10.09.2020

Nowy Napis Co Tydzień #066 / Od „Solidarności” do liberalizmu. Przechwycenie mitu przez gdańskich liberałów

Dla części zaangażowanej politycznie inteligencji wydarzenia Sierpnia 1980 roku były jedynie wypadkiem przy pracy, który należało wykorzystać do własnych celówTekst jest przeredagowanym fragmentem pracy doktorskiej Jana Śpiewaka na temat narodzin środowiska gdańskich liberałów.[1]. Narzędziem odpolityczniania „Solidarności” stała się koncepcja społeczeństwa obywatelskiego.

W grudniu 1989 roku rząd Tadeusza Mazowieckiego skierował do parlamentu jedenaście ustaw, które przeszły do historii jako „plan Balcerowicza” spełniający założenia neoliberalnego konsensusu, na straży którego stały międzynarodowe instytucje finansowe. Już po kilku tygodniach projekty stały się obowiązującym prawem. Polska gospodarka niemal z dnia na dzień została rzucona na głębokie wody. Doszło do fali bankructw zakładów przemysłowych, spadku realnych dochodów pracowników i obniżenia jakości życia milionów Polaków. „Solidarność” roztoczyła wówczas nad reformami rządu Mazowieckiego parasol ochronny. Zamiast pracowników broniła wolnorynkowych przemian i programu prywatyzacji.

Jeszcze na wiosnę 1989 roku, podczas obrad Okrągłego Stołu, strona opozycyjna opowiadała się za realizacją programu gospodarczego „Samorządna Rzeczpospolita”, który został uchwalony podczas I zjazdu delegatów „Solidarności” w 1981 roku. Przewidywał on daleko idący udział robotników w zarządzaniu gospodarką za pomocą samorządu pracowniczego. Dlaczego więc kilka miesięcy później Związek stanął w obronie wolnorynkowych reform?

Ten kraj może być duży i europejski

Odpowiedzi na to pytanie szukał w książce Klęska „Solidarności” David Ost. Jego analiza skupiała się jednak na okresie po 1989 roku. Tak szybkie przeprowadzenie tak głębokiej strategicznej zmiany nasuwa podejrzenie, że została ona przygotowana przez wcześniejsze procesy. Ich ślady możemy odnaleźć na łamach podziemnej prasy, a zwłaszcza wydawanego przez środowisko gdańskich liberałów „Przeglądu Politycznego”. Zaczął się on ukazywać staraniem Donalda Tuska i Wojciecha Dudy w 1983 roku, do 1989 roku opublikowano dwanaście numerów. „Przegląd Polityczny” skupił wokół siebie młodą gdańską inteligencję, która w III RP stała się nowymi elitami władzy. W gronie tym znalazł się między innymi Janusz Lewandowski, który na początku lat 80. jako młody pracownik naukowy należał do eksperckiego zaplecza ruchu samorządowego. W 1991 roku Lewandowski wprost stwierdził, że jednym z podstawowych zadań „Przeglądu Politycznego” było przewartościowanie doświadczenia „Solidarności”. Pisał:

Ten kraj może być duży i europejski, jeśli zacznie budować swoją przyszłość na dumie, samodzielności, odpowiedzialności, krótko mówiąc na obywatelu, a nie na wspólnocie. I jeżeli coś ciekawego było w tym liberalizmie lat 80., to było to przewartościowanie „Solidarności”. Tłum bywa skuteczny w historii, masowy bunt w Polsce miał rację bytu, ale to nie jest dziś patent na budowanie wolnego społeczeństwa. Solidarnościowy ruch mas wytwarzał szanse, ale i zagrożenia. One również budowały nasz światopogląd. Jednym z naszych podstawowych celów przy zakładaniu pisma było przewartościowanie „Solidarności” jako tłumu w akcjiLiberalizm stosowany. Rozmowa Jana Krzysztofa Bieleckiego, Dariusza Filara, Jacka Kozłowskiego, Janusza Lewandowskiego i Donalda Tuska, „Przegląd Polityczny” 1991, nr 1/13, s. 10.[2].

Liberałowie stawiali sobie za cel neutralizację robotniczego zrywu i jego egalitarnych postulatów. Ich celem było zniesienie społecznej kontroli nad gospodarką, podporządkowanie jej wyłącznie regułom rynkowym, które – zgodnie z wyznawanym przez siebie światopoglądem – uznawali za naturalne i obiektywne.

