03.09.2020

Nowy Napis Co Tydzień #065 / „Solidarność”: ruch, który wyprzedził swój czas. O książce Krzysztofa Mazura

W pracy Krzysztofa Mazura – jeśli przyszłoby ją oceniać w jednym zdaniu – najwyższe uznanie budzi odwaga intelektualna autora, która wydała zresztą świetne owoce. Jeśli próbować uzasadnić tę opinię w jednym akapicie: dużej odwagi wymagało, by opracować temat tak ważny i zjawisko tak ogromnie niejednorodne. Niezależnie bowiem od prób zdefiniowania terminu „projekt polityczny” w sposób możliwie sformalizowany (czemu poświęcimy jeden z kolejnych akapitów) intuicyjnie wyczuwamy, że „projekt Solidarność”, nawet jeśli ograniczyć go do szczęśliwych lat 1980–1981, to coś nieporównanie więcej niż najważniejsze nawet dokumenty programowe czy pojedyncze deklaracje – tak (w zamierzeniu) całościowe jak „Uchwała Programowa I Krajowego Zjazdu Delegatów” z października 1981 roku albo tak wyraziste, jak „Posłanie do Ludzi Pracy Europy Wschodniej” powstałe na tymże zjeździe lub założycielskie, sierpniowe „21 postulatów”.

Projekt polityczny bowiem – spróbujmy zarysować definicję – to szczególny obszar opisu: nieco bardziej dookreślony niż „myśl polityczna”, z pewnością za to szerszy niż program polityczny (precyzujący cele praktycznego działania, rozmieszczający je w czasie i przestrzeni), doktryna (system normatywny wartości zdefiniowanych przez ideologię) czy nawet ideologia – holistyczna teoria człowieka i społeczeństwa. Sam Mazur proponuje następującą, autorską definicję:

zespół historycznie, kulturowo i społecznie uwarunkowanych generalnych idei tworzących ogólną wizję świata, zawierający w sobie koncepcję właściwego ładu społeczno-politycznego oraz wskazujący konkretne rozwiązania, mające na celu zmianę realiów w pożądanym kierunkuK. Mazur, „Przekroczyć nowoczesność: projekt polityczny ruchu społecznego Solidarność”, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2017, s. 18.[1].

Takie ujęcie, jak zastrzega się autor, pozwala czerpać z ustaleń i dorobku historyków oraz socjologów, szerzej – z tekstów programowych o różnym stopniu rygoryzmu, od dokumentów o charakterze programowym czy statutowym poprzez publicystykę aż po literaturę czy homiletykę.

Starając się wejść w zbiorowy podmiot badania – deklaruje politolog – będę wykraczał poza charakterystyczną dla myśli politycznej analizę wyłącznie źródeł pisanych, stosując także charakterystyczne dla nauk społecznych metody badania przekonań dominujących w masowych ruchach społecznychTamże, s. 22.[2].

Hierarchia „dokumentów źródłowych”, do których odwołuje się Mazur, sięga więc od dokumentów programowych ruchu (1 poziom) aż po powojenną kulturę, „która stanowiła ważne tło Rewolucji Sierpniowej”.

Tak zarysowane zadanie byłoby tytaniczne w przypadku każdego poważniejszego zjawiska czy ruchu społecznego zarówno ze względu na objętość źródeł, jak ich zróżnicowanie treściowe oraz formalne. Co dopiero, jeśli mówić o ruchu masowym, ruchu, który przekształcił rzeczywistość polityczną realnego socjalizmu (oraz jej postrzeganie) w Polsce, w regionie i świecie na skalę, która aż się prosi o ironicznie podsuniętą frazę o „ruszeniu z posad bryły świata”. O ruchu – dodajmy, by uświadomić, jak wysoko podniesiona została w tym przypadku poprzeczka – który nie miał szans na wypracowanie swojego aparatu pojęciowego i doktryny w „normalnych” (cokolwiek by to miało znaczyć) okolicznościach: rodził się ze sprzeciwu, wywodził się z kilku bardzo różnych, choć szczęśliwie połączonych nurtów refleksji. Co więcej, przez cały czas swego istnienia (myślimy, przypomnę, o latach 1980–1981) zmuszony był do posługiwania się ezopowym językiem – zarówno ze względu na bariery tkwiące w umysłach jego twórców (w ogromnej większości wychowanych w autorytarnej, ciążącej ku totalizmowi rzeczywistości PRL), jak na rygory cenzury i, najbardziej może, ograniczenia wyrastające z samej racji stanu, tak, jak ją postrzegali ludzie „S”, z zasady nie dyskutujący na przykład kwestii odzyskania suwerenności państwowej, czyli uzyskania niezależności od ZSRS.

