27.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #064 / Jan Polkowski – Adam Ważyk. Dwa poematy dla dorosłych

W obszernej rozmowie, którą Piotr Legutko przeprowadził z Janem Polkowskim, natrafiamy na znamienny fragment dotyczący nowohuckiego dzieciństwa poety:

Schodząc w dół wzdłuż Kocmyrzowskiej, dochodziło się do kamienicy z buraczkowej cegły, gdzie rezydował piekarz o malowniczym nazwisku Motyka. Jego pieczywo, zwłaszcza pyszne bułki z makiem po 40 groszy, było bez porównania smaczniejsze niż państwowe papierowo-gumowe kajzerkiÓw wywiad rzeka, przyjmujący miejscami kształt prozy wspomnieniowej, to książka, która nie doczekała się wydania. Ma tytuł „Ryzyko bycia Polakiem” – z Janem Polkowskim rozmawia Piotr Legutko. Serdecznie dziękuję Janowi Polkowskiemu za udostępnienie zapisu rozmowy w pliku PDF. Książka została wydana w 2019 roku przez Instytut Literatury, link do kupienia: https://sklep.instytutliteratury.eu/pl/p/Jan-Polkowski%2C-Piotr-Legutko%2C-Ryzyko-bycia-Polakiem/92[1].

Sprawa jest błaha, ale ilustruje pewną szerszą tendencję. Okazuje się, że Nowa Huta, pomyślana jako najpełniejsze wcielenie ideałów socjalistycznej gospodarki, nie tylko w cytowanym liryku bywa przyłapywana przez poetę na drobnych niekonsekwencjach. Czytelnik omawianej twórczości stopniowo nabiera przekonania, że pod oficjalną maską robotniczej dzielnicy skrywa ona zupełnie inne oblicze – rzemieślnicze, chłopskie – niepodobne do upowszechnianego stereotypu. W wierszu PowodzianieWszystkie wspomniane w artykule wiersze Jana Polkowskiego pochodzą z jego antologii i są cytowane za tym wydaniem: J. Polkowski, „Gdy Bóg się waha. Poezje 1977–2017”, JMR Trans-Atlantyk, Kraków 2017.[2] czytamy przecież nie tylko o schronach przeciwatomowych pełniących funkcje piwnic, ale także o zręcznej adaptacji tych pomieszczeń na potrzeby gospodarskie. Czy tak było rzeczywiście? Jeśli wierzyć wspomnieniom pisarza, to jego wiersz odnosi się do realnie istniejących desygnatów:

Pod niemal każdym blokiem mieszkalnym w Hucie budowano schron przeciwatomowy. Koszty budowy rosły, a w razie kataklizmu (dzisiaj wiemy, że Związek Sowiecki planował starcie atomowe z Zachodem na terenie Polski) nie miałyby praktycznie żadnego znaczenia. Zresztą w latach 60. schrony zamieniono na suszarnie lub udostępniono na piwnice.

Wydaje się, że poeta wydobywa w wymienionym wierszu ciekawy realistyczny element, nieprzystający do utopijnego, wyidealizowanego wizerunku dzielnicy tryumfującego socjalizmu:

W przeciwatomowych schronach pod naszymi mieszkaniami
zamknięte było pełne nieruchomego pyłu pozbawione snów
powietrze fetor schwytanych w łapki szczurów i niewidoczni?
niewidzialni? nieistniejący? Generałowie
chrzęst szkła beczki z kiszoną kapustą

(Powodzianie)

Niepozorny motyw beczek kiszonej kapusty ma w tym lirycznym wspomnieniu ważne znaczenie, odsłania bowiem nie tylko rustykalną obyczajowość blokowych społeczności – głęboko sprzeczną z propagandowym mitem klasy robotniczej – ale i niedostatek upaństwowionego sektora spożywczego. Obecność wspomnianych osobliwości w podziemiach nowohuckich bloków pisarz wyjaśnia następująco:

Wszyscy starali się zdobyć i dbać o trzyarowe działki, niczym o świętą ojcowiznę. Tyle że to rycie w ziemi brało się również ze zwykłej potrzeby posiadania jakichś własnych produktów, bo pieniędzy stale brakowało, a zaopatrzenie było pod psem. I faktycznie kisiło się kapustę w każdym bloku, a szatkownica wędrowała z klatki do klatki, od domu do domu.