Już w drugiej połowie lat 80. doszło do zmiany w układzie sił po stronie opozycji. Stan wojenny złamał potęgę „Solidarności” i skupionych wokół niej robotników. Wzrosła rola inteligencji próbującej przechwycić symboliczny kapitał „Solidarności”. Zaczęła nasilać się krytyka związku zawodowego. W 1984 roku emigracyjne czasopismo opozycyjne „Aneks” opublikowało tekst Myśli o sytuacji politycznej i moralno-psychologicznej w Polsce filozofa Andrzeja WalickiegoA. Walicki, Myśli o sytuacji politycznej i moralno-psychologicznej w Polsce, „Aneks” 1984, nr 35, s. 102.[3]. Autor nie przebierając w słowach, zaatakował „Solidarność” za „roszczeniowy etos sprawiedliwości dystrybucyjnej”. Charakteryzował on związek jako „ruch demokratyczny, ale nie ruch liberalny, ruch walczący z autorytarnym, biurokratycznym kolektywizmem nie w imię wartości indywidualistycznych, lecz w imię demokratycznego kolektywizmu mas”. W emancypacyjnych roszczeniach klasy robotniczej Walicki widział zagrożenie totalitaryzmem. Uważał on, że PRL była efektem historycznego kompromisu, najlepszym na co Polskę było stać w określonym kontekście dziejowym i geopolitycznym. Zadaniem inteligencji powinno być więc tłu­maczenie społeczeństwu tego stanu rzeczy i tonowanie jego żądań.

Próby przejęcia kapitału symbolicznego związku przez inteligencję mogliśmy obserwować już wcześniej. Jacek Merkel, współzałożyciel „Solidarności” i późniejszy lider środowiska gdańskich liberałów, wspominał:

Uważałem, że wówczas w Polsce robienie polityki oznaczało robienie z „Solidarno­ści” związku zawodowego. To było dla mnie klarowne. Istniały różnice na ten temat. KPN wchodził do struktur „Solidarności” jako komitet obrony więzionych za przekonania. KOR wchodził, żeby to opanować i zrobić ruch społecznyTeczki liberałów, skompletowali: J. Paradowska, J. Baczyński, Obserwator, Poznań 1993, s. 78.[4].

W 1987 roku doszło na tym tle w obozie opozycji do konfliktu. Część związkowców opowiadała się za tym, aby zdelegalizowana wówczas „Solidarność” została członkiem międzynarodowego ciała zrzeszającego związki zawodowe. Dążyło do tego zaplecze Wałęsy, przedstawiciele inteligencji z Warszawy byli przeciwko.

„Chodziło o to – tłumaczył Merkel – żeby utrwalić »Solidarność« jako zwią­zek zawodowy, a nie ruch społeczny rozrywany konfliktami politycznymi”. Zdecydowanie przeciwni takiemu rozwiązaniu mieli być Bronisław Geremek, Adam Michnik czy Tadeusz MazowieckiTamże, s. 84.[5].

Stawką w sporze o to, czy „Solidarność” będzie związkiem zawodowym czy obywatelskim ruchem społecznym, był kapitał symboliczny związany z jej dziedzictwem i doświadczeniem Sierpnia. Formuła związku zawodowego podkreślała podmiotowość robotników, pojęcie ruchu społecznego de facto odbierało im sprawczość. Przenosiło akcent z tłumu na jednostkę, z praw grupowych na prawa indywidualne. W wizji tej ostatnie słowo miało należeć do inteligentów z Warszawy.

Jadwiga Staniszkis w ślad za Jackiem Kuroniem opisywała wydarzenia lata 1980 roku jako „samoograniczającą się rewolucję”. Kuroń porównywał wówczas swoją rolę do straży pożarnej, która jeździ od zakładu do zakładu i gasi pożary. Określenie „samoograniczająca się rewolucja” podkreślało gwałtowność i głębokie znaczenie sierpniowych wydarzeń. W czasie stanu wojennego pojawiło się w obiegu również pojęcie „społeczeństwa podziemnego” i „społeczeństwa niezależnego”, które miało opisywać ruch oporu wobec wojskowej junty generała Jaruzelskiego.

