13.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #062 / Aby nie zapomnieć. Gorąca socjologia Ireneusza Krzemińskiego

„Solidarność”. Projekt polskiej demokracji to jedna z najważniejszych książek o ruchu społecznym zrodzonym w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. Składają się na nią powstałe w ciągu dekady lat 80. i na początku lat 90. XX wieku socjologiczne studia i eseje Ireneusza Krzemińskiego, uczestnika i obserwatora ruchu społecznego „Solidarność”. To również książka, która wzięła się ze sprzeciwu, że w Polsce o najważniejszych sprawach często nie wypada mówić, że „Solidarność”, jak pisze autor, „z całkiem niezwykłego, ale jednak zdecydowanie realnego, poddającemu się badaniu i analizie zjawiska przemieniła się definitywnie w mit, którego kontury i zawartość treściowa nie były do końca jasne: można było tym mitem dość dowolnie manipulować”I. Krzemiński, „Solidarność”. Projekt polskiej demokracji, Oficyna Naukowa, Warszawa 1997, s. 243.[1]. Wydając swoją książkę po raz pierwszy podczas transformacji ustrojowej, socjolog postanowił przypomnieć, czym była „Solidarność”. Potem zrobił to jeszcze raz, wydając książkę ponownie już w zupełnie innych okolicznościach w 2013 roku.

Niezwykłość i rzeczywistość ruchu uwidaczniają się z wielu perspektyw. Na słynną książkę z 1997 roku składają się socjologiczny opis formowania się NSZZ „Solidarność” w różnych zakładach Warszawy, wkraczający czasem na pole etyki i filozofii zapis prób interpretacji ruchu oraz teksty, w których autor diagnozuje dziedzictwo „Solidarności” i kondycję polskiego społeczeństwa w pierwszych latach transformacji. Gros tekstów pochodzi z lat 80., a autor pisze je z pozycji badacza zaangażowanego, „od wewnątrz”, zawsze z zamiarem wpływu na politykę – a przynajmniej na społeczną pamięć. Krzemiński angażuje w rozważania nie tylko chłodny umysł, ale i gorące serce. Dotyka spraw fundamentalnych dla istnienia każdej ludzkiej wspólnoty, odnosząc się przy tym często, chociaż między wierszami, do debat i sporów politycznych lat 90.

Teksty, różne pod względem tematu, gatunku i stylu (tom zawiera zarówno raport i metodologiczne noty z badań, jak i eseje), łączy przeświadczenie, że „Solidarność” nadała nowy sens polityce, wypracowała – przede wszystkim w działaniu – nowe znaczenie pojęć solidarności, demokracji czy społeczeństwa obywatelskiego. Krzemiński sugeruje, że skoro nie stały się one fundamentami nowego polskiego państwa, to przynajmniej powinny być zachowane w społecznej pamięci, aby, gdy być może pojawią się ku temu sprzyjające okoliczności, powrócić jako wzór stosunków społecznych i politycznych. To właśnie ukazanie nowej polityki, a także procesów jej powstawania i rozpadu za pomocą różnych narzędzi (socjologicznych, filozoficznych, publicystycznych) autor stawia sobie za cel.

Jak powstały teksty

Najstarsze teksty w zbiorze pochodzą z 1983 roku. Są to raporty z badania przeprowadzonego na terenie jedenastu warszawskich zakładów w ostatnich miesiącach 1980 roku i w styczniu 1981 oraz poprzedzający go wstęp. Sama analiza, prowadzona metodą wywiadów pogłębionych, miała za zadanie nie tylko dostarczyć akademickiej wiedzy o polskim społeczeństwie parę tygodni po sierpniowych strajkach na Wybrzeżu i zawiązaniu się tam „Solidarności”. Cele były również praktyczne. Jak pisali autorzy badania, „jego wyniki powinny dawać podstawę dla decyzji co do przebiegu bieżących i przewidywanych działań społecznych”, powinny stać się „elementem dalszego przebiegu badanego procesu społecznego”Tamże, s. 30.[2]. Publikując raport ponownie w 1989 roku, w roku przywrócenia NSZZ „Solidarność” do legalnej działalności, Ireneusz Krzemiński nadal miał nadzieję, że „praca opisująca, jak tworzyliśmy »Solidarność« […], może okazać się pożyteczna i pozwoli tym, którzy po nią sięgną, odnaleźć wzorce do działania społecznego tu i teraz”Tamże, s. 24.[3].

