12.11.2020

Nowy Napis Co Tydzień #075 / Kilka zdań o immersji i empatii

Trzytomowy cykl powieściowy Wacława Holewińskiego: Pogrom 1905, Pogrom 1906 i Pogrom 1907, trzeba by kiedyś porównać z wcześniejszymi literackimi relacjami dotyczącymi wydarzeń z 1905 roku. Dla Stanisława Brzozowskiego rewolucja 1905 była doświadczeniem o największej historycznej randze, którego doświadczył za życia. Napisała o tym Marta Wyka w monografii Brzozowski i jego powieściM. Wyka, Brzozowski i jego powieści, Kraków 1981, s. 202.[1]. Jego proza, a także twórczość Berenta, Żeromskiego i Struga należą jednak do diametralnie odmiennej kultury literackiej niż współczesne publikacje – samo ich słowo uruchamiało wyobraźnię. Historycznoliteracka i historyczna analiza Pogromów wymagałaby z pewnością obszernego studium. Dość sobie uprzytomnić, że antologia pod redakcją Stefana Klonowskiego 1905 w literaturze polskiej liczy bez mała 750 stron.

Ostatnia powieść Holewińskiego bazuje na dokumentach – tekst opatrzono dokładnie opisanymi fotografiami oraz kilkudziesięcioma przypisami, dzięki czemu fikcja została zakorzeniona w faktach historycznych ważnych dla polskiej wspólnoty, zarówno w aspekcie politycznym, jak kulturowym. Ponadto na końcu ostatniego tomu widnieje lista ofiar egzekucji na stokach Cytadeli warszawskiej.

Zwraca uwagę wzmianka o Vlastimilu Hofmanie (1881–1970) – polskim malarzu symboliście, który w 1907 roku jako pierwszy Polak został członkiem Secesji Wiedeńskiej. Historia jego życia oraz recepcji twórczości składa się na szczególny splot nostalgii, cierpień i wizji duchowego przezwyciężenia klęsk. Neoromantyzm w znacznym stopniu określał wrażliwość estetyczną epoki Młodej Polski. Kiedy Sienkiewicz i Reymont cieszą się najszerszym uznaniem, dziennikarz Olkuski myśli o ówczesnych nowatorach, czyli Prusie oraz Żeromskim:

[Olkuski] Cenił Reymonta i to najlepsze z jego dzieł, które drukowali od ponad pięciu lat. Zachwycał się umiejętnością budowy postaci, narracją, zdolnością do operowania wieloma językami: od chłopskiej gwary do młodopolskiej opowieści o śmierciW. Holewiński, Pogrom 1907, Warszawa 2020, s. 153.[2].

Sposób opowiadania historii sprawia, że mimo różnic w stylu życia, krojach sukien czy fryzur, dzisiejszy czytelnik prozy Wacława Holewińskiego czuje się kompletnie zanurzony w świecie przedstawionym powieści. Pisarz odwołuje się także do środków pozawerbalnych, wyzwalając efekt zbliżony do immersji znanej graczom komputerowym. Mowa pozornie zależna stwarza złudzenie wniknięcia w myśli poszczególnych bohaterów będących jednocześnie narratorami kolejnych rozdziałów. Wielostronności obrazu sprzyja zastosowanie techniki różnych punktów widzenia, czyli ukazywania lub rekonstruowania (konstruktywiści powiedzieliby raczej budowania) minionej rzeczywistości tak, jak doświadczaliby jej uczestnicy zdarzeń. Poszczególne rozdziały powieści przypominają gotowe sceny scenariusza filmowego. Tytuły kolejnych rozdziałów są jednocześnie datami konkretnych wydarzeń opatrzonymi fotografiami z epoki.

