29.10.2020

Nowy Napis Co Tydzień #073 / Stoner czy kabaret?

Historie o ludziach z wolnego wybiegu mają podtytuł Pasty i skity – odsyła on nas w stronę definicji książki. „Pasta” to wykrystalizowany przez kulturę internetu gatunek literacki oparty na konwencji „beki”, czyli śmieszności, śmiania się, nabijania i ironizowania. Obiektem humoru „beki” ma być wycinek rzeczywistości, poddany w internetowej przestrzeni spektakularnej i wywołującej salwy śmiechu obróbce. Bliskie flash fiction teksty zdobyły popularność w facebookowych grupkach jako krzywe zwierciadła przystawiane polskim realiom i jako literatura tworzona oddolnie, poza instytucjami, głównie przez autorów skrywających się pod pseudonimami. Takie warunki rozpowszechniania krótkich opowiadań pozwalają na niczym nieskrępowany, często niecenzuralny, ale i bezkompromisowy, czyli wywrotowy humor. „Skit” pochodzi natomiast z kultury rapu i stanowi przerywnik między utworami na płycie. W rapie taka przerwa wykorzystywana była często do przekazu ideologicznego albo rytmizowania następujących po sobie kawałków.

Decyzja Shutego o pisaniu w konwencji past i skitów może być odczytywana jako próba odnalezienia się literatury instytucjonalnej w realiach współczesności – literatura przeniosła się do sieci i przez tę sieć została zdefiniowana na nowo. Potencjalny czytelnik ma zostać poddany kontaktowi z literaturą przebodźcowania, klejoną z różnych, na pozór nieprzystających do siebie rejestrów. Ironia ukryta w takim przedsięwzięciu z założenia powinna dekonstruować i ośmieszać, pokazując polskie realia jako przerażający miks ponowoczesności z katastrofą ekologiczną.

Kto i z czego się śmieje

Fundamentalnym pytaniem dotyczącym każdej literatury humorystycznej jest: „kto się śmieje i z czego się śmieje?”. Już pierwsze opowiadanie ze zbioru, Nasze pokolenie, podsuwa tropy interpretacyjne. Tekst zaczyna się od zdań:

Wy – wasze pokolenie – macie za dużo czasu, my nie mieliśmy tyle czasu, my nie mieliśmy tak dobrze, było dużo gorzej, nie było niczego, było coś, ale nie tyle, ile by się chciało. Myśmy wszystko musieli sami, a nie jak teraz, że wszystko masz i nic nie musisz, przychodzi fachura i ustawia ci rzeczy po kątach.

Shuty zaczyna w ten sposób pastiszować „dziaderskie” i mentorskie gadanie pokolenia weteranów nieudanej transformacji ustrojowej, którzy pamiętają PRL, w latach 90. mieli siłę marzyć, a teraz stoją twarzą w twarz z rezultatem tych dawnych walk: wykluwającym się w ostatnich latach społeczeństwem katastrofy. Podmiot past i skitów do samego końca, co poczytuję jako rodzaj autorskiej uczciwości, zanurzony będzie w tej zarówno rozliczeniowej, jak i naturalnej dla siebie perspektywie pokoleniowej. Generacyjna świadomość wybrzmiewa jeszcze mocniej, gdy narrator ironizuje o nieudanym dołączeniu do Klubu 27, a potem do kolejnych, wyznaczanych przez śmierć w konkretnych wieku klubów. Autoironiczny ton tego tekstu stanowi gorzką rozmowę z minionymi wizerunkami artysty, a także z poczuciem przedawnienia, bycia nie na miejscu w świecie, który stracił mocne fundamenty.

Co lub kto, poza pokoleniem autora, będzie ofiarą humoru past i skitów? Ma nim być przede wszystkim język naszej polskiej współczesności, zaczerpnięty z Facebooka, forów, shitpostu, fake newsów, reklam i języka brudnej gry politycznej.

Tytułowi „ludzie z wolnego wybiegu”, których język Shuty tworzy głównie w pierwszoosobowej narracji, pochodzą z przeróżnych światów. Jesteśmy świadkami problematycznego zapłodnienia Yeti, słuchamy o patologiach w Dolinie Muminków, wywiadu o pseudoartystach, apokaliptycznej prognozy pogody, upiornych ogłoszeń z kibolskiej pielgrzymki, czytamy notatkę o śmieciowej wojnie i śmieciowej medycynie naturalnej. Ktoś szuka na platformie przypominającej OLX lekarza dokonującego amputacji maczetą, w jednym z domów w wigilijny wieczór sączy się patostream, egzorcystka oburza się podczas wywiadu, biznesmena trapi nostalgia za plastikiem, a znany pedofil odpowiada na pytania dziennikarki. To tylko mały odsetek powołanych do życia przez Shutego głosów – widać więc w jego pastach i skitach światotwórczy rozmach i gorącą chęć folgowania wyobraźni.