Także w kilku innych wierszach – wbrew narracji modernizacyjno-urbanizacyjnej o Nowej Hucie – Polkowski przedstawia ją nie jako centrum nowej kultury socjalistycznej, lecz jako miejsce swoistego przemieszczenia kultury tradycyjnej w obszar przemysłowy. Zwraca uwagę na to, że niemal wszyscy mieszkańcy dzielnicy, w której sam mieszkał, starali się – przynamniej w pierwszym pokoleniu – zachować w nowych cywilizacyjnych realiach dawne zwyczaje i formy życia, mocno wpisane w rytm pór roku i kalendarz rzymskokatolickiej liturgii. Jak czytamy:

Większość mieszkańców ówczesnej Nowej Huty pochodziła z biednych wiejskich rodzin. Wywodzili się z małorolnych gospodarstw, które ich już nie mogły wyżywić. Prawie wszyscy żarliwie modlili się podczas mszy odprawianych pod gołym niebem. Wiejska kaplica mogła wiernie służyć mieszkańcom wioski Bieńczyce, ale dla lawinowo zwiększającej się liczby mieszkańców była o wiele za mała. Stąd starania o wybudowanie kościoła i odpowiedź typowa dla ludowej władzy – krętactwo, profanacja krzyża i przemoc.

Wypada więc zauważyć, że Polkowski zachowuje daleko idącą otwartość wobec specyficznej obyczajowości mieszkańców dzielnicy, która na tle ideologicznej narracji o Nowej Hucie musiała rysować się szczególnie ostro. Dostrzegając zakorzenienie nowoprzybyłych robotników w ludowych formach życia, pisarz zdaje się ich akceptować takimi, jakimi są. Nie postrzega ich jako niewygodnych obcych, nie stara się ich w jakikolwiek sposób stygmatyzować i ośmieszać. O relacjach sąsiedzkich w tamtych czasach mówi następująco:

W podstawówce różnice społeczne nie były zauważane. Nikt się nad nikogo nie wynosił, nie uważał za lepszego. Będąc dzieckiem wykształconych rodziców (Mama też była inżynierem), którzy mieli w domu bibliotekę i chodzili do teatru, nie zauważyłem, że spędzam dzieciństwo – jak ktoś mógłby powiedzieć – wśród społecznie gorszych od siebie. To, że życzliwa i serdeczna sąsiadka była smarowaczką wagonów, nie miało żadnego znaczenia ani dla moich rodziców, ani dla nas.

Nieuprzedzone spojrzenie artysty na nowohucką społeczność nie jest jednak czymś oczywistym. Jej kulturowy obraz kształtowały przecież nie tylko socrealistyczne laurki, ale także różnego rodzaju teksty mające opinię „odwilżowych”. Przypominają się zwłaszcza fragmenty Poematu dla dorosłych Adama Ważyka:

wielka migracja, skudlona ambicja,
na szyi sznurek – krzyżyk z Częstochowy,
trzy piętra wyzwisk, jasieczek puchowy,
maciora wódki i ambit na dziewki,
dusza nieufna, spod miedzy wyrwana,
wpół rozbudzona i wpół obłąkana,
milcząca w słowach, śpiewająca śpiewki,
wypchnięta nagle z mroków średniowiecza
masa wędrowna, Polska nieczłowiecza
[…]
Wielka migracja przemysł budująca,
nie znana Polsce, ale znana dziejom,
karmiona pustką wielkich słów, żyjąca
dziko, z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom –
w węglowym czadzie, w powolnej męczarni,
z niej się wytapia robotnicza klasa.
Dużo odpadków. A na razie kaszaA. Ważyk, „Poemat dla dorosłych” [w:] „Poeta pamięta. Antologia poezji świadectwa i sprzeciwu”, wybór, wstęp i opracowanie S. Barańczak, Puls, Londyn 1984, s. 68.[3].