Do tego dodajmy – na zasadzie pomniejszego, ale istotnego zastrzeżenia – spontaniczność ruchu „Solidarności”, owszem, formalnie stanowiącego jednorodny, zhierarchizowany ogólnopolski związek zawodowy, lecz przecież w rzeczywistości wyrastającego z tysięcy inicjatyw społecznych, stale zasilanego kolejnymi ich setkami i stwarzającego „parasol” dla dalszych, już nie ściśle związkowych. Nie prowadziło to, na szczęście, do zbytnich partykularyzmów czy podziałów (chociaż ich potencjalność można dostrzec w tekstach i działaniach politycznych aktorów tamtego czasu), z pewnością natomiast rodziło wielogłosowość: nic dziwnego, skoro „karnawał” 1980–81 z reguły wspominany jest jako czas wolności, ale też – czas autentyczności, spontaniczności, wyzwolonych inicjatyw. „Rozmowy [z drem Pawłem Rojkiem, w ramach Klubu Jagiellońskiego – WS] uświadomiły mi, jak bardzo ten ruch społeczny był żywiołem otwartej, swobodnej dyskusji o bardzo pluralistycznym charakterze”Tamże, s. 8.[3] – pisze autor. Stąd też jego myśl, że w „projekcie Solidarność”, poniżej fundamentalnych rozstrzygnięć o charakterze etycznym, występuje aideologiczny pragmatyzm polityczny, czyli swobodne szukanie rozwiązań inspirowane różnymi tradycjami politycznymi. To zresztą jeden z poziomów, jak to określił autor, „nieprzystawalności” tamtego projektu do III RP: w dzisiejszych sztywnych podziałach doktrynalnych „Solidarność” się po prostu nie mieści.

Pragmatyzm odziedziczyliśmy, resztę – nie bardzo… Warto zauważyć, że punktem wyjścia pracy Krzysztofa Mazura, jeśliby skupić się nie na założeniach badawczych, lecz odruchu etycznym, jest rozczarowanie, że dorobek „Solidarności” okazał się zapomnianym, a przynajmniej porzuconym dziedzictwem.

Od początku III RP – pisze – odwoływanie się do programu ruchu społecznego „Solidarność” ogranicza się jedynie do wymiaru deklaratywnego. […] Wydaje się, że im częściej nawiązujemy w różnych kontekstach do tamtych wydarzeń, licząc jedynie na pozytywną konotację samej marki, tym bardziej zacieramy źródłowe przesłanie tego projektu”Tamże, s. 11.[4].

Nie jest to jedyna refleksja tego typu wśród przedstawicieli pokolenia, które nie doświadczyło osobiście „karnawału” – ale pewnie najmocniejsza, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę skalę i szczegółowość dokonanej przez Mazura restytucji zapomnianego programu, niewygodnego dziedzictwa.

Dokonuje autor tego wysiłku, poczyniwszy jeszcze kilka ważnych, nietuzinkowych założeń, o których koniecznie trzeba tu wspomnieć. Pierwsze z nich, to uzyskanie (łatwo o to z perspektywy czterdziestu lat) swego rodzaju „dystansu do przeciwnika”: opis ruchu i projektu politycznego w sposób wykraczający poza bieżący spór z władzą komunistyczną.