Ze wszystkich tych opowieści wyłania się Polska odwróconych znaczeń, zasypana śmieciami i śmieciowymi mediami, mówiąca językami kiboli i fanatyków, którym udało się przejąć wpływające na rzeczywistość dyskursy. I kiedy wiemy już, że śmieje się podmiot mocno uwikłany w konkretne pokolenie, a nawet potrafiący na temat tego pokolenia ironizować, trzeba zapytać się, w kogo ten humor trafia i jaki ma potencjał językowego demaskowania powołanych światów.

Shuty wie lepiej

Problemem Historii ludzi z wolnego wybiegu jest język, który – jako złożony, wieloświatowy i nawiązujący do współczesnych konwencji projekt – obiecywał dekonstrukcję śmieciowej Polski, wchodzenie humorem w jej szczeliny i uwidacznianie licznych patologii. Miał też porzucać figury tego, który „wie lepiej” i z przyjemnością zamierza zakomunikować to czytelnikom. Shuty napisał jednak książkę o jego własnym poczuciu humoru, wyzbytą krytycznego potencjału, zaspakajającą się samym tylko przedrzeźnianiem i łatwym wykpiwaniem. Ironia używana jest tutaj w wyższościowy sposób, część past trąci klasizmem i intelektualną łatwizną. Fantazyjne gesty wyobraźni każdorazowo zawracają czytelnika do mocno ukonstytuowanego, czującego przewagę nad powołanymi światami podmiotu. Turysta-konsument poszedł w melanż i widział małe ludziki, a potem wytrzeźwiał i już ich nie było; świat sztuki jest idiotyczny, bo zapętlony w tworzonych przez siebie definicjach; kibole są śmieszni, bo są debilami i przeklinają; ojciec-raper ma bawić, bo się zestarzał i mówi do swojego rozmówcy per „młody”, a nie przemyślał swojego życia. Do tego, większość ludzi z wolnego wybiegu to hipokryci, a problemy ekologii u Shutego wydają się polegać bardziej na złej ludzkiej woli, a nie systemowych niemożliwościach.

Każdy żart ma tutaj swoje jasne, referencyjne znaczenie i podkreśla przewagę podmiotu, który przedrzeźnia i naśladuje śmieciowe języki w imię komfortu podmiotu obśmiewającego. Niewiele jest tutaj dezynwoltury i anarchizmu internetowych past. Świat shitpostingu, do którego rejestrów rości sobie pretensje autor, charakteryzuje się radykalnym odejściem od ferowania wyroków i implikowania znaczeń. W tym zestawieniu Historie o ludziach z wolnego wybiegu bliższe są polskiemu kabaretowi, w którym zwykle kogoś śmiesznie się naśladuje, a nie wykręconym protokołom z polskiej mentalności autorstwa Satuk Gamma, shitpostowego kanału, gdzie młodzi chłopcy, często inceleZbitka wyrazowa od involuntary celibacy – przyp. red.[1], folgują poczuciu humoru zbliżającego się do dada-rejestrów.

Na okładce książki Shutego czytamy opinię Ziemowita Szczerka:

Tak będzie wyglądał pisarski świat przyszłości. […] Shuty jest najwybitniejszym przedstawicielem nowego i obiecującego gatunku literackiego: stonera. Legalize it.

I tutaj powstaje moja największa niezgoda dotycząca tej książki. Nie można odmówić Shutemu wyobraźni, na przestrzeni całego zbioru mamy do czynienia z naprawdę zaskakującymi połączeniami i woltami, teksty mają też swój osobliwy koloryt. Wielość i zakrzywienia światów oraz perspektyw jest jednak problematyczna, bo nawet jeśli podmiot w przestrzeni książki jest w stanie mówić równocześnie językami z Doliny Muminków i z patologicznej Wigilii, to, jak po nitce, zawsze docieramy do racjonalnego, ironizującego z wyższością narratora. Taka perspektywa wydaje mi się być zaprzeczeniem istoty gatunku stonera, który stroni od prostych znaczeń, łatwej ironii i doraźnych komentarzy na rzecz anarchii luźnych skojarzeń i filozofii „odpału”. Stoner poszukuje estetycznych szczelin, ale w żadnym wypadku nie chce ich wytykać palcami. Natomiast u Shutego nie ma ani wskazywania pęknięć racjonalności, ani jej alternatywnych projektów. Dziwność podporządkowana jest znaczeniu, a nie zawiera się sama w sobie. Charakterystyczne dla stonera rozproszenie perspektyw, mnożenie i udziwnianie głosów, które powinno prowadzić bardziej do podważania niż obśmiewania tego, co opisywane, u Shutego ma wydźwięk klasistowski i wyższościowy. W takim zestawieniu Historie o ludziach z wolnego wybiegu są wytworem wyobraźni podporządkowanej protekcjonalnej wizji świata.

S. Shuty, Historie o ludziach z wolnego wybiegu. Party i skity, Kraków: Ha!art, 2020.

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Mateusz Górniak, Stoner czy kabaret?, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 73

Przypisy

    Powiązane artykuły