Nietrudno zauważyć, że poetyką tego prześmiewczego tekstu rządzi zasada stygmatyzacji – charakterystyczna dla rozmaitych odmian retoryki rasistowskiejInspiracją dla poniższych uwag była książka Simona Weavera, zob. tenże, „The Rhetoric of Racist Humour: US, UK and Global Race Joking”, Routledge, Surrey 2011.[4]. Jego bohaterów autor wyposaża wyłącznie w cechy negatywne. Ich ambicja okazuje się „skudlona”, pobożność – fałszywa, język – wulgarny, dusza – „wpół obłąkana”. W tym samym, negatywnym świetle stawiają ich przydzielone im przez Ważyka groteskowe atrybuty: „maciora wódki i ambit na dziewki” – komicznie zestawione z „puchowym jasieczkiem” i medalikiem na sznurku. Stawką jest deprecjacja. Mieszkańcy Nowej Huty pokazani są w tym utworze jako przedstawiciele gorszej, nierozwiniętej cywilizacji, jako grupa kulturowo niższa, „średniowieczna”, barbarzyńska – „żyjąca dziko”.

Inną zasadą rasistowskiej retoryki bywa depersonalizacja osób i grup społecznych. Wydaje się znamienne, że mówi się w cytowanym tekście nie o pojedynczych ludziach, lecz o „wielkiej migracji” i o „masie wędrownej”. Jak przekonuje autor tekstu, mieszkańcy Nowej Huty nie są bowiem ludźmi w pełnym tego słowa znaczeniu. Reprezentują Polskę „nieczłowieczą”. Konsekwencją depersonalizacji często bywa uprzedmiotowienie – tak jest i tutaj. Społeczność nowohucka okazuje się ostatecznie materiałem, z którego miała powstać „robotnicza klasa”. Nawet jako surowiec zasługuje ona jednak, zdaniem szydercy, wyłącznie na pogardę jako „kasza” – materiał nazbyt zanieczyszczony, przynoszący w obróbce „dużo odpadków”. Stąd resentyment i negatywne emocje autora, które w całości wypełniają cytowany fragment. Celem Ważyka okazuje się budzenie niechęci, a może nawet wstrętu do mieszkańców Nowej Huty. Oglądany z perspektywy dorobku współczesnych badań międzykulturowych tekst pisarza – a zarazem dawnego oficera politycznego 1 Armii Wojska Polskiego, a następnie wpływowego członka PZPR – zdaje się realizować trzy pierwsze spośród wyróżnionych przez Gregory’ego Stantona ośmiu etapów prowadzących do opresji i zbrodni (są to klasyfikacja, symbolizacja oraz dehumanizacja)Mam na myśli słynny tekst „The 8 Stages of Genocide”. Zasadnicze jego tezy referuje Dominika Dróżdż, zob. taż, „Zbrodnia ludobójstwa w międzynarodowym prawie karnym”, Wolters Kluwer, Warszawa 2010, s. 267–268.[5]. Nie wiadomo, czy cytowany wiersz był znany oddziałom SB i milicji tłumiącym liczne, powtarzające się przez wiele lat demonstracje nowohucian. Faktem jednak jest, że we wspomnieniach Jana Polkowskiego dzielnica ta jawi się jako szczególna arena przemocy, miejsce, gdzie z rąk SB ginęli niewinni ludzie.

Wśród obrazów Nowej Huty, widzianej oczami dziecka, jest w omawianej twórczości również taki:

trzymała mnie trochę zbyt mocno za rękę gdy szliśmy
obok Teatru Ludowego mijając ludzi w hełmach psy
i mdło błyszczące bagnety
i dnia siódmego – o zmierzchu siedziałem w kuchni
na podokiennej szafce patrzyłem znad firanki na uciekający
w panice tłum podjeżdżające tyłem budy.
Zapytałem: mamo czy to już jest
wojna?