W literaturze istnieje wyraźna tendencja, by odczytywać wszelką działalność Związku, w tym także intelektualną, jako jedynie wybieg w permanentnym konflikcie z przedstawicielami PZPR – pisze Mazur. – W efekcie cały dorobek teoretyczny redukowany jest do zabiegów taktycznych, które co prawda miały doniosłe znaczenie w procesie osłabiania władzy i wymuszania transformacji ustrojowej, jednak dziś stały się wyłącznie elementem zamkniętego rozdziału historii.

Niezgoda autora na takie podejście pozwala mu – jak zobaczymy to za chwilę – nie tylko opisać projekt polityczny „Solidarności” jako pewien rozbudowany i zamknięty pakiet programowy, lecz także wskazać, w jaki sposób podejmuje on polemikę z tak zwanymi ideami późnej nowoczesności.

Właściwa część pracy podzielona jest na cztery rozdziały. Zakres dwóch z nich można sobie z grubsza wyobrazić, sięgając po prace z zakresu historii idei. Pierwszy, czyli „Intelektualny rodowód »Solidarności«”, stanowi panoramę polskich środowisk opozycyjnych z lat 1976–1980 (z wycieczkami, szczególnie w przypadku dorobku Kościoła, w lata wcześniejsze) jako tych, z których wyrosną ludzie i idee „Solidarności”. Rozdział trzeci traktuje o kwestiach, których w pierwszej kolejności spodziewalibyśmy się od dzieła stanowiącego rekonstrukcję projektu politycznego: o „Systemie społeczno-gospodarczym w projekcie »Solidarność«”. Oba, zhierarchizowane i gęste od treści, ukazują paletę „rodowodów”, stanowisk w sporach programowych i ostatecznie konkluzji stanowiących program i projekt „Solidarności”.

Bardzo nowatorskie wydaje się natomiast wyodrębnienie rozdziału drugiego, traktującego o „Człowieku i społeczeństwie w projekcie »Solidarność«”. Omówienie kwestii (postulowanych) praw człowieka, koncepcji ładu społecznego, sprawiedliwości społecznej czy rozumienia narodu, które można sobie wyobrazić włączone do rozdziału III („System gospodarczo-polityczny”) zostało wyodrębnione, ponieważ fundamentem tego rozdziału jest odtworzenie przez Mazura obecnej w myśli „Solidarności” koncepcji osoby ludzkiej, jej przyrodzonych praw i godności. Taka perspektywa – osobliwa w swym konsekwentnym antropocentryzmie – okazuje się być bardzo trafnym odczytaniem ładu myślowego, obecnego w projekcie politycznym „S”, i nazwaniem tego, co leżało u podstaw ruchu – zarówno chronologicznie (żądanie „godności” werbalizowane jest przez strajkujących w Trójmieście i Szczecinie jako pierwsze obok postulatów socjalnych), jak filozoficznie.

Jeszcze bardziej osobliwy jest rozdział IV traktujący o „Znaczeniu »Solidarności«”, w którym autor wychodzi poza prezentację „harmonijnego eklektyzmu programowego” ruchu, pokazując, w jaki sposób podjął on polemikę z ideami nowoczesności – nie w sensie oporu wobec modernizacji, lecz wizji człowieka zdeterminowanego i „zbawianego” wyłącznie poprzez Historię i w niej: w tym rozdziale najpełniej wybrzmiewa intelektualne osadzenie autora w myśli Karla Löwitha.