Artystyczny zamysł powieści zdaje się polegać na wyjściu naprzeciw oczekiwaniom odbiorców kultury, którzy obecnie chętniej sięgają po dzieło filmowe niż literackie. Jak pisał Maciej Urbanowski, Holewiński opowiada: „w sposób nielinearny, migawkowy, quasi-filmowy”. Sam autor (były więzień polityczny, podziemny wydawca) ma podstawy, by ze szczególną empatią ukazywać postaci wolne od egoizmu, a także kontrastujące z nimi otoczenie karierowiczów, prowokatorów i ludzi złamanych po aresztowaniu. Sytuacje ekstremalne przesądzają o ich losie, tragizm utraty honoru zakrawa na diaboliczną metamorfozę psychiki ludzkiej, utratę tożsamości, rozpad „ja”.

Modelową postacią, która zdaje się z entuzjazmem działać na rzecz zaborcy, jest Michalina Zaborowska. Przesłuchiwana po zatrzymaniu przez policję, oferuje współpracę. Donosi i prowokuje, manipulując rosyjskim kochankiem – przedstawicielem zaborczej władzy. Michalina uosabia demoralizację agentury, ponadczasowego zjawiska, którym stopniowo zaraża się infiltrowane społeczeństwo. Skoro triumfują donosiciele, cóż prostszego niż zrezygnować z dostarczania im materiału, podporządkowując się tym samym imperium? Na przykładzie Zaborowskiej obserwujemy pewną prawidłowość psychologiczną. Oto posłuszny niewolnik odczuwa coś w rodzaju intelektualnej wyższości w stosunku do swoich ofiar. Chociaż wie, że jest zdrajcą, utrzymuje iluzoryczną kontrolę nad sytuacją. Podczas gdy pokrzywdzeni naiwnie wpadają w zastawioną przez niego pułapkę.

Dlaczego próbując upamiętnić ofiary zbrojnych zmagań w latach 1905–1907, pisarz w centrum cyklu powieściowego umieścił prostytutki? Nie sądzę, aby chodziło o epatowanie konserwatywnych czytelników. Prześledzenie losu prostytutki (Yvette), zwłaszcza tej, która padła ofiarą deklasacji, sprzyja uruchomieniu pewnego typu empatii – oto wyobrażamy sobie grozę beznadziejnej sytuacji życiowej, nieodwracalnej klęski. Jedność z ludźmi sprzed stu lat wyraża się przedstawieniem człowieka w sytuacji granicznej, co nadaje powieści uniwersalny wymiar. Wszystko po to, żeby podkreślić ciągłość wysiłków emancypacyjnych swojego pokolenia (Solidarności, podziemnego ruchu wydawniczego, NZS) z generacją urodzonych niedługo po militarnej klęsce powstania styczniowego. Nawiązanie do poprzedników to uobecnienie ich wrażliwości. To ukazanie człowieka w jego najgłębszej tajemnicy – upokorzeniach, bezradności, doświadczeniu przemocy. Co więcej, zupełnie inaczej waloryzuje się etycznie los bezbronnych, młodych kobiet w domu publicznym niż luksusowej utrzymanki-agentki (Michalina).

Niskie motywacje konfidentów, napięcie między instynktem samozachowawczym a wolą walki, misją, honorem, udręką ludzi uwikłanych w przerastające ich próby. Wszystko to milknie wobec ostateczności śmierci. Przez powieść jak refren przewijają się pytania, czy warto poświęcić osobiste bezpieczeństwo lub karierę dla Polski. Odwieczne „Bić się czy nie bić?” – komplementarność postaw romantycznych i pozytywistycznych. Zdania o bojowcach z pierwszych lat XX wieku można by spokojnie odnieść do innych momentów historycznych. Jeśli warto pasjonować się literaturą, to taką właśnie – poważną, bliską człowiekowi w sytuacjach granicznych oraz działającą na wyobraźnię w taki sposób, aby pokonać granice czasu i przestrzeni. Żeby móc obcować z tymi, którzy nie powinni pozostać zapomniani.

W. Holewiński, Pogrom 1907, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020.

okładka książki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dorota Heck, Kilka zdań o immersji i empatii, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 75

Przypisy

    Powiązane artykuły