Wspomniane badanie wśród warszawskich robotników, którego pomysł zrodził się w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego na seminarium profesora Stefana Nowaka, nie było jedynym spotkaniem Krzemińskiego z „Solidarnością” w czasie jej karnawału. Dużo ważniejsze i umacniające przekonania autora co do sposobu uprawiania socjologii były spotkanie i współpraca z francuskim badaczem o lewicowych poglądach Alainem Touraine’em. Przyszły autor eseju Świat zakorzeniony wszedł do zespołu Francuza i podjął pracę metodą socjologicznej interwencji autorstwa Touraine’a. Metoda w założeniach była bliska temu, co Krzemiński nazywał „gorącą socjologią”. Jak wyjaśniał, „chodziło o to, żeby socjologiczna analiza mogła stanowić pomoc dla aktorów społecznych; aby pomagała im uświadomić sobie własne cele, sposoby działania, kierunki myślenia, tym samym czyniąc ich działania społeczne bardziej skutecznymi, pewniejszymi i mądrzejszymi”Tamże, s. 23.[4].

Na podstawie badań w kilku ośrodkach Touraine opisał przenikanie się kilku definicji ruchu – jako związku zawodowego, ruchu narodowowyzwoleńczego i ruchu na rzecz demokracji. Zależnie od czasu i miejsca poszczególne wymiary „Solidarności” wysuwały się na plan pierwszy, jednak nigdy nie funkcjonowały w oderwaniu od pozostałych, które je wspierały, uzupełniały i legitymizowały. To spostrzeżenie Touraine’a znalazło odbicie we własnej pracy Krzemińskiego.

Pierwsze wersje powstałych wówczas artykułów ukazały się w 1985I. Krzemiński, Świat zakorzeniony, „Aneks” 1986, nr 43, kolejna wersja będąca podstawą wydania z 1997 roku ukazała się w: I. Krzemiński, Świat zakorzeniony, Wola, Warszawa 1988.[5], w 1989Polska po „Solidarności”? Świadomość społeczna i postawy ludzi, pierwodruk pod tytułem Czy Polska po „Solidarności”? Treści świadomości społecznej i postawy ludzi, Instytut Socjologii UW, Warszawa 1989.[6] oraz w 1994 rokuSolidarność” – mit i rozczarowanie, pierwodruk w: „Społeczeństwo Otwarte” 1994, nr 1.[7]. Tekst Demokratyczna przemiana Polski pochodzi z 1990 roku. Wszystkie one mówią o nowym sensie, jaki „Solidarność” nadała polityce.

Nowy sens polityki

Warto więc teraz skierować uwagę na główną tezę książki Krzemińskiego. Jak pisze socjolog:

Jądrem postawy, która ożywiła wówczas większość ludzi, było przekonanie, że mają prawo być obywatelami, to znaczy – we wspólnocie zabierać głos na temat swojego losu i losu społeczeństwa oraz podejmować działania zbiorowe i indywidualne, które życiu nadawały pożądany przez nich kształt. Oznaczało to potraktowanie państwa jako, z jednej strony, wyraziciela dążeń, interesów i pragnień społeczeństwa, z drugiej – stróża „naturalnych” praw człowieka, które gwarantują trwałość i „zwyczajność” obywatelskiego zaangażowania i obywatelskich postaw. Gra polityczna – owa gra sił – stawała się w tej perspektywie może koniecznym, ale na pewno nie najważniejszym elementem polityki rozumianej jako samorządzenie się społeczności, świadome kierowanie swym losem przez społeczeństwo. Oznaczało to uczestnictwo, aktywną obecność większości ludzi w polityce, bo polityka stała się warunkiem poczucia, że poszczególne jednostki i cała zbiorowość odpowiadają za swoje życie i że mogą nadać mu moralnie pożądany kształtI. Krzemiński, „Solidarność”. Projekt..., dz. cyt., s. 24–25.[8].

Ukierunkowanie na moralność, zdaniem Krzemińskiego, było właśnie tym, co czyniło ruch racjonalnym, rzeczowym, nastawionym na praktyczne działanie. Obywatelski, godnościowy, demokratyczny ideał etyczny spajał różne środowiska i grupy w jeden ruch społecznyTamże, s. 27.[9]. Istotą tego ideału było doświadczenie wolności we wspólnocie – to właśnie niemu ruch zawdzięczał racjonalność myślenia członkówTamże.[10].