Najpierw obywatel, potem robotnik

Socjolog Paweł Załęski twierdzi, że przed wprowadzeniem stanu wojennego pojęcie społeczeństwa obywatelskiego było w Polsce właściwie nieznane. Przeciwstawia je solidarnościowemu programowi Samorządnej Rzeczypospolitej. Zdaniem Załęskiego ruch samorządowy był wyjątkowym projektem społecznym, który wyrastał z doświadczeń polskiego ruchu robotniczego, charakteryzującego się solidaryzmem i egalitaryzmem społecznymP. Załęski, Neoliberalizm i społeczeństwo obywatelskie, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2012, s. 113.[6].

Jednak w latach 1985–1988 ukazały się na łamach „Przeglądu Politycznego” trzy teksty, które wprowadzały do polskiej debaty publicznej kategorię społeczeństwa obywatelskiego. Ich autorem był młody socjolog Ireneusz Krzemiński. Punktem wyjścia jego rozważań nad doświadczeniem „Solidarności” było odrzucenie podziału lewica–prawica.

W Polsce rządzonej przez lewicowych komunistów zbuntowało się praktycznie całe społeczeństwo, protestując przeciwko wszechwładnemu państwu-partii w imię wyzwolenia społecznego, sprawiedliwości, demokracji, a uczyniło to ze znakiem krzyża w ręku, we współpracy z Kościołem, który tradycyjnie jest na prawicy. Sytuacja ta powoduje, że oś służąca do wyznaczania najważniejszych stanowisk na mapie społeczno-politycznej cywilizowanego świata jest całkowicie bezużytecznaI. Krzemiński, Polska i „Solidarność” – sens ludzkiego doświadczenia, „Przegląd Polityczny” 1985, nr 6 , s. 7.[7].

Zabieg ten pozwolił Krzemińskiemu postawić tezę, że „Solidarność” nie była ruchem lewicowym, walczącym przede wszystkim o emancypację i poprawę losu klasy robotniczej. Jego zdaniem celem działalności robotników było „uzyskanie przestrzeni dla spontanicznego działania społecznego”Tamże, s. 10.[8]. Robotnicy walczyli o „normalne życie”, co znaczyło „nie być wystawionym na samowolę władzy i być odpowiedzialnym za swój los, za warunki życia swoich dzieci i bliskich”Tamże, s. 15.[9]. W ujęciu Krzemińskiego nie było miejsca na egalitarne i socjalne żądania strajkujących, a więc wszystko to, co ukonstytuowało na samym początku związek zawodowy. Widzimy tutaj wpływ myślenia neoliberalnego, które stawia racjonalną jednostkę w centrum struktury społecznej.

Społeczeństwo obywatelskie to wyraz udanej symbiozy wartości konserwatywnego świata pracy i postulatów wolnościowych, które spotkały się w „Solidarności”:

Władza ludu z prawami jednostki, demokracja z naturalnymi prawami, indywidualizm ze wspólnotą, wartość dóbr z wartością idei rządów większości z wolnością. Podstawową sprawą i kategorią, która pozwala ująć jak w soczewce ten główny kierunek dążeń społecznych „Solidarności” jest idea społeczeństwa obywatelskiegoTamże, s. 15.[10].

„Solidarność” uczyniła na powrót Polaków obywatelami.

Krzemiński przyznaje, że początkowo robotnicy nie myśleli o swoich działaniach w proponowanych przez niego kategoriach. Dominował zupełnie inny sposób myślenia, zakorzeniony w teorii klasowejTamże, s. 17.[11]. Socjolog wiązał pojmowanie „Solidarności” w kategoriach konfliktu klasowego z postawą autorytarną. Pisał w tym kontekście o sposobie myślenia polegającym na operowaniu „raczej pojęciem siły i władzy większości niż wspólnoty i obywatelstwa. Wśród części robotniczych działaczy myślano o organizacji związkowej jako »naszej organizacji«, która powinna dążyć do zdobycia przewagi i której wspólny duch miał być tożsamy z głosem społeczeństwa”.

Krzemiński identyfikował te dążenia w sposób jednoznacznie negatywny. Zachowanie podmiotowości ruchu, który bronił interesów członków związku zawodowego, walczył o hegemonię klasy pracującej, Krzemiński odbierał jako zagrożenie. Posiłkował się przy tym badaniami francuskiego socjologa Alaina Touraine’a, które były przeprowadzone w Polsce przed ogłoszeniem stanu wojennego.