Cytowany fragment autor świadomie wyróżnia kursywą na tle innych partii utworu, jakby chciał podkreślić jego nieliteracki i niefikcjonalny charakter. Piotr Legutko w swym wywiadzie pyta wprost: „W jednym ze swoich tekstów wspominasz walkę o krzyż na ulicach Nowej Huty w 1960 roku, obserwowaną przez okno mieszkania. Na ile tamto wspomnienie jest świadome?”. Poeta, odnosząc się do cytowanego wyżej passusu z Powodzian, wyjaśnia:

Byłem już sporym chłopcem, chodziłem do szkoły i najbardziej przygnębiającą część wydarzeń – brutalne aresztowania – obserwowałem przez kuchenne okno, wychodzące na wewnętrzną osiedlową ulicę. Siedziałem na szafce podokiennej, pełniącej funkcję lodówki, uchylałem zazdrostki i patrzyłem, jak szturmowe oddziały milicji ścigały ludzi, biły ich i ładowały do ciężarówek podjeżdżających tyłem przez bramę […] Był ciemny, ślepnący wieczór – krzyk i sceny wrzucania ludzi do ciężarówek, które po zapełnieniu odjeżdżały i były zastępowane przez kolejne, wbiły mi się w pamięć jak nieusuwalny ból. […] Pamiętam, że tego wieczoru zadałem mamie pytanie: czy to już jest prawdziwa wojna? […] Następnego dnia mama musiała gdzieś wyjść i mimo ryzyka wzięła mnie ze sobą. Szliśmy w ciszy wymarłymi, spowitymi gazem łzawiącym chodnikami. Na ulicy Majakowskiego, bożka kolaboranckiej poezji polskiej, spotkaliśmy patrol ubrany w stalowe hełmy i długie, ceratowe płaszcze. Milicjanci mieli karabiny z bagnetami i psy. Oczy piekły niemiłosiernie od gazu łzawiącego rozpylonego dzień wcześniej z helikopterów. Marsz przez śmiertelną pustkę pozbawionego życia miasta, strach przed patrolami i przemocą zostały we mnie na zawsze. Nie wiem, dlaczego mama w tamten wieczór pozwoliła mi obserwować rozruchy, bo przecież jak kwoka starała się nas oddzielić od wszelkiego niebezpieczeństwa i zła świata. Domyślam się, że zdecydować mogła jej intuicyjna mądrość, by pozwolić mi zobaczyć, zrozumieć i zapamiętać podstawową prawdę o komunizmie – przemoc fizyczną, przemoc kłamstwa, przemoc bezprawia. Od tego czasu, mimo że rozumiałem zaledwie cząstkę rzeczywistości, nie miałem najmniejszych złudzeń co do natury władzy ludowej. Ta lekcja odebrana na podokiennej szafce przez ośmioletniego chłopca w dużym stopniu przesądziła o kształcie i sensie mojego życia.

Nieco dalej Polkowski czuje się w obowiązku wyjaśnić, że pobożność mieszkańców Nowej Huty wcale nie była powierzchowna, a religia stanowiła istotne spoiwo tej nietypowej wspólnoty:

To zapewne upokarzające i niezrozumiałe dla marksistów, ale ludzie ryzykowali zdrowie i życie dla Chrystusa i wolności. To komuniści użyli w socjalistycznym mieście ostrej amunicji w obronie swoich praw do szynki i pogardy, w obronie boskich uprawnień aparatu i świętych interesów sowieckiego okupanta. Lud nie zgadzał się na profanację krzyża i pragnął spokojnie modlić się w kościele, który koniec końców chciał przecież wybudować z własnych skromnych pensji. […] W roku 1960 chodziło o zachowanie jedynego punktu oparcia w ich wyrwanym z naturalnej gleby życiu, o wiarę przodków. Tylko dzięki krzyżowi wiedzieli, kim są, i rozpoznawali się wzajemnie. Żadne inne racje i więzi międzyludzkie, np. solidarność w walce o robotnicze prawa, nie zdążyły się jeszcze wytworzyć. Żyli zamknięci w swoich malutkich mieszkankach, nieskłonni do ryzyka.

