19.11.2020

Nowy Napis Co Tydzień #076 / O kulturze językami nauki i sztuki

Zapisywanie świata. W poszukiwaniu antropografii Krystiana Darmacha na półce bibliotecznej znajdzie się obok naukowych pozycji z antropologii kultury, ale gdyby chcieć oddać, czym ta pozycja faktycznie jest, należałoby postawić dla niej oddzielny regał z indywidualnym nagłówkiem, na przykład „Antropologia rozmaita: badania, nauka, sztuka, praktyka, błądzenie”.

Sposób uprawiania antropologii zaprezentowany w tej książce uznany został przez jednego z recenzentów za „propozycję atrakcyjną, chociaż […] nietypową”. Ta zagadkowa formuła (czyżby nietypowość ujmowała coś z atrakcyjności?) mówi jednak bardzo wiele: z jednej strony Darmach bada rzeczywistość kulturową na sposób odległy od akademickiego standardu, ale z drugiej – jest bardzo bliski klasycznym antropologicznym ideałom, które w centrum zainteresowania stawiają człowieka, uznają prymat uczestnictwa jako metody badawczej i opisu (zapisu) jako metody zbierania wyników. Jak wielu innych antropologów oraz etnologów jest przekonany, że jego dziedzina „nie aspiruje do ścisłości i władzy nauki”J. Tokarska-Bakir, Repetytorium z człowieka [w:] A. Barnard, Antropologia. Zarys teorii i historii, Warszawa 2016, s. 25.[1] ani – mówiąc jego własnymi słowami – nie powinna być traktowana jako „twarda scjencja”K. Darmach, Zapisywanie świata. W poszukiwaniu antropografii, Łódź 2020, s. 23.[2]. Tropem antropologicznego wiecznego pytania o metodę, tak przedstawia swoje zamierzenie:

Celem prezentowanej pracy jest ukazanie oraz omówienie założeń wypracowanego przeze mnie w badawczo-pisarskim doświadczeniu poznawczego modelu i sposobu antropologicznego myślenia powiązanego z eksperymentalnym użyciem języka i opisem/ zapisem kulturowej rzeczywistościTamże, s. 9.[3].

W tej prezentacji autor posługuje się nie tylko inspiracjami antropologicznymi i szerzej naukowymi, lecz także poszukuje wzorów poznawczych w sztuce. Ostatecznym sprawdzianem dla tej książki jest odpowiedź na pytanie, czy wypracowywany i odnajdywany język rzeczywiście pozwala powiedzieć coś nowego o fenomenach współczesnej kultury?

Zapisywanie świata podzielone jest na dwie części: pierwsza, zajmująca bez mała połowę objętości, to Postulaty teoretyczne. Eksplikacje idei. Zakres naukowych odwołań w tym rozdziale może przyprawić o zawroty głowy. Darmach korzysta z fenomenologii i hermeneutyki (Husserl, Merleau-Ponty, Schütz, Heidegger, Dilthey); autoetnografii (poetyki fragmentu, parezji, realizmu psychodelicznegoTermin własny autora, oznaczający „realizm pisarski jako postawę objawiającą umysł badacza w zetknięciu z rzeczywistością, zjawiskiem, fenomenem etc.” (Tamże, s. 38).[4]); metodycznego synkretyzmu, a także z zasady złotego podziału oraz sylwiczności.

Poszczególne koncepcje naukowe – te o doniosłym znaczeniu dla rozwoju humanistyki i te, które zasługują ledwie na rolę przypisu w historii dyscypliny – łączą się w przedziwne narzędzie optyki badawczej, jak gdyby połączenie kalejdoskopu z mikroskopem. Wszystkie teorie wydają się w nim demokratycznie równe, niczym małe, kolorowe szkiełka-soczewki. Nietrudno się domyślić, że ceną za wielobarwną efektowność całości są uproszczenia, bez których przywoływane koncepcje nie dają się sensownie zestawiać. Najgorzej takie traktowanie znosi fenomenologia, którą do swojego aparatu włącza Darmach poprzez termin fenomenografia. Zanim jednak powstanie fenomeno-grafia, fenomeno-logia musi zostać gruntownie przerobiona.

Najpierw trzeba ją pozbawić metafizyki, czyli – jak rozumuje autor – dążenia do odsłonięcia „istoty rzeczy, esencji, transcendentalnej rzeczywistości samej w sobie”Tamże, s. 20.[5]. Nie można mieć pewności, czy po usunięciu fundamentu gmach fenomenologii się utrzyma, ale na pewno konsekwencją będzie wyeliminowanie głównego zadania fenomenologii Husserla, czyli analizy aktów intencjonalnych czystej świadomości.