Ten ethos wymagał koniecznie podporządkowania się jednostek i mniejszości woli zorganizowanej większości dla wspólnego dobra, rzecz jasna. Myślenie to było związane z postawą zagrożenia, z wiarą w ustalone normy życia zbiorowego, z autorytaryzmem i antysemityzmem. Często przyjmowało ambiwalentną postawę wobec inteligencji i nieufności wobec wykształconych. Touraine skłonny był określać te tendencje mianem „populistycznych”I. Krzemiński, Świat zakorzeniony, „Przegląd Polityczny” 1986, nr 7, s. 61.[12].

Czas pokazał, że dystans wobec inteligencji był racjonalny. Reformy Balcerowicza uderzyły w zakłady przemysłowe i całą bazę związkową „Solidarności”. W oskarżeniach o populizm i autorytaryzm formułowanych przeciwko działaczom związkowym widzimy formę przemocy symbolicznej, która miała wpisać bunt robotników w akceptowalne przez inteligencję kategorie.

Krzemiński podjął też próbę wyraźnego pojęciowego rozróżnienia demokracji i równości. Do tej pory równość była jedną z podstawowych wartości legitymizujących cały system socjalistyczny. W demokracji natomiast każdy człowiek jest wolny i ma możliwość działania na rzecz swojego „indywidualnego sukcesu, ale powodzenie indywidualne jest ściśle związane z powodzeniem innych ludzi i całej społeczności. Dlatego też demokracja jest jedyną możliwą drogą, aby zapewnić warunki indywidualnej i społecznej prosperity”. Ten sposób myślenia ma jednak – kontynuuje Krzemiński – określone konsekwencje. „Idea demokracji nie jest tutaj koniecznie związana z radykalnie egalitarnym ideałem ładu społecznego. Równość nie jest wartością absolutną ani kryterium sprawiedliwości społecznej, lecz jest podporządkowana idei człowieczeństwa i ludzkiej wspólnoty”I. Krzemiński, Religia a ruch społeczny „Solidarność”, „Przegląd Polityczny” 1988, nr 10, s. 88.[13]. Prowadzi nas to do redefinicji kategorii sprawiedliwości społecznej, którą posługiwała się „Solidarność”. Jeśli równość to po prostu możliwość realizacji własnego interesu, a stosunki między ludźmi ma regulować nauka Kościoła i indywidualny interes jednostki, to państwo nie jest do niczego potrzebne.

Pojęcie „sprawiedliwości społecznej” jako ludzkiej solidarności i obowiązku pomocy potrzebującym – to następny, bardzo ważny element sposobu myślenia i działania „Solidarności”. A ta idea jest niewątpliwie konsekwencją moralności chrześcijańskiej. Z socjologicznego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na ewolucję ideałów egalitarnych w polskim społeczeństwie w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Zmiana polega na przekształceniu masowej akceptacji raczej radykalnego, socjalistycznego sformułowania ideologii egalitarnej w kierunku rozumienia „równości” przez szerokie kręgi społeczne w kategoriach sprawiedliwości społecznej lub nawet merytokracjiTamże, s. 88.[14].

Ireneusz Krzemiński próbował ująć „Solidarność” w liberalne ramy. Wykonał pierwszy krok, który uruchomił brzemienną w skutkach zmianę w świecie wyobrażeń polskiej inteligencji.

Zapobiec powstaniu „martwej struktury”

Inny publicysta „Przeglądu Politycznego” Lech Mażewski pisał w 1987 roku, że „w Polsce zniszczenie społeczeństwa obywatelskiego poza prywatnym rolnictwem i niezależnym Kościołem nastąpiło w latach 1944–48”L. Mażewski, „Poland after Solidarity”. Idea społeczeństwa obywatelskiego, „Przegląd Polityczny” 1987, nr 9, s. 176.[15]. Dzisiejsi teoretycy społeczeństwa obywatelskiego mogliby być zdziwieni, widząc, że w połowie lat 80. kojarzyło się ono liberałom z Kościołem i indywidualnymi rolnikami. Mażewski i reszta gdańskich liberałów znała dziewiętnastowieczną koncepcję społeczeństwa cywilnego, którą wykorzystywali w swoich pracach Hegel, Tocqueville czy później Gramsci, i utożsamiała ją z ideą społeczeństwa obywatelskiego. Dla włoskiego rewolucjonisty społeczeństwo cywilne przypominało bastion służący do obrony przed tyranią władzyA. Gramsci, Selection from the Prison Notebooks, Columbia University Press, New York 1992, s. 276.[16].