Wszystko to jest istotnym tłem wiersza, który stanowi odpowiedź nowohuckiego artysty na pamflet Ważyka. Polkowski zatytułował swój tekst Poemat dla dorosłych, na tym jednak analogie między obydwoma utworami się kończą. Długą listę niepodobieństw otwiera dedykacja: „Pamięci Rodziców, mieszkańców Nowej Huty”. A oto i sam utwór:

Poemat dla dorosłych

 

Pamięci rodziców, mieszkańców Nowej Huty

 

Znad wielkich pieców pełzł nisko gorzki żal dymów i krążył w płytkim powietrzu
starego koryta Wisły. Półpiśmienni chłopi wojną złamani losem starci
stali w gęstym tłumie i z trudem obracali w ustach słowa świeży śnieg
i siny stalowy ogień. Pater noster qui es in coelis
sanctificetur nomen tuum. Adveniat regnum tuum.

 

Ich matki w Karpatach w słodkim pyle Lubelszczyzny
w szmaragdowo-zielonych skrzydłach Jodłowej Puszczy szły boso na
sumę przez szadź późnej nocy w chustach zsuniętych na czoła.
Opuszkami palców krążyły niemo po paciorkach różańca
a puls głośno recytował modlitwę.

 

Ojcowie stali w błocie przed polowym ołtarzem z językami zanurzonymi w wietrze
nasiąkali chorałem łacińskich słów i ssącą wilgocią przednówka.
Klucz głosów zataczał równe kręgi nad resztkami wsi Bieńczyce
razem z cichą rodziną wron.

 

Po kostce ulicy Kocmyrzowskiej terkotały metalowe obręcze kół
cygańskiego taboru a z ramion smukłej matki wyrywało się smagłe nagie dziecko
Cierpliwa ranna droga przyjęła także obracające się wolno koła samochodów
za których szybami błyszczały oczy poetów
szukających natchnienia.

 

Za ołtarzem za plecami chmur szybko biegnących w nierównych
szeregach mokły chaty bielone wapnem z ultramaryną żółty spychacz
i czarne pismo sadu.
Ludzie światło i rzeczy krążyli wokół siebie a Ziemia obracała się
coraz wolniej szukała innego porządku aż zatrzymała się i przestała podążać
ludzkim śladem.

 

Pobłogosławieni dzieci kobiety i mężczyźni wstali z kolan i ruszyli
ku chwiejnym blokom krusząc w palcach twardy chłód resztki słów
i suchy tytoń wiatru.
Krążyli niemo wokół jeszcze żywych zdań jak bociany przybyłe przedwcześnie
nad zmarzniętą łąkę i bojąc się je wypowiedzieć szybowali w wysokiej ciszy
i upadali na zastygłą ziemię jak strącone gliniane gniazda.
A ziemia już się nie poruszyła i trwała uspokojona jaśniejąca
niedotykalna.

Nie odnajdziemy w tym tekście ani szyderczej kpiny, ani obraźliwej retoryki. Jego celem nie jest upokorzenie kogoś, kogo postrzega się jako gorszego. Zestaw środków literackich, którymi posługuje się Polkowski, ma zadanie przeciwne. Przywraca godność osobom, którym tejże w tekście Ważyka odmówiono. Stąd właśnie precyzyjnie ustawiony rejestr stylistyczny tekstu, stąd roztropna równowaga między tym, co wysokie, i tym, co niskie. Zasadniczym żywiołem nie jest tu bowiem impresyjna poetyzacja, lecz realistyczna opisowość. Wiersz poety nie chce być niczym więcej niż świadectwem tego, co zostało zobaczone, a więc tego, co się zdarzyło. Autor nie idealizuje ani ludzi, którzy „z trudem obracali w ustach słowa”, ani surowego, nowohuckiego krajobrazu – pełnego dymu i błota. Jego bohaterowie ani na chwilę nie przestają być kimś, kim naprawdę są. To wciąż „półpiśmienni chłopi”, choć nieco dostojeństwa dodają im przywołane przez poetę Wergiliuszowe określenia – wojną złamani losem starci. W realistyczny sposób, zgodny z poetyką rodzajowego obrazka ujęto też pejzaż – na pograniczu blokowiska oraz wsi z chatami i sadami.