Najpierw jednak – ustalenia dotyczące „Intelektualnych korzeni”. Można było przewidzieć, że Mazur odtworzy rzetelnie panoramę głównych nurtów opozycyjnych, nabierających wyrazistości w „dekadzie gierkowskiej” za sprawą rosnącego dystansu do lat wojny i stalinizmu, relatywnego złagodzenia represji, kruchego détente na scenie międzynarodowej, ale też doświadczenia niewydolności i zakłamania sytemu. Nurt liberalno-demokratyczny, narodowo-niepodległościowy, postawy środowisk skupionych wokół Kościoła, wreszcie myśl chłopska – tak, tego mogliśmy się spodziewać, podobnie jak plejady znanych historykom nazwisk i tytułów. Co budzi uznanie, to nie tylko bezstronność i encyklopedyczna elegancja, z jaką autor charakteryzuje te nurty, nie pozwalając, by rozdział rozrósł się ponad miarę, lecz przede wszystkim fakt, że traktuje je – by uciec się do topornego trochę porównania – jak swego rodzaju „osnowę” całej tkaniny projektu: nici, obecne od początku do końca i przeplatane w różnych odniesieniach i układach. W kolejnych rozdziałach nawiązywać będzie do pomysłów i propozycji programowych tych nurtów, pokazując, co z nich zostało bezpośrednio podjęte przy formułowaniu propozycji projektu, względnie – jak wspomniane środowiska ewoluowały, szukając odpowiedzi na nowe wyzwania.

Nurt liberalno-demokratyczny uznaje autor na tym obszarze za najbardziej znaczący, biorąc pod uwagę liczbę podjętych inicjatyw i obecność jego aktywistów w strukturach „Solidarności”. Inteligencki, wychodzący z doświadczeń II wojny światowej i Powstania, ale też popaździernikowej „opozycji intelektualnej”, przedmarcowych rewizjonistów, „Czarnej Jedynki” oraz katolików świeckich z różnych struktur, od KIK-ów po duszpasterstwa, musiał się „utrzeć” (a także, dodajmy, „przezwyciężyć rewizjonizm”), wypracowując nie tyle program polityczny, ile etos działania. Mazur pisze:

Filozofia działania KOR-u opierała się właśnie na tym przeświadczeniu o sensowności oddolnych presji społecznych na władzę i – pisze Mazur, dodając, że ta ogólna taktyka została obudowana innymi założeniami – […] przeświadczeniem o nadrzędnej roli społeczeństwa w porządku politycznym […], zasadzie przestrzegania prawa ustanowionego przez władze PRL […], przekonania, że Komitet nie został powołany w celu walki z PRL, a raczej po to, by pomóc państwu wykonać naturalne obowiązki na nim ciążące […] oraz podkreśleniem wagi praw człowieka […] i narodu rozumianego jako wspólnota kulturyTamże, s. 35–38.[5].

Do tego dorzuca Mazur „etos działania, który wyraźnie odróżniał to środowisko od innych grup […], styl społecznikowski, który w centrum działania stawia pojedynczego człowieka”. W innym miejscu autor wskazuje, jako wyróżnik „ludzi KOR”, „odrobinę powołania socjologicznego”Tamże, s. 38.[6]. Dodaje do tego Mazur, jako odrębne składowe, myśl polityczną Jacka Kuronia, skupionego na kategorii suwerenności człowieka, oraz konkretny „produkt” polityczny: Kartę Praw Robotniczych, by uznać, że inicjatywa KOR-owska pozwoliła na odejście od „oczekiwania, by mityczne postępowe skrzydło przejęło wreszcie kierownictwo w PZPR i zaprowadziło tam rządy absolutyzmu oświeconego”Tamże, s. 44–45.[7].

Nurt narodowo-niepodległościowy autor definiuje, wskazując, że różne współtworzące go środowiska „wysuwając na pierwszy plan doraźną pomoc niesioną osobom pokrzywdzonym przez PRL-owski aparat represji, za nadrzędny cel działania uznawały jednak postulat odzyskania przez Polskę pełnej niepodległości […], umacnianie pamięci o historii, kultywowanie rocznic i świąt narodowych”Tamże, s. 49.[8]. To znów zbiór ogromnie niejednorodny i przesadą jest może teza o odwoływaniu się wszystkich aktywistów tego nurtu do „dziedzictwa Narodowej Demokracji”, skoro znają się w tym gronie aktywiści KPN, ROPCiO, PPN, RMP czy wręcz tak zwanego Nurtu Niepodległościowego – struktury luźnej, której istnienie tylko częściowo potwierdzone jest źródłowo, jednak w przekonaniu kilku kronikarzy i aktywistów tych środowisk stanowiła ogniwo łączące tradycje środowisk piłsudczykowskich i konspiracji wojskowych czasu II wojny z opozycją lat 70.

