10.09.2020

Nowy Napis Co Tydzień #066 / List do Szwedów

Po drozdach, gazelkach, kaczorkach
przyjdzie pora na nas,
ludzi z żelaza, mieszkańców parcianych wieżowców,
dla których szczytem elegancji było rozkrojone prosię
z jabłkiem w zębach,
ojców dzieci z elektrowni Bełchatów
i na was, mimo że wszystko robiliście dobrze.

 

Przyjdzie po nas fala, ale nic się nie zrodzi z jej piany.
Przyjdzie po nas fala, ale zabraknie desek do budowy łodzi.
Przyjdzie po nas fala jak po Utnapisztima albo Noego,
ale nie będziemy nimi
i nie będzie ani Nowego Jeruzalem, ani
radioaktywnych ślimaków z waszych legend.

 

Proszę was, Szwedzi, żebyście, nim to nastąpi,
zlikwidowali Bałtyk, tego wieloryba z poliestrowym brzuchem,
o którym pisał wasz poeta Tomas Tranströmer, a który
oddziela mnie od was lodowym uściskiem.

 

Pozwólcie mi kalać nazwy miast, których nigdy nie widziałem na oczy.
Mówić Götteborg, Malmö, Sztokholm. Żebym mógł przechadzać się waszymi chodnikami
albo zgubić w lesie.

 

Doceńcie, że piszę do was
zamiast do Duńczyków z klocków lego, Norwegów od świętego Olafa
albo Finów – chociaż mają najlepszy śnieg.

 

To właśnie was wybrałem.

 

Sprawcie, bym był człowiekiem. Darujcie mi węglowy płaszcz,
twarz umorusaną czarnymi bryłkami antracytu, które,
choć to trudne do uwierzenia, ściągaliśmy koleją z Rosji.
Sprawcie, bym zrzucił sierść, zaczął stąpać na dwóch łapach.
Tym razem nie chowajcie przede mną swoich córek ani zegarków,
których mój przodek zakładał po sześć na każdy przegub.

 

Wypowiedzcie jedno, krótkie „ja”.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Jan Rojewski, List do Szwedów, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 66

Przypisy

    Powiązane artykuły