Mówienie i pisanie o moralności, a zwłaszcza o moralności, która miałaby być podstawą polityki, budzi zazwyczaj dwojakie skojarzenia i obawy. Badacz podkreślający, że społeczeństwo demokratyczne, oparte na prawach człowieka i obywatela, ma swój sens moralny, a demokracja jest niemożliwa bez założeń moralnychTamże, s. 11.[11], naraża się bądź na zarzut naiwności, bądź na oskarżenia o postawę moralizatorską lub wręcz fundamentalistyczną, o chęć narzucania innym obywatelom norm moralnym i egzekwowania ich siłą za pomocą aparatu państwa. Krzemiński jest świadomy, że podobną krytykę pod adresem „Solidarności” wysuwała choćby Jadwiga Staniszkis w Samoograniczającej się rewolucji i że została ona spotęgowana w książce Sergiusza Kowalskiego Krytyka solidarnościowego rozumu. Autor „Solidarności”. Projektu polskiej demokracji odpowiada na te zarzuty, wskazując różnicę między dwiema tendencjami: jedną, „by model życia zbiorowego i zasad rządzących stosunkami społecznymi tak konstruować, aby wyrażały transcendentalne wartości”Tamże, s. 27.[12], oraz drugą, „by poddać życie społeczne, publiczne i prywatne kontroli opartej na przyjętym przez tzw. większość wzorcu moralnym”Tamże.[13]. Według Krzemińskiego, w „Solidarności” dominowała pierwsza z nich, co umożliwiło wypracowanie moralnego consensusu i włączenie do współpracy oraz rozmowy dotychczasowych przeciwników, a także ludzi postrzeganych po prostu jako moralnie złych. Co więcej, „rozbieżności, zróżnicowania, odmienności poglądów, orientacji ideologicznych i praktycznych interesów raczej ożywiały ruch, wzbogacały go, niż dzieliły i rozbijały”Tamże, s. 28.[14]. Zagrożenia związane z drugą tendencją Krzemiński dostrzega za to w politycznej praktyce po 1989 roku, gdzie myślenie w kategoriach dobra wspólnego zastąpiono polityką rozumianą jako rozgrywka elit, gdzie znika przestrzeń między refleksją a działaniem.

Skoro „Solidarność” była lekcją demokracji opartej na głębokiej, „etyczno-metafizycznej” inspiracji, na fundamencie transcendentalnych wartości, to z czego ten impuls płynął? Według Krzemińskiego płynął on z religii. Pisał:

[…] taki punkt widzenia w sposób zadowalający i trwały może być chroniony nie inaczej, jak religijnie; konieczne są bowiem trwałe, uniwersalne i ponadczasowe kryteria społecznych hierarchii wartości dane człowiekowi i naturalnie mu przysługujące: dane człowiekowi osobowe prawa. Religia, tak jak i moralność, jest tu wierną sojuszniczką dążenia człowieka do życia godnego, do życia wolnego, do życia dobregoTamże, s. 26.[15].

Świat „Solidarności” był światem zakorzenionym – badacz szedł tu śladami Simone Weil: „Istota ludzka ma korzenie, jeżeli rzeczywiście, w sposób aktywny i naturalny, uczestniczy w egzystencji wspólnoty przechowującej jakieś skarby przeszłości i obdarzonej przeczuciem jutra”Tamże, s. 158.[16]. Demokracja, wskazuje Krzemiński, chroni podstawową wartość, jaką jest poczucie własnej godności, tożsamości, wyrażenia własnego zdania; jest stanem umożliwiającym „bycie obywatelem, a więc bycie sobą”, realizację naturalnych praw człowiekaTamże, s. 159-160.[17].

Zakorzenienie we wspólnocie i bycie sobą wobec i pośród innych obywateli było możliwe dzięki innemu zakorzenieniu – w obiektywnych wartościach. Jak wyjaśniał Krzemiński, naturalne prawa człowieka mają sens tylko wtedy, „gdy stanowią konkretyzację obiektywnego porządku wartości”Tamże, s. 160.[18]. Z kolei, co należy podkreślić, „przypuszczenie, że istnieje obiektywna hierarchia wartości i stanowi ona realny aspekt świata, nie da się na dłuższą metę utrzymać, jeśli się nie założy obecności Boga”Tamże.[19]. Odwołania do obiektywnego porządku wartości, poczucia bycia u siebie w świecie to przykłady nasiąknięcia języka „Solidarności” językiem fenomenologii. Także Krzemiński – chociaż cytuje Resentyment i moralność Maxa Schelera, a zatem przyznaje się do znajomości tradycji fenomenologicznej – zdaje się posługiwać tym językiem niemal bezwiednie. Społeczną rolę religii Krzemiński rozumie zaś po Tocqueville’owsku – religia wychowuje ludzi, „uobywatelnia” ich, dyscyplinuje, uczy korzystania z wolności, a zatem jest podstawą pluralizmu.