Wspólna dla kilku bardzo rozbudowanych projektów tego nurtu była refleksja na poziomie narodu i państwa, niestroniąca od rozważań o zakresie suwerenności, wielkich wpływach kulturowych, potrzebie całościowych reform gospodarczych czy o miejscu PRL w systemie gospodarczym „państw socjalistycznych” – i potrzeba zasadniczej zmiany relacji na tym właśnie poziomie. Różne środowiska spotykają się w przekonaniu, że „tak scentralizowany system, jak panuje w Polsce, można i należy zmienić wyłącznie od góry”Tamże, s. 54.[9]. „Korowcy w hierarchii wartości stawiali najwyżej problem demokracji, ropciowcy problem niepodległości. Dla ludzi KOR-u niepodległość mała być zwieńczeniem budowy społeczeństwa demokratycznego, dla przywódców ROPCiO warunkiem zbudowania demokracji” – pisze w jednej ze swoich klasycznych prac Andrzej Friszke, z aprobatą cytowany przez Mazura.

Niewątpliwym owocem inspiracji [tych środowisk myślą Kościoła – WS] było odkrycie pojęcia godności człowieka jako centralnej kategorii etycznej. […] Środowiska związane z ROPCiO wniosły także do ruchu społecznego uznanie dla wagi symboli religijno-narodowych. W okresie przedsierpniowym były one często atakowane przez lewicę antykomunistyczną za przerost formy patriotycznej nad konkretnymi działaniami pomocowymi. […] Sierpień przyznał jednak rację ropciowcom

– dodaje autor książki już od siebieTamże, s. 63.[10].

Oszacowanie wkładu Kościoła stanowi kolejne wyzwanie badawcze ze względu na rangę, zasięg, trwałość, wreszcie – „ponadpolityczne” cele stawiane sobie przez tę strukturę. Patrząc jednak na Kościół jako na „ostatnią instytucję, mogącą stanowić realną przeciwwagę dla PZPR […], cieszącą się w społeczeństwie niełamanym szacunkiem i dość powszechnie uznawaną za autorytet moralny”Tamże, s. 66.[11], Mazur wskazuje na dwa przynajmniej elementy niezbędne do wymienienia wśród „osnów” projektu politycznego „Solidarność”: nauczanie społeczne Kościoła, najłatwiejsze do zrekonstruowania na podstawie homiletyki prymasa Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II (szczególnie podczas jego pierwszej pielgrzymki do Polski w roku 1979) oraz na działalność i dorobek inteligencji katolickiej (której późniejsze polityczne losy były skomplikowane).

W nauczaniu prymasa Mazur widzi – między innymi za Pawłem Rojkiem – „gigantyczny projekt tożsamościowy, który być może po raz pierwszy w dziejach włączył miliony osób do wysokiej narracji polskiej”Tamże, s. 67.[12]. W Kazaniach Świętokrzyskich prymasa mamy kolei do czynienia z wyróżnieniem trzech perspektyw (transcendentalnej, społecznej i politycznej), z enumeracją obowiązków państwa i praw obywatela, z określeniem „błędów antropologicznych” zarówno komunizmu, jak kapitalizmu. Pielgrzymka zaś papieska to pakiet treści podkreślających godność osoby ludzkiej, wartość pracy i służebność państwa.

Pora jednak na ustalenia dotyczące tkaniny wyrastającej z tej osnowy. Tu szczególnie doniosłe jest wspomniane już ustalenie, otwierające rozdział II: podkreślenie, że:

Fundamentem projektu politycznego „Solidarności” jest konkretna wizja antropologiczna. Jej rdzeń stanowi koncepcja godności człowieka jako bytu duchowo-materialnego. […]. Za przyjęciem tej tezy [o pierwotności i centralności formuły »godności« – WS] przemawia zarówno analiza najważniejszych dokumentów sygnowanych przez Związek, jak i pobieżna nawet lektura publicystyki omawianego okresu. […] Można dojść do wniosku, że dla większości działaczy związkowych godność stanowi pojęcie pierwotne, na którym budują oni wizję ładu społeczno-politycznego. Właśnie z godności wywodzą pozostałe fundamentalne kategorie swojego myślenia politycznego, takie jak wolność, prawa człowieka, samorządność, demokracja czy wreszcie solidarność. Z tego to względu należy rozpocząć analizę projektu politycznego Solidarności właśnie od tego pojęciaTamże, s. 83.[13].

