08.10.2020

Nowy Napis Co Tydzień #070 / Lustrzane sztuczki. O „Zalustrzu” Sylwestra Kołodziejczyka

1. Zewnętrze (rama lustra)

Sylwester Kołodziejczyk zadebiutował w 2017 roku Księgą Przysnów, a dwa lata później, w 2019 roku, powrócił do czytelników tomem Zalustrze. Jego druga książka jest naturalnym ciągiem dalszym drogi, która rozpoczęła się trzy lata temu. Senna poetyka, oniryzm, liryczność – to cechy charakterystyczne tej poezji. W blurbie do Księgi Przysnów Roman Honet napisał: „[Kołodziejczyk] przed brudem nie ucieka, od piękna nie stroni, nie boi się miłości, życia ani śmierci”. I jest to nadal aktualna diagnoza, pasująca również do Zalustrza.

Na stronie Łódzkiego Domu Kultury, przy okazji zapowiedzi spotkania z autorem, w komunikacie pojawia się między innymi następująca informacja: „takiej poetyki nie spotyka się dziś często”. I rzeczywiście trudno się z tym z nie zgodzić. Kołodziejczyk pozostaje na wyraźnych obrzeżach głównego nurtu przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze tematyka, po którą sięga, sprzyja raczej indywidualnej lekturze. Autor snuje spokojną, intymną, senną opowieść, nie wikłając się niemal w problemy współczesnego świata. Po drugie język tych wierszy dostosowany jest do podejmowanej tematyki. Poeta nierzadko stosuje pewne archaizmy, również konstrukcyjne, sięga po oklepane motywy jednoznacznie odsyłające w stronę romantycznych rejestrów, wprowadza jakiś rodzaj refreniczności czy mantryczności. I tematy, i język są u niego zbiorem zamkniętym – z worków „treść” i „forma” wyciąga losowo kilka elementów, a praca pisarska (warsztatowa) polega na poskładaniu ich w całość. Brzmi może mało atrakcyjnie, ale jest w tym pewna metoda. Dzięki takiemu zabiegowi Zalustrze należy uznać za bardzo spójną publikację. Tom jest objętościowo niewielki – składa się na niego dwadzieścia dziewięć wierszy, a część z nich dodatkowo ma swoje wyraźne lustrzane odbicie, co potęguje nie tylko efekt spójności, ale wręcz pozwala myśleć o najnowszej publikacji Kołodziejczyka jako o poemacie, pomimo wyraźnego oddzielenia poszczególnych utworów i ich tytułowania.

Pozostając na razie w obszarze bardzo ogólnego wstępu, muszę zaznaczyć, że tym razem okładkę tomu opublikowanego przez Wydawnictwo Kwadratura uważam za zupełnie nietrafioną. Nie oceniaj książki po okładce, wiadomo, ale nie zachęca ona do lektury. Rozumiem założenie, lecz jego efekt – potęgowany jeszcze przez wybraną kolorystykę – niestety zupełnie nie przystaje do Zalustrza. Jeśli zewnętrze najnowszego tomu Kołodziejczyka nie wpisuje się również w wasze gusta, to przestrzegam przed przedwczesnym spisaniem tej książki na straty. Warto zajrzeć do wnętrza.

2. Wewnętrze (co widzimy w odbiciu)

Wiersze autora Księgi Przysnów są wyraźnie zorganizowane wokół kilku słów-kluczy, wśród których znajdują się między innymi takie jak: noc, serce, kamień, róża. Myślę, że daje to pewne wyobrażenie o tych tekstach. Poeta bardzo wyraźnie i z pełną świadomością korzysta z oklepanych, po wielokroć już podejmowanych wątków. Bardzo trudno obronić takie podejście w poezji najnowszej, tym trudniej, kiedy rzeczywiście wszystkie te słowa-klucze odsyłają do spodziewanych obszarów: miłość, cierpienie, śmierć. Kołodziejczykowi udaje się wydostać z zastawionych na samego siebie wnyków tylko dlatego, że ogrywa ten schemat konwencją oniryczno-fantastyczną. Nieustannie balansując na granicy snu i jawy, posiłkuje się logiką senną, która niekiedy pozwala zaburzać rygory rzeczywistości. Dodatkowo wiodący wątek lustra ukazuje nam odbicie otaczającego świata, potęgując poczucie odrealniania. Nie mówimy tu o zakrzywianiu rzeczywistości czy o przechodzeniu na jej drugą stronę (badanie świata od podszewki). Chodzi raczej o iluzoryczność oraz nieuchwytność. Odbicie jest nieprawdziwe, niestałe, zimne, odległe. Kojarząc te cechy lustrzanego odbicia z toposami miłości w literaturze, poeta buduje pewną dramaturgię, a stosowane słowa-klucze zyskują nowe konteksty i drugie dno.

Przywołajmy chociaż fragment jednej pary tekstów, by na tym przykładzie powiedzieć nieco więcej o wykorzystaniu figury lustra.

Twojego ciała jest północ, od zmierzchu do wschodu
Siedem długich lat: tak niechlujnie maj położył się
Nad krajem w poprzek (widziałem, noc po drzewach
Wspinała się z wysokości – od korony do korzeni).