To jednak nie koniec. „Fenomeny” na gruncie fenomenologii definiowane są jako przedmioty, które powstają w oglądzie czystej świadomości, a więc są wyrwane z przestrzeni chaosu w porządek znaczeń. I dlatego kolejną redukcję trudno Darmachowi wybaczyć: zastępuje on wyrafinowane znaczenie terminu „fenomen” u Husserla – ogólną definicją wziętą ze słownika PWN. Kompletnie pomijając tym samym złożoność i swoistość pojęcia w ramach gałęzi nauki, dla której precyzja jest sprawą fundamentalną.

Fenomenografia ma związek z fenomenologią tylko dlatego, że uznaje istnienie redukcji ejdetycznej, przy czym korzysta z niej bardzo przewrotnie i w ograniczonym zakresie. Badacz ma „po fenomenologicznemu” oczyszczać przedmiot, którym się zajmuje, z pobocznych, zbędnych cech, ale jego celem nie jest dotarcie do esencji, ale przeciwnie: metarefleksyjny ogląd „odpadków” tego procesu, które są traktowane jako elementy antropologicznie interesujące.

Sam pomysł wypracowania metody, która pozwoli na odkrywanie warunków poznania, z których nie zdajemy sobie sprawy, tak zwanego nastawienia naturalnego, jest zapewne uzasadniony i dla badań antropologicznych pożyteczny. Problem jest w metodzie: powierzchowne, wyrywkowe czerpanie z nauki nie może zaprowadzić nigdzie indziej, jak tylko do nieporozumienia.

Powtórzenie członu -grafia w neologizmach: fenomeno-grafia i antropo-grafia to zabieg wyrażający jedną z głównych myśli książki – w pracy antropologa zapis jest lepszą techniką niż opis, ponieważ w mniejszym stopniu podlega przekłamującym, usztywniającym konwencjom. Wzorców zapisywania i (językowego) postrzegania świata autor Zapisywania świata poszukuje w sztuce:

Staram się działać tak, by artystyczna domena rekonfigurowała optykę, „nawilżała” i odświeżała język opisu starający się dosięgnąć, uchwycić rozmaite poziomy kulturowej egzystencjiTamże, s. 52.[6].

Darmach przywołuje więc szereg inspiracji artystycznych, między innymi: aleatoryzm      kontrolowany Lutosławskiego, dryf Szczegłowa i Deborda, „dorzeczny”, przedmiotowy język Carlosa Williamsa, zapisywanie jako formę egzystencji Fernando Pessoi, notacyjny sposób pisania Jacka Kerouaca, „świecką epifanię” u Jamesa Joyce’a, umiejętność oddania chaosu współczesnej kultury i miejskiego stylu życia w malarstwie Jacksona Pollocka, „realizm konstruktywny” Debory Vogel, poezję semantyczną Stefana Themersona, unizm Władysława Strzemińskiego.

Autor książki wierzy, że sztuka, szczególnie awangardowa, eksperymentalna, może być traktowana jako pełnoprawny język badań antropologicznych. To podejście wyrasta przede wszystkim z żywionego przez Darmacha przekonania, że sztuka rodzi lepsze narzędzia postrzegania oraz poznania niż nauka, znajduje się o krok bliżej kulturowej rzeczywistości. Język tego typu sztuki jest bardzo indywidualny i subiektywny, demonstracyjnie nakierowany na ekspresję mówiącego – nie mógłby się pojawić w wypowiedzi antropologiczno-naukowej (niezależnie od stopnia jej „ścisłości”), gdyby dyscyplina nie dopuszczała, co najmniej od kilkudziesięciu lat, zacierania granic między podmiotem i przedmiotem badań.

Całą część teoretyczną spinają trzy główne wątki: 1) poszukiwanie nowego języka odzwierciedlającego współczesne doświadczenie kulturowe, 2) dążenie do utopii języka uwolnionego od ograniczeń konwencji i 3) uwzględnianie niespodziewanych, nieoczywistych elementów – dostrzeganie pomijanych zależności. Nietrudno zauważyć, że pokrywają się one z dominującymi tendencjami w filozofii i sztuce, zwłaszcza w literaturze od końca XIX wieku.

