego inaczej, w sposób bardziej czysty niż dorosły, nieskalany nadmiarem wrażeń i bodźców. Dzieciństwo jeszcze do pewnego stopnia trwa, lecz dziecko wychodzi w świat nieco większy – na wieś. Tu pojawiają się obrazy natury, zwierząt, wiejskiego żywota.

Wsi moja sielska, anielska? Pochwała życia lokalnego, wiejskiego spokoju i harmonii z przyrodą? I tu znów pułapka, bo wiersze Czacharowskiego nie oferują tak łatwych rozwiązań. Owszem, odnajdziemy tu wyraz nostalgii za światem uporządkowanym, prostym, zakorzenionym w przeszłości. Ale to nie oznacza, że świat ten pozbawiony jest mroku, goryczy, smutku. Przykładem niech będzie pochodzący z drugiego „rozdziału” wiersz pod tytułem Z punktu widzenia konia pociągowego:

nie tylko krowy
na zabicie są
z targu dłoń
w dłoń chłopów 
pistoletu dzwon

„skup rzeźnych i hodowlanych”
z ciężarówek wzroku łyk 
wód traw zielonych 

ubojni boksy 
przed wejściem
strach grzyw 
podniesiony 

oko na ekranie 
wszystko konie

 Trudno nie dostrzec, że zarysowany tu obraz odległy jest od idyllicznego portretu wiejskiego zakątka. Widzimy w tym utworze brutalne zderzenie percepcji niewinnego dziecka z drastyczną rzeczywistością. Z samego wiersza co prawda wprost nie wynika, że podmiotem lirycznym jest tu właśnie dziecko, jednak staje się to jasne w zestawieniu z innymi wierszami bezpośrednio towarzyszącymi mu w tej części zbioru. Występuje tu więc cierpienie, mrok, przerażenie światem.

Ale to wcale nie oznacza, że Czacharowski pozostawi nas w mroku już na wieki. Jeszcze raz powtórzmy – u tego poety i w tym zbiorze nie uświadczymy łatwych rozwiązań. Szczerość dziecka napotyka tu wymowną kontestację ładu świata, by niedługo potem poeta się tym światem zachwycał, zastanawiał się nad nim i wypatrywał owego ładu, sam sobie stawiając pytanie, czy jest on możliwy, czy jest sens go szukać. W kolejnych częściach zbioru uświadczymy wiersze Z Polski Ze świata. To już głos dojrzałego człowieka zgłębiającego meandry historii i ludzkiego losu. Podczas tych poszukiwań mrok wcale nie znika, lecz nieraz przebłyskuje spomiędzy niego światło. Poszukiwanie i pragnienie sensu. Wypatrywanie go. Jak w wierszu O nich:

idą chłody
światło schodzi do podziemi
jak chodzili oni
w świecie cieni

brudna ziemia nabrzmiałe obłoki
przestrzelone lasy zagubione rzeki
mundury szeleszczące wszami
sny zajęcze tułaczki niepokoju



jacy byli że mimo tamtych śmierci żyją
do szpiku serca spragnieni wolności

oczyszczają dusze przed Wodzem Naczelnym

niezłomni niezbędni

 Brudna ziemia i mundury szeleszczące wszami oddają grozę żołnierskiego powołania polskich bohaterów (bo to z części Z Polski pochodzi ów utwór). Zarazem ostatnia strofa przynosi wyraz wiary i nadziei w sens poniesionej ofiary. Z jednej więc strony obserwacja rzeczywistości, brudnej i groźnej, a z drugiej – hymn na cześć poległych. Tak oto z oka płynie śpiew. Ale ten śpiew Czacharowskiego to z pewnością nie budowanie płaskiej martyrologii, raczej poszukiwanie pierwiastków sensu tam, gdzie inni poddaliby się i zrezygnowali z jakichkolwiek prób.

Wypływa też z tych prób przekonanie, że poza rzeczami ziemskimi są i te większe, metafizyczne, przewyższające zdolność ludzkiego pojmowania. Nie przez przypadek zaraz po wierszach Ze świata pojawiają się te Zza świata. W tej partii utworów pobrzmiewają głosy przeszłości, postaci mówią zza grobu, przewijają się pytania o nieśmiertelność, ale nie wprost w sensie religijnym, nie zawsze w kontekście nieśmiertelności duszy. Również w odniesieniu do tego, co zostanie po nas na świecie, co zostanie dla oka tych, którzy wciąż przebywają na ziemskim padole. A zostać może poezja, silniejsza i bardziej ponadczasowa niż cokolwiek. Takiemu przekonaniu daje wyraz Czacharowski choćby w wierszu Pasierb. Fotografia:

twarz dojrzała
pełna rozłożysta
jak dolina Pelplina
nos nie ma co ukrywać
to jedna zwarta kolumna
czoło jak bazylika mniejsza
włosy jak lipcowe zboże
mają się dobrze
uśmiech co się zowie szczerość
zęby jak głazy
uszy pokaźne dwa tunele
oczy tajemnicze
twarzy zawsze niezwyczajność

Proste zdawałoby się wspomnienie zmarłego w 1993 roku księdza-poety to znów obserwacja, baczna i szczegółowa. Poeta patrzy na fotografię innego poety, dostrzega szczegóły jego twarzy. Ale dostrzega coś jeszcze – czoło niczym bazylikę, nos niczym kolumnę, włosy jak zboże w lipcu. A więc wyrazy pełni, życia, jak też sakralnego ogromu i zarazem trwałości. Nade wszystko w tej twarzy odznaczającej się „niezwyczajnością” pojawia się szczerość – to ona ożywia zdjęcie. To ona ożywia tę postać. Staje się tym samym ów skromny wiersz Czacharowskiego wyrazem literackiego credoi jednocześnie hołdu złożonego Pasierbowi, również poecie metafizycznemu, również poecie oszczędnemu w słowa, lecz którego poezja bogata była w treść. Dodatkowego smaczku symbolice tego utworu dodaje przy tym fakt, że rok śmierci Pasierba była zarazem rokiem poetyckiego debiutu autora Śpiewnika z oka.

Takich niespodziewanych spotkań odnajdziemy w tym tomie jeszcze wiele. Wiele obserwacji, wiele myśli, wiele przeżyć. Nade wszystko jednak właśnie wspomnianą szczerość, którą sam Czacharowski odnajdywał u Pasierba. On również pozostaje szczerym obserwatorem, a zarazem wędrowcem przez życie, od jego pierwszych etapów po wiek dojrzały. Od skromnej wsi, po wielki świat, Grecję, Włochy i inne zakątki, które napotkamy na kartach jego zbioru. Od spotkań z dziadkiem za młodu do wspomnień o Iwaszkiewiczu, Mackiewiczu i innych ludziach kultury. Pełen jest ten zbiór barw i doświadczeń. I głęboki, i bezpretensjonalny. I prosty, i skomplikowany. Jak to życie całe, które Czacharowski swym śpiewnym okiem obserwuje. A oko poety sięga daleko, daleko poza prosty horyzont naszej egzystencji.

 

K. Czacharowski, Śpiewnik z oka, Kraków 2020.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej D. Woźniak, Dokąd sięga wzrok poety? O „Śpiewniku z oka” Krzysztofa Czacharowskiego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 62

Przypisy

    Powiązane artykuły