17.10.2019

Nowy Napis Co Tydzień #019 / Proza życia. O tomie opowiadań „Portier” Jana Polkowskiego

Jan Polkowski był i pozostaje poetą. Wydanie pierwszego w jego dorobku zbioru opowiadań może wydawać się posunięciem zaskakującym, tomik okazuje się jednak integralnym przedłużeniem twórczości poetyckiej autora Głosów.

Słowo „tomik” przychodzi na myśl w przypadku Polkowskiego niemal samoistnie. Jak w końcu inaczej określić kolejne wydawnictwo tego pisarza – poety, który pojawił się nagle w latach osiemdziesiątych, by niedługo potem równie nagle zniknąć i powrócić dopiero wiele lat później? Po błyskotliwym początku, Nagrodzie Fundacji im. Kościelskich oraz podziemnej nagrodzie „Solidarności” w 1983 roku, nastąpiło zamilknięcie pod koniec dekady. Powrót poetycki miał miejsce dopiero w roku 2009 – był nim tomik Cantus, który przyniósł poecie szereg kolejnych wyróżnień na czele z nagrodą im. Andrzeja Kijowskiego.

Portier to nietypowy przystanek w tej nietuzinkowej karierze. Jest to proza, zwykła, realistyczna, zdawałoby się trzymająca się ziemi, a jednak w czterech utworach zawartych w tym zbiorze można dostrzec coś na kształt liryczności. Tak bowiem nieraz brzmią refleksje Polkowskiego, dotyczące często spraw fundamentalnych i uniwersalnych – śmierci, miłości, istoty sztuki, biegu historii. Autor Portiera opisuje zwyczajne fabuły, proste postaci, sztafaż jest tu niemal lichy – mimo to proza ta zawiera pokłady głębszych życiowych refleksji, a przy tym refleksji, które płyną, nierzadko bardzo wyraźnie, wprost z duszy sześćdziesięciokilkuletniego poety. Polkowski stara się spojrzeć na siebie i swój żywot przez specyficzny filtr – filtr literatury, ale tym razem nietypowy dlań filtr prozy.

Nietypowy, choć zarazem przecież nie do końca obcy. Polkowski próbował już swych sił jako prozaik. W 2013 roku wydał powieść Ślady krwi, zaś rok później książkę publicystyczną Polska moja miłość. Portier to jednak pierwszy w jego karierze tom opowiadań.

Zbiór składa się z czterech krótkich utworów. Są to Trzydzieści trzy słowa, Maria i Józef, tytułowy Portier oraz Trzy gracje. Przypominają one cztery prozatorskie miniatury dotyczące odmiennych egzystencjalnych tematów – refleksji nad językiem i literaturą, śmierci i przemijania, czy miłości, relacji międzyludzkich i ich trwania. Choć różne są w nich rodzaje narracji i nastrój, łączy je jeden wspólny mianownik – prostota języka i stylu, prostota w kreowaniu bohaterów i ich rysów. Zarazem jednak te proste narzędzia służą autorowi do ukonstytuowania światów, które wcale nie muszą prowadzić do prostych obserwacji i wniosków.

Tak właśnie jest w przypadku pierwszego i jednocześnie najdłuższego opowiadania ze zbioru – Trzydziestu trzech słów. Utwór ten utrzymany jest w formie solilokwium przedstawianego czytelnikowi przez dziennikarza – postać o bliżej nieokreślonej biografii i charakterze. Dziennikarz przedstawia historię swojej styczności z niejakim J.P. – literatem i po trosze badaczem literatury, w obu aspektach człowiekiem niezbyt spełnionym. Po śmierci J.P. dziennikarz znajduje w mieszkaniu nieboszczyka ogromne archiwum, w którym znajdują się stosy książek oraz potężna kolekcja różnorakich zapisków i notatek. Przedzierając się przez owe zapiski, dziennikarz odnajduje najrozmaitsze teksty, począwszy od listów miłosnych, które J.P. pisał do swojej ukochanej (zwanej A.), poprzez refleksje na temat literatury, a skończywszy na rzeczy najistotniejszej – lingwistyczno-filozoficznych dywagacjach J.P. na temat istoty pisma i jego wagi dla zrozumienia tekstu. Dziennikarz, wertując notatki rozpoczynające się od krytyki Gutenberga, który wynajdując druk, miał wedle teorii J.P. zaburzyć naturalną istotę pisma i języka, wpada w obsesję. Myśli J.P. zaczynają go coraz bardziej opanowywać. Lektura monologu wewnętrznego dziennikarza to zarazem wiwisekcja osoby stopniowo ogarnianej szaleństwem. Monolog ten nie powstaje zresztą bez przyczyny. Już w pierwszych słowach opowiadania dziennikarz informuje nas bowiem, że postanowił spisać swoje doświadczenia, aby „uwolnić się od J.P.”. Tekst stanowi więc dla niego formę terapii.