Również Hegel widział w społeczeństwie cywilnym bufor między rodziną, która jest podstawowym organizmem społecznym, a najwyższym poziomem organizacji, którym jest państwo. W społeczeństwie cywilnym rządzą różne subiektywne racjonalności, które państwo uniwersalizuje i stara się ze sobą pogodzić. Zdaniem Hegla było ono sferą ekonomicznych i partykularnych interesów. Strefą polityki i społeczeństwa politycznego było natomiast państwo. Dzięki niemu możliwa była uniwersalizacja partykularnych indywidualizmów generowanych przez społeczeństwo cywilne. Państwo nie było zdaniem Hegla efektem publicznej umowy, ale politycznego aktu woli. Filozof odrzucał republikańskie i liberalne założenia na temat jego dobrowolnej i wspólnotowej genezy.

Do lat 80. pojęcie społeczeństwa obywatelskiego było ściśle związane z istnieniem klasy drobnych i większych właścicieli. Potwierdza to wypowiedź Donalda Tuska z 1987 roku: „Idea civil society w tradycyjnym znaczeniu tego terminu (a więc jedynym pozytywnie sprawdzonym) jest immanentnie związana z wolnościami ekonomicznymi”D. Tusk, Droga i wybór, „Przegląd Polityczny” 1987, nr 9, s. 78.[17]. W Polsce sfera własności prywatnej była bardzo ograniczona, dlatego społeczeństwo obywatelskie musiało mieć inny charakter.

Gdańscy liberałowie wiązali możliwość pełnej realizacji projektu budowy społeczeństwa obywatelskiego z realizacją neoliberalnych reform gospodarczych, które stały w opozycji do programu uspołecznionej gospodarki Samorządnej Rzeczypospolitej.

Dopiero po dokonaniu deetatyzacji gospodarki, a więc reformy gospodarczej typu rynkowego, a nie samorządowego, będziemy mogli rozpocząć marsz ku społeczeństwu obywatelskiemu tout court. Tylko w ten sposób zdołamy usunąć prymat polityki nad gospodarką i zapobiec powstaniu „martwej struktury”, w której uwięzieni zostają zarówno rządzący, jak rządzeni. O tyle zatem uda się nam odbudować społeczeństwo obywatelskie, o ile powiedzie się rozbicie etatystycznej struktury polskiego społeczeństwaTamże, s. 181.[18].

Usunięcie prymatu polityki nad gospodarką oznaczało również zniesienie społecznej kontroli nad gospodarką. Jedyna droga do powstania społeczeństwa obywatelskiego wiodła przez zniszczenie peerelowskiej struktury społecznej. Warunkiem reformy gospodarczej była prywatyzacja własności państwowej oraz rozpowszechnienie i ustanowienie ochrony dla własności prywatnej.

W Sierpniu był bunt mas, w maju – bunt elit

Finał procesu odpolityczniania „Solidarności” mogliśmy zobaczyć w jedenastym numerze „Przeglądu Politycznego”. Był on niemal w całości poświęcony strajkowi w Stoczni Gdańskiej w maju 1988 roku. Strajk trwał jedynie dziesięć dni. Zakończył się porażką i odbywającym się w dramatycznej atmosferze opuszczeniem przez stoczniowców zakładu pracy. W strajku brali czynny udział gdańscy liberałowie i część środowiska akademickiego. Po tej klęsce szybko przystąpili oni do zbierania materiałów i analizy sytuacji. Członkowie redakcji „Przeglądu Politycznego” opisywali proces „upolitycznienia” protestu robotników. Było to silnie związane z rolą inteligencji, która przejęła faktyczną kontrolę nad jego przebiegiem. Opozycjonistom udało się przekonać strajkujących do odejścia od żądań ekonomicznych i skupienia się na postulatach z zakresu praw człowieka, wolności osobistych i reform rynkowych.

Zdaniem Tuska kluczowe było „przebudzenie środowisk inteligenckich, które inaczej niż w Sierpniu potrafiły w czasie strajku formułować własne postulaty i starały się nadać całej akcji wymiar szerszy, wychodzący poza kwestie syndykalne. Upolitycznienie strajku czy raczej ruchu wokół niego nie było odczuwane jako grzeszne czy naganne także dzięki postawie inteligencji”D. Tusk, Próba zapisu, „Przegląd Polityczny” 1988, nr 11, s. 8.[19]. Strajk w maju 1988 roku przyniósł środowisku gdańskich liberałów cenną lekcję. Związek zawodowy okazał swoją słabość. Społeczeństwo pozostało bierne, do strajku przyłączyły się tylko nieliczne zakłady. Spadało znaczenie robotników, wzrastało inteligencji. Donald Tusk stwierdził wówczas: „W Sierpniu był bunt mas, w maju bunt elit”D. Tusk, Koniec?, „Przegląd Polityczny” 1988, nr 11, s. 132.[20]. Jego zdaniem strajk był zwycięstwem inteligencji, która zajęła wreszcie na scenie publicznej należne jej miejsce.

