19.11.2020

Nowy Napis Co Tydzień #076 / Wsiąść do Ubera nie byle jakiego…

Z usług Ubera skorzystałem kilka razy w życiu, ale z zaczarowanego? Nie przypominam sobie. Niby wiedziałem, że po tej przejażdżce literackiej mogę się spodziewać: „zadbanego wnętrza”, „automatycznej klimatyzacji” czy „uczciwego traktowania” pasażera. Kiedy więc wsiadłem do Zaczarowanego Ubera prowadzonego przez nieznanego autora – Zenona Saksona, liczyłem nie tylko na komfort jazdy, lecz także na moc atrakcji poznawczych. Czy faktycznie było warto obyć tę podróż?

Cóż, Zenon Sakson z pewnością nie jest początkującym „kierowcą” i opowiadać umie. Pokazał mi kilka ciekawych miejsc, barwnych niczym narkotyczne wizje bohaterów jego opowiadań. I choć bywam nieraz nadekspresywny, recenzując prozę, tym razem nie krzyknę nic euforycznie. Chociaż kurs tytułowym zielonym renault po Mexico City i innych meksykańskich miejscowościach został zaliczony. Mógłbym napisać o tej prozie „polskiego emigranta represjonowanego w czasach PRL za rozwijanie świadomości kosmicznej”Szkoda, że informacje w Google o tym autorze są szczątkowe i nie można tego w żaden sposób potwierdzić.[1], że zaserwował nam lekturowy chill out od poważnej literatury pięknej, z widocznym potencjałem subwersywnym. Mógłbym także docenić walory empiryczne tego zbioru. Coś mnie jednak blokuje wewnętrznie. O tym też będzie ten tekst.

Dlaczego nie mogę już od pierwszych zdań recenzji zachwycać się tą książką? Powołam się w tym przypadku na pojęcie „dziwności istnienia” Stanisława Ignacego Witkiewicza, którego wyjaśniać chyba nie muszę. Otóż przy wszystkich wariactwach, nienormatywnych zachowaniach głównych bohaterów i błazenadach, jakie stwarza Sakson, owej „dziwności istnienia”, nawet przy użyciu lupy metafizycznej, znaleźć nie sposób. A tego stanu euforii oraz niepokoju zarazem szukam w literaturze (nie tylko ja). I pewnie bym je osiągnął, gdyby na marginesie każdego opowiadania zostałby wydrukowany propagandowy blurb Jakuba Żulczyka. Jednakże, wbrew słowom autora Ślepnąc od świateł: „[…] meskalina nie kipi w garczku, nie jest to bardzo śmieszne i nie mamy do czynienia z tajemniczym geniuszem, którego tropem idą tylko prawdziwi, dzicy detektywi literatury polskiej”. Swoją drogą nieźle musiałbym „oślepnąć od świateł”, żeby zestawiać jakkolwiek Zenona Saksona z Robertem Bolano, autorem Dzikich detektywów… W czym jeszcze tkwi problem?

Porażka ta ma wiele przyczyn, ale skupię się na jednej, nadrzędnej. Przyczynę tę można określić jako brak spójności intencji autorskich z narzędziami artystycznymi, jakimi autor dysponuje. Niewątpliwie książka Saksona jest formą prowokacji literackiej. Ale kogo właściwie ma sprowokować do dyskusji i refleksji nad polską kulturą współczesną, obyczajowością, duchowością, tolerancją? Czytelnika, któremu bliższa jest wrażliwość prawicowa czy lewicowa? Skoro autor testuje cierpliwość czytelnika mało skutecznymi chwytami retorycznymi (na przykład w opowiadaniach napisanych w narracji drugoosobowej, kiedy zwraca się do mnie na „ty”) i eksperymentuje z narracją prozatorską, to chyba całe zamieszanie oraz wszystkie uberowe hokus-pokus, narracyjne odloty powinny prowadzić do jakiegoś celu… Otwarcia drzwi percepcji? Ale czym one są? Myślę, że dla wszystkich tym samym – przeżyciem estetycznym.

Więc jadę tym Zaczarowanym Uberem mając w pamięci jazdę Zaczarowaną dorożką. I pytam sam siebie, rozczarowany tym rzuconym na mnie zaklęciem, niczym niezbyt rozgarnięty Pupiszon z książki Astrid Lindgren Ronja, córka zbójnika: „Czemuuuu to takkkkk?”.