Polska po „Solidarności”. Rozpad sensu

Demokratyczna, obywatelska i solidarna polityczna praktyka „Solidarności” nie przetrwała dekady lat 80. Proces ten Krzemiński opisuje w rozdziale Polska po „Solidarności”? Świadomość społeczna i postawy ludzi napisanym między majem a listopadem 1988 roku. Polskie społeczeństwo zareagowało na wprowadzenie stanu wojennego strategią przeczekania represji, poczuciem moralnego zwycięstwa oraz umocnieniem podziału na „my” i „oni”. W nowych okolicznościach rola Kościoła zaczęła się zmieniać. Kościół, występując w obronie prześladowanych, stał się jedynym miejscem, gdzie można było doświadczyć wolności. Uczestnictwo we wspólnocie wiernych, oprócz innych, duchowych sensów, „nabierało jednoznacznie moralno-politycznego charakteru”Tamże, s. 187.[20]. Kościół więc, przymuszony sytuacją, stawał się coraz bardziej reprezentantem społeczeństwa, a z czasem po prostu narodu, a także protektorem jego i wszystkich grup współtworzących dotychczas „Solidarność”Tamże, s. 199.[21]. Pod wpływem działań państwa postępowała erozja społeczeństwa, a sens polityki wypracowany przez ruch ulegał dalszemu rozmyciu. Jako wydarzenie przełomowe, które radykalnie zmieniło definicję sytuacji, Krzemiński wskazuje zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki jesienią 1984 roku. Od tego momentu Kościół stał się substytutem społeczeństwa, a treści narodowe wysunęły się na pierwszy plan. Dyskurs polityczny utożsamił się z dyskursem moralistycznym. Wobec doświadczenia przemocy ze strony „onych”, jak nazywano tych, którzy występowali przeciwko wspólnocie określanej jako „my”, poczucie przegranej zostało zastąpione przez poczucie moralnego zwycięstwa. Próbę zreformowania polityki według ideału obywatelskiego, opartego na prawach człowieka, solidarności i współpracy uznano za naiwnąTamże, s. 204.[22]. W społecznej świadomości zwyciężyli „oni”, a „nienaiwne” definicje sytuacji mówiły, że „światem rządzi siła”, „jedni rządzą drugimi”, „nic się nie da zrobić”, „człowiek się nie liczy”Patrz tamże, s. 203–205.[23]. Dotychczasowi uczestnicy ruchu społecznego „Solidarność” musieli poszukiwać nieraz dość karkołomnych strategii, by poradzić sobie z rozdźwiękiem między własnymi doświadczeniami sprzed zaledwie paru lat, nauczaniem Kościoła i dość powszechnym zapatrzeniem w Stany Zjednoczone, a tym, co w nowych okolicznościach wydawało się rozumne. Doświadczanie wolności i różnorodności we wspólnocie, obywatelski duch, aktywna troska o sprawy publiczne, postawa solidarności zostały wyparte przez postawy konformistyczne i postawy podporządkowania się przemocy – Krzemiński wymienia tu zachowania takie jak ucieczka w świat spraw prywatnych, porzucenie zainteresowania sprawami wspólnymi, „bycie sobą w małej grupie”, emigrację, dewaluację własnych doświadczeń, dotychczasowych ideałów, „Solidarności”, Kościoła, społeczeństwa czy narodu. Polacy zaczęli „odgrywać” deklarowane wartości w religijno-narodowym, kombatanckim teatrze bądź, według określenia Mirosławy MarodyTamże, s. 217–221.[24], poświęcili się „dorabianiu”, „spieniężeniu świadomości”. W mniej więcej takiej kondycji duchowej Polacy weszli w przemiany roku 1989.

Niespełniony projekt polskiej transformacji

Według Krzemińskiego historia „Solidarności” dowodzi, że rozwiązanie napięcia między jednostką a wspólnotą, jak również istnienie wspólnoty uznającej obiektywność wartości, ale nienastawionej moralizatorsko, jest możliwe. Projekt demokracji, jaki opisał Krzemiński i jaki jego zdaniem stworzyła „Solidarność”, niektórzy określiliby jako republikański, chociaż jemu samemu nazwa ta raczej nie przypadłaby do gustu. Socjolog przyznaje jednak, że bliska jest mu interpretacja ruchu stworzona przez Bronisława Świderskiego w książce Gdańsk i AtenyB. Świderski, Gdańsk i Ateny. O demokracji bezpośredniej w Polsce, IFiS PAN, Warszawa 1996.[25], przedstawiająca „Solidarność” jako wariację na temat greckiej demokracji bezpośredniej, chociaż nie podziela on opinii Świderskiego o polskiej inteligencji.