(Inna migracja)

Twojego ciała – jest północ, niechlujnie maj
Ułożył się nad krajem w poprzek
(widziałem noc po drzewach wspinała się
Z wysokości do korzeni).

(Pewna migracja)

Różnice między tą parą tekstów są niewielkie, a jednak znaczące. To pozornie ten sam wiersz, choć równocześnie całkiem inny. Jego lustrzane odbicie nie jest zupełnie wierne pierwowzorowi – nie tylko odwraca pewne szczegóły, tym samym zakłamując obraz (mam tu na myśli detale konstrukcji, jak choćby przecinki, wielkie litery), ale również odbija tylko pewne jego elementy, inne skazując na nieistnienie, a więc tworząc świat bardziej ułomny, nie tak pełny (to już nie „siedem długich lat”, a przecież czas wydaje się tu niezwykle istotny, dłuży się, jest skrupulatnie liczony). Koncepcyjnie jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, zatrzymujące uwagę czytelnika. Kołodziejczyk lustro wykorzystuje nie tylko jako element procesu twórczego, ale także znajduje mu miejsce w wielu tekstach: „ryba jest lustrem chmury”, „miękkie twoje odbicie w śpiącym lustrze”, „tam głęboko w nas lustra / pierwsze chodzą spać”, i tak dalej. Ta dwojakość wykorzystania lustrzanego wątku jest interesującym rozwiązaniem, potęgującym wrażenie odrealnienia, może nawet dziwności. Jest trochę tak, jakbyśmy stali w sali luster i dostrzegali coraz to nowe odbicia, dające wrażenie głębi. A przecież tytuł sugeruje, że chodzi o „zalustrze”, a więc jeszcze inny rodzaj przestrzeni, być może ukryty przed naszymi oczami. Co zostało przed nami schowane?

3. Zalustrze – czyli co?

Kołodziejczyk już po raz drugi zastosował w tytule swojej książki neologizm. I to po raz drugi wykorzystując przyimek, co jednak wcale nie ułatwia orientacji w przestrzeni tekstów. „Zalustrze” bowiem jest określeniem dającym się odczytać co najmniej dwojako. Mało tego – każde z tych odczytań jest zasadne i daje się osadzić w określonym kontekście.

Pierwszym sposobem odczytania „zalustrza” jest przyjęcie konwencji znanej z Alicji w Krainie Czarów czy Koraliny. Czytelnik razem z autorem i podmiotem przekracza swoiste drzwi do równoległego świata, w którym rzeczywistość tylko pozornie przypomina tę już znaną i oswojoną. W takie rozumienie konwencji tomu wpisuje się oniryczność oraz wszelkie modyfikacje lustrzanych par tekstów pomieszczonych w książce.

Drugim sposobem odczytania „zalustrza” jest bardziej dosłowna interpretacja zastosowanego zaimka: chodzi o to, co „za” lustrem, na jego niemal nigdy nieoglądanej stronie, która nie pełni żadnej funkcji użytkowej, a jednak jest niezbędna. Przy takiej interpretacji kierunkujemy lekturę w stronę dostrzegania często pomijanych, niezauważanych wątków. W tym przypadku koncentrujemy się na motywach tak oklepanych, że właściwie nieistniejących w najnowszej poezji, jak miłość i klasycznie towarzyszące jej atrybuty.

Tak naprawdę obie interpretacje mogą się uzupełniać. Jedna nie wyklucza drugiej, natomiast na pewno orientuje lekturę, umożliwia wyczulenie na szczegóły, stosowane chwyty oraz rozwiązania warsztatowe. Przy tak niedużym pojemnościowo tomie wierszy, cechujące ten tom różnorakie dwoistości z pewnością należy traktować jako atut, mnożą one bowiem interpretacje i odczytania.

Podoba mi się koncepcja lustrzaności tomu i wykorzystanie lustra na wielu płaszczyznach wierszy. Podoba mi się liryzm oraz język, jakim operuje Kołodziejczyk. Podoba mi się to, iż jeszcze są tacy autorzy, którzy piszą ładne wiersze. Estetyka jest tu z pewnością jednym z bardziej istotnych elementów. Przekłada się nie tylko na to, jak mówi poeta, lecz również o czym – to znaczy determinuje obszary jego zainteresowania i sposób postrzegania rzeczywistości. Mankamentem jest natomiast monotematyczność, a także pewna miałkość przekazu, pomimo znalezienia miejsca na wątki społeczne czy religijne. Z Zalustrza Sylwestra Kołodziejczyka niewiele we mnie zostało. Była to naprawdę przyjemna, intrygująca lektura, ale nie zostawiła głębszych śladów. Trwała od wiersza 1. do wiersza II; nie wydarzyło się nic poza ramami książki. To nie znaczy oczywiście, że nie wydarzy się innym; że nie wydarzy się wam. Może dostrzeżecie w tym lustrze, Zalustrzu, coś zupełnie innego. Sprawdźcie!

 Sylwester S. Kołodziejczyk, Zalustrze, Wydawnictwo Kwadratura, Łódź 2019. Książkę można kupić w e-sklepie.

Okładka książki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Anna Mochalska, Lustrzane sztuczki. O „Zalustrzu” Sylwestra Kołodziejczyka, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 70

Przypisy

    Powiązane artykuły