Opowiadanie ma określoną strukturę – podzielone jest na sześć krótkich podrozdziałów opisujących kolejne przeżycia dziennikarza. Jego solilokwium jest przy tym jednak bardzo chaotyczne, pełne powtórzeń, nawracających myśli, rozproszonych szczegółów. Choć język monologu jest prosty, chaos struktury sprawia, że tekst czyta się ciężko. Czy jednak nie takie miało być zamierzenie – ukazanie chaosu umysłu poprzez chaos języka? Pojawiają się tu pytania o to na ile literatura może przynieść prawdę o człowieku i  w jaki sposób może to zrobić, a także o terapeutyczną rolę języka. Ostatecznie Polkowski zdaje się patrzeć tu na samego siebie – niemal dosłownie, bo trudno nie skojarzyć inicjałów zmarłego literata J.P. z autorem – zastanawiając się nad rolą literatury w życiu i jakby pytając o to, co zostanie z poświęcenia życia językowi. Czy tylko chaos? Czy coś więcej?

Kolorytu osobistego trudno odmówić także kolejnemu utworowi ze zbioru – opowiadaniu Maria i Józef. Dedykowane ono jest Annie, żonie pisarza, w podzięce za wspólnie spędzone chwile. I o wspólnym życiu tytułowych małżonków właśnie ów utwór opowiada. Są nimi Józef – kompozytor i Maria – śpiewaczka. Ich wieloletni związek opisywany jest przez pryzmat doświadczeń obojga, choć autor w większej mierze skupia się na percepcji Marii. Tym razem Polkowski nie próbuje wchodzić w umysł bohaterki – przyjmuje pozycję trzecioosobowego narratora. Uczucia małżonków ukazywane są przez kolejne wydarzenia – pierwsze spotkanie, sukcesy obojga związane z muzyką, dzieci. Opisy kolejnych etapów są jednak oszczędne, skromne, krótkie, jakby narrator obawiał się powiedzieć zbyt wiele.

Nie uświadczymy tu rozbudowanej psychologii. Jest to zapis kolejnych momentów życia, przywoływanie miejsc, osób, próba odbudowania życia minionego tylko z prostych, dostępnych cegiełek pamięci. Zarazem jest to opowieść o jedności, którą trudno zbudować, ale której zbudowanie i utrzymanie nie jest nierealne. Pisze tu Polkowski także o miłości – bez upiększeń, ale jednocześnie bez pesymizmu.

Pytania o miłość, śmierć i sens życia mieszają się ze sobą w tytułowym Portierze. Utwór ten przedstawia kilka dni z życia niejakiego Konstantego Polańskiego – notariusza odbywającego służbową podróż. Obrazek ukazujący egzystencję i rozterki mężczyzny w średnim wieku i o więcej niż średnim statusie to pozornie opowieść nader typowa – kilka prostych scen z podróży, opis miłosnych wzlotów i upadków, małżeńskiej zdrady. A jednak poprzez krótki epizod z udziałem wspomnianego w tytule hotelowego portiera oraz przez odpowiednie umiejscowienie przedstawianych wydarzeń w czasie i przestrzeni błaha historia o kryzysie wieku średniego nabiera zupełnie innych barw.

Wśród tych barw dominuje czerń jako kolor śmierci, gdzieniegdzie przemieszana z czerwienią jako kolorem uczuć i namiętności. Polkowski pyta o sens ludzkiego życia, o miejsce człowieka w historii, o ład i bieg tej historii. Poprzez prosty (a nawet nieco przewidywalny), ale wymowny zabieg przemienia swoją opowieść z obyczajowej opowiastki w historię o wymiarze egzystencjalnym lub wręcz historiozoficznym. Wydawać by się mogło przy pobieżnej lekturze, że takie epitety względem tego utworu to przesada, ale nie taki właśnie jest wydźwięk opisywanej w Portierze historii, odległej, a jednak znanej, ukazującej słodycz życia i gorycz śmierci?

Nie ze śmiercią, ale z życiem i z własną osobowością zmaga się bohater Trzech Gracji, utalentowany malarz. Obserwujemy koleje losu jego artystycznej i akademickiej kariery, podobnie jak jego kolejne miłosne inicjacje (różnie pojmowane) i doświadczenia. Miłość, a nawet fizyczność, przenikają się tu ze sztuką, z eterem. Przenikają się ostatecznie w sposób dosłowny w historii dzieła namalowanego przez artystę, które wywołało powszechną sensację w światku sztuki. Ostatecznie w opowieści tej wybrzmiewają pytania o istotę twórczości, jej rolę i powołanie. Pytania istotne dla malarza, istotne też i dla pisarza.

Czemu Polkowski sięgnął właśnie po prozę? Czemu nie postawił na kolejny tom poezji? Być może w tej formie, siłą rzeczy skłaniającej do mówienia bardziej wprost, łatwiej było mu podjąć próbę spojrzenia na owe fundamentalne kwestie. Być może w tej formie spojrzenie na samego siebie – bo przecież Portier zawiera autobiograficzne tropy – wydawało się bardziej naturalne. Może zaś był to jedynie eksperyment. Niezależnie od tego, czy pierwszy i ostatni, z pewnością oryginalny i istotny w literackiej drodze Jana Polkowskiego.

 

Jan Polkowski, Portier i inne opowiadania, Kraków – Sopot: Instytut Literatury, 2019.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej D. Woźniak, Proza życia. O tomie opowiadań „Portier” Jana Polkowskiego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 19

Przypisy

    Powiązane artykuły