Parodia, ironia, groteska – tymi trzema kategoriami literackimi żongluje Sakson w swoich dziewięciu opowiadaniach, dając czytelnikowi asumpt do krytycznych rozmyślań nad polskimi bolączkami i kompleksami. Bo nawet jeśli autor osadza akcję niektórych utworów w Meksyku, jak w opowiadaniach Zaczarowany Uber, W drodze do Tultitlan, Nocna interwencja, to z pozycji emigranta chodzi mu o Polskę właśnie. Kiedy naśmiewa się po cichu z katolików, Januszy i nosaczy z internetowego memu, jak w Rarytasie oraz Inżynierze Karolaku, to też chodzi mu o ten kraj. Podobnie Miłość w czasach postgenderO dziewczynie, która chciała być chuliganem jest krzywym zwierciadłem, w którym odbija się obraz Polaków nieakceptujących „odmieńców”, osób o innej orientacji seksualnej. Polskie tropy można odnaleźć też w najlepszym i najdłuższym opowiadaniu ze zbioru, czyli Milczeniu pasterzy, w którym przedstawiono wyimaginowane piekło dla księży będących alegorią zła, synekdochą grzechu nadużycia władzy. Kara spotyka ich za to, że inni księża dopuścili się pedofilii na bogobojnym chłopcu. Typowy przykład odpowiedzialności zbiorowej, mylne utożsamianie „części” jakiejś społeczności z „całością”. Wreszcie kończący książkę utwór Fryzjer z piekła rodem, w którym klient przychodzi do zakładu i prosi o ostrzyżenie „na Giertycha”, co ma zapewne być próbą obśmiania ludzi zapatrzonych w polityka, gdy był związany z Młodzieżą Wszechpolską oraz Ligą Polskich Rodzin.

Wszystkie te mniej lub bardziej zawoalowane ataki byłyby skuteczne i godne podziwu, gdyby nie jeden mały szkopuł. W taktyce Zenona Saksona brak elementu zaskoczenia literackiego. Nie odczuwa się powiewu świeżości, dającego poczucie, że nikt wcześniej o tych ważnych sprawach nie pisał w taki sposób i nie wysnuł podobnych wniosków. Z przedstawionego w książce punktu widzenia zachodniego emigranta Polska jawi się jako kraj uwsteczniony nie tylko gospodarczo, lecz także światopoglądowo. Jednakże ostrze krytyki, które kieruje autor w stronę polskich zacofańców, czyli ludzi, którzy codziennie dopisują kolejne linijki tekstu na kartach wstydu „Polski antyliberalnej” i „Polski antylewicowej”, wydaje się, niestety, mocno stępione.

Pytanie otwarte, jakie można by zadać w przypadku Zaczarowanego Ubera, jest następujące: kto zawinił, że owoc pracy jest taki, a nie inny – autor, wydawca, redaktor? Nie chcę i nie umiem stwierdzić jednoznacznie. A zresztą, jakakolwiek by nie była odpowiedź, to nie zmienia w żaden sposób oceny ogólnej. Miało być bombowo, zabawnie i dosadnie – a tak się niestety nie stało. Choć niektórzy bohaterowie palą marihuanę, to ja nie chcę się „z nimi nastukać, znaleźć się na wyżynie…”, jak opisywali ten stan narkotycznego odurzenia raperzy z Molesty Ewenement. Nawet bez tej próby zmiany świadomości przez Saksona, inna Rzeczpospolita jest możliwa. Jaka? Zgadzam się z nim: wolnościowa, bardziej liberalna, dokonująca rozliczeń z własnymi ograniczeniami światopoglądowymi. Ale marzenia można opisywać bardziej przekonująco… Tak więc Zaczarowany Uber to nie jest połączenie literatury Witolda Gombrowicza z Williamem Sewardem Burroughsem i Hunterem Stocktonem Thompsonem. Powie ktoś, że pisarz nie musi stawiać socjologicznych diagnoz, dzielić się pomysłami na rozwiązanie problemów systemowych, zmianę ustroju oraz nastrojów społecznych. Ale jeśli to potrafi i przekonująco argumentuje swoje tezy, to przynajmniej jest o czym pisać, dyskutować, o co się spierać. Mógłby więc spróbować wyjść poza obręb własnych fantazji, poza szkicowanie grubą kreską „polactwa”, wskazać kierunek, jakieś światełko w tunelu. Nic z tego.

Celowo nie zdradzam, o czym są poszczególne opowiadania, bo na groteskowych fabułach opiera się ich siła oraz wartość literacka. Doceniam Saksonowe odloty w rejony świata wewnętrznego, zgłębianie snów i zapis stanów podświadomości. Można tam znaleźć kilka ciekawych momentów, takich jak: akty przemocy, okrucieństwa, przykłady siermiężnych żarcików ze zbieraczy dewocjonaliów, korposzczurów, podzielonych Polaków, piłkarskich chuliganów, prostytutek czy innych ludzi wykluczonych poza margines życia społecznego. I jeśli rozpatrywać je tylko pod kątem fabularnym, to „jest nieźle, ale nie very good”, parafrazując fragment piosenki Maćka Maleńczuka. Czuć ten powiew wolności w literaturze Saksona i naprawdę widzę w Zaczarowanym Uberze interesujące zaczątki kilku nienapisanych powieści. Wydaję mi się, że w tym przypadku najlepszym podsumowaniem będzie cytat z piosenki Eldo z płyty CKCUA: „Wolność, a to daje nieskończone możliwości / Ale sam siebie spytaj, czy umiesz korzystać z wolności?”. No właśnie.

Z. Sakson, Zaczarowany Uber, Korporacja Ha!art, Kraków 2020.

Okładka książki "Zaczarowany Uber"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Tymoteusz Milas, Wsiąść do Ubera nie byle jakiego…, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 76

Przypisy

    Powiązane artykuły