W tym miejscu warto też powrócić do zarzutu, z jakim może spotkać się powyższe ujęcie nie tylko „Solidarności” i roli, jaką w niej pełniła religia, ale samego ideału demokracji, który Związek miał aktualizować. Czy nie jest to myślenie naiwne i zbyt apologetyczne? Sergiusz Kowalski, pisząc o ruchu w połowie lat 80., widział w opisywanej przez Krzemińskiego wspólnotowości jedynie opresję jednostki i nie potrafił w niej znaleźć pluralizmu, różnorodności ani obywatelskich wolności, tak chwalonych przez Krzemińskiego. Niepokoiło go przenikanie się religijności z nacjonalizmem.

Krzemiński, w przeciwieństwie do Kowalskiego, obecność haseł antysemickich w ruchu uznaje za marginalną, a działalność grupy „prawdziwych Polaków” za „bez większego sukcesu” i za „wyjątek”I. Krzemiński, „Solidarność”. Projekt…, dz. cyt., s. 18–19.[26]. Podobnie wątek narodowy według niego nie był przeciwstawiany zasadom demokratycznej równości praw wszystkich obywateli. Cytuje też badania innych, które zawierają podobne wnioski co do natury „Solidarnościowej” demokracji. Na powyższe zarzuty można zaś odpowiedzieć, wchodząc w buty autora „Solidarności”. Projektu polskiej demokracji, że sposób myślenia Kowalskiego jest dobrym przykładem erozji społeczeństwa i obywatelskości, jakie według Krzemińskiego miały miejsce po zabójstwie Popiełuszki i które objawiły się miedzy innymi deprecjonowaniem własnych doświadczeń.

Już w wydanej w 1997 roku książce „Solidarność” nazywana jest „zapomnianą przeszłością”, a autor wyjaśnia, że decyduje się wydać ponownie stare artykuły i raporty, aby „przyczynić się do odnowienia społecznej pamięci”Tamże, s. 20.[27] oraz ukazać czytelnikowi „przedziwne meandry historii, losów ludzkich i idei ludzkich”Tamże.[28]. Krzemiński ubolewa też nad nieprzemyśleniem tego, co stworzyła „Solidarność”, i zwraca uwagę, że ruch po 1989 roku padał ofiarą kolejnych bieżących politycznych sporów.

Warto dodać, że tworzące książkę teksty badacz decyduje się wydać raz jeszcze w 2013 roku razem z wyborem innych prac z okresu transformacji pod zmienionym i znamiennym tytułem Solidarność. Niespełniony projekt polskiej demokracjiI. Krzemiński, Solidarność. Niespełniony projekt polskiej demokracji, ECS, Gdańsk 2013.[29], niejako godząc się z ich wyłącznie historycznym znaczeniem. Niektóre rozdziały redaguje ponownie, ale zasadnicza teza się nie zmienia: „Solidarność” stworzyła i praktykowała oryginalny model demokracjiTamże, s. 13.[30]. Dziś, tak jak czterdzieści lat temu, Ireneusz Krzemiński pracuje w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Nadal prowadzi badania ruchu społecznego „Solidarność” i jego dziedzictwa, śledzi biografie dawnych działaczy. Po wielu latach, jakie upłynęły od wydania pierwszej wersji, książka Krzemińskiego staje się ważnym źródłem wiedzy o tym, jak w latach 80. i na początku lat 90. myślano o „Solidarności” i polityce, jakie debaty toczono oraz jaki wpływ polityczna transformacja miała na pokolenie „Solidarności”. „Solidarność”. Projekt polskiej demokracji to wśród książek poświęconych jednemu z największych ruchów społecznych XX wieku lektura obowiązkowa.

Ireneusz Krzemiński, „Solidarność”. Projekt polskiej demokracji, Oficyna Naukowa, Warszawa 1997.

Okładka ksiązki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Elżbieta Ciżewska-Martyńska, Aby nie zapomnieć. Gorąca socjologia Ireneusza Krzemińskiego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 62

Przypisy

    Powiązane artykuły