Literacki sposób przedstawiania rzeczywistości przesyca drugą część książki: Postulaty teoretyczne w praktyce badawczej. Aplikacje idei. Zapisy, rezultaty, w której Darmach przedstawia wyniki swoich antropologicznych badań i snuje refleksje na temat tożsamości badacza. Każdy z podrozdziałów w tej części „Antropografii” poświęcony jest innemu fenomenowi kulturowej współczesności (choć dominują tak zwane badania miejskie), niemal każdy utrzymany jest w innej poetyce. Najbliższy technice „zapisu świata” postulowanej w części teoretycznej jest Dziennik dworcowy z frazą krótkich zdań-wypowiedzeń, odzwierciedlających sposób postrzegania pisarza-badacza podczas miejskich błądzeń, ale w książce pojawia się także między innymi reportaż o Lizbonie czy esej. W całości pobrzmiewają echa sposobu mówienia i postrzegania przywoływanych wcześniej pisarzy, przede wszystkim Fernanda Pessoi oraz Debory Vogel, których utwory są często bezpośrednio cytowane.

Rozdział z prezentacją wyników badań jest niejednolity i fragmentaryczny – żeby zdać sprawę z jego tematycznej różnorodności, muszę po raz kolejny odwołać się do wyliczenia. W polu zainteresowania autora pojawiają się: Łódź (dworzec kolejowy jako przestrzeń, doświadczanie miasta, wędrówki, miejsca społecznych interakcji), Lizbona (napotkani w mieście ludzie-typy), antropologiczne konsekwencje wszechobecności technologii digitalnych (smartfony, rachunki), siłownia. Najbliższy moim oczekiwaniom czytelniczym wobec tekstu antropologicznego był podrozdział Fabrykowanie ciała. Człowiek, który ćwiczy. Autor dystansuje się w nim od rzeczywistości, którą opisuje i przedstawia zwięzłą, etnograficzną analizę różnych aspektów kultury siłowni: przeprowadza typologię odwiedzających ją osób, opisuje normy społeczne dotyczące ćwiczeń i korzystania ze sprzętu, opisuje relacje między ludźmi oraz przyjęte praktyki savoir-vivre’u.

Bardzo ciekawe są niektóre fragmenty o Łodzi, na przykład uwagi dotyczące przekształcenia miasta w wyniku nałożenia na nie nowej siatki o charakterze estetycznym – serii murali. Darmach z antropologicznym wyczuciem rejestruje, jak ta forma street artu oddziałuje na różnych poziomach na ludzi w mieście, zaczyna pełnić funkcję pełnoprawnej sztuki, wytrącając widzów z jednostajnego rytmu codzienności, odświeżając przyzwyczajenia percepcyjne i zmuszając do refleksji.

Wyróżnia się też cały ostatni podrozdział części praktycznej, dotyczący miejsc i sposobów interakcji w mieście. Wrażliwość na miasto każe na przykład zająć się autorowi humorem utarczek słownych fanów dwóch łódzkich drużyn piłkarskich czy miejskim murkiem, który paradoksalnie (bo przecież symboliką muru jest oddzielanie) służy do wzmożenia interakcji między ludźmi.

Nie brakuje także w książce miejsc kontrowersyjnych, jak na przykład fragment z analizą numerologiczną (hebrajska gematria) włączoną w podrozdział o cyfrowości. Z punktu widzenia oczekiwań w ramach paradygmatu nauki wydaje się, że nie ma ona żadnego uzasadnienia, jest autorskim kaprysem – efektownym i egzotycznym dodatkiem.

Można jednak przyjąć inny punkt widzenia, w którym książki Darmacha nie należy traktować jak standardowej pozycji naukowej. Wtedy trzeba uznać ją – zgodnie z sugestią z początku recenzji – za reprezentanta nowego, jednostkowego gatunku pisarskiego, który podlega swoim własnym prawom kompozycyjnym. Wywodem kieruje w nim proces kolejnych skojarzeń erudycyjnego etnologa-twórcy, oddanego swojej dziedzinie, zanurzonego w kulturowym świecie i tworzącego wypowiedź, w której sensy powstają w dużej części dzięki literackim, a nie naukowym konwencjom spójności.

Wydaje mi się, że na tego typu twórczość może być miejsce w obrębie antropologii, choć na pewno rozumianej szerzej niż dyscyplina naukowa. Jest to praktyka badawcza, w której nauka pełni taką samą rolę jak sztuka – inspiruje i dostarcza narzędzi. Czy książka Krystiana Darmacha mówi coś nowego o kulturze? Na pewno jest unikalnym i często przekonującym zapisem pewnego jej stanu, obserwowanego i zapisanego w języku Krystiana Darmacha. Wypowiedzią, w której sam autor jest w równym stopniu podmiotem i przedmiotem badania.

K. Darmach, Zapisywanie świata. W poszukiwaniu antropografii, Łódź 2020.

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Maciej Kidawa, O kulturze językami nauki i sztuki, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 76

Przypisy

    Powiązane artykuły