Jest to jednak rodzajowość szczególnego gatunku, chwytająca zwyczajność w jej wydaniu świątecznym i uroczystym. O mistrzostwie tego utworu zdaje się decydować właśnie subtelna gra zwyczajności i nadprzyrodzoności, nadająca niepowtarzalny charakter każdej jego frazie. Zwykli ludzie wraz z szarym krajobrazem ich życia zdają się tu przecież uczestniczyć w czymś większym niż oni sami, czymś, co ma moc porządkowania ich świata i nadawania mu sensu. To nie przypadek, że ich głosy „zataczają równe kręgi”. Mamy wrażenie, że cały krajobraz jest tu poruszany tym samym senso- i wspólnototwórczym rytmem. Domyślamy się też, że jego źródłem jest liturgia. I ludzie, i ich otoczenie zdają się nasiąkać echem dawnego Pater noster, „chorałem łacińskich słów”. Czym on jest? Muzyką z zaświatów? Być może, bo polowa msza nieoczekiwanie ujawnia pod koniec wiersza swój najszerszy, kosmiczny wymiar. Okazuje się, że liturgia przenosi w tym liryku całą dostępną ludziom rzeczywistość w „inny porządek”. Unieważnia zasady czasu i przestrzeni, relatywizuje ruch. Jej finałem jest apokaliptyczna „nowa Ziemia” – jasna i „niedotykalna”. „Pobłogosławieni dzieci kobiety i mężczyźni” stają się kimś więcej niż zwykłymi śmiertelnikami, unoszą się ponad samych siebie, zyskują godność członków wspólnoty zbawionych, której to godności nawet upadek i zgon nie są im w stanie odebrać. Początek wiersza zdaje się sugerować, że to właśnie dzięki głębokiemu doświadczeniu religijnemu nowohucianie byli w stanie przetrwać siermiężną codzienność i „gorzki żal dymów”.

O tym, czym była owa codzienność i jak była przeżywana, poeta mówi również w utworach portretujących lata 70. i 80. Znika w nich perspektywa dziecięca, pojawia się spojrzenie kogoś, kto nie tylko widzi skutki opresyjnych działań władz, ale także wie o ideologicznych źródłach przemocy. Jeden z takich wierszy ma tytuł Restauracja „Arkadia”. Nowa Huta, plac Centralny:

Sekretarz Generalny Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii
(bolszewików) Włodzimierz Ilicz Lenin. Obsypany
śniegiem sześciometrowy kolos wraca z roboty
do baraku. Wycieńczony głodny. Na nogach trzyma go tylko
wzrok konwoju gałuboj. Mróz podaje mu pięść
zatrzaśniętą jak rozgrzane brzęczące stepy. Polarna
noc rozbiera się do naga. Apel.
na poplamionych obrusach
kołymskiego śniegu.

Przedmiotem zainteresowania pisarza jest tu monument, który stanowił samo centrum urbanistycznego konceptu przemysłowej dzielnicy. Nowa Huta w założeniach jej konstruktorów miała być przecież ikoną spełnionego socjalizmu. Symetryczny plac Centralny (zwany najpierw placem Józefa Stalina) był jej komunikacyjnym sercem i zarazem punktem kulminacyjnym ideologicznej narracji. Miał skupiać najważniejsze ośrodki życia kulturalnego (część z nich nigdy nie powstała) i otwierać drogi ku innym sferom życia – takim jak praca i wypoczynek (niektórych terenów rekreacyjnych nie udało się utworzyć). Dlatego właśnie stąd wychodziły najważniejsze dla miasta arterie, tworząc między innymi tak zwaną „oś pracy”, wiodącą wprost do Huty. O ideałach komunistycznych miało tu mówić wszystko – nie tylko układy ulic, rozmieszczenie budynków i ich przeznaczenie, ale także architektura arkadowych pierzei placu, wyraźnie nawiązująca do estetyki socrealizmuPisze o tym między innymi Maciej Miezian, [w:] tegoż, „Nowa Huta, socjalistyczna w formie, fascynująca w treści”, Bezdroża, Kraków 2004.[6]. Komunikaty o dobrodziejstwach nowego ustroju miały utwierdzać przede wszystkim ślady „ojca-założyciela” komunizmu – Włodzimierza Ilicza Lenina. W symboliczny sposób zostały one potrojone: z Huty im. Lenina prowadziła do placu arteria im. Lenina, w samym zaś centrum placu w 1973 roku stanął jego monumentalny pomnik, który miał pełnić funkcję swoistej metonimii miasta – streszczać jego najważniejsze znaczenia, objawiać jego ducha. Jego opis nieuchronnie stawał się opisem sensu miasta, poetycką reprezentacją jego istoty.