Godność, której Krzysztof Mazur poświęca kolejnych kilkanaście stron wywodu, analizowana jest w dwóch znaczeniach: egzystencjalnym oraz programowym.

W tym pierwszym rozumieniu zostanie ona utożsamiona z odkryciem i doświadczeniem własnej indywidualności oraz niezbywalnej wartości. […] w samoświadomości strajkujących miejsce niedyskutującego i zainteresowanego jedynie własnymi zarobkami, do tego okradającego swój zakład pracy i wiecznie pijanego robola zajął młody, myślący, inteligentny, świadomy swojego miejsca w społeczeństwie robotnikTamże, s. 84.[14].

To postrzeganie i przeżywanie własnej godności rozchodzi się jak kręgi na wodzie, warunkując kolejne „piętra” opisu porządku antropologicznego w projekcie „Solidarności”.

Centralna rola godności rozpatrywana pod kątem egzystencjalnym odsyła nas do źródłowego doświadczenia własnej wartości. Stało się ono udziałem strajkujących już latem 1980 roku i odgrywało kluczową rolę także w kolejnych miesiącach działalności Związku.

Podkreśla Mazur jeszcze jedną rzecz niezwykle ważną:

Odkrycie godności należało przede wszystkim do sfery doświadczenia, gdzie precyzyjne zdefiniowanie tego pojęcia, intelektualne opracowanie korzeni idei czy wreszcie wykazanie intelektualnych konsekwencji posługiwania się tym pojęciem były kwestiami drugorzędnymi. W efekcie powszechnie posługiwano się pojęciem godności w sposób intuicyjny, co mogło rodzić nieporozumienia i spory. […] To z gruntu jednostkowe, wręcz osobiste doświadczenie stało się historycznym udziałem większości członków masowego ruchu społecznegoTamże, s. 86.[15].

I dalej:

Opisany powyżej proces można przedstawić zatem […] w następujący sposób. Powszechne doświadczenie własnej godności (pojęcie z porządku antropologii) zrodziło przeświadczenie o własnej podmiotowości (pojęcie z porządku psychologii osobowości), a to z kolei wiązało się z odczuciem własnej suwerenności (pojęcie z porządku filozofii politycznej)Tamże, s. 87.[16].

Godność (jako doświadczenie i postulat) staje się zatem fundamentem namysłu politycznego. Mazur poświęca wiele miejsca jej zdefiniowaniu, odnalezieniu „godnościowych” tropów w tekstach programowych, ukazaniu ich jako idei regulatywnej, wreszcie jej filozoficznemu rozumieniu. Z niej wyrasta – omawiana w dalszej części rozdziału – walka o prawa człowieka (mająca pozwolić na wypracowanie „sfery autonomii” nawet w państwie quasi-totalitarnym). Omawia autor pełen pakiet postulowanych praw, ich prawne i ontologiczne uzasadnienie. Z nich też wyprowadza paletę postulatów i definicji dotyczących kwestii wolności, sprawiedliwości oraz bytu narodowego.

Z przebogatego katalogu propozycji programowych, wypreparowanych przez Mazura w projekcie „Solidarność”, warto, zgodnie z zapowiedzią we wstępie, wymienić to, co składa się na „przekroczenie horyzontu lat 80.” przez ów projekt.

Jak pisze autor w otwarciu rozdziału ostatniego, traktującego o znaczeniu „Solidarności”:

Z przeżycia o charakterze egzystencjalnym wyrastał projekt polityczny, którego strukturę wyznaczały uniwersalne wartości moralne stanowiące fundament wspólnoty politycznej, aideologiczny pragmatyzm polityczny w działaniu oraz eklektyczność myślenia w projektowaniu konkretnych rozwiązań.