O ile w Sierpniu inteligencja czy – można precyzyjnej – elity publiczne i obywatelskie co najwyżej starały się moderować władze lub podejmowały się mediacji, nie wchodząc raczej ponad to, czego żądali robotnicy (wyrzekając się w ten sposób roli i funkcji im przypisanych), o tyle teraz próbowały one wystąpić w innej roli. We wszystkich właściwie oświadczeniach, czy to środowiska akademickie, gdańskiej nowej przedsiębiorczości, liberałów, „Polityki Polskiej”, czy w programowych dokumentach Komitetu Strajkowego, kwestie płacowe nie występują lub schodzą na daleki plan, a pojawiają się postulaty tyczące samorządu terytorialnego, swobody stowarzyszania się, wolności ekonomicznych, czyli zadania zmian systemowych, co świadczyć może o głębokich przemianach świadomościowych i awansie pewnego stylu myśleniaD. Tusk, W stronę polityki, „Przegląd Polityczny” 1988, nr 11, s. 184.[21].

Związek miał przestać zajmować się obroną interesów ludzi pracy i stać się wehikułem służącym do przeprowadzenia reformy politycznej. Dla środowiska „Przeglądu Politycznego” było jasne, że reforma oznacza „deetatyzację” gospodarki. Jego zdaniem żądania formułowane przez robotników zrzeszonych w „Solidarności” nie były polityczne, lecz „ekonomiczne”. Tymczasem zdaniem gdańskiej inteligencji gospodarka była sferą, która polityki nie potrzebowała i musiała się od niej oderwać, żeby przetrwać. Inteligencja neutralizowała w ten sposób egalitarny i ludowy wymiar „Solidarności”.

Wymyślona na nowo i przedstawiana na neoliberalną modłę stała się ona wehikułem, który miał wynieść inteligencję do władzy. Wprowadzenie stanu wojennego miało ogromny wpływ na przewartościowanie związku, ale antyegalitarne postawy inteligencji były już widoczne przynajmniej od roku 1968. Zwraca na to uwagę filozof Michał Siermiński.

Mimo powstania i szesnastu miesięcy istnienia „Solidarności” linia biegnąca od wypracowanych w latach siedemdziesiątych postaw nie została całkowicie przerwana. W następnej dekadzie, po wprowadzeniu stanu wojennego i pacyfikacji polskiej rewolucji, przygotowane w poprzednim dziesięcioleciu elitarystyczne wzorce pojawiły się ponownie, by okrzepnąć, a następnie spotkać się i zespolić z ekonomicznym liberalizmem, który w przededniu transformacji całkowicie zawładnął umysłami polskiej inteligencji, również tej o rewizjonistycznych korzeniachM. Siermiński, Dekada przełomu. Polska lewica opozycyjna 1968–1980, Książka i Prasa, Warszawa 2016, s. 73.[22].

Dla części zaangażowanej politycznie inteligencji wydarzenia Sierpnia 1980 roku były wypadkiem przy pracy, który należało wykorzystać dla własnych celów. Koncepcja społeczeństwa obywatelskiego stała się narzędziem odpolityczniania „Solidarności” i gospodarki w ogóle. Liberałowie zantagonizowali pojęcia demokracji i równości, uzasadniając istnienie społecznych nierówności. Dopiero przeprowadzenie neoliberalnych reform i prywatyzacja miały umożliwić powstanie w pełni wolnego społeczeństwa obywatelskiego.

Dyskusja toczona na łamach „Przeglądu Politycznego” pozwala nam zrozumieć, w jaki sposób „Solidarność” straciła swój pracowniczy wymiar. Pokazuje też funkcjonalne i ideowe korzenie fenomenu powstania społeczeństwa obywatelskiego, które miało zapewnić inteligencji kontrolę nad gospodarką i związkiem zawodowym.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Jan Śpiewak, Od „Solidarności” do liberalizmu. Przechwycenie mitu przez gdańskich liberałów, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 66

Przypisy

    Powiązane artykuły