Warto przywołać celne uwagi Stanisława Barańczaka o analizowanym utworze Polkowskiego:

Wiersz znajduje swoją wewnętrzną motywację w dwóch na raz porządkach: pierwszy to porządek historii (Lenin jako twórca obozów koncentracyjnych i zarazem ubóstwiony symbol ucieleśniony w nowohuckim pomniku), drugi to porządek przestrzenny, związany z punktem widzenia mówiącego (który ogląda pomnik Lenina z okien restauracji, łącząc w jednym spojrzeniu śnieg za oknem i „poplamiony obrus” na stoliku przed sobą). Krzyżuje się z tym druga opozycja: w pomniku widzi mówiący jednocześnie pomnik Lenina i żywą postać ofiary leninowskiego systemu, anonimowego łagrowca. W tym kontekście nazwa restauracji, „Arkadia”, staje się jeszcze jednym elementem znaczącym, sygnałem ironii łączącej w jedność sprzeczności wiersza. Umieszczona na początku, jest ta nazwa w istocie pointą całego utworuS. Barańczak, „Wyobraź sobie, że piszesz po polsku”, [w:] tegoż, „Przed i po. Szkice o poezji krajowej przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych”, Aneks, Londyn 1988, s. 83.[7].

Szkiełko i oko interpretatora świetnie wydobywają charakterystyczny dla metaforycznych konstrukcji mechanizm nakładania na siebie obrazów – znamienną interferencję monumentu, historycznej osoby Lenina i skutków zbudowanego przezeń systemu politycznego oraz proces przenikania się obrazów Nowej Huty i Kołymy. Przypominając istotne konteksty historyczne – związane z Włodzimierzem Iliczem LeninemRozpoznania krytyka pozostają zgodne z najnowszym stanem badań historycznych. Por. na przykład S. Ciesielski, „GUŁag. Radzieckie obozy koncentracyjne 1918–1953”, IPN, Warszawa 2010.[8] – autor słusznie podkreśla wagę tytułu i jego ironiczny charakter. Wszak wiersz ma właśnie charakter polemiczny, podważa mowę propagandy, odsłaniając bankructwo arkadyjskiego mitu, którym się żywiła. Nie podważając centralnego usytuowania pomnika w kontekście miasta, Polkowski zmienia znaczenia monumentu. W jakimś sensie włamuje się do semantycznego centrum Nowej Huty i sprawia, że zaczyna ona mówić o sobie (podobnie zresztą jak Lenin) coś zupełnie innego niż w propagandowych przekazach. Opis miejsca pamięci komunizmu staje się w ten sposób dystopią – pisarz zdziera propagandowe zasłony i pozwala zobaczyć prawdziwą twarz systemu totalitarnego, każe pamiętać nie tyle o jego wzniosłych hasłach, ile raczej o jego zbrodniach – o więzieniach i łagrach. W pewnym sensie wysadza pierwotne znaczenia pomnika w powietrze. Jako osobliwa puenta omawianego wiersza może więc zabrzmieć fraza z tekstu zatytułowanego Ob. Jan Polkowski – uzasadnienie istnienia, która – choć brzmi absurdalnie i groteskowo – jest cytatem z autentycznego dokumentu, wystawionego przez prokuraturę:

W dniu 18 kwietnia 1979 r. o godz. 20 w Krakowie Nowej Hucie
przy alei Róż nastąpiła eksplozja materiału wybuchowego która
spowodowała częściowe uszkodzenie pomnika Włodzimierza Lenina.
Celem przeszukania mieszkania Jana Polkowskiego było
ewentualne odnalezienie przedmiotów mających stanowić dowód
procesowy w niniejszej sprawie.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Kudyba, Jan Polkowski – Adam Ważyk. Dwa poematy dla dorosłych, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 64

Przypisy

    Powiązane artykuły