A zarazem:

[…] sposób rozumienia polityczności działaczy związkowych nie mieścił się w ramach zakreślonych przez nowoczesność. Twórcy „Solidarności”, nie zgadzając się na zamknięcie historii w doczesności, deterministyczną wiarę w postęp, wyrugowanie metafizyki z życia społecznego, swoiście rozumiany indywidualizm czy oderwanie zasad moralnych od polityki, tak naprawdę przekraczali ramy nowoczesności. Dlatego właśnie nie mogliśmy twórczo nawiązać do dorobku politycznego „Solidarności” po 1989 roku, ponieważ w tym okresie paradygmat nowoczesności zdominował nasze życie intelektualne na dobreTamże, s. 401.[17].

Oczywiście w powszechnym przekonaniu projekty polityczne obaczone brzemieniem 40 lat, a w dodatku formułowane w tak odmiennych okolicznościach politycznych, gospodarczych i geopolitycznych nie nadają się do powtórnego „wdrożenia”. Rzeczywiście, za wyjątkiem traumy I wojny światowej, epoka współczesna różni się od czasu „karnawału” niewiele mniej niż rok 1920 od 1880. Czy oznacza to, że projekt „Solidarność” należy postrzegać wyłącznie jako niespełnioną szansę? Niespełnioną podwójnie, bo najpierw za sprawą komunizmu w jego najbardziej, by tak rzec, anachronicznym jak na rok 1980, brutalnym, „neostalinowskim” wydaniu, jakim było wprowadzenie stanu wojennego – następnie zaś za sprawą kapitalizmu w jego najbardziej brutalnym, „leseferycznym” wydaniu, dekadę później?

Pełen pakiet z lat 1980–81 jest oczywiście nie do zrealizowania właśnie za sprawą czasu, który przeminął, rozwiązania (lub podniesienia na inny poziom) wielu zawartych w nim kwestii i postulatów, ukrytych w nim napięć, które w międzyczasie zostały albo rozwiązane, albo przeniesione na inny poziom, zinstytucjonalizowane w postaci nowych sporów międzypartyjnych, a bodaj i głębszych, tych w formacie „wojen kulturowych”. W sukurs przychodzą zawsze przydatne aforyzmy o tym, co dzieje się z historią powtarzaną po raz drugi, i o tym, że nie da się wejść po raz drugi do tej samej rzeki…

To wszystko prawda. Ale największą może zasługą książki Mazura, prócz wnikliwie, wyczerpująco, a zarazem błyskotliwie odrobionej pracy politologicznej, jest ukazanie nam projektu „Solidarność” jako wizji wewnętrznie spójnej, „organicznej” (zarówno w sensie naturalności rozwoju, jak jej wyrastania z zasobów polskiej myśli i kultury politycznej – z pewnością nie była to „kseromodernizacja”!). A jednocześnie – wizji w znaczeniu projektu uniwersalnego. Rozwiązywał on nie tylko szczegółowe kwestie gospodarcze czy geopolityczne (tu, jako się rzekło, zmieniło się najwięcej, więc postulaty wolnych sobót czy sprawiedliwej reglamentacji mięsa rzeczywiście można szczęśliwie odłożyć do lamusa), lecz wychodził od pewnej wizji antropologicznej i opierając się na niej, proponował ład społeczny.

Być może zatem rok 2020 – rok pandemii, a zarazem przesilenia w najpotężniejszym do niedawna kraju Zachodu, przesilenia porównywanego przez jednych do „nowego jakobinizmu” („Wall Street Journal”, 22.06.2020), przez innych do „nowego Marca ’68” – to dobry czas na refleksję nad tamtym projektem. Nierocznicową.

 

K. Mazur, Przekroczyć nowoczesność. Projekt polityczny ruchu społecznego Solidarność, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2017.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Stanisławski, „Solidarność”: ruch, który wyprzedził swój czas. O książce Krzysztofa Mazura, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 65

Przypisy

